And I don't think I can look at this the same
Ostrzeżenie: Scena
miłości dwóch mężczyzn (+18)
Promocja
w Nowym Jorku przebiegła bez większych problemów. Nie było
rzeczy, do której już bym nie przywykł, dlatego wszystko wyszło
bardzo dobrze i byłem pewien, że zarówno fanki, jak i zarząd nie
będą mieli mi nic do zarzucenia. Traktowałem to jak pracę,
wyłączając na ten czas swoje uczucia i przybierając na twarz
maskę szczęśliwego, cudownego chłopca - tego, w którym kochało
się pół globu. Pozwoliłem, by ktoś ułożył mi włosy, ktoś
inny wybrał mi ubrania, które teraz wciąż miałem na sobie.
Grzecznie, bez żadnego sprzeciwu, pozowałem do zdjęć, ustawiając
się jak najdalej Louisa. Sprzedawałem całusy fankom, robiłem
sobie z nimi zdjęcia. I tylko ukradkowo, starając się być na tyle
dyskretnym, by nikt nie mógł uchwycić tego na fotografii, zerkałem
w kierunku niebieskookiego, gdy czułem na sobie jego palący wzrok.
Kiedy to zaszło tak daleko? Gdzie były czasy, w których nikt nie
karał mnie za samo patrzenie? Gdzie były te dni, w których mogłem
swobodnie dotykać Louisa, stawać na zdjęciach obok niego, patrzeć
w jego kierunku? Westchnąłem ciężko. Ucieszyłem się, gdy w
końcu wsiadłem do vana, który miał zawieźć nas do hotelu.
*
Kiedy
tylko otrzymałem klucz do swojego pokoju, praktycznie do niego
wbiegłem, rzucając niedbale skórzaną walizkę gdzieś w kąt.
Czułem na sobie dotyk tysiąca osób, ale też zapach dziwnej
mieszanki ciężkich, damskich perfum i potu. Pragnąłem jak
najszybciej się tego pozbyć, dlatego nie zastanawiając się długo,
zrzuciłem z siebie ubrania, wchodząc zupełnie nagi do łazienki.
Byłem nieco zaskoczony, kiedy zamiast prysznica ujrzałem dużą,
białą wannę, ale w głębi serca ucieszyłem się na ten widok.
Usiadłem na chłodnym brzegu, podczas gdy gorąca woda powoli
wypełniała jej wnętrze, obserwując, jak piana od mojego
cytrynowego płynu do kąpieli unosiła się coraz wyżej. Kiedy w
końcu dotarła do poziomu, który w myślach uznałem wcześniej za
idealny, wyłączyłem wodę, wchodząc do niej ostrożnie. Wysoka
temperatura spowodowała ciarki na całym moim ciele, nie były
jednak one nieprzyjemne. Zanurzyłem się powoli cały, wdychając
mocny zapach cytryny. Patrzyłem na swoje nogi i westchnąłem cicho,
nie próbując nawet zliczyć siniaków, które pojawiły się na
nich, nie wiadomo skąd. Przymknąłem oczy, opierając głowę o
kant wanny, a sekundę później znalazłem się pod wodą.
Uwielbiałem ten cichy szum, który pojawiał się w moich uszach,
gdy nurkowałem, działał na mnie uspokajająco. Wynurzyłem się
dopiero, kiedy poczułem, że w płucach brakuje mi tlenu. Zanim
zdecydowałem się wyjść, umyłem jeszcze swoje włosy, jak zwykle
spłukując je chłodnym strumieniem. Stanąłem chwiejnie na
jasnych, chłodnych kafelkach łazienki, rozglądając się za
ręcznikiem, kiedy moja pamięć podsunęła mi, że najzwyczajniej w
świecie wciąż leży na łóżku, bo wcześniej zupełnie go
zignorowałem. Westchnąłem, przygotowując się na uderzenie
chłodnego powietrza w każdy por mojej skóry i wyszedłem z
łazienki, zupełnie nagi.
-
Oh - usłyszałem ciche westchnięcie, gdy tylko przekroczyłem próg
pokoju i poczułem, jak całe moje ciało napina się nerwowo.
Cholerny Louis, siedział na moim łóżku, wpatrując się we mnie
bez skrępowania nieodgadnionym wzrokiem. Zmarszczyłem brwi. Miałem
gęsią skórkę i nie byłem pewien, czy była spowodowana zimnem.
