wtorek, 8 października 2013

Rozdział piąty

And I don't think I can look at this the same
 
 Ostrzeżenie: Scena miłości dwóch mężczyzn (+18)



Promocja w Nowym Jorku przebiegła bez większych problemów. Nie było rzeczy, do której już bym nie przywykł, dlatego wszystko wyszło bardzo dobrze i byłem pewien, że zarówno fanki, jak i zarząd nie będą mieli mi nic do zarzucenia. Traktowałem to jak pracę, wyłączając na ten czas swoje uczucia i przybierając na twarz maskę szczęśliwego, cudownego chłopca - tego, w którym kochało się pół globu. Pozwoliłem, by ktoś ułożył mi włosy, ktoś inny wybrał mi ubrania, które teraz wciąż miałem na sobie. Grzecznie, bez żadnego sprzeciwu, pozowałem do zdjęć, ustawiając się jak najdalej Louisa. Sprzedawałem całusy fankom, robiłem sobie z nimi zdjęcia. I tylko ukradkowo, starając się być na tyle dyskretnym, by nikt nie mógł uchwycić tego na fotografii, zerkałem w kierunku niebieskookiego, gdy czułem na sobie jego palący wzrok. Kiedy to zaszło tak daleko? Gdzie były czasy, w których nikt nie karał mnie za samo patrzenie? Gdzie były te dni, w których mogłem swobodnie dotykać Louisa, stawać na zdjęciach obok niego, patrzeć w jego kierunku? Westchnąłem ciężko. Ucieszyłem się, gdy w końcu wsiadłem do vana, który miał zawieźć nas do hotelu.

