This is us
Kiedy
ostrożnie wyszedłem z samochodu, oślepił mnie błysk fleszy i
czułem, jak drżały mi wszystkie kończyny. Wziąłem głęboki,
uspokajający oddech, kiedy morze fanów skandujących moje imię
przyprawiło mnie o gęsią skórkę. Powinienem już dawno temu
przyzwyczaić się do występów przed tłumem, w końcu w ostatnim
czasie ich nie brakowało, jednak wciąż czułem się trochę
nieswojo. Wydaje mi się, że reagowałem tak, bo byłem sam. Na
twarzy malował mi się jeden z moich najlepiej rozpoznawalnych
uśmiechów i chociaż daleko mu do autentyczności, niewiele osób
zdaje sobie z tego sprawę. Starałem się nie reagować na krzyki
nastoletnich dziewczyn, zebranych przy barierkach, i spokojnie
rozdawać autografy, jednak kiedy imię, które dotarło do moich
uszu, zmieniło się, mój żołądek natychmiast zwinął się w
supeł.
-
LOUIS! - słyszałem ze wszystkich stron. Odwróciłem się powoli,
łapiąc jego wzrok. Uniosłem delikatnie kąciki ust w odpowiedzi,
starając się zignorować stojącą u jego boku dziewczynę, która
z całej siły ściskała jego dłoń. Wiem, że nie potrafię dobrze
maskować swoich uczuć i że z mojej twarzy można czytać jak z
książki, więc westchnąłem cicho, a potem odwróciłem się w
kierunku tłumu, by uszczęśliwić kilkanaście fanek, stojących
tutaj od rana, od wczoraj, a może nawet i od kilku dni. Premiera
naszego filmu, tak bardzo z resztą zakłamanego. Miliony dziewczyn
będą płaciły za bilety, by móc zobaczyć mnie i moich przyjaciół
na dużym ekranie; poznać naszą historię, nie zdając sobie sprawy
z tego, jak bardzo jest sfingowana i skrócona. To wszystko wydawało
mi się być nie do pomyślenia. Zaledwie trzy lata temu zdecydowałem
się pójść na casting do X-factor'a, a teraz znajdowałem się
tutaj. Nie umiałem zdecydować, czy byłem bardziej szczęśliwy,
czy zrozpaczony.
-
Harry! - z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama, machającego dłonią
w moim kierunku, bym się pospieszył i dołączył do zespołu. Na
znak, że go zrozumiałem, kiwnąłem głową, a później w
pośpiechu oddałem roztrzęsionej blondynce aparat, życząc jej
miłego dnia. Starałem się nie ściągać z warg sztucznego
uśmiechu, kiedy ze wszystkich stron oślepiały mnie błyski i
powoli ustawiłem się obok chłopaków. Przez sekundę w mojej
głowie pojawiła się nadzieja, że pozwolą mi stanąć obok
Louisa, jednak ten cały zesztywniał, kiedy chwilowo znajdowałem
się tak blisko niego, że nasze dłonie się ocierały i
automatycznie, wyuczonym ruchem, wślizgnął się między Nialla a
Zayna. Czułem zalewającą mnie złość i chociaż próbowałem się
uśmiechać, na mojej twarzy pojawił się jedynie dziwny grymas,
którego nie umiałem zmienić. Wciąż docierały do mnie krzyki i
piski, wszyscy wołali moje imię, nazwę naszego zespołu, kręciło
mi się od tego w głowie. Starałem się myśleć tylko o tym, kiedy
w końcu będę mógł odnaleźć w tłumie Gemmę, moją siostrę i
wizja ta odrobinę mnie uspokajała. Do czasu, gdy zdjęcia się
skończyły i znów się rozdzieliliśmy. Nie patrzyłem, w którą
stronę odchodzi Louis.
