poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział trzeci

I live inside myself and it is a rotting cage


Piętnastominutowa przerwa przedłużyła się do półgodzinnej. Zapraszając Lindę na kawę, nie spodziewałem się, że może być tak miła i zabawna. Właściwie od razu złapaliśmy dobry kontakt i świetnie nam się ze sobą rozmawiało. Moja mama miała rację, byłem urodzonym flirciarzem. Być może dotarliśmy do siebie tak szybko, dlatego, że 22letnia fotografka bardzo przypominała mi moją siostrę. Byłem pewien, że świetnie by się ze sobą dogadały, więc bez większego zastanowienia, zaprosiłem ją do siebie na wieczór filmowy, a ona równie spontanicznie wyraziła zgodę. Nie sądziłem, żeby Gemma miała mi to za złe, lubiła poznawać nowych ludzi. Śmiejąc się, weszliśmy spóźnieni do studia. Wszyscy spoglądali na nas zaskoczeni, a ja zachichotałem cicho. Kątem oka zauważyłem lekki grymas na twarzy Lou i poczułem, jak kąciki moich warg uniosły się jeszcze wyżej.

*

Pomimo mojego dobrego nastroju i łatwych do wykonania zdjęć, sesja trwała bardzo długo. Nie mogliśmy się zgrać, głównie z powodu zmęczenia i napiętej atmosfery. Zdjęcia portretowe niewyspanego Liama trwały ponad godzinę. Kiedy wreszcie skończyliśmy, dochodziła 18. Byłem głodny i wykończony, jednak wizja wieczoru spędzonego z panią fotograf i moją siostrą podtrzymywała mnie na duchu i byłem pewien, że nic nie jest w stanie zepsuć mojego humoru, dopóki nie usłyszałem, z kim rozmawia Louis. Wracaliśmy do vana, ostrożnie opuszczając studio tylnym wyjściem, kiedy dotarł do mnie jego stłumiony przez kroki innych głos. Szedł za mną, ale z natury mówił na tyle głośno, bym mógł doskonale go słyszeć. Żołądek zwinął mi się w supeł.
- Eleanor, nie potrafię ci pomóc w wyborze sukienki. Dlaczego nie zadzwonisz do którejś ze swoich przyjaciółek? Wyglądasz dobrze w każdym kolorze - powiedział spokojnym tonem, a ja miałem ochotę krzyczeć. Nienawidziłem tej dziewczyny, nie przypominałem sobie, bym kiedykolwiek darzył kogoś tak ogromną antypatią. - Tak, świetny wybór. Będzie ci pasowała do włosów - dodał, a mnie zrobiło się niedobrze. Miałem ochotę zatrzymać się, wyrwać telefon z jego dłoni i roztrzaskać go o podłogę. Zayn położył dłoń na moim ramieniu, popychając mnie lekko do przodu.
- Harry, panuj nad sobą, ktoś z obsługi może nas kręcić - mruknął mi do ucha, a ja w duchu przyznałem mu rację i wziąłem głęboki, uspokajający oddech. Brunet zawsze wiedział, co powiedzieć. Zacisnąłem mocno wargi, by żadne słowo, którego z resztą najprawdopodobniej później bym żałował, nie wyszło z moich ust i ruszyłem do naszego vana, starając wyłączyć się na głos Louisa. Próbując nie myśleć o tym, z kim rozmawia. Na całe szczęście, zanim dotarliśmy, chłopak zakończył połączenie. Przepuściłem wszystkich w drzwiach, chcąc być ostatnim, który usiądzie. Chciałem mieć pewność, że nie będę siedział obok niebieskookiego.
- Nawet o tym nie myśl, Niall! - krzyknąłem szybko, kiedy ten zaczął układać się do snu na dwóch siedzeniach. Chłopak zerknął na mnie zaskoczony, ale później uśmiechnął się, rozumiejąc, że ponownie zamierzam usiąść obok niego. Ominąłem sprawnie wolne siedzenie obok Louisa, nawet nie zerkając w jego stronę. Mimo tego, że siedziałem z blondynem, zapach chłopaka był cholernie wyraźny. Dzieliło nas jedynie przejście pomiędzy siedzeniami, niecałe pół metra. Przez cały czas czułem na sobie jego palący wzrok i nie potrafiłem się rozluźnić. Odwróciłem się więc szybko bokiem, plecami do szatyna, wmawiając sobie, że wcale na mnie nie zerka. Wyciągnąłem z torby iPoda i pozwoliłem, by muzyka zajęła moje myśli.