Powietrze w pomieszczeniu wydawało mi się nagle gęste jak budyń,
z trudem łapałem w płuca resztki tlenu. Zauważyłem, że
niebieskooki wstał, powoli zbliżając się w moją stronę. Serce
galopowało mi w piersi, zupełnie jak przed pierwszym występem na żywo. Albo jeszcze mocniej.
-
N-nie spodziewałem się, że... - zacząłem, jednak nagła bliskość
chłopaka odebrała mi mowę. Jedną ręką objął mnie w talii. Poczułem jego zapach, który tak
uwielbiałem i ugięły się pode mną kolana. Druga dłoń szatyna
powędrowała do mojego barku. Bez większego pośpiechu,
przestudiował palcem drogę kropelki wody, która opadła z moich
włosów. Jego dotyk palił żywym ogniem. Jak w zwolnionym tempie,
obserwowałem, jak lekko oblizał swoje spierzchnięte wargi, czując
narastającą we mnie gorączkę. Przebiegł palcami po moim
obojczyku, a mnie wyrwał się cichy jęk.
-
Tęskniłem - szepnął drżącym głosem i to w zupełności
wystarczyło. Westchnąłem niecierpliwie, nachylając do niego i wpijając się w jego
wargi. Jego usta zawsze miały ten sam, zaskakująco słodki i przyjemny smak owocowej herbaty, którą uwielbiał.
Poddałem się zupełnie, gdy tylko poczułem, że chłopak chce
przejąć kontrolę. Całował mnie delikatnie, czule i zupełnie
niespiesznie, jakbyśmy mogli spędzić sami całą wieczność, a
nie zaledwie kilka godzin. Louis przyciągnął mnie do siebie
bliżej, a ja prawie uśmiechnąłem się, gdy jego dłonie
automatycznie zsunęły się na moje nagie pośladki, zaciskając się
na nich mocno. Sekundę później, obrócił mnie swobodnie jedną
ręką, a potem pchnął na łóżko, natychmiast wspinając się na
mnie. Nasze wargi ponownie się ze sobą złączyły, nie był to
jednak już ten spokojny, delikatny pocałunek, który dzieliliśmy
minutę wcześniej. Czułem jego spragnione usta i nie mniej
spragniony język, gdy przywarł do mnie tęsknie. Automatycznie
wsunąłem dłonie pod jego koszulkę. Czułem pod palcami jego mocno
rozgrzane ciało i zapragnąłem, by znalazł się jak najbliżej
mnie. Sprawnym ruchem, pociągnąłem materiał bluzki do góry,
ściągając mu ją przez głowę. Uśmiechnął się do mnie lekko,
a potem znów musnął moje wargi, najczulej, jak tylko potrafił.
Jakiekolwiek granice moralne przestały mieć dla mnie znaczenie.
Wiedziałem, że nie powinienem mu ulegać, że powinniśmy najpierw
poważnie ze sobą porozmawiać, ale zupełnie poddałem się jego
dłoniom i jego wargom i... Jęknąłem gardłowo, wyciągając przed
siebie ręce, gdy jego ciepły oddech przeniósł się na moją
szyję. Przesunąłem nimi po jego plecach, zostawiając na nich
długie smugi swoimi paznokciami. Zapomniałem, jak się oddycha, a
on nie kwapił się, by mi przypomnieć. Jego zapach był teraz taki
intensywny...
-
Spokojnie, Hazz - usłyszałem cichy szept przy swoim uchu, który
wywołał u mnie odwrotną reakcję. Zagryzłem dolną wargę i znów
westchnąłem głośno, gdy wilgotnymi ustami zaczął składać
ostrożne pocałunki na moich obojczykach. Cały się skręcałem,
wczepiając paznokcie w kark szatyna, chcąc dać mu w ten sposób
znak. Chłopak zrozumiał natychmiast, przenosząc pieszczoty na mój
wrażliwy sutek. Poczułem, jak tysiące impulsów przenosi się
wprost do mojego podbrzusza i wygiąłem ciało w łuk, jęcząc
głośno. Chłopak bawił się moim ciałem, a ja wiedziałem, że
jeśli poddam mu się choćby sekundę dłużej, w czasie finału
Louis wciąż będzie do połowy ubrany. Odsunąłem więc go od
siebie ostrożnie i zerkając w jego błyszczące z podniecenia,
jasne oczy, a potem odpiąłem zręcznie przyciasne jeansy, zdejmując
je z jego nóg wraz z bielizną. Uśmiechnął się do mnie lekko,
spoglądając w moje zamglone tęczówki, a potem zsunął się
odrobinę niżej. I jeszcze niżej.