*
Zdjęcia
i podpisy nie miały końca. Liam spojrzał na mnie porozumiewawczo,
wskazując delikatnym ruchem głowy na prawo i w następnym momencie
zauważyłem mężczyznę, filmującego mnie z ukrycia. Podziękowałem
przyjacielowi spojrzeniem i zamiast zniknąć w poszukiwaniu alkoholu
i Louisa, przywołałem na twarz nieco zmęczony uśmiech, zabierając
się za fotografowanie się z kolejnymi fankami. Nie potrafię
powiedzieć, ile to wszystko trwało. Rozluźniłem się dopiero,
kiedy poczułem długie palce na swoim przegubie i uświadomiłem
sobie, że to Gemma. Siostra pocałowała mnie lekko we włosy,
ściskając mnie mocno, a potem wepchnęła mi w dłoń kieliszek z
szampanem. Wiem, że chciała dodać mi otuchy i odwagi; jest jedyną
osobą, która tak naprawdę mnie rozumie i wspiera w tym całym
szaleństwie. Wypiłem alkohol jednym haustem, krzywiąc się
delikatnie. Usłyszałem, jak ktoś z zarządu woła moje imię, więc
czym prędzej poszliśmy wykonać pamiątkowe zdjęcia w budce.
Blondynka wyglądała ślicznie i prawie się cieszyłem na myśl, że
jutro obejrzy je cały świat. Marzyłem o chwili sam na sam z
siostrą, by wreszcie móc jej się wygadać i nie mogłem się już
doczekać, kiedy ta cała szopka z promowaniem filmu się skończy.
Kiedy byliśmy prawie na miejscu, poczułem, jak dłoń Gemmy zaciska
się mocniej na mojej ręce, a sekundę później zauważyłem Louisa
i El, wychodzących z budki. Szatyn patrzył na mnie zdenerwowany,
ale ja odwróciłem automatycznie wzrok. Moja ręka bezwiednie
zacisnęła się w pięść.
-
Harry - zganiła mnie cicho blondynka, szarpiąc mnie w swoją stronę
i wskazując mi brodą obiektyw paparazzi. Opamiętałem się,
uśmiechając się szeroko w jego kierunku. Zespół jest idealny.
Film jest idealny. Zdjęcia z premiery też musiały być idealne.
Wszystko, co związane z One Direction, musi być idealne. Tylko ja i
Louis tacy nie jesteśmy.
*
-
Gdzie jest Louis? - szepnąłem Liamowi do ucha. Widziałem, jak ten
zagryza słomkę od drinka i zamyśla się, zamiast udzielić mi
odpowiedzi. Zacząłem się denerwować, skubiąc odruchowo
paznokcie. - Gdzie on jest? - zapytałem ponownie, tym razem trochę
pewniej i głośniej.
-
Nie ma go tutaj - opowiedział mi powoli, odwracając się do mnie
przodem. Natychmiast zauważyłem, że jest pijany i mogłem jedynie
mieć nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego, za co później
będziemy musieli zapłacić. Napotykałem zmartwione spojrzenie
Zayna i machnąłem do niego uspokajająco ręką, po czym powróciłem
do rozmowy z brunetem. Kątem oka widziałem, że jego dziewczyna
wciąż mi się przygląda, dlatego starałem się wyglądać na
rozluźnionego.
-
Wiesz gdzie jest? Proszę, powiedz mi - mruknąłem, w obawie, że
ktoś może nas usłyszeć. Widziałem, że przyjaciel walczy ze
sobą, by nie wybuchnąć złością.
-
Pieprzony skurwysyn - warknął w końcu, ale ja uciszyłem go
natychmiast, chwytając mocno jego ramię. Chłopak bierze głęboki,
uspokajający oddech - Pojechał do domu. Jakieś pół godziny temu
wychodzili stąd z El. Poprosił, bym ci tego nie mówił, ale jaki
to ma sens? I tak byś się dowiedział ze zdjęć - głos chłopaka
ociekał pogardą, podczas gdy ja czułem, jak kręci mi się w
głowie. W ciągu całej premiery, nie zamienił ze mną nawet słowa,
a teraz pojechał do mieszkania. Z nią.
