sobota, 5 października 2013

Rozdział czwarty

If what you hear with your ears, doesn't match what you see with your eyes, trust your eyes


- Boże. Nie mogę uwierzyć, że Louis to powiedział - warknął Liam, a ja westchnąłem ciężko. Patrzyłem na zmieniający się widok za oknem, próbując zająć czymś myśli. Pomarańczowe światła stojących przy drodze latarni oślepiały mnie boleśnie, ale gdy tylko zamykałem oczy, widziałem jego twarz. Skrzywiłem się. Czułem się żałośnie. W takich momentach nienawidziłem swojej wrażliwości. - Pieprzony skurwysyn. Jak tylko dopadnę go w swoje ręce...
- Myślisz, że naprawdę do niej pojechał? - zapytałem cicho, przerywając mu. Potrzebowałem usłyszeć zaprzeczenie. Szatyn roześmiał się gorzko na moje słowa, przyprawiając mnie tym o gęsią skórkę.
- Wątpię. Z resztą, znasz go najlepiej, Harry. Louis lubi wiele mówić i się wygrażać, ale rzadko spełnia swoje groźby. - Głos Liama przepełniony był złością i czymś jeszcze, czego nie umiałem opisać. Przez chwilę obserwowałem, jak pewnie prowadził, gdy nagle sobie o czymś przypomniałem. Odgarnąłem włosy z oczu.
- Wyobrażasz sobie, co pomyślą Linda i Gemma, kiedy się obudzą, a mnie tam nie będzie? - zaśmiałem się cicho, próbując wyobrazić sobie minę mojej siostry. - Chciałbym to zobaczyć!
- Cholera, mogłeś położyć je do jednego łóżka! Boże, to musiałoby być niezręcznie zabawne - donośny śmiech Liama zdecydowanie poprawił mi humor. Przez chwilę pozostawaliśmy w swoich wyobrażeniach, chichocząc na cały głos.
- Najlepsze pomysły zawsze przychodzą zbyt późno... - mruknąłem, zerkając na zegarek w swoim telefonie. Dochodziła druga, a przed nami było jeszcze około piętnastu minut jazdy.

*

Bardzo lubiłem mieszkanie szatyna, choć tak bardzo różniło się od mojego. Wszystko, łącznie z meblami, było w nim jasne - białe lub kremowe, a mimo to wnętrze sprawiało wrażenie przytulnego, nie surowego. Projektant wykonał świetną robotę.
Usiadłem ostrożnie na sofie w kolorze kawy z mlekiem, czekając, aż przyjaciel przyniesie mi koc, pod którym mógłby spać. Mimo że obaj staraliśmy zachowywać się cicho, obudziliśmy Sophię, która nalegała, bym wypił przed snem coś ciepłego. Dziękowałem w duchu, że nie zmuszała mnie do zwierzeń, bo były one ostatnią rzeczą, na którą miałem ochotę. Chwyciłem ze stołu jego telefon, chcąc spojrzeć na godzinę dokładnie w momencie, w którym usłyszałem dzwonek połączenia przychodzącego. Lekko podskoczyłem, a potem zagryzłem wargę, patrząc z niemym zaskoczeniem na zdjęcie chłopaka, który dzwonił. W tej samej chwili, do pokoju wszedł szatyn, wpatrując się uważnie w moją twarz. Zabrał mi z ręki swoją komórkę, odbierając połączenie. Cały się spiąłem. Sophia zacisnęła szczupłą dłoń na mojej ręce.
- Przykro mi Louis, nie mam ochoty na alkohol - mruknął po chwili, patrząc mi prosto w oczy. Gestem ręki pokazał mi, że Lou jest pijany. - Właściwie, kładłem się już spać. Jest wpół do trzeciej, muszę się w końcu wyspać, sam rozumiesz. Za dwa dni kolejna promocja This Is Us - dodał, a ja poczułem, jak coś skręca mi się w żołądku. Zupełnie o tym zapomniałem. Wpatrywałem się w przyjaciela, który przez dłuższy czas milczał, słuchając Louisa. Słyszałem jego głos, ale nie potrafiłem rozróżnić słów.
- Dlaczego po prostu nie przenocujesz u Harrego? To tylko trzy ulice dalej - powiedział, pokazując palcem, bym był cicho, gdy już miałem zaprzeczać.
- Ktoś może cię zobaczyć, no tak, rozumiem. Cóż Louis, wezwij sobie taksówkę, nie dam rady przyjechać. Do zobaczenia we wtorek. - Liam odłożył telefon, patrząc w przestrzeń z nieodgadnioną miną. Poczułem dziwne mrowienie w palcach; chciałem wziąć aparat we własne dłonie i upewnić się, że nie usłyszę szatyna, kiedy się odezwę. Zamiast tego, podniosłem się szybko z kanapy, ściskając rękę przyjaciela.
- Naprawdę, nie wiem, jak mam wam dziękować. - Zamiast odpowiedzieć, Liam chwycił mnie mocno w objęcia.
- Myślę, że najlepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy teraz spać - usłyszałem ostrożny głos dziewczyny zza moich pleców. Przyznałem jej rację.

