I live inside myself and it is a rotting cage
Piętnastominutowa
przerwa przedłużyła się do półgodzinnej. Zapraszając Lindę na
kawę, nie spodziewałem się, że może być tak miła i zabawna.
Właściwie od razu złapaliśmy dobry kontakt i świetnie nam się
ze sobą rozmawiało. Moja mama miała rację, byłem urodzonym
flirciarzem. Być może dotarliśmy do siebie tak szybko, dlatego, że
22letnia fotografka bardzo przypominała mi moją siostrę. Byłem
pewien, że świetnie by się ze sobą dogadały, więc bez większego
zastanowienia, zaprosiłem ją do siebie na wieczór filmowy, a ona
równie spontanicznie wyraziła zgodę. Nie sądziłem, żeby Gemma
miała mi to za złe, lubiła poznawać nowych ludzi. Śmiejąc się,
weszliśmy spóźnieni do studia. Wszyscy spoglądali na nas
zaskoczeni, a ja zachichotałem cicho. Kątem oka zauważyłem lekki
grymas na twarzy Lou i poczułem, jak kąciki moich warg uniosły się
jeszcze wyżej.
*
Pomimo
mojego dobrego nastroju i łatwych do wykonania zdjęć, sesja trwała
bardzo długo. Nie mogliśmy się zgrać, głównie z powodu
zmęczenia i napiętej atmosfery. Zdjęcia portretowe niewyspanego
Liama trwały ponad godzinę. Kiedy wreszcie skończyliśmy,
dochodziła 18. Byłem głodny i wykończony, jednak wizja wieczoru
spędzonego z panią fotograf i moją siostrą podtrzymywała mnie na
duchu i byłem pewien, że nic nie jest w stanie zepsuć mojego
humoru, dopóki nie usłyszałem, z kim rozmawia Louis. Wracaliśmy
do vana, ostrożnie opuszczając studio tylnym wyjściem, kiedy
dotarł do mnie jego stłumiony przez kroki innych głos. Szedł za
mną, ale z natury mówił na tyle głośno, bym mógł doskonale go
słyszeć. Żołądek zwinął mi się w supeł.
-
Eleanor, nie potrafię ci pomóc w wyborze sukienki. Dlaczego nie
zadzwonisz do którejś ze swoich przyjaciółek? Wyglądasz dobrze w
każdym kolorze - powiedział spokojnym tonem, a ja miałem ochotę
krzyczeć. Nienawidziłem tej dziewczyny, nie przypominałem sobie,
bym kiedykolwiek darzył kogoś tak ogromną antypatią. - Tak,
świetny wybór. Będzie ci pasowała do włosów - dodał, a mnie
zrobiło się niedobrze. Miałem ochotę zatrzymać się, wyrwać
telefon z jego dłoni i roztrzaskać go o podłogę. Zayn położył
dłoń na moim ramieniu, popychając mnie lekko do przodu.
-
Harry, panuj nad sobą, ktoś z obsługi może nas kręcić - mruknął
mi do ucha, a ja w duchu przyznałem mu rację i wziąłem głęboki,
uspokajający oddech. Brunet zawsze wiedział, co powiedzieć. Zacisnąłem mocno wargi, by żadne
słowo, którego z resztą najprawdopodobniej później bym żałował,
nie wyszło z moich ust i ruszyłem do naszego vana, starając
wyłączyć się na głos Louisa. Próbując nie myśleć o tym,
z kim rozmawia. Na całe szczęście, zanim dotarliśmy, chłopak
zakończył połączenie. Przepuściłem wszystkich w drzwiach, chcąc
być ostatnim, który usiądzie. Chciałem mieć pewność, że nie
będę siedział obok niebieskookiego.
-
Nawet o tym nie myśl, Niall! - krzyknąłem szybko, kiedy ten zaczął
układać się do snu na dwóch siedzeniach. Chłopak zerknął na
mnie zaskoczony, ale później uśmiechnął się, rozumiejąc, że
ponownie zamierzam usiąść obok niego. Ominąłem sprawnie wolne
siedzenie obok Louisa, nawet nie zerkając w jego stronę. Mimo tego,
że siedziałem z blondynem, zapach chłopaka był cholernie
wyraźny. Dzieliło nas jedynie przejście pomiędzy siedzeniami,
niecałe pół metra. Przez cały czas czułem na sobie jego palący
wzrok i nie potrafiłem się rozluźnić. Odwróciłem się więc
szybko bokiem, plecami do szatyna, wmawiając sobie, że wcale na
mnie nie zerka. Wyciągnąłem z torby iPoda i pozwoliłem, by muzyka
zajęła moje myśli.
*
-
Boże, Hazz, nie mogę uwierzyć, że zaprosiłeś do domu
dziewczynę! - zaśmiała się Gemma, przytulając mnie mocno. Nie
mogłem oddychać w jej niedźwiedzim uścisku - To chyba pierwszy
raz od czasów... Od zawsze!
-
Przestań, to nieprawda. Zapraszałem do domu koleżanki... -
burknąłem, wyrywając się z jej ramion. Starałem się wyprostować
białą koszulkę dłońmi, ale nie zauważyłem zadowalających
efektów. - Przecież kilka razy zaprosiłem tutaj Taylor.
-
Boże, nie przypominaj mi o tej dziewczynie, dobrze? Do dzisiaj mam
niestrawność, kiedy przypomnę sobie, jak ciężko było pozbyć
się z domu okropnie słodkiego zapachu jej... - Po raz pierwszy w
życiu ucieszyłem się, że dzwonek do drzwi przerwał moją rozmowę
z Gemmą. Uśmiechnąłem się do niej wymownie, na co ta tylko
wzruszyła ramionami i wstała, by wraz ze mną otworzyć drzwi.
Linda wyglądała bardzo ładnie, o wiele lepiej niż w czasie pracy.
Długie, jasne włosy opadały falami na ramiona,
podkreślając długą szyję i wystające obojczyki. Pomogłem
ściągnąć jej płaszcz, na co szatynka uniosła wysoko jedną
brew, a kiedy wreszcie przekroczyliśmy próg, uśmiechnęła się do mojego gościa, podnosząc kąciki swoich warg najpiękniej, jak tylko
potrafiła.
-
Miło mi poznać. Jestem Gemma - powiedziała, podając jej swoją
szczupłą, zadbaną dłoń. Linda zaśmiała się wesoło,
odwzajemniając uścisk rąk i przedstawiając się.
-
W porządku, skoro formalności mamy już za sobą... Czego się
napijesz, moja droga? Kawy, herbaty, wina? - zapytała, a ja
westchnąłem ciężko. Nikt nie potrafi tak rozładować napięcia,
jak ona. Konkurować z nią mógłby tylko Niall. Blondynka
wydawała mi się być równie rozluźniona i zadowolona, co moja
siostra.
-
Alkoholu nigdy nikomu nie odmówię - zaśmiała się pod nosem, a ja
przewróciłem oczami. Gemma wydawała się jednak być
zachwycona.
-
Słusznie! - skomentowała jedynie, a później zniknęła wraz z
moim gościem w kuchni. Byłem pewny, że niedługo zostaną
przyjaciółkami. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie. Zerknąłem
na wyświetlacz w swoim telefonie, dochodziła 21. Poczułem
nieprzyjemne ukłucie w brzuchu, kiedy jakiś cienki głos w mojej
głowie przypomniał mi, że Louis do mnie nie napisał.
-
Hazz? Zrobić Ci drinka? - Usłyszałem. Uśmiechnąłem się,
odrzucając telefon na bok. To zdecydowanie będzie długi, miły
wieczór.
*
-
Rozumiesz? Powiedziałam do cholernego Eltona Johna, że urodzę mu
kolejne dziecko, a Hazz zamiast mnie powstrzymać, stał obok i
płakał ze śmiechu! - Dziękowałem losowi, że od najbliższego
domu dzieliło nas kilkaset metrów, bo pijacki bełkot Gemmy
zdecydowanie zagłuszał ciszę nocną. Dziękowałem też w duchu,
że otrzymałem mocną głowę po ojcu. Gdybym wdał się w mamę...
Najprawdopodobniej wyglądałbym teraz właśnie tak, jak szatynka.
Podałem Lindzie chusteczkę, gdy słysząc opowieść mojej
siostry, rozpłakała się ze śmiechu. Na stole przed nami stały
dwie puste butelki po winie. Pokręciłem głową.
-
Najzabawniejsze jest to, że Elton wziął to całkiem na poważnie i
tydzień później do niej zadzwonił - dodałem ze śmiertelną
powagą. Oczy blondynki rozszerzyły się w zdumieniu.
-
Naprawdę?! - zapytała, kątem oka zerkając na brzuch Gemmy, która
rzuciła we mnie poduszką.
-
Nie wierz mu, łże - zaśmiała się - Przepraszam was
na moment, muszę iść do toalety - dodała, podnosząc się chwiejnie.
Zastanawiałem się, czy nie powinienem iść za nią i jej pomóc,
ale ostatecznie zdecydowałem się zostać z moim gościem. Przez
chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a potem, zupełnie
niespodziewanie, blondynka przytuliła mnie mocno. Zaskoczony, lekko
się odsunąłem, chcąc wyswobodzić się z jej ciasnych objęć,
jednak nie było to takie łatwe. Zdecydowałem się więc odpuścić
i nie reagować, póki nie posunie się dalej.
-
Strasznie mi przykro, Harry - powiedziała w pewnej chwili, dziwnie
drżącym głosem. Jej oddech pachniał jak wino. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, czy coś
przeoczyłem. Nie rozumiałem, dlaczego miałaby jej być przykro z
powodu Johna i mojej siostry. - Musicie się bardzo kochać, prawda?
- dodała, nie zmieniając tonu. Zdziwiłem się, usiłując
wywnioskować, co jest smutnego w świetnym dogadywaniu się z
rodzeństwem.
-
Tak, ja i Gemma nie umiemy bez siebie żyć - potwierdziłem,
uśmiechając się łagodnie. Dziewczyna wtuliła się jednak we mnie
mocniej.
-
Ty i Louis - westchnęła, kręcąc głową. Poczułem, jak z twarzy
odpływają mi wszystkie kolory. Nie wiedziałem, jak powinienem
zareagować. Przeszłość nauczyła mnie, że nie powinienem ufać
ludziom, których znam od kilku godzin, nawet jeśli wydają mi się
być czyści jak łza. To absurdalne, ale mogłem spodziewać się po
niej wszystkiego. Co, jeśli na przykład miała przy sobie dyktafon,
by sprzedać mnie mediom? Próbowałem stworzyć w głowie sensowną,
wymijającą odpowiedź, kiedy usłyszałem odgłos otwierających
się drzwi. Cały zesztywniałem, analizując w myślach to, co się
stało. Klucze do mieszkania, poza mną samym, mieli tylko Gemma i
Louis. O kurwa...
Czułem, jak w klatce piersiowej
dudni mi serce. Pragnąłem z całej siły odepchnąć od siebie
Lindę, jednak ta wciąż kurczowo się mnie trzymała, wtulając
głowę w moje ramię. Gdzie ta cholerna Gemma, kiedy jej
potrzebuję?
Byłem pewien, że to on.
Rozpoznałem jego delikatny chód. Zastanawiałem się, co pomyślał,
gdy zobaczył kremowy płaszcz blondynki na wieszaku. Być może
uznał, że zostawiła go moja siostra, albo po prostu go nie
zauważył. Prawie umarłem, gdy wszedł do salonu. Wyglądał tak
pięknie. Miał na sobie moje ulubione, podwinięte czarne rurki i
gruby, bordowy sweter. Zauważyłem, że w dłoni trzymał butelkę
wina, które uwielbiałem.
- Oh - wyrwało mu się cicho, kiedy
w końcu na mnie spojrzał. Sprawiał wrażenie, jakby ktoś uderzył
go z całej siły w twarz. Wiedziałem, jak wyglądało to z jego
perspektywy. Na stole wciąż stały puste butelki, a Linda,
najwidoczniej zbyt pijana, by zdać sobie sprawę z jego obecności,
tuliła się do mojego boku. - Oh - powtórzył, cofając się o
krok. Adrenalina zrobiła swoje. Z całej siły odsunąłem się od
blondynki, zdając sobie sprawę, że ta po prostu zasnęła.
- Louis poczekaj - zawołałem za
nim. Miałem wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy mi z klatki
piersiowej albo po prostu zemdleję z nerwów.
- Nie Harry, jest w porządku. Nie
mam prawa oczekiwać od ciebie, że nie będziesz próbował żyć
beze mnie. Będę się cieszył z tobą, jeśli ona da ci szczęście
- mruknął, odwracając się do mnie plecami i otwierając drzwi
frontowe. Jęknąłem cicho.
- Kurwa, przecież doskonale wiesz,
że jestem gejem! - krzyknąłem za nim. Zatrzymał się w progu i
odwrócił do mnie z nieodgadnioną miną.