Odwróciłem
się na pięcie z zamiarem ucieczki, ale w tym samym momencie wpadłem
na swoją siostrę. Już chciałem się z nią pożegnać i wrócić
do domu, kiedy zauważyłem jej zacięty wyraz twarzy. Wydała mi się
smutna i zdenerwowana, a ja nie potrafiłem zostawić jej w takim
stanie. Przeklinam w duchu swoje dobre serce i próbuję coś
powiedzieć, ale zagłusza mnie głośna muzyka. Blondynka chwyciła
mnie mocno za rękę, ciągnąc w kierunku strefy wolnej od
paparazzi.
-
Harry, uspokój się, wszyscy robią ci zdjęcia - mruknęła mi do
ucha, wyciągając z torebki swoje miętowe papierosy. Wsunęła
sobie jednego z nich między pomalowane czerwoną szminką, pełne
wargi i z dziwną gracją, odpaliła go benzynową zapalniczką.
Zupełnie nie pasował mi on do jej delikatnej, wciąż nieco
dziewczęcej urody. Nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnąłem się
do niej ironicznie, ale ona zupełnie się tym nie przejęła.
Wiedziała, że to nie na nią byłem wściekły. Nasze palce splotły
się ze sobą i czułem się trochę tak, jak wtedy, kiedy byłem
małym chłopcem, a Gemma odbierała mnie ze szkoły. Trochę jak
wtedy, kiedy nasi rodzice się kłócili. Trochę jak wtedy, kiedy
czekałem na swoje przesłuchanie w X-factorze. Nawet nie zauważyłem,
kiedy znalazłem się w strefie a błyski aparatów zniknęły.
Blondynka przytuliła mnie do siebie mocno. Pachniała mentolem i
drogim zapachem od Chanel. Wokół nas znajdowało się mnóstwo
ludzi, ale nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi.
-
Pokłóciłam się z nim, kiedy wychodzili - szepnęła mi do ucha,
nie przerywając uścisku. Zadrżałem lekko. - Zatrzymałam go i
zapytałam, czy zamierza unikać cię przez całe życie, tylko
dlatego, że ktoś mu tak rozkazał. Odszczeknął mi się, że
niczego nie rozumiem, więc go uderzyłam...
-
Co?! Gemma, coś ty narobiła?! - wyrwało mi się, zanim zdążyłem
ugryźć się w język. Odsunąłem się od niej, wyobrażając sobie
zdjęcia mojej siostry policzkującej Lou, tysiące komentarzy pod
nimi, marne próby zatuszowania tego. Zrobiło mi się gorąco z
nerwów.
-
Uspokój się, nie jestem aż taką idiotką. Wciąż byliśmy wtedy
w środku, przy toaletach i gwarantuję ci, nikogo więcej tam nie
było. Powiedziałam mu, że nie ma jaj, na co zrobił się cały
czerwony, zgarnął tę swoją panienkę i uciekli razem do auta, nie
raczył mi nawet odpowiedzieć. Cholera Harry, dlaczego ze wszystkich
ludzi na świecie, wybrałeś właśnie tego cholernego dupka? Aktor
też z niego marny, nie rozumiem, jak ktokolwiek może wierzyć w tę
całą bajkę z wielką miłością do El. On jej nawet nie potrafi
chwycić za rękę! - złościła się, wydymając pełne wargi. W
duchu przyznałem jej rację, ale nie miałem siły rozmawiać na ten
temat.
-
Gemm? Chciałbym już wrócić do domu - powiedziałem, wzdychając
głośno. Dziewczyna podniosła delikatnie kąciki ust w górę,
mierzwiąc mi włosy lewą ręką.
-
W porządku, Hazz. Poszukam tylko Julien i też się stąd zmywam.
Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu ściągnę z siebie te
cholerne szpilki. Dasz sobie radę? - pyta, kładąc dłoń na moim
ramieniu, a ja uśmiecham się słabo w odpowiedzi.
-
Jak zawsze, przecież wiesz.
*
Kiedy
dotarłem do domu, było już grubo po czwartej nad ranem.
