poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział pierwszy

This is us


Kiedy ostrożnie wyszedłem z samochodu, oślepił mnie błysk fleszy i czułem, jak drżały mi wszystkie kończyny. Wziąłem głęboki, uspokajający oddech, kiedy morze fanów skandujących moje imię przyprawiło mnie o gęsią skórkę. Powinienem już dawno temu przyzwyczaić się do występów przed tłumem, w końcu w ostatnim czasie ich nie brakowało, jednak wciąż czułem się trochę nieswojo. Wydaje mi się, że reagowałem tak, bo byłem sam. Na twarzy malował mi się jeden z moich najlepiej rozpoznawalnych uśmiechów i chociaż daleko mu do autentyczności, niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Starałem się nie reagować na krzyki nastoletnich dziewczyn, zebranych przy barierkach, i spokojnie rozdawać autografy, jednak kiedy imię, które dotarło do moich uszu, zmieniło się, mój żołądek natychmiast zwinął się w supeł.
- LOUIS! - słyszałem ze wszystkich stron. Odwróciłem się powoli, łapiąc jego wzrok. Uniosłem delikatnie kąciki ust w odpowiedzi, starając się zignorować stojącą u jego boku dziewczynę, która z całej siły ściskała jego dłoń. Wiem, że nie potrafię dobrze maskować swoich uczuć i że z mojej twarzy można czytać jak z książki, więc westchnąłem cicho, a potem odwróciłem się w kierunku tłumu, by uszczęśliwić kilkanaście fanek, stojących tutaj od rana, od wczoraj, a może nawet i od kilku dni. Premiera naszego filmu, tak bardzo z resztą zakłamanego. Miliony dziewczyn będą płaciły za bilety, by móc zobaczyć mnie i moich przyjaciół na dużym ekranie; poznać naszą historię, nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo jest sfingowana i skrócona. To wszystko wydawało mi się być nie do pomyślenia. Zaledwie trzy lata temu zdecydowałem się pójść na casting do X-factor'a, a teraz znajdowałem się tutaj. Nie umiałem zdecydować, czy byłem bardziej szczęśliwy, czy zrozpaczony.
- Harry! - z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama, machającego dłonią w moim kierunku, bym się pospieszył i dołączył do zespołu. Na znak, że go zrozumiałem, kiwnąłem głową, a później w pośpiechu oddałem roztrzęsionej blondynce aparat, życząc jej miłego dnia. Starałem się nie ściągać z warg sztucznego uśmiechu, kiedy ze wszystkich stron oślepiały mnie błyski i powoli ustawiłem się obok chłopaków. Przez sekundę w mojej głowie pojawiła się nadzieja, że pozwolą mi stanąć obok Louisa, jednak ten cały zesztywniał, kiedy chwilowo znajdowałem się tak blisko niego, że nasze dłonie się ocierały i automatycznie, wyuczonym ruchem, wślizgnął się między Nialla a Zayna. Czułem zalewającą mnie złość i chociaż próbowałem się uśmiechać, na mojej twarzy pojawił się jedynie dziwny grymas, którego nie umiałem zmienić. Wciąż docierały do mnie krzyki i piski, wszyscy wołali moje imię, nazwę naszego zespołu, kręciło mi się od tego w głowie. Starałem się myśleć tylko o tym, kiedy w końcu będę mógł odnaleźć w tłumie Gemmę, moją siostrę i wizja ta odrobinę mnie uspokajała. Do czasu, gdy zdjęcia się skończyły i znów się rozdzieliliśmy. Nie patrzyłem, w którą stronę odchodzi Louis.