-
O cholera - wyrwało mi się, gdy poczułem żar jego spragnionych
warg na swoim przyrodzeniu. Wszystko, co było dla mnie kiedykolwiek
ważne, straciło swoje znaczenie. Liczył się tylko jego wilgotny i
sprawny język, poruszający się wzdłuż mojej męskości i ten
pełen pożądania wzrok, gdy zerkał na mnie z dołu. Wplotłem
dłonie w miękkie, brązowe włosy, pomagając mu w nadaniu
odpowiedniego rytmu. Wzdychałem głośno, gdy zacząłem powoli
opadać w ciemność. - Proszę, zaraz nie wytrzymam - mruknąłem
ostrzegawczo, starając odsunąć go od siebie stanowczo. Zrozumiał.
Pocałował mnie delikatnie, uspokajająco w usta, obracając mnie
ostrożnie na plecy.
-
Hazz, nie mamy...
-
Nie przejmuj się tym - przerwałem mu, głosem, którego nie
potrafiłem rozpoznać. Dłonie Louisa zacisnęły się na moich
biodrach. Wiedziałem, że się waha, a ja nie chciałem czekać ani
sekundy dłużej.
-
Będzie cię bolało...
-
Powiedziałem: Nie przejmuj się tym! - warknąłem stanowczo,
unosząc zachęcająco biodra w górę. Sekundę później
niebieskooki spełnił moją prośbę, a ja krzyknąłem głośno,
najgłośniej jak potrafiłem. Przez chwilę przeszło mi przez myśl,
że narobiliśmy okropnego hałasu. Oczy zaszły mi łzami, które
starałem się przed nim ukryć; nie chciałem, by czuł się winny.
Dzięki jego ostrożnym i powolnym ruchom, ból bardzo szybko
przeistoczył się w nieziemską przyjemność. Gdy zauważył, że
moja twarz się rozluźniła, zdecydowanie przyspieszył,
przyprawiając mnie o dreszcze. Jęczał głośno, wprost do mojego
ucha. Był przy mnie, we mnie, był wszędzie. Wiłem się w
rozkoszy, usiłując złapać oddech. Pociemniało mi przed oczami.
-
Lou... proszę - wyjęczałem, wychodząc mu na przeciw swoimi
biodrami. Wygiąłem plecy z całej siły w łuk. Wyciągnąłem
przed siebie dłoń, którą ten natychmiastowo pochwycił we własną.
Gdy tylko się zetknęły, przez całe moje ciało przeszedł prąd.
Zamknąłem oczy, krzycząc głośno w ekstazie. Kilkanaście sekund
później, niebieskooki opadł na pościel obok mnie, przyciągając
mnie do siebie lekko. Oddychaliśmy ciężko w swoich ramionach.
Przysunąłem do swoich ust nasze wciąż jeszcze złączone dłonie,
całując delikatnie ich wierzch.
-
Kocham cię - powiedział, rozczesując palcami moje splątane włosy.
Zachichotałem, kiedy wyobraziłem sobie minę naszej fryzjerki,
która jutro będzie musiała je okiełznać.
-
Ja ciebie też - odpowiedziałem, wtulając głowę w jego szyję.
*
Uśpione
myśli w mojej głowie, zaczęły krzyczeć, gdy tylko doszedłem do
siebie. Wrzeszczały tak głośno, że nie byłem w stanie
rozkoszować się chwilą, w której mogłem spokojnie leżeć w
ramionach Louisa, nacieszyć w końcu jego bliskością. Podniosłem
się więc gwałtownie z pościeli, kierując się ku swojej walizce.
Wyciągnąłem z niej bieliznę i szare, dresowe spodnie. Nie minęło
nawet trzydzieści sekund, kiedy byłem już do połowy ubrany. Louis
uniósł się na łokciach, patrząc na mnie pytająco. Jego wargi
wciąż były czerwone i spuchnięte od moich pocałunków.
-
Co ty wyprawiasz? - mruknął, chwytając mnie za brzeg nogawki.
Wyszarpnąłem ją z jego dłoni, krzywiąc się lekko. Skroń
pulsowała mi tępym bólem. Miałem ochotę zwymiotować.
-
Przepraszam, ale ja już tak dłużej nie mogę - jęknąłem,
spacerując wzdłuż pokoju. W powietrzu czułem zapach naszych
spoconych ciał, naszej miłości. - Po prostu nie daję rady,
słyszysz? - dodałem, zagryzając nerwowo wargi. Zdawałem sobie
sprawę, jak żałośnie brzmię, ale czułem też, że muszę w
końcu wyrzucić z siebie to wszystko. Czułem, że teraz nadszedł
odpowiedni czas. Niebieskooki podniósł się, wciągając na siebie
pospiesznie swoje porzucone w rogu bokserki.