*
- Boże, Hazz, nie mogę uwierzyć, że zaprosiłeś do domu dziewczynę! - zaśmiała się Gemma, przytulając mnie mocno. Nie mogłem oddychać w jej niedźwiedzim uścisku - To chyba pierwszy raz od czasów... Od zawsze!
- Przestań, to nieprawda. Zapraszałem do domu koleżanki... - burknąłem, wyrywając się z jej ramion. Starałem się wyprostować białą koszulkę dłońmi, ale nie zauważyłem zadowalających efektów. - Przecież kilka razy zaprosiłem tutaj Taylor.
- Boże, nie przypominaj mi o tej dziewczynie, dobrze? Do dzisiaj mam niestrawność, kiedy przypomnę sobie, jak ciężko było pozbyć się z domu okropnie słodkiego zapachu jej... - Po raz pierwszy w życiu ucieszyłem się, że dzwonek do drzwi przerwał moją rozmowę z Gemmą. Uśmiechnąłem się do niej wymownie, na co ta tylko wzruszyła ramionami i wstała, by wraz ze mną otworzyć drzwi. Linda wyglądała bardzo ładnie, o wiele lepiej niż w czasie pracy. Długie, jasne włosy opadały falami na ramiona, podkreślając długą szyję i wystające obojczyki. Pomogłem ściągnąć jej płaszcz, na co szatynka uniosła wysoko jedną brew, a kiedy wreszcie przekroczyliśmy próg, uśmiechnęła się do mojego gościa, podnosząc kąciki swoich warg najpiękniej, jak tylko potrafiła.
- Miło mi poznać. Jestem Gemma - powiedziała, podając jej swoją szczupłą, zadbaną dłoń. Linda zaśmiała się wesoło, odwzajemniając uścisk rąk i przedstawiając się.
- W porządku, skoro formalności mamy już za sobą... Czego się napijesz, moja droga? Kawy, herbaty, wina? - zapytała, a ja westchnąłem ciężko. Nikt nie potrafi tak rozładować napięcia, jak ona. Konkurować z nią mógłby tylko Niall. Blondynka wydawała mi się być równie rozluźniona i zadowolona, co moja siostra.
- Alkoholu nigdy nikomu nie odmówię - zaśmiała się pod nosem, a ja przewróciłem oczami. Gemma wydawała się jednak być zachwycona.
- Słusznie! - skomentowała jedynie, a później zniknęła wraz z moim gościem w kuchni. Byłem pewny, że niedługo zostaną przyjaciółkami. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie. Zerknąłem na wyświetlacz w swoim telefonie, dochodziła 21. Poczułem nieprzyjemne ukłucie w brzuchu, kiedy jakiś cienki głos w mojej głowie przypomniał mi, że Louis do mnie nie napisał.
- Hazz? Zrobić Ci drinka? - Usłyszałem. Uśmiechnąłem się, odrzucając telefon na bok. To zdecydowanie będzie długi, miły wieczór.