*

Kiedy Sophia zdecydowała się mnie w końcu obudzić, zbliżała się pora obiadowa. Nieco zawstydzony, poderwałem się szybko z kanapy, bąkając coś przepraszająco pod nosem, nikt jednak nie był na mnie zły. Gdy trzydzieści minut później, po uprzednim prysznicu i ubraniu na siebie świeżych ubrań, przyszedłem do kuchni, czekała już na mnie filiżanka herbaty i talerz pełen pachnących miodem naleśników. Uśmiechnąłem się ciepło do dziewczyny, obejmując kubek w obie dłonie. Wziąłem łyka, patrząc na nią z wdzięcznością, a później zabrałem się za jedzenie.
- Przepraszam, że zajmuję wam dzień - zacząłem, zerkając ostrożnie na Liama, który westchnął cicho, kręcąc przy tym głową, a potem zachichotał. Uwielbiam dźwięk jego śmiechu, niski i kojący.
- Daj spokój, Harry. Przecież wiesz, że możesz się do mnie zwrócić ze wszystkim o każdej porze - powiedział, obracając w dłoniach swój tablet. Zmarszczyłem brwi, patrząc na niego pytająco. Wydawał się być dziwnie podekscytowany.
- Pochwal się - mruknęła tajemniczo blondynka, patrząc znacząco na swojego chłopaka. Poczułem, jak coś przekręca mi się w żołądku.
- Oh, to nic takiego, popełniłem tylko małą gafę... - zaczął wymijająco, a ja patrzyłem na niego bez słowa, czując narastający we mnie niepokój.
- Oczywiście, wcale nie zrobiłeś tego celowo - przerwała mu Sophia, na co ten tylko uśmiechnął się do niej szeroko.
- Wstawiłem na instagrama twoje zdjęcie, kiedy smacznie śpisz na naszej kanapie...
- I ktoś najwyraźniej tę kanapę rozpoznał - dodała dziewczyna, uśmiechając się nieco ironicznie. Poczułem, jak z nerwów pocą mi się dłonie. Odłożyłem sztućce.
- Zadzwonił do ciebie? Był bardzo zły? - wyrzuciłem z siebie, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Szatynka westchnęła cicho, wskazując na mnie dłonią.
- Mówiłam ci, że tak będzie? On nawet teraz ma wyrzuty sumienia - mruknęła, szturchając mnie łokciem. Nie przestawałem wpatrywać się wyczekująco w Liama.
- Tak, zadzwonił, minutę po tym, jak wstawiłem to zdjęcie, nie uważasz, że to trochę chore? W każdym razie, zaczął mnie wypytywać, kiedy i dlaczego do mnie przyjechałeś, i w jakim byłeś stanie, więc powiedziałem mu, że to nie jego zasrany interes. Chciał z tobą porozmawiać, ale powiedziałem, że należy ci się porządny sen.
- Oh - wydusiłem z siebie jedynie, wpatrując się w talerz, na którym leżał nadgryziony naleśnik.
- Nie Harry, nawet nie waż się odmawiać śniadania! - warknęła, patrząc na mnie spod byka. Uśmiechnąłem się delikatnie w odpowiedzi.
- Odpowiedział ci na to? - zapytałem, ponownie zabierając się za jedzenie. Starałem się opanować nerwową reakcję. Sophia wyglądała na zadowoloną z siebie.
- To dziwne, ale zgodził się ze mną. Cholernie się zdziwiłem, że nie rzucił w moim kierunku, jak to zwykle ma w zwyczaju, jakiejś uroczej wiązanki przekleństw albo obscenicznych żartów. W każdym razie, przed chwilą dzwoniła też do mnie Gemma. Prosiła, byś jak najszybciej przyjechał do domu.
- O cholera...