Wykończony, zrzuciłem z siebie w pośpiechu przepocone ubrania i
popędziłem pod prysznic, chcąc jak najszybciej zmyć z siebie
wydarzenia tego wieczoru, wszystkie spojrzenia ludzi i wszelkie
resztki sztucznych uśmiechów. Modliłem się, bym na zdjęciach,
które zapewne już krążą w internecie, wyglądał na
szczęśliwego. Prysznic zawsze mnie odprężał. Od wielu lat
używałem tego samego, cytrynowego szamponu do włosów. Kojarzył
mi się z domem, z normalnością, ze wcześniejszym (lepszym?)
życiem. Wraz z wodą i pianą, którą z siebie spłukiwałem,
stawałem się coraz spokojniejszy, aż w końcu, gdy wyszedłem na
podgrzewane płytki w kolorze mlecznej czekolady, byłem już całkiem
rozluźniony. Kąpiel mnie rozbudziła, więc zamiast prosto do
łóżka, udałem się do kuchni. Wrzasnąłem głośno, kiedy
odkryłem, że nie jestem w niej sam. Louis podbiegł do mnie w ciągu
sekundy, przyciskając mi swoje dłonie do ust.
-
Uspokój się Harry, to tylko ja - powiedział cicho, trzymając mnie
mocno w swoich ramionach. Jego zapach uderzył mi do głowy i efekt
słów chłopaka był odwrotny. Cała złość, która wydawała się
odpłynąć wraz z wodą, powróciła z podwojoną siłą.
Odepchnąłem go od siebie z mocą, której się po sobie nie
spodziewałem, patrząc na niego gniewnie. Miał na sobie jedne z
tych obszernych, dresowych spodni i moją, granatową bluzę.
Uderzyło mnie to bardziej, niż gdyby dał mi w twarz.
-
Gdzie zgubiłeś swoją dziewczynę? - zapytałem obojętnym tonem,
odwracając się do niego plecami. Usłyszałem ciche westchnięcie.
-
Hazza... - zaczął, ale nie pozwoliłem mu dojść do słowa.
-
Nie nazywaj mnie tak. Zabieraj się stąd, Tomlinson, jestem zmęczony
i chcę się położyć - warknąłem, wskazując palem na drzwi.
Niebieskie oczy Louisa przepełnione były smutkiem i czymś jeszcze,
czego nie umiałem określić.
-
Nigdzie nie pójdę, dopóki mnie nie wysłuchasz - oświadczył
głośno, znów się do mnie zbliżając. Automatycznie odsunąłem
się kilka kroków do tyłu, uderzając plecami w ścianę.
Wiedziałem, że chłopak i tak jak zwykle postawi na swoim. Nie było
sensu się z nim kłócić, dlatego kiwnąłem lekko głową. - Nie
rozumiesz mnie, Harry. Żaden z was nawet nie próbuje, do cholery,
zrozumieć, przez co przechodzę! Dla wszystkich liczy się tylko to,
że cię krzywdzę! - wydarł się niespodziewanie, uderzając
pięścią w blat. Obserwowałem go zaskoczony i zdenerwowany
jednocześnie. Poczułem wściekłość której nie byłem w stanie
już dłużej powstrzymywać. Tak bardzo go w tamtym momencie
nienawidziłem. Za wszystko, do czego mnie zmuszał.
-
Po tym wszystkim, co musiałem dzisiaj przez ciebie przejść,
postanowiłeś przyjść do mojego mieszkania i jeszcze trochę mi
dokopać, tak? Chciałeś, żebym poczuł się gorzej? Jakże
wspaniałomyślnie! Spodziewałem się, że skoro raczyłeś się tu
pojawić, usłyszę od ciebie chociaż idiotyczne "przepraszam",
ale jak widać, to dla ciebie za dużo. Szkoda, że nie przywlekłeś
ze sobą swojej dziewczyny! Nie chcę cię więcej widzieć,
słyszysz? Wypierdalaj stąd - wydarłem się, czując, jak do moich
oczu ze złości cisną się łzy.