*

Zdjęcia i podpisy nie miały końca. Liam spojrzał na mnie porozumiewawczo, wskazując delikatnym ruchem głowy na prawo i w następnym momencie zauważyłem mężczyznę, filmującego mnie z ukrycia. Podziękowałem przyjacielowi spojrzeniem i zamiast zniknąć w poszukiwaniu alkoholu i Louisa, przywołałem na twarz nieco zmęczony uśmiech, zabierając się za fotografowanie się z kolejnymi fankami. Nie potrafię powiedzieć, ile to wszystko trwało. Rozluźniłem się dopiero, kiedy poczułem długie palce na swoim przegubie i uświadomiłem sobie, że to Gemma. Siostra pocałowała mnie lekko we włosy, ściskając mnie mocno, a potem wepchnęła mi w dłoń kieliszek z szampanem. Wiem, że chciała dodać mi otuchy i odwagi; jest jedyną osobą, która tak naprawdę mnie rozumie i wspiera w tym całym szaleństwie. Wypiłem alkohol jednym haustem, krzywiąc się delikatnie. Usłyszałem, jak ktoś z zarządu woła moje imię, więc czym prędzej poszliśmy wykonać pamiątkowe zdjęcia w budce. Blondynka wyglądała ślicznie i prawie się cieszyłem na myśl, że jutro obejrzy je cały świat. Marzyłem o chwili sam na sam z siostrą, by wreszcie móc jej się wygadać i nie mogłem się już doczekać, kiedy ta cała szopka z promowaniem filmu się skończy. Kiedy byliśmy prawie na miejscu, poczułem, jak dłoń Gemmy zaciska się mocniej na mojej ręce, a sekundę później zauważyłem Louisa i El, wychodzących z budki. Szatyn patrzył na mnie zdenerwowany, ale ja odwróciłem automatycznie wzrok. Moja ręka bezwiednie zacisnęła się w pięść.
- Harry - zganiła mnie cicho blondynka, szarpiąc mnie w swoją stronę i wskazując mi brodą obiektyw paparazzi. Opamiętałem się, uśmiechając się szeroko w jego kierunku. Zespół jest idealny. Film jest idealny. Zdjęcia z premiery też musiały być idealne. Wszystko, co związane z One Direction, musi być idealne. Tylko ja i Louis tacy nie jesteśmy.