*

Kiedy trzydzieści minut później przekraczałem próg swojego domu, bałem się, co w nim zastanę. Od samego początku uderzyła we mnie dziwna cisza, zupełnie niepodobna do dudniącej w głośnikach muzyki za każdym razem, gdy wracałem do mieszkania ze świadomością, że czeka na mnie Gemma. Zdjąłem z siebie kurtkę i buty, wchodząc ostrożnie do dużego pokoju. Moja siostra siedziała na kanapie, uśmiechając się słabo w moim kierunku. Jasne włosy spięła w niedbałego kłosa, nie miała na sobie ani grama makijażu. Westchnąłem, kiedy zdałem sobie sprawę, że ubrała moją bluzkę. Przewróciłem oczami.
- Jak się czujesz? - zapytałem, podchodząc do niej i głaszcząc ją lekko po policzku. Prychnęła cicho, jednak nie był to wrogi odgłos.
- Tak samo fantastycznie, jak zapewne wyglądam - mruknęła, rozcierając sobie dłońmi skronie - Potwornie boli mnie głowa i niewiele pamiętam - dodała, zerkając na mnie ostrożnie. W tym samym momencie przypomniałem sobie o czymś bardzo istotnym.
- Gdzie jest Linda? - Na te słowa na ustach szatynki pojawił się delikatny uśmiech.
- Pomogła mi doprowadzić mieszkanie do porządku, zjadłyśmy razem śniadanie, wymieniłyśmy się numerami telefonów i wyszła, bo wieczorem ma umówioną sesję. Muszę przyznać, że nieźle nas nastraszyłeś. Bałam się, że coś ci się stało. - W jej głosie słyszałem prawdziwą troskę i poczułem się nią nieco zmieszany. Wiedziałem doskonale, że Gemma mnie kocha, ale zazwyczaj nie okazywała tego w tak oczywisty, matczyny sposób. - Twój telefon milczał jak zaklęty, więc zadzwoniłam do Louisa, bo byłam pewna, że pojechałeś do niego. W zamglonych wspomnieniach Lindy przyszedł do naszego mieszkania, więc sądziłyśmy, że po prostu, no cóż, godzicie się... - przerwała na moment, obserwując moją twarz. Starałem się niczego po sobie nie pokazać. - Nie wyobrażasz sobie, jaka byłam przerażona, kiedy Tomlinson powiedział mi, że nie ma cię u niego, a później sam zaczął panikować, że coś ci się stało. Przyjechał tutaj w dziesięć minut, nie wiem, jakim cudem. Kiedy każda kolejna osoba, do której dzwoniliśmy, zaprzeczała w odpowiedzi na nasze pytanie, a twój telefon wciąż milczał, Louis wyglądał jak duch z tą swoją bladą skórą i podkrążonymi oczami. Wiesz dobrze, że ostatnio za nim nie przepadam i ciągle się kłócimy, ale naprawdę się przejmował i powiedzmy, że zakopaliśmy topór wojenny. Przeprosiłam go za mój ostatni wybryk przy toalecie, a on obiecał, że zacznie zachowywać się jak mężczyzna. Cóż, kiepsko mu to wyszło, kiedy prawie popłakał się na widok zdjęcia na instagramie Liama...
- Nie próbowaliście do niego zadzwonić? - zapytałem, starając się ignorować przyspieszone bicie serca, spowodowane słowami mojej siostry.
- Louis powiedział, że rozmawiał z nim w nocy i że nie miał pojęcia o twoim zniknięciu, więc założyliśmy z góry, że cię u niego nie ma. W każdym razie w ciągu tej godziny, którą spędziliśmy razem zdecydowanie urósł w moich oczach, nawet jeśli zachowywał się absurdalnie. Przez chwilę wydawało mi się, że jest całkiem przystojny, ale wtedy zdałam sobie sprawę, że to tylko skutki uboczne wczorajszego wina... - Zaśmiała się głośno, gdy uderzyłem ją w bok. - Prosił mnie, bym dała mu znać, kiedy przyjedziesz do domu, więc teraz niedyskretnie to zrobię, a ty zacznij się pakować, bo przypominam, że wieczorem macie samolot do Nowego Yorku...
- Cholera, nie wierzę, znów zapomniałem!