-
Przestań, do cholery! Przecież powiedziałem, że nigdzie nie
pójdę, póki mnie nie wysłuchasz, a ty nie pozwalasz mi nawet
dokończyć! Dlaczego zawsze musisz mi wszystko utrudniać? Nie
wystarczy, że cała ta sytuacja jest popieprzona? - powiedział
łagodnym tonem, próbując mnie uspokoić. Dyszałem ciężko,
wpatrując się w niego i usiłując powstrzymać płacz.
Nienawidziłem okazywać przy nim słabości.
-
Oh, więc to ja wszystko utrudniam?
-
Harry, nie zrozumiesz mnie, bo nigdy nie byłeś w mojej sytuacji.
Nie rozumiesz, jak to jest, kiedy musisz ciągle walczyć o swoją
pozycję w zespole. Jesteś przystojny, masz idealny głos, wszyscy
cię kochają i nikt w ciebie nie wątpi. Nikt nie ośmieli się
podważyć twojej pozycji, nikt nie wyrzuci cię z zespołu, jeśli
powinie ci się noga. Ja wciąż czytam o sobie, że jestem
niepotrzebny, a mój głos jest nijaki. Prawie nie mam solówek.
Postaw się na moim miejscu. Tak długo walczyłem, by osiągnąć
to, co mam teraz. Nie mogę tego stracić przez tak błahy powód.
Nie stracę One Direction tylko dlatego, że nie zgodziłem się od
czasu do czasu potrzymać za rękę El.
-
Wiesz, co myślę, Louis? - warknąłem, czując, że patrzę na
niego z obłędem w oczach. Miałem ochotę go zabić. Albo zabić
siebie. - Myślę, że Gemma miała rację. W ogóle nie masz jaj -
dopowiedziałem cicho, obserwując jego zaskoczoną twarz - Potrafisz
tylko się nad sobą użalać, nie umiesz walczyć. Powiedziałeś mi
już wszystko, co chciałeś. Teraz możesz wyjść - dodałem,
odwracając się do niego plecami - Zostaw proszę klucze do MOJEGO
mieszkania na komodzie. Dobranoc - powiedziałem jeszcze, odchodząc
do swojej sypialni. Nie usłyszałem odpowiedzi.
Mój biedny Hazza.
OdpowiedzUsuńJaki tam Twój, Louisa!
UsuńWow, genialne. Jak to czytałam, czułam jakbym była świadkiem prawdziwej sytuacji.
OdpowiedzUsuńPłakać mi się chce, gdy wiem, że takie sytuacje mogą się na prawde zdarzać. Podziwiam Hazze i Lou, że są tacy silni w prawdziwym życiu :'(
Genialne opowiadanie, dodaje do zakładek ♥
@_1D_Polska_
Tak, staram się pisać to opowiadanie w taki sposób, by wszystkie wydarzenia MOGŁY mieć jakieś odzwierciedlenie w prawdziwym świecie. Właśnie po to, żebyśmy mogły się zastanowić, ile trudu muszą znosić:)
UsuńBardzo dziękuję <3
No no, brawo!! Nie przepadam za tym zespołem,w sumie nie znam żadnej piosenki i to się raczej nie zmieni,ale sam tekst jest napisany bardzo dobrze. Czytałam niemal że z zapartym tchem. Podoba mi się Twój styl. Oby tak dalej:D Postawiłaś sobie wysoko poprzeczkę. Czekam na kolejny rozdział z nadzieją, że będzie on choć w części tak dobry jak ten. Jill pisanie opowiadań-robisz to świetnie!Pozdrawiam gorąco.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję, już za samo przekonanie się do czytania, jeśli nie przepadasz za 1D i za wszystkie miłe słowa także :) <3
OdpowiedzUsuńSzczerze powiedziawszy, nie lubię piosenek 1D, bo po prostu nie słucham takiej muzyki. Uwielbiam za to Larry, bo uważam, że ten paring jest bardzo autentyczny. ;) Cieszę się, że postanowiłaś zacząć pisać nowe opowiadanie. Kocham Twój styl. Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! <3
Ja też nie jestem wielką fanką ich muzki, ale kocham Larrego:)
UsuńDziękuję, Twoje słowa naprawdę dodają mi sił do dalszego pisania.