*

- Rozumiesz? Powiedziałam do cholernego Eltona Johna, że urodzę mu kolejne dziecko, a Hazz zamiast mnie powstrzymać, stał obok i płakał ze śmiechu! - Dziękowałem losowi, że od najbliższego domu dzieliło nas kilkaset metrów, bo pijacki bełkot Gemmy zdecydowanie zagłuszał ciszę nocną. Dziękowałem też w duchu, że otrzymałem mocną głowę po ojcu. Gdybym wdał się w mamę... Najprawdopodobniej wyglądałbym teraz właśnie tak, jak szatynka. Podałem Lindzie chusteczkę, gdy słysząc opowieść mojej siostry, rozpłakała się ze śmiechu. Na stole przed nami stały dwie puste butelki po winie. Pokręciłem głową.
- Najzabawniejsze jest to, że Elton wziął to całkiem na poważnie i tydzień później do niej zadzwonił - dodałem ze śmiertelną powagą. Oczy blondynki rozszerzyły się w zdumieniu.
- Naprawdę?! - zapytała, kątem oka zerkając na brzuch Gemmy, która rzuciła we mnie poduszką.
- Nie wierz mu, łże  - zaśmiała się - Przepraszam was na moment, muszę iść do toalety - dodała, podnosząc się chwiejnie. Zastanawiałem się, czy nie powinienem iść za nią i jej pomóc, ale ostatecznie zdecydowałem się zostać z moim gościem. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a potem, zupełnie niespodziewanie, blondynka przytuliła mnie mocno. Zaskoczony, lekko się odsunąłem, chcąc wyswobodzić się z jej ciasnych objęć, jednak nie było to takie łatwe. Zdecydowałem się więc odpuścić i nie reagować, póki nie posunie się dalej.
- Strasznie mi przykro, Harry - powiedziała w pewnej chwili, dziwnie drżącym głosem. Jej oddech pachniał jak wino. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, czy coś przeoczyłem. Nie rozumiałem, dlaczego miałaby jej być przykro z powodu Johna i mojej siostry. - Musicie się bardzo kochać, prawda? - dodała, nie zmieniając tonu. Zdziwiłem się, usiłując wywnioskować, co jest smutnego w świetnym dogadywaniu się z rodzeństwem.
- Tak, ja i Gemma nie umiemy bez siebie żyć - potwierdziłem, uśmiechając się łagodnie. Dziewczyna wtuliła się jednak we mnie mocniej.
- Ty i Louis - westchnęła, kręcąc głową. Poczułem, jak z twarzy odpływają mi wszystkie kolory. Nie wiedziałem, jak powinienem zareagować. Przeszłość nauczyła mnie, że nie powinienem ufać ludziom, których znam od kilku godzin, nawet jeśli wydają mi się być czyści jak łza. To absurdalne, ale mogłem spodziewać się po niej wszystkiego. Co, jeśli na przykład miała przy sobie dyktafon, by sprzedać mnie mediom? Próbowałem stworzyć w głowie sensowną, wymijającą odpowiedź, kiedy usłyszałem odgłos otwierających się drzwi. Cały zesztywniałem, analizując w myślach to, co się stało. Klucze do mieszkania, poza mną samym, mieli tylko Gemma i Louis. O kurwa...
Czułem, jak w klatce piersiowej dudni mi serce. Pragnąłem z całej siły odepchnąć od siebie Lindę, jednak ta wciąż kurczowo się mnie trzymała, wtulając głowę w moje ramię. Gdzie ta cholerna Gemma, kiedy jej potrzebuję?
Byłem pewien, że to on. Rozpoznałem jego delikatny chód. Zastanawiałem się, co pomyślał, gdy zobaczył kremowy płaszcz blondynki na wieszaku. Być może uznał, że zostawiła go moja siostra, albo po prostu go nie zauważył. Prawie umarłem, gdy wszedł do salonu. Wyglądał tak pięknie. Miał na sobie moje ulubione, podwinięte czarne rurki i gruby, bordowy sweter. Zauważyłem, że w dłoni trzymał butelkę wina, które uwielbiałem.