*

- Gdzie jest Louis? - szepnąłem Liamowi do ucha. Widziałem, jak ten zagryza słomkę od drinka i zamyśla się, zamiast udzielić mi odpowiedzi. Zacząłem się denerwować, skubiąc odruchowo paznokcie. - Gdzie on jest? - zapytałem ponownie, tym razem trochę pewniej i głośniej.
- Nie ma go tutaj - opowiedział mi powoli, odwracając się do mnie przodem. Natychmiast zauważyłem, że jest pijany i mogłem jedynie mieć nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego, za co później będziemy musieli zapłacić. Napotykałem zmartwione spojrzenie Zayna i machnąłem do niego uspokajająco ręką, po czym powróciłem do rozmowy z brunetem. Kątem oka widziałem, że jego dziewczyna wciąż mi się przygląda, dlatego starałem się wyglądać na rozluźnionego.
- Wiesz gdzie jest? Proszę, powiedz mi - mruknąłem, w obawie, że ktoś może nas usłyszeć. Widziałem, że przyjaciel walczy ze sobą, by nie wybuchnąć złością.
- Pieprzony skurwysyn - warknął w końcu, ale ja uciszyłem go natychmiast, chwytając mocno jego ramię. Chłopak bierze głęboki, uspokajający oddech - Pojechał do domu. Jakieś pół godziny temu wychodzili stąd z El. Poprosił, bym ci tego nie mówił, ale jaki to ma sens? I tak byś się dowiedział ze zdjęć - głos chłopaka ociekał pogardą, podczas gdy ja czułem, jak kręci mi się w głowie. W ciągu całej premiery, nie zamienił ze mną nawet słowa, a teraz pojechał do mieszkania. Z nią.
Odwróciłem się na pięcie z zamiarem ucieczki, ale w tym samym momencie wpadłem na swoją siostrę. Już chciałem się z nią pożegnać i wrócić do domu, kiedy zauważyłem jej zacięty wyraz twarzy. Wydała mi się smutna i zdenerwowana, a ja nie potrafiłem zostawić jej w takim stanie. Przeklinam w duchu swoje dobre serce i próbuję coś powiedzieć, ale zagłusza mnie głośna muzyka. Blondynka chwyciła mnie mocno za rękę, ciągnąc w kierunku strefy wolnej od paparazzi.
- Harry, uspokój się, wszyscy robią ci zdjęcia - mruknęła mi do ucha, wyciągając z torebki swoje miętowe papierosy. Wsunęła sobie jednego z nich między pomalowane czerwoną szminką, pełne wargi i z dziwną gracją, odpaliła go benzynową zapalniczką. Zupełnie nie pasował mi on do jej delikatnej, wciąż nieco dziewczęcej urody. Nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnąłem się do niej ironicznie, ale ona zupełnie się tym nie przejęła. Wiedziała, że to nie na nią byłem wściekły. Nasze palce splotły się ze sobą i czułem się trochę tak, jak wtedy, kiedy byłem małym chłopcem, a Gemma odbierała mnie ze szkoły. Trochę jak wtedy, kiedy nasi rodzice się kłócili. Trochę jak wtedy, kiedy czekałem na swoje przesłuchanie w X-factorze. Nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się w strefie a błyski aparatów zniknęły. Blondynka przytuliła mnie do siebie mocno. Pachniała mentolem i drogim zapachem od Chanel. Wokół nas znajdowało się mnóstwo ludzi, ale nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi.
- Pokłóciłam się z nim, kiedy wychodzili - szepnęła mi do ucha, nie przerywając uścisku. Zadrżałem lekko. - Zatrzymałam go i zapytałam, czy zamierza unikać cię przez całe życie, tylko dlatego, że ktoś mu tak rozkazał. Odszczeknął mi się, że niczego nie rozumiem, więc go uderzyłam...
- Co?! Gemma, coś ty narobiła?! - wyrwało mi się, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Odsunąłem się od niej, wyobrażając sobie zdjęcia mojej siostry policzkującej Lou, tysiące komentarzy pod nimi, marne próby zatuszowania tego. Zrobiło mi się gorąco z nerwów.
- Uspokój się, nie jestem aż taką idiotką. Wciąż byliśmy wtedy w środku, przy toaletach i gwarantuję ci, nikogo więcej tam nie było. Powiedziałam mu, że nie ma jaj, na co zrobił się cały czerwony, zgarnął tę swoją panienkę i uciekli razem do auta, nie raczył mi nawet odpowiedzieć. Cholera Harry, dlaczego ze wszystkich ludzi na świecie, wybrałeś właśnie tego cholernego dupka? Aktor też z niego marny, nie rozumiem, jak ktokolwiek może wierzyć w tę całą bajkę z wielką miłością do El. On jej nawet nie potrafi chwycić za rękę! - złościła się, wydymając pełne wargi. W duchu przyznałem jej rację, ale nie miałem siły rozmawiać na ten temat.
- Gemm? Chciałbym już wrócić do domu - powiedziałem, wzdychając głośno. Dziewczyna podniosła delikatnie kąciki ust w górę, mierzwiąc mi włosy lewą ręką.
- W porządku, Hazz. Poszukam tylko Julien i też się stąd zmywam. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu ściągnę z siebie te cholerne szpilki. Dasz sobie radę? - pyta, kładąc dłoń na moim ramieniu, a ja uśmiecham się słabo w odpowiedzi.
- Jak zawsze, przecież wiesz.