Również pozdrawiam <3
Mam mieszane uczucia. Nie bylam, nie jestem i nigdy nie bede LS. Mam 18 lat i jestem po prostu realistka. Czytam to poniewaz chce zobaczyc jaki poglad ma na to wszystko LS(mysle ze nia jestes). Sposob w jaki piszesz bardzo mi sie podoba, ale nie wiem czy oswoje sie z tym w jaki sposob opisujesz tutaj chlopcow
OdpowiedzUsuńJasne, jak najbardziej to rozumiem, pewnie czułabym się podobnie, czytając opowiadanie o Lou i El:).
UsuńPamiętaj, że do niczego nie zmuszam i jeśli moje opowiadanie w jakiś sposób przekroczy Twoją granicę dobrego smaku czy gustu, po prostu nie czytaj dalej. Dziękuję za pochwałę mojego stylu. Miłego wieczoru! :)
Nie zamierzam przestawac! Jestem tolerancyjna wiec nie ma tu mowy o przekraczaniu granic dobrego smaku! :) Czekam na rozwoj sytuacji
Usuń'Jestem sam. Jesteśmy zami we dwoje i zastanawiam się czy można być samemu we dwoje.'
OdpowiedzUsuńNie wiem dlaczego, ale to było moją pierwszą myślą zaraz po przeczytaniu tego rozdziału.
Tak, zdecydowanie trafne:)
UsuńJestes cudowna.
OdpowiedzUsuńJak już dobrze wiesz, nie słucham 1D, nie są w moim zestawieniu muzycznym. A jedyna Piosenka jakiej słucham to One Way, bo mamy do niej układ na Zumbie ;D
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię czytać.! Stęskniłam się za tym! Widać różnicę :) Tak tę, o której mi napisałaś :)
Przez Ciebie Larry znajdzie się na mojej liście paringów, a Twoje na liście opowiadań, które odwiedzam namiętnie ;)
Czekam na ciąg dalszy i ściskam Cię :*
Bardzo dziękuję za tyle ciepłych słów <3
UsuńUf, w końcu tutaj dotarłam, przedzierając się przez stertę innych, usłodzonych opowiadań... I dziwne, bo jedyne, co mogę powiedzieć to to, że mam wrażenie, że czytam o wydarzeniach, które naprawdę się dzieją. I nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy raczej przerażać. To całe "This is us"... Mam ochotę powiedzieć Ci: "Dobra robota!", bo tak, oglądając w internecie cały czerwony dywan, całą premierę miałam nieodparte wrażenie, że to wszystko jest tak cholernie udawane. Uśmiechnięty Harry, szalony Niall, poważny Liam i Zayn i na końcu najszczęśliwszy chłopak na świecie - Louis i jego ukochana dziewczyna. I teraz, gdy tak nad tym wszystkim myślę - to, co oni robią i to, jakie non stop przyjmują pozy powtarza się tak często, że uświadomiłam sobie, że to naprawdę jest na pokaz. Bo ile czasu można być szczęśliwym? Albo jak długo można udawać poważnego, jak np. Payne? I pomimo tego, że "This is us" to zabawny film, wiem, że połowa z tego jest zrobiona tylko i wyłącznie pod publikę, bo przecież nie można pokazać prawdy, no nie? Nie wiem, jak potoczy się dalej Twoja opowieść, ale czuję, że będzie prawdziwa. Tak po prostu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ;)
BARDZO dziękuję za komentarz, od razu dzięki Tobie mam ochotę pisać dalej i czuję, że to co robię ma sens!:)
OdpowiedzUsuńChciałam, by to opowiadanie takie było - prawdziwe. By zmuszało do refleksji, by trzeba było się zastanowić, czy nie ma czasem odwołania do niego w prawdziwym życiu... Czy pozornie szczęśliwi chłopcy nie są czasem smutni.
Ściskam mocno <3