*
Kiedy tylko otrzymałem klucz do swojego pokoju, praktycznie do niego wbiegłem, rzucając niedbale skórzaną walizkę gdzieś w kąt. Czułem na sobie dotyk tysiąca osób, ale też zapach dziwnej mieszanki ciężkich, damskich perfum i potu. Pragnąłem jak najszybciej się tego pozbyć, dlatego nie zastanawiając się długo, zrzuciłem z siebie ubrania, wchodząc zupełnie nagi do łazienki. Byłem nieco zaskoczony, kiedy zamiast prysznica ujrzałem dużą, białą wannę, ale w głębi serca ucieszyłem się na ten widok. Usiadłem na chłodnym brzegu, podczas gdy gorąca woda powoli wypełniała jej wnętrze, obserwując, jak piana od mojego cytrynowego płynu do kąpieli unosiła się coraz wyżej. Kiedy w końcu dotarła do poziomu, który w myślach uznałem wcześniej za idealny, wyłączyłem wodę, wchodząc do niej ostrożnie. Wysoka temperatura spowodowała ciarki na całym moim ciele, nie były jednak one nieprzyjemne. Zanurzyłem się powoli cały, wdychając mocny zapach cytryny. Patrzyłem na swoje nogi i westchnąłem cicho, nie próbując nawet zliczyć siniaków, które pojawiły się na nich, nie wiadomo skąd. Przymknąłem oczy, opierając głowę o kant wanny, a sekundę później znalazłem się pod wodą. Uwielbiałem ten cichy szum, który pojawiał się w moich uszach, gdy nurkowałem, działał na mnie uspokajająco. Wynurzyłem się dopiero, kiedy poczułem, że w płucach brakuje mi tlenu. Zanim zdecydowałem się wyjść, umyłem jeszcze swoje włosy, jak zwykle spłukując je chłodnym strumieniem. Stanąłem chwiejnie na jasnych, chłodnych kafelkach łazienki, rozglądając się za ręcznikiem, kiedy moja pamięć podsunęła mi, że najzwyczajniej w świecie wciąż leży na łóżku, bo wcześniej zupełnie go zignorowałem. Westchnąłem, przygotowując się na uderzenie chłodnego powietrza w każdy por mojej skóry i wyszedłem z łazienki, zupełnie nagi.
- Oh - usłyszałem ciche westchnięcie, gdy tylko przekroczyłem próg pokoju i poczułem, jak całe moje ciało napina się nerwowo. Cholerny Louis, siedział na moim łóżku, wpatrując się we mnie bez skrępowania nieodgadnionym wzrokiem. Zmarszczyłem brwi. Miałem gęsią skórkę i nie byłem pewien, czy była spowodowana zimnem. Powietrze w pomieszczeniu wydawało mi się nagle gęste jak budyń, z trudem łapałem w płuca resztki tlenu. Zauważyłem, że niebieskooki wstał, powoli zbliżając się w moją stronę. Serce galopowało mi w piersi, zupełnie jak przed pierwszym występem na żywo. Albo jeszcze mocniej.
- N-nie spodziewałem się, że... - zacząłem, jednak nagła bliskość chłopaka odebrała mi mowę. Jedną ręką objął mnie w talii. Poczułem jego zapach, który tak uwielbiałem i ugięły się pode mną kolana. Druga dłoń szatyna powędrowała do mojego barku. Bez większego pośpiechu, przestudiował palcem drogę kropelki wody, która opadła z moich włosów. Jego dotyk palił żywym ogniem. Jak w zwolnionym tempie, obserwowałem, jak lekko oblizał swoje spierzchnięte wargi, czując narastającą we mnie gorączkę. Przebiegł palcami po moim obojczyku, a mnie wyrwał się cichy jęk.
- Tęskniłem - szepnął drżącym głosem i to w zupełności wystarczyło. Westchnąłem niecierpliwie, nachylając do niego i wpijając się w jego wargi. Jego usta zawsze miały ten sam, zaskakująco słodki i przyjemny smak owocowej herbaty, którą uwielbiał. Poddałem się zupełnie, gdy tylko poczułem, że chłopak chce przejąć kontrolę. Całował mnie delikatnie, czule i zupełnie niespiesznie, jakbyśmy mogli spędzić sami całą wieczność, a nie zaledwie kilka godzin. Louis przyciągnął mnie do siebie bliżej, a ja prawie uśmiechnąłem się, gdy jego dłonie automatycznie zsunęły się na moje nagie pośladki, zaciskając się na nich mocno. Sekundę później, obrócił mnie swobodnie jedną ręką, a potem pchnął na łóżko, natychmiast wspinając się na mnie. Nasze wargi ponownie się ze sobą złączyły, nie był to jednak już ten spokojny, delikatny pocałunek, który dzieliliśmy minutę wcześniej. Czułem jego spragnione usta i nie mniej spragniony język, gdy przywarł do mnie tęsknie. Automatycznie wsunąłem dłonie pod jego koszulkę. Czułem pod palcami jego mocno rozgrzane ciało i zapragnąłem, by znalazł się jak