*
Kiedy nieco zadyszany, dobiegłem do miejsca zbiórki przed naszym samolotem spóźniony o pięć minut, wszyscy wyglądali na zmęczonych i lekko zdenerwowanych. Zayn rozmawiał z kimś przez telefon, prawdopodobnie z Perrie, chodząc w kółko wzdłuż walizek i gestykulując zawzięcie. Liam przytulał do siebie roztrzęsioną Sophię, gładząc ją po włosach i był to jeden z najbadziej wzruszających obrazów, jakie miałem (nie)szczęście ujrzeć. Niall rozmawiał o czymś z Louisem, stojącym do mnie tyłem. Widziałem, jak twarz blondyna zmienia się, kiedy mnie dostrzegł i zauważyłem, jak szepnął coś do szatyna, zanim uśmiechnął się lekko, machając do mnie ręką. Nie zastanawiając się długo, ruszyłem w ich kierunku. Dotknąłem ostrożnie ramienia Louisa, czując się tak, jakby przez moje palce przepłynął prąd. Chłopak odwrócił się i przez krótką chwilę po prostu wpatrywałem się w jego oczy, tonąc w ich błękicie, jednak już po chwili nachyliłem się nad jego ramieniem.
- Jestem dużym chłopcem, nie potrzebuję niańki - szepnąłem mu do ucha, odsuwając się powoli. Pokręcił głową, chcąc zapewne mi zaprzeczyć, jednak w tym samym momencie zaczęła się nasza odprawa i zostaliśmy zmuszeni do zamilknięcia.
*

Wchodząc do samolotu, cały czas czułem na sobie palące spojrzenie właściciela niebieskich tęczówek. Zignorowałem machającą w moim kierunku fryzjerkę, która najprawdopodobniej chciała zaproponować mi miejsce obok siebie. Lubiłem ją, ale to nie z nią chciałem spędzić dwunastogodzinny lot. Chwyciłem się kurczowo paska mojej torby, próbując uspokoić szalone tempo, w jakim biło moje serce, na myśl o tym, co zamierzałem zrobić. Przeciskałem się pomiędzy siedzeniami, zerkając w przód, by upewnić się, że mogę obok niego usiąść. Starając się opanować zdenerwowanie i swoje drżące kończyny, złapałem wzrok Nialla, który przysunął się jak najbliżej okna, najprawdopodobniej spodziewając się, że znów zajmę miejsce obok niego. Pokręciłem jednak delikatnie głową, ruchem głowy wskazując mu, gdzie usiądę. Kilkanaście ciągnących się godzinami sekund później, z udawanym spokojem, opadłem na siedzenie obok Louisa i uśmiechnąłem się do niego lekko. Kątem oka zauważyłem, że jego twarz pojaśniała i rozluźniła się. Obaj westchnęliśmy z ulgą, kiedy nasze dłonie ukradkowo zatknęły się ze sobą. Kiedy te pozornie nic nie znaczące gesty stały się dla nas tak ważne?
Obaj zdawaliśmy sobie jednak sprawę z tego, że zgoda wcale nie oznaczała końca naszych problemów i rozmowa, którą musieliśmy przeprowadzić, mogła zmienić wszystko. Wiedzieliśmy też, że nie mogliśmy odkładać jej w nieskończoność i świadomość ta była okrutnie bolesna. Póki co, cieszyłem się, mogąc ułożyć głowę na ramieniu niebieskookiego i zapaść w spokojny sen, wdychając jego idealny zapach.



____________________________________

Wiem, że czekacie na jakąś większą interakcję między Harrym a Louisem.
Mogę wam obiecać, że WARTO poczekać na piąty rozdział... :)
Za wszelkie komentarze bardzo dziękuję, bo to one napędzają mnie do pisania.