- Oh - wyrwało mu się cicho, kiedy w końcu na mnie spojrzał. Sprawiał wrażenie, jakby ktoś uderzył go z całej siły w twarz. Wiedziałem, jak wyglądało to z jego perspektywy. Na stole wciąż stały puste butelki, a Linda, najwidoczniej zbyt pijana, by zdać sobie sprawę z jego obecności, tuliła się do mojego boku. - Oh - powtórzył, cofając się o krok. Adrenalina zrobiła swoje. Z całej siły odsunąłem się od blondynki, zdając sobie sprawę, że ta po prostu zasnęła.
- Louis poczekaj - zawołałem za nim. Miałem wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy mi z klatki piersiowej albo po prostu zemdleję z nerwów.
- Nie Harry, jest w porządku. Nie mam prawa oczekiwać od ciebie, że nie będziesz próbował żyć beze mnie. Będę się cieszył z tobą, jeśli ona da ci szczęście - mruknął, odwracając się do mnie plecami i otwierając drzwi frontowe. Jęknąłem cicho.
- Kurwa, przecież doskonale wiesz, że jestem gejem! - krzyknąłem za nim. Zatrzymał się w progu i odwrócił do mnie z nieodgadnioną miną.
- Nie lubię, kiedy przeklinasz - skrzywił się lekko, a ja uniosłem brwi w niedowierzaniu. - Wiesz, chyba zatrzymam to wino - mruknął, unosząc dłoń, w której je trzymał, zastanawiając się nad czymś - Eleanor też bardzo je lubi. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli ją teraz odwiedzę - dodał, uśmiechając się do mnie szeroko. Przesadził, obaj o tym wiedzieliśmy. Powiedział o jedno zdanie za dużo. Wpatrywałem się w niego w milczeniu. - Nie będę cię już niepokoił. Miłej nocy - powiedział cicho, zmienionym głosem. Zanim wyszedł, usłyszałem dźwięk odkładanych na komodę kluczy.
W pierwszym odruchu chciałem za nim wybiec i go przeprosić. Szybko jednak się opanowałem, tłumacząc sobie, że to nie ja jestem winnym. Nie zrobiłem niczego złego, podczas gdy on znów nie potrafił odpuścić. Tym razem jednak poszedł o krok za daleko. Drżąc na całym ciele, ruszyłem do łazienki, w której dwadzieścia minut temu zniknęła moja siostra. Westchnąłem cicho. Nie potrafiłem być na nią zły, kiedy spała z otwartą buzią, opierając głowę o wannę.
- Gemma, obudź się - powiedziałem, nie poznając swojego głosu. Był zachrypnięty i dziwnie cichy. - Gemm... - powtórzyłem szturchając ją, ale wiedziałem, że to nic nie da, szatynka spała zbyt głęboko. Bez zastanowienia, chwyciłem ją w ramiona, zanosząc do swojej sypialni. Dziewczyna nawet na sekundę się nie obudziła. Ułożyłem ją w bezpiecznej pozycji, przykrywając pościelą. Wtuliła się w poduszkę, mrucząc coś pod nosem. Uśmiechnąłem się lekko, na chwilę zapominając o Louisie. Obróciłem się, by wyciągnąć z szafy jeden ze swoich wielu koców i zapasową poduszkę. Zabrałem je do salonu, układając Lindę na kanapie. Nie chciałem na nią patrzeć, by nie winić jej za kłótnię z niebieskookim. Kiedy skończyłem, złapałem się na tym, że z nerwów drżą mi ręce. Złapałem za telefon i spojrzałem na godzinę. Dochodziła pierwsza. Nie zastanawiałem się długo. Wiedziałem, że nie będę w stanie wytrzymać w tym domu ani chwili dłużej. Wykręciłem numer z pamięci, przykładając aparat do ucha. Ku mojemu zaskoczeniu, rozmówca odebrał w połowie drugiego sygnału.
- Hazz? Coś się stało? - w głosie szatyna słyszałem jedynie troskę.
- Liam... - zacząłem, czując, jak drży mi głos. Bałem się, że zupełnie się rozkleję - Liam, jesteś teraz sam? - zapytałem, modląc się o to w duchu.
- Jestem z Sophią, dlaczego pytasz? Co się stało? - wiedziałem, że zdążył się zdenerwować.
- Czy... Czy mogę do ciebie teraz przyjechać? - zapytałem cicho, pocierając dłonią pulsującą skroń. - Proszę, zwariuję w tym mieszkaniu.
- Dasz radę prowadzić? - Liam nie zadawał kolejnych zbędnych pytań.
- Nie wiem, ja...
- W porządku, będę po ciebie za pół godziny - przerwał mi. Dziękowałem losowi, że mam w nim przyjaciela.