najbliżej mnie. Sprawnym ruchem, pociągnąłem materiał bluzki do góry, ściągając mu ją przez głowę. Uśmiechnął się do mnie lekko, a potem znów musnął moje wargi, najczulej, jak tylko potrafił. Jakiekolwiek granice moralne przestały mieć dla mnie znaczenie. Wiedziałem, że nie powinienem mu ulegać, że powinniśmy najpierw poważnie ze sobą porozmawiać, ale zupełnie poddałem się jego dłoniom i jego wargom i... Jęknąłem gardłowo, wyciągając przed siebie ręce, gdy jego ciepły oddech przeniósł się na moją szyję. Przesunąłem nimi po jego plecach, zostawiając na nich długie smugi swoimi paznokciami. Zapomniałem, jak się oddycha, a on nie kwapił się, by mi przypomnieć. Jego zapach był teraz taki intensywny...
- Spokojnie, Hazz - usłyszałem cichy szept przy swoim uchu, który wywołał u mnie odwrotną reakcję. Zagryzłem dolną wargę i znów westchnąłem głośno, gdy wilgotnymi ustami zaczął składać ostrożne pocałunki na moich obojczykach. Cały się skręcałem, wczepiając paznokcie w kark szatyna, chcąc dać mu w ten sposób znak. Chłopak zrozumiał natychmiast, przenosząc pieszczoty na mój wrażliwy sutek. Poczułem, jak tysiące impulsów przenosi się wprost do mojego podbrzusza i wygiąłem ciało w łuk, jęcząc głośno. Chłopak bawił się moim ciałem, a ja wiedziałem, że jeśli poddam mu się choćby sekundę dłużej, w czasie finału Louis wciąż będzie do połowy ubrany. Odsunąłem więc go od siebie ostrożnie i zerkając w jego błyszczące z podniecenia, jasne oczy, a potem odpiąłem zręcznie przyciasne jeansy, zdejmując je z jego nóg wraz z bielizną. Uśmiechnął się do mnie lekko, spoglądając w moje zamglone tęczówki, a potem zsunął się odrobinę niżej. I jeszcze niżej.
- O cholera - wyrwało mi się, gdy poczułem żar jego spragnionych warg na swoim przyrodzeniu. Wszystko, co było dla mnie kiedykolwiek ważne, straciło swoje znaczenie. Liczył się tylko jego wilgotny i sprawny język, poruszający się wzdłuż mojej męskości i ten pełen pożądania wzrok, gdy zerkał na mnie z dołu. Wplotłem dłonie w miękkie, brązowe włosy, pomagając mu w nadaniu odpowiedniego rytmu. Wzdychałem głośno, gdy zacząłem powoli opadać w ciemność. - Proszę, zaraz nie wytrzymam - mruknąłem ostrzegawczo, starając odsunąć go od siebie stanowczo. Zrozumiał. Pocałował mnie delikatnie, uspokajająco w usta, obracając mnie ostrożnie na plecy.
- Hazz, nie mamy...
- Nie przejmuj się tym - przerwałem mu, głosem, którego nie potrafiłem rozpoznać. Dłonie Louisa zacisnęły się na moich biodrach. Wiedziałem, że się waha, a ja nie chciałem czekać ani sekundy dłużej.
- Będzie cię bolało...
- Powiedziałem: Nie przejmuj się tym! - warknąłem stanowczo, unosząc zachęcająco biodra w górę. Sekundę później niebieskooki spełnił moją prośbę, a ja krzyknąłem głośno, najgłośniej jak potrafiłem. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że narobiliśmy okropnego hałasu. Oczy zaszły mi łzami, które starałem się przed nim ukryć; nie chciałem, by czuł się winny. Dzięki jego ostrożnym i powolnym ruchom, ból bardzo szybko przeistoczył się w nieziemską przyjemność. Gdy zauważył, że moja twarz się rozluźniła, zdecydowanie przyspieszył, przyprawiając mnie o dreszcze. Jęczał głośno, wprost do mojego ucha. Był przy mnie, we mnie, był wszędzie. Wiłem się w rozkoszy, usiłując złapać oddech. Pociemniało mi przed oczami.
- Lou... proszę - wyjęczałem, wychodząc mu na przeciw swoimi biodrami. Wygiąłem plecy z całej siły w łuk. Wyciągnąłem przed siebie dłoń, którą ten natychmiastowo pochwycił we własną. Gdy tylko się zetknęły, przez całe moje ciało przeszedł prąd. Zamknąłem oczy, krzycząc głośno w ekstazie. Kilkanaście sekund później, niebieskooki opadł na pościel obok mnie, przyciągając mnie do siebie lekko. Oddychaliśmy ciężko w swoich ramionach. Przysunąłem do swoich ust nasze wciąż jeszcze złączone dłonie, całując delikatnie ich wierzch.
- Kocham cię - powiedział, rozczesując palcami moje splątane włosy. Zachichotałem, kiedy wyobraziłem sobie minę naszej fryzjerki, która jutro będzie musiała je okiełznać.
- Ja ciebie też - odpowiedziałem, wtulając głowę w jego szyję.