*

Kiedy dotarłem do domu, było już grubo po czwartej nad ranem. Wykończony, zrzuciłem z siebie w pośpiechu przepocone ubrania i popędziłem pod prysznic, chcąc jak najszybciej zmyć z siebie wydarzenia tego wieczoru, wszystkie spojrzenia ludzi i wszelkie resztki sztucznych uśmiechów. Modliłem się, bym na zdjęciach, które zapewne już krążą w internecie, wyglądał na szczęśliwego. Prysznic zawsze mnie odprężał. Od wielu lat używałem tego samego, cytrynowego szamponu do włosów. Kojarzył mi się z domem, z normalnością, ze wcześniejszym (lepszym?) życiem. Wraz z wodą i pianą, którą z siebie spłukiwałem, stawałem się coraz spokojniejszy, aż w końcu, gdy wyszedłem na podgrzewane płytki w kolorze mlecznej czekolady, byłem już całkiem rozluźniony. Kąpiel mnie rozbudziła, więc zamiast prosto do łóżka, udałem się do kuchni. Wrzasnąłem głośno, kiedy odkryłem, że nie jestem w niej sam. Louis podbiegł do mnie w ciągu sekundy, przyciskając mi swoje dłonie do ust.
- Uspokój się Harry, to tylko ja - powiedział cicho, trzymając mnie mocno w swoich ramionach. Jego zapach uderzył mi do głowy i efekt słów chłopaka był odwrotny. Cała złość, która wydawała się odpłynąć wraz z wodą, powróciła z podwojoną siłą. Odepchnąłem go od siebie z mocą, której się po sobie nie spodziewałem, patrząc na niego gniewnie. Miał na sobie jedne z tych obszernych, dresowych spodni i moją, granatową bluzę. Uderzyło mnie to bardziej, niż gdyby dał mi w twarz.
- Gdzie zgubiłeś swoją dziewczynę? - zapytałem obojętnym tonem, odwracając się do niego plecami. Usłyszałem ciche westchnięcie.
- Hazza... - zaczął, ale nie pozwoliłem mu dojść do słowa.
- Nie nazywaj mnie tak. Zabieraj się stąd, Tomlinson, jestem zmęczony i chcę się położyć - warknąłem, wskazując palem na drzwi. Niebieskie oczy Louisa przepełnione były smutkiem i czymś jeszcze, czego nie umiałem określić.
- Nigdzie nie pójdę, dopóki mnie nie wysłuchasz - oświadczył głośno, znów się do mnie zbliżając. Automatycznie odsunąłem się kilka kroków do tyłu, uderzając plecami w ścianę. Wiedziałem, że chłopak i tak jak zwykle postawi na swoim. Nie było sensu się z nim kłócić, dlatego kiwnąłem lekko głową. - Nie rozumiesz mnie, Harry. Żaden z was nawet nie próbuje, do cholery, zrozumieć, przez co przechodzę! Dla wszystkich liczy się tylko to, że cię krzywdzę! - wydarł się niespodziewanie, uderzając pięścią w blat. Obserwowałem go zaskoczony i zdenerwowany jednocześnie. Poczułem wściekłość której nie byłem w stanie już dłużej powstrzymywać. Tak bardzo go w tamtym momencie nienawidziłem. Za wszystko, do czego mnie zmuszał.
- Po tym wszystkim, co musiałem dzisiaj przez ciebie przejść, postanowiłeś przyjść do mojego mieszkania i jeszcze trochę mi dokopać, tak? Chciałeś, żebym poczuł się gorzej? Jakże wspaniałomyślnie! Spodziewałem się, że skoro raczyłeś się tu pojawić, usłyszę od ciebie chociaż idiotyczne "przepraszam", ale jak widać, to dla ciebie za dużo. Szkoda, że nie przywlekłeś ze sobą swojej dziewczyny! Nie chcę cię więcej widzieć, słyszysz? Wypierdalaj stąd - wydarłem się, czując, jak do moich oczu ze złości cisną się łzy.
- Przestań, do cholery! Przecież powiedziałem, że nigdzie nie pójdę, póki mnie nie wysłuchasz, a ty nie pozwalasz mi nawet dokończyć! Dlaczego zawsze musisz mi wszystko utrudniać? Nie wystarczy, że cała ta sytuacja jest popieprzona? - powiedział łagodnym tonem, próbując mnie uspokoić. Dyszałem ciężko, wpatrując się w niego i usiłując powstrzymać płacz. Nienawidziłem okazywać przy nim słabości.
- Oh, więc to ja wszystko utrudniam?
- Harry, nie zrozumiesz mnie, bo nigdy nie byłeś w mojej sytuacji. Nie rozumiesz, jak to jest, kiedy musisz ciągle walczyć o swoją pozycję w zespole. Jesteś przystojny, masz idealny głos, wszyscy cię kochają i nikt w ciebie nie wątpi. Nikt nie ośmieli się podważyć twojej pozycji, nikt nie wyrzuci cię z zespołu, jeśli powinie ci się noga. Ja wciąż czytam o sobie, że jestem niepotrzebny, a mój głos jest nijaki. Prawie nie mam solówek. Postaw się na moim miejscu. Tak długo walczyłem, by osiągnąć to, co mam teraz. Nie mogę tego stracić przez tak błahy powód. Nie stracę One Direction tylko dlatego, że nie zgodziłem się od czasu do czasu potrzymać za rękę El.
- Wiesz, co myślę, Louis? - warknąłem, czując, że patrzę na niego z obłędem w oczach. Miałem ochotę go zabić. Albo zabić siebie. - Myślę, że Gemma miała rację. W ogóle nie masz jaj - dopowiedziałem cicho, obserwując jego zaskoczoną twarz - Potrafisz tylko się nad sobą użalać