 _______________________________________________
Z każde pozostawione po sobie słowo z góry dziękuję <3

15 komentarzy:

  1. He, hehe, hehehe. Taka nadzieja jak ona zaczęła mówić o tym, że wie o Lou i Harrym i takie rozczarowanie gdy on wyszedł.
    Już myślałam, że pani fotograf powie, że ona wie o nich, że wszyscy wiedzą, że to alceptują i nie muszą się kryć. Wrrr, miało być tak pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie może być łatwo i pięknie, nic takie nie jest w prawdziwym życiu :)
    Dziękuję za komentarz <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu, mam ochotę Cię rozszarpać i to nie tylko ze względu na to, że mam dzisiaj beznadziejny dzień, ale kurczę... Wyobraziłam sobie minę Harry'ego, gdy wszedł Lou, ale mina Harry'ego, gdy on po prostu wyszedł, rzucając tekstem o Eleanor i o tym winie - nie, moja głowa zdecydowanie płata mi dzisiaj figle i nie czuje się z tym dobrze. Co do Gemmy - przezabawna dziewczyna i na razie jest to zdecydowanie moja ulubiona postać w opowiadaniu, ale... Tak, zawsze muszę mieć jakieś "ale" - nie podobają mi się za bardzo te jej pomysły, bo gdyby nie powiedziała Hazzie, że ma sprowokować Lou, nie doszłoby do spotkania z panią fotograf i nie doszłoby do tego, że Louis by wyszedł, ale tak, wiem... To nakręca całą akcję w opowiadaniu. Życiowo pewnie nie do końca by się to sprawdziło ;) I co mi się podoba - to, jak Harry próbuje zapomnieć o Tomlinsonie wszelkimi sposobami, ale jakoś mu to nieudolnie wychodzi(siadanie koło Nialla, żeby zaraz zdenerwować się, że Lou rozmawia z El, potem uspokojony przez Zayna, a na końcu desperacki telefon do Liama). Serce nie sługa, nie da się o kimś od tak zapomnieć. Wybacz ten nieskładny komentarz, ale właśnie takie jest dzisiaj moje myślenie...

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy to pisałam, też miałam kiepski dzień i było mi nawet przykro, właśnie kiedy wyobraziłam sobie minę Hazz, gdy Louis wspomina o El i wychodzi... Ale w ten sposób wyobrażam sobie właśnie ich kłótnie, nie wiem, mam wrażenie, że Lou byłby zdolny użyć takich słów, zostawić te klucze, wyjść.
      Ja też mam małą słabość do charakteru Gemmy, mam nadzieję, że jej obecność w moim opowiadaniu nie przeszkadza! :)
      Dziękuję za poświęcenie czasu i napisanie długiego komentarza!
      Buziaki <3

      Usuń
  4. Obecność Gemmy miałaby przeszkadzać? Ona jest genialna, uwielbiam ją! Nie wyobrażam sobie tego opowiadania właśnie bez niej. Szczerze mówiąc - mogłoby zabraknąć pozostałych członków One Direction, ale nie jej! Swoją drogą - w sumie też mi się wydaje, że Lou byłby zdolny wywinąć taką akcję, bo wszyscy ciągle powtarzają, że wygląda na wrednego, ale z drugiej strony... Pozory z reguły mylą, także... ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda, bardzo! Zwłaszcza, kiedy strzela swoje obrażone miny, gdy jest zazdrosny, boże albo te wszystkie jego ironiczne komentarze... ale masz rację, może to tylko pozory.
      Haha, cieszymy się wraz z Gemmą! <3

      Usuń
  5. Trafiłam na bloga przez przypadek, przez tumblra chyba :3
    I muszę przyznać, że ta opowieść mnie zaciekawila, na tyle, że zagrzała sobie miejsce w ulubionych XD przeczytałam przed chwilą wszystkie rodzialy, ale tu dopiero piszę :D
    Bardzo bardzo mi się podoba <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się i to bardzo! <3
    Dziękuję za miłe słowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham twój styl. Jest genialny, podobnie jak całe opowiadanie. Dzięki tobie pokochałam Larry'ego. Ten rozdział był pełen emocji, tak pięknie opisanych. Uwielbiam Gemmę. :) Życzę dużo weny, pozdrawiam serdecznie i ciebie i Anię. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę, kolejna dziewczyna która przeze mnie pokochała Larrego <3
      Zobaczycie, warto!
      Dziękuję za ciepłe słowa i pozdrowienia!

      Usuń
  8. Zdecydowanie to najlepszego opowiadanie o Larrym jakie kiedykolwiek czytałam, dodałam Cię do głównych zakładek i wchodzę tu codziennie, żeby upewnić się czy nic nowego mnie nie omija :D Piszesz świetnie, już boje się jak to wszystko się rozwinie, oby tak dalej.CUDOWNE! *.*

    P.S podaje mojego, dawno nie wchodziłam, ale chcę do niego wrócić i znów pisać, mam nadzieje, że się spodoba :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeju, jeśli to prawda, to naprawdę, bardzo mi miło! Dziękuję Ci za to, że tak uważasz, dzięki takim komentarzom mam ochotę pisać dalej <3
      Następny rozdział w poniedziałek:)

      W wolnym czasie zajrzę :*

      Usuń