*
Uśpione myśli w mojej głowie, zaczęły krzyczeć, gdy tylko doszedłem do siebie. Wrzeszczały tak głośno, że nie byłem w stanie rozkoszować się chwilą, w której mogłem spokojnie leżeć w ramionach Louisa, nacieszyć w końcu jego bliskością. Podniosłem się więc gwałtownie z pościeli, kierując się ku swojej walizce. Wyciągnąłem z niej bieliznę i szare, dresowe spodnie. Nie minęło nawet trzydzieści sekund, kiedy byłem już do połowy ubrany. Louis uniósł się na łokciach, patrząc na mnie pytająco. Jego wargi wciąż były czerwone i spuchnięte od moich pocałunków.
- Co ty wyprawiasz? - mruknął, chwytając mnie za brzeg nogawki. Wyszarpnąłem ją z jego dłoni, krzywiąc się lekko. Skroń pulsowała mi tępym bólem. Miałem ochotę zwymiotować.
- Przepraszam, ale ja już tak dłużej nie mogę - jęknąłem, spacerując wzdłuż pokoju. W powietrzu czułem zapach naszych spoconych ciał, naszej miłości. - Po prostu nie daję rady, słyszysz? - dodałem, zagryzając nerwowo wargi. Zdawałem sobie sprawę, jak żałośnie brzmię, ale czułem też, że muszę w końcu wyrzucić z siebie to wszystko. Czułem, że teraz nadszedł odpowiedni czas. Niebieskooki podniósł się, wciągając na siebie pospiesznie swoje porzucone w rogu bokserki.
- Harry... - zaczął, ale nie chciałem pozwolić mu dojść do słowa. Wiedziałem, że jak zwykle będzie mydlił mi oczy, zapewniając mnie o szczerości swoich uczuć. Nie mogłem pozwolić, by po raz kolejny mnie zbył.
- Kocham cię Louis, ale to wszystko mnie wykańcza, słyszysz? Ja już nie mam siły tego ciągnąć - powiedziałem, odwracając się do niego plecami. Nie chciałem patrzeć mu w oczy. Nie, kiedy zaledwie pół godziny temu...
- Co chcesz przez to powiedzieć? - głos szatyna przepełniony był żalem i złością. Znalazł się przy mnie w ciągu dwóch sekund, szarpiąc mnie za ramię, bym na niego spojrzał. - Chcesz ze mną... zerwać? - zapytał, dziwnie zmienionym głosem. Roześmiałem się histerycznie.
- Wszystko spieprzyliśmy, nie rozumiesz? Wiem, że nie da się cofnąć czasu, ale nie potrafię nie zastanawiać się, co by było, gdybym nigdy nie poszedł do tego cholernego X-factora. Jak wyglądałoby moje życie, gdybym cię nigdy nie poznał. Może wszystko byłoby inaczej - mruknąłem w przestrzeń, zamyślając się. Nie chciałem widzieć bólu w jego spojrzeniu, więc unikałem go za wszelką cenę. - Może mógłbym teraz żyć normalnie. Może miałbym chłopaka, z którym chodziłbym za rękę, całował się na ulicy i oglądał twoje teledyski.
- Beze mnie byłoby ci lepiej - powiedział cicho. Słyszałem, jak z emocji drży mu głos.
- Nie Louis. Nie byłoby mi lepiej, ale na pewno byłoby mi łatwiej.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jakie to wszystko jest dla mnie cholernie trudne. Nie wiem, czy w ogóle zastanawiasz się, jak ja się czuję, kiedy...
- Oczywiście, że się zastanawiam! - przerwał mi krzykiem, jednak go zignorowałem.
- ...Kiedy oglądam twoje zdjęcia z nią. Kiedy widzę, jak trzymasz ją za rękę, jak ją obejmujesz, kiedy czytam, jaki jesteś szczęśliwy u jej boku, i...
- Harry, przecież wiesz, że to wszystko jest wyreżyserowane pod publikę...
- Louis, ty jesteś zazdrosny nawet o Nialla! - jęknąłem zniecierpliwiony, przewracając oczami - Nie rozumiesz mnie. Ja po prostu się boję. Każdego cholernego ranka budzę się i zastanawiam się, czy wciąż jesteś mój. Czy wciąż kochasz mnie, czy może zacząłeś już kochać ją. Modest zadbał o to, byś spędzał z nią każdą wolną chwilę, podczas gdy nam nie wolno nawet na siebie patrzeć. Jesteś biseksualny... A ona jest przecież taka śliczna... - wzdrygnąłem się. Odważyłem spojrzeć się mu w oczy. W ich błękicie odbijał się ból i wyraźnie widziałem, że jest bliski płaczu. - Czasami umieram ze strachu. Kiedy myślę o tym, że takie życie może ci się spodobać. Życie, w którym nie będziesz musiał się wciąż pilnować, ukrywać...
- Masz rację Harry. Jestem cholernym tchórzem. Zasługujesz na kogoś lepszego, niż ja - wszedł mi w słowo - Nie jestem i nigdy nie będę dla ciebie wystarczająco dobry. Zasługujesz na więcej, niż będę mógł ci kiedykolwiek dać, ale wydaje mi się, że nie zdajesz sobie z tego sprawy i chociaż to egoistyczne, mam nadzieję, że nigdy się tak nie stanie. Proszę Hazz, daj nam ostatnią szansę...
- Mój problem polega na tym, że ja nie chcę nikogo innego, bez względu na to, czy na to zasługuję, czy nie - powiedziałem, uśmiechając się do niego smutno - I czasem, gdy nie mogę zasnąć, myślę nad tym, jak to wszystko rozwiązać. Wiesz, co jest najgorsze? Do głowy przychodzi mi zawsze tylko jedno rozwiązanie. Zakończyć to. Pozwolić ci zakochać się w Eleanor, a samemu sobie zapomnieć. Wszystkim będzie wtedy łatwiej.
- Harry... Nie wolno nam się poddawać! Przecież wiesz, że musimy wytrzymać jeszcze tylko trochę! Jeszcze rok, może dwa i...
- Nie, Louis. To koniec, słyszysz? - przerwałem mu - Ja już nie mam siły dłużej o nas walczyć. Nie mam siły znosić kolejnych pytań o to, dlaczego jestem sam, nie mam siły słuchać o twoim szczęściu - powiedziałem głośno, patrząc mu prosto w oczy. Szatyn otwierał i zamykał kilkakrotnie usta, aż w końcu zacisnął szczęki, podnosząc się. Po policzkach spływały mu łzy. Gdzieś w bladym świetle lampy mignęła mi świeżo wykonana, olbrzymia malinka na jego szyi. Co za ironia. Chłopak spojrzał na mnie po raz ostatni, a potem wyszedł z pokoju, zostawiając mnie bez słowa. Nigdy w życiu nie czułem się tak samotny, jak wtedy. Kopnąłem ze złością w bogu ducha winną walizkę, a potem rzuciłem się na łóżko, które dalej pachniało jak on.