12 komentarzy:

  1. Jestem, jak zawsze! Zacznę może od końca, bo mam ochotę(ponownie) rozszarpać Cię, tym razem za przerwanie w takim momencie! Ale cóż, cieszę się, że zaczyna się dziać dobrze, jeśli chodzi o Harry'ego i Louisa, bo ten taki okres ich rozłąki był... cóż, po prostu smutny. Gemma widzę także postanowiła przekonać się do Lou. I cóż, mam ochotę napisać: "Typowy Louis", jeśli chodzi o scenę "poszukiwań" Hazzy. Tak właśnie wyobrażam sobie Tomlinsona, gdy Harry postanowiłby uciec nie wiadomo gdzie i nie wiadomo do kogo. Z Liama w tym odcinku wyszedł prawdziwy przyjaciel, na dobre i na złe. I także polubiłam Sophie! Podobają mi się role żeńskie w Twoim opowiadaniu - zarówno Gemma, jak i dziewczyna Payne'a są świetne! Cóż, pozostaje mi czekać na piątkę, skoro mówisz, że warto!

    Pozdrawiam! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli po tym rozdziale chcesz mnie rozszarpać, boję się, co ze mną zrobisz, gdy przeczytasz piątkę, ale już nie spoileruję, haha.
      Postanowiłam dać żeńskiej części trochę głosu w swoim opowiadaniu, bo zazwyczaj jest tak, że dziewczyny chłopaków są nijakie albo po prostu omijane i bardzo mnie to drażni;). Ja nie widzę powodu, by je ignorować, wiem, że ich postacie mogą mi się przydać, dlatego staram się już teraz zarysować ich obraz. I ciesze się, że Ci się podobają i że ich obecność nie jest męcząca, bo tego się obawiałam najbardziej.
      Też pozdrawiam i dziękuję za wyczerpujący komentarz <3

      Usuń
  2. Jezus, Jill, chcesz mnie wykończyć?
    Ale cieszę się, że widzę jakieś pozytywne początki, Hazz i Lou razem, juppi. Mam nadzieję, że tego nie zniszczysz i że tym końcem dałaś nam znać, że teraz będzie tylko lepiej, chociaż znając Ciebie i Twoje komplikacje... Boję się piątki, serio! Najchętniej przeczytałabym ją już teraz. Kiedy mogę się jej spodziewać? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, naprawdę mnie zabijecie...
      Piątka będzie we wtorek! :*

      Usuń
  3. ciesze sie, ze nie omijasz wątków dziewczyn chłopców, co zwykle jest praktykowane. to tylko pokazuje, że dojrzale podchodzisz do opowiadania i nie masz z nimi problemu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa i jak najbardziej się z tym zgadzam :)

      Usuń
  4. Albo ja się czepiam szczegółów, albo nie rozumiem treści (serio, nie potrafię wybrać). Skoro Liam wrzucił zdjęcie Harrego na swojego instagrama, to co znaczy zdanie, że 'ktoś rozpoznał kanapę'? No oczywiste, że jak zdjęcie wszucił Liam, to są gdzieś razem, więc i tak należy do niego dzwonić.
    Mój ścisły mózg nie potrafi tego rozpracować, przepraszam :D
    I tak btw, to zdjęcie istnieje naprawdę? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wytłumaczę.
      Liam wstawił zdjęcia Hazzy śpiącego na kanapie rano. Louis i Gemma szukali Harrego w nocy. Nie dzwonili do Liama, bo byli pewni, że go tam nie ma (przez to, że Lou rozmawiał z Liamem).
      Było kiedyś w sieci :)

      Usuń
    2. kanapę rozpozał Louis rano!

      Usuń
    3. Ja rozumiem sens, nie rozumiem kanapy.
      Skoro Harrego nigdzie nie ma, a Liam wrzuca jego zdjęcie jak śpi, to znak, że trzeba pytać Liama.
      Gdyby Harry spał w łóżku, w nowej pościeli, której nikt nie widział, a Liam by wrzucił jego zdjęcie, to samo w sobie by znaczyło, że są razem. Kanapa, nie ma nic do rzeczy!
      No mówię, jie potrafię tego ogarnąć :D

      Usuń
  5. Harrego nigdzie nie było w nocy i rano. Liam wrzucił zdjęcie po tym, jak Gemma i Louis dzwonili do ludzi. Kiedy Liam wrzucił zdjęcie, Louis fdo niego zadzwonił.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowity rozdział :-) + zapraszam do mnie : http://mulanini.tumblr.com/post/65531306873/mroczna-dusza :-)

    OdpowiedzUsuń