-
Harry... - zaczął, ale nie chciałem pozwolić mu dojść do słowa.
Wiedziałem, że jak zwykle będzie mydlił mi oczy, zapewniając
mnie o szczerości swoich uczuć. Nie mogłem pozwolić, by po raz
kolejny mnie zbył.
-
Kocham cię Louis, ale to wszystko mnie wykańcza, słyszysz? Ja już
nie mam siły tego ciągnąć - powiedziałem, odwracając się do
niego plecami. Nie chciałem patrzeć mu w oczy. Nie, kiedy zaledwie
pół godziny temu...
-
Co chcesz przez to powiedzieć? - głos szatyna przepełniony był
żalem i złością. Znalazł się przy mnie w ciągu dwóch sekund,
szarpiąc mnie za ramię, bym na niego spojrzał. - Chcesz ze mną...
zerwać? - zapytał, dziwnie zmienionym głosem. Roześmiałem się
histerycznie.
-
Wszystko spieprzyliśmy, nie rozumiesz? Wiem, że nie da się cofnąć
czasu, ale nie potrafię nie zastanawiać się, co by było, gdybym
nigdy nie poszedł do tego cholernego X-factora. Jak wyglądałoby
moje życie, gdybym cię nigdy nie poznał. Może wszystko byłoby
inaczej - mruknąłem w przestrzeń, zamyślając się. Nie chciałem
widzieć bólu w jego spojrzeniu, więc unikałem go za wszelką
cenę. - Może mógłbym teraz żyć normalnie. Może miałbym
chłopaka, z którym chodziłbym za rękę, całował się na ulicy i
oglądał twoje teledyski.
-
Beze mnie byłoby ci lepiej - powiedział cicho. Słyszałem, jak z
emocji drży mu głos.
-
Nie Louis. Nie byłoby mi lepiej, ale na pewno byłoby mi łatwiej.
-
Co chcesz przez to powiedzieć?
-
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jakie to wszystko jest dla mnie
cholernie trudne. Nie wiem, czy w ogóle zastanawiasz się, jak ja
się czuję, kiedy...
-
Oczywiście, że się zastanawiam! - przerwał mi krzykiem, jednak go
zignorowałem.
-
...Kiedy oglądam twoje zdjęcia z nią. Kiedy widzę, jak trzymasz
ją za rękę, jak ją obejmujesz, kiedy czytam, jaki jesteś
szczęśliwy u jej boku, i...
-
Harry, przecież wiesz, że to wszystko jest wyreżyserowane pod
publikę...
-
Louis, ty jesteś zazdrosny nawet o Nialla! - jęknąłem
zniecierpliwiony, przewracając oczami - Nie rozumiesz mnie. Ja po
prostu się boję. Każdego cholernego ranka budzę się i
zastanawiam się, czy wciąż jesteś mój. Czy wciąż kochasz mnie,
czy może zacząłeś już kochać ją. Modest zadbał o to, byś
spędzał z nią każdą wolną chwilę, podczas gdy nam nie wolno
nawet na siebie patrzeć. Jesteś biseksualny... A ona jest przecież
taka śliczna... - wzdrygnąłem się. Odważyłem spojrzeć się mu
w oczy. W ich błękicie odbijał się ból i wyraźnie widziałem,
że jest bliski płaczu. - Czasami umieram ze strachu. Kiedy myślę
o tym, że takie życie może ci się spodobać. Życie, w którym
nie będziesz musiał się wciąż pilnować, ukrywać...
-
Masz rację Harry. Jestem cholernym tchórzem. Zasługujesz na kogoś
lepszego, niż ja - wszedł mi w słowo - Nie jestem i nigdy nie będę
dla ciebie wystarczająco dobry. Zasługujesz na więcej, niż będę
mógł ci kiedykolwiek dać, ale wydaje mi się, że nie zdajesz
sobie z tego sprawy i chociaż to egoistyczne, mam nadzieję, że
nigdy się tak nie stanie. Proszę Hazz, daj nam ostatnią szansę...
-
Mój problem polega na tym, że ja nie chcę nikogo innego, bez
względu na to, czy na to zasługuję, czy nie - powiedziałem,
uśmiechając się do niego smutno - I czasem, gdy nie mogę zasnąć,
myślę nad tym, jak to wszystko rozwiązać. Wiesz, co jest
najgorsze? Do głowy przychodzi mi zawsze tylko jedno rozwiązanie.