__________________
Przyznać się, kto chce mnie zabić?:-)
Nie krępujcie się, możecie mi nawrzucać w komentarzach! 

16 komentarzy:

  1. I fucking hate you

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuje się pod komentarzami wyżej, mam ochotę Cię udusić, zakopać, odkopać i raz jeszcze udusić! Po pierwsze - chwała Ci za to, że Lou był górą, boże... Naczytałam się opowiadań, gdzie role były odwrócone, a niestety jestem zwolenniczką Hazzy aniołka i Louisa, który zawsze dominuje. Po drugie - wszystko ładnie, pięknie, ale... Musiałaś źle skończyć. Po trzecie - idę sobie, bo mu smutno...

    Pozdrawiam! ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. jeszcze kilka rozdziałów i zostanę Twoją psychofanką! to najlepszy fanfic jakiego kiedykolwiek czytałam - nie tylko pod względem fabuły, ale tez stylu pisania. A tym rozdziałem jeszcze bardziej podbiłaś moje serce. Pisz dalej bo robisz to zawodowo. Na serio gratuluje talentu :) a opowiadanie jest nieziemskie <3

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, baardzo mi miło, że podoba Ci się to, co piszę. Oczywiście, że będę pisać dalej, niedługo kolejna część :)!

      <3

      Usuń
  4. ZABIJE CIĘ! ZASIEKAM NA KAWAŁKI! WCZEŚNIEJ BĘDĘ CIĘ TORTUROWAĆ GODZINAMI! UDUSZĘ! ZABIJE! NO NIE WIEM CO JESZCZE!
    jak mogłaś mi to zrobić co? ;c
    moje biedne serduszko nie poskłada się po tym ;c
    pękło na miliardy kawałeczków ;c
    Rozdział boski, ale oni nie mogę tak się po prostu rozstać, nie i tyle, po prostu nie ;c
    Mam nadzieję, że to naprawisz, bo moje serduszko nie wytrzyma kolejnych ciosów ;c

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli mnie zabijecie, to nie będę mogła tego naprawić! :***
    Baaaardzo dziękuję za miłe słowa <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo bardzo mi się podoba :3 i choć jestem zła, że tak się skończyło to wierzę, że to naprawisz, bo inaczej to nie miałoby sensu <3
    Kocham Twój styl pisania i w ogóle cały pomysł na opowiadanie, genialnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa, napędzają mnie do pisania <3 <3 <3

      Usuń
  7. Dlaczego zraz zabić? Ja bym cię najpierw przez kilka dni torturowała... :D
    Ale tak serio to rozdział zarąbisty! Czekam na następny!
    Aha! I Harry i Louis mają do siebie wrócić!

    OdpowiedzUsuń