- Nie lubię, kiedy przeklinasz -
skrzywił się lekko, a ja uniosłem brwi w niedowierzaniu. - Wiesz,
chyba zatrzymam to wino - mruknął, unosząc dłoń, w której je
trzymał, zastanawiając się nad czymś - Eleanor też bardzo je
lubi. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli ją teraz
odwiedzę - dodał, uśmiechając się do mnie szeroko. Przesadził,
obaj o tym wiedzieliśmy. Powiedział o jedno zdanie za dużo.
Wpatrywałem się w niego w milczeniu. - Nie będę cię już
niepokoił. Miłej nocy - powiedział cicho, zmienionym głosem.
Zanim wyszedł, usłyszałem dźwięk odkładanych na komodę kluczy.
W pierwszym odruchu chciałem za nim
wybiec i go przeprosić. Szybko jednak się opanowałem, tłumacząc
sobie, że to nie ja jestem winnym. Nie zrobiłem niczego złego,
podczas gdy on znów nie potrafił odpuścić. Tym razem jednak
poszedł o krok za daleko. Drżąc na całym ciele, ruszyłem do
łazienki, w której dwadzieścia minut temu zniknęła moja siostra.
Westchnąłem cicho. Nie potrafiłem być na nią zły, kiedy spała
z otwartą buzią, opierając głowę o wannę.
- Gemma, obudź się - powiedziałem,
nie poznając swojego głosu. Był zachrypnięty i dziwnie cichy. -
Gemm... - powtórzyłem szturchając ją, ale wiedziałem, że to nic
nie da, szatynka spała zbyt głęboko. Bez zastanowienia, chwyciłem
ją w ramiona, zanosząc do swojej sypialni. Dziewczyna nawet na
sekundę się nie obudziła. Ułożyłem ją w bezpiecznej pozycji,
przykrywając pościelą. Wtuliła się w poduszkę, mrucząc coś
pod nosem. Uśmiechnąłem się lekko, na chwilę zapominając o
Louisie. Obróciłem się, by wyciągnąć z szafy jeden ze swoich
wielu koców i zapasową poduszkę. Zabrałem je do salonu, układając
Lindę na kanapie. Nie chciałem na nią patrzeć, by nie winić jej
za kłótnię z niebieskookim. Kiedy skończyłem, złapałem się na
tym, że z nerwów drżą mi ręce. Złapałem za telefon i
spojrzałem na godzinę. Dochodziła pierwsza. Nie zastanawiałem się
długo. Wiedziałem, że nie będę w stanie wytrzymać w tym domu
ani chwili dłużej. Wykręciłem numer z pamięci, przykładając
aparat do ucha. Ku mojemu zaskoczeniu, rozmówca odebrał w połowie
drugiego sygnału.
- Hazz? Coś się stało? - w głosie
szatyna słyszałem jedynie troskę.
- Liam... - zacząłem, czując, jak
drży mi głos. Bałem się, że zupełnie się rozkleję - Liam,
jesteś teraz sam? - zapytałem, modląc się o to w duchu.
- Jestem z Sophią, dlaczego pytasz?
Co się stało? - wiedziałem, że zdążył się zdenerwować.
- Czy... Czy mogę do ciebie teraz
przyjechać? - zapytałem cicho, pocierając dłonią pulsującą
skroń. - Proszę, zwariuję w tym mieszkaniu.
- Dasz radę prowadzić? - Liam nie
zadawał kolejnych zbędnych pytań.
- Nie wiem, ja...
- W porządku, będę po ciebie za
pół godziny - przerwał mi. Dziękowałem losowi, że mam w nim
przyjaciela.
_______________________________________________
Z każde pozostawione po sobie słowo z góry dziękuję <3
He, hehe, hehehe. Taka nadzieja jak ona zaczęła mówić o tym, że wie o Lou i Harrym i takie rozczarowanie gdy on wyszedł.
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że pani fotograf powie, że ona wie o nich, że wszyscy wiedzą, że to alceptują i nie muszą się kryć. Wrrr, miało być tak pięknie.
Nie może być łatwo i pięknie, nic takie nie jest w prawdziwym życiu :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz <3
Jezu, mam ochotę Cię rozszarpać i to nie tylko ze względu na to, że mam dzisiaj beznadziejny dzień, ale kurczę... Wyobraziłam sobie minę Harry'ego, gdy wszedł Lou, ale mina Harry'ego, gdy on po prostu wyszedł, rzucając tekstem o Eleanor i o tym winie - nie, moja głowa zdecydowanie płata mi dzisiaj figle i nie czuje się z tym dobrze. Co do Gemmy - przezabawna dziewczyna i na razie jest to zdecydowanie moja ulubiona postać w opowiadaniu, ale... Tak, zawsze muszę mieć jakieś "ale" - nie podobają mi się za bardzo te jej pomysły, bo gdyby nie powiedziała Hazzie, że ma sprowokować Lou, nie doszłoby do spotkania z panią fotograf i nie doszłoby do tego, że Louis by wyszedł, ale tak, wiem... To nakręca całą akcję w opowiadaniu. Życiowo pewnie nie do końca by się to sprawdziło ;) I co mi się podoba - to, jak Harry próbuje zapomnieć o Tomlinsonie wszelkimi sposobami, ale jakoś mu to nieudolnie wychodzi(siadanie koło Nialla, żeby zaraz zdenerwować się, że Lou rozmawia z El, potem uspokojony przez Zayna, a na końcu desperacki telefon do Liama). Serce nie sługa, nie da się o kimś od tak zapomnieć. Wybacz ten nieskładny komentarz, ale właśnie takie jest dzisiaj moje myślenie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ;)
Kiedy to pisałam, też miałam kiepski dzień i było mi nawet przykro, właśnie kiedy wyobraziłam sobie minę Hazz, gdy Louis wspomina o El i wychodzi... Ale w ten sposób wyobrażam sobie właśnie ich kłótnie, nie wiem, mam wrażenie, że Lou byłby zdolny użyć takich słów, zostawić te klucze, wyjść.
UsuńJa też mam małą słabość do charakteru Gemmy, mam nadzieję, że jej obecność w moim opowiadaniu nie przeszkadza! :)
Dziękuję za poświęcenie czasu i napisanie długiego komentarza!
Buziaki <3
Obecność Gemmy miałaby przeszkadzać? Ona jest genialna, uwielbiam ją! Nie wyobrażam sobie tego opowiadania właśnie bez niej. Szczerze mówiąc - mogłoby zabraknąć pozostałych członków One Direction, ale nie jej! Swoją drogą - w sumie też mi się wydaje, że Lou byłby zdolny wywinąć taką akcję, bo wszyscy ciągle powtarzają, że wygląda na wrednego, ale z drugiej strony... Pozory z reguły mylą, także... ;))
OdpowiedzUsuńWygląda, bardzo! Zwłaszcza, kiedy strzela swoje obrażone miny, gdy jest zazdrosny, boże albo te wszystkie jego ironiczne komentarze... ale masz rację, może to tylko pozory.
UsuńHaha, cieszymy się wraz z Gemmą! <3
Trafiłam na bloga przez przypadek, przez tumblra chyba :3
OdpowiedzUsuńI muszę przyznać, że ta opowieść mnie zaciekawila, na tyle, że zagrzała sobie miejsce w ulubionych XD przeczytałam przed chwilą wszystkie rodzialy, ale tu dopiero piszę :D
Bardzo bardzo mi się podoba <3
Cieszę się i to bardzo! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa.
JESTEŚ CUDOWNA
OdpowiedzUsuń<3
UsuńKocham twój styl. Jest genialny, podobnie jak całe opowiadanie. Dzięki tobie pokochałam Larry'ego. Ten rozdział był pełen emocji, tak pięknie opisanych. Uwielbiam Gemmę. :) Życzę dużo weny, pozdrawiam serdecznie i ciebie i Anię. <3
OdpowiedzUsuńAle się cieszę, kolejna dziewczyna która przeze mnie pokochała Larrego <3
UsuńZobaczycie, warto!
Dziękuję za ciepłe słowa i pozdrowienia!
Zdecydowanie to najlepszego opowiadanie o Larrym jakie kiedykolwiek czytałam, dodałam Cię do głównych zakładek i wchodzę tu codziennie, żeby upewnić się czy nic nowego mnie nie omija :D Piszesz świetnie, już boje się jak to wszystko się rozwinie, oby tak dalej.CUDOWNE! *.*
OdpowiedzUsuńP.S podaje mojego, dawno nie wchodziłam, ale chcę do niego wrócić i znów pisać, mam nadzieje, że się spodoba :3
Jeeju, jeśli to prawda, to naprawdę, bardzo mi miło! Dziękuję Ci za to, że tak uważasz, dzięki takim komentarzom mam ochotę pisać dalej <3
UsuńNastępny rozdział w poniedziałek:)
W wolnym czasie zajrzę :*
fajny rozdział
OdpowiedzUsuń