Zakończyć to. Pozwolić ci zakochać się w Eleanor, a samemu sobie
zapomnieć. Wszystkim będzie wtedy łatwiej.
-
Harry... Nie wolno nam się poddawać! Przecież wiesz, że musimy
wytrzymać jeszcze tylko trochę! Jeszcze rok, może dwa i...
-
Nie, Louis. To koniec, słyszysz? - przerwałem mu - Ja już nie mam
siły dłużej o nas walczyć. Nie mam siły znosić kolejnych pytań
o to, dlaczego jestem sam, nie mam siły słuchać o twoim szczęściu
- powiedziałem głośno, patrząc mu prosto w oczy. Szatyn otwierał
i zamykał kilkakrotnie usta, aż w końcu zacisnął szczęki,
podnosząc się. Po policzkach spływały mu łzy. Gdzieś w bladym
świetle lampy mignęła mi świeżo wykonana, olbrzymia malinka na
jego szyi. Co za ironia. Chłopak spojrzał na mnie po raz ostatni, a
potem wyszedł z pokoju, zostawiając mnie bez słowa. Nigdy w życiu
nie czułem się tak samotny, jak wtedy. Kopnąłem ze złością w
bogu ducha winną walizkę, a potem rzuciłem się na łóżko, które
dalej pachniało jak on.
__________________
Przyznać się, kto chce mnie zabić?:-)
Nie krępujcie się, możecie mi nawrzucać w komentarzach!
Ja chcę Cię zabić.
OdpowiedzUsuńAle tego nie zrobisz, bo mnie mocno kochasz <3
UsuńKocham :( Ale mi przykro!
UsuńI fucking hate you
OdpowiedzUsuń<3
UsuńPodpisuje się pod komentarzami wyżej, mam ochotę Cię udusić, zakopać, odkopać i raz jeszcze udusić! Po pierwsze - chwała Ci za to, że Lou był górą, boże... Naczytałam się opowiadań, gdzie role były odwrócone, a niestety jestem zwolenniczką Hazzy aniołka i Louisa, który zawsze dominuje. Po drugie - wszystko ładnie, pięknie, ale... Musiałaś źle skończyć. Po trzecie - idę sobie, bo mu smutno...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ;))
LOUIS NIE MOŻE BYĆ DOŁEM!!!!!
UsuńUWAŻAJ CO MÓWISZ DARIA, WSZYSTKO WIDZĘ!
Usuńjeszcze kilka rozdziałów i zostanę Twoją psychofanką! to najlepszy fanfic jakiego kiedykolwiek czytałam - nie tylko pod względem fabuły, ale tez stylu pisania. A tym rozdziałem jeszcze bardziej podbiłaś moje serce. Pisz dalej bo robisz to zawodowo. Na serio gratuluje talentu :) a opowiadanie jest nieziemskie <3
OdpowiedzUsuńxoxo
Ojej, baardzo mi miło, że podoba Ci się to, co piszę. Oczywiście, że będę pisać dalej, niedługo kolejna część :)!
Usuń<3
ZABIJE CIĘ! ZASIEKAM NA KAWAŁKI! WCZEŚNIEJ BĘDĘ CIĘ TORTUROWAĆ GODZINAMI! UDUSZĘ! ZABIJE! NO NIE WIEM CO JESZCZE!
OdpowiedzUsuńjak mogłaś mi to zrobić co? ;c
moje biedne serduszko nie poskłada się po tym ;c
pękło na miliardy kawałeczków ;c
Rozdział boski, ale oni nie mogę tak się po prostu rozstać, nie i tyle, po prostu nie ;c
Mam nadzieję, że to naprawisz, bo moje serduszko nie wytrzyma kolejnych ciosów ;c
Jeśli mnie zabijecie, to nie będę mogła tego naprawić! :***
OdpowiedzUsuńBaaaardzo dziękuję za miłe słowa <3
Bardzo bardzo mi się podoba :3 i choć jestem zła, że tak się skończyło to wierzę, że to naprawisz, bo inaczej to nie miałoby sensu <3
OdpowiedzUsuńKocham Twój styl pisania i w ogóle cały pomysł na opowiadanie, genialnie :D
Bardzo dziękuję za miłe słowa, napędzają mnie do pisania <3 <3 <3
UsuńDlaczego zraz zabić? Ja bym cię najpierw przez kilka dni torturowała... :D
OdpowiedzUsuńAle tak serio to rozdział zarąbisty! Czekam na następny!
Aha! I Harry i Louis mają do siebie wrócić!
<3
Usuńzobaczymy, co da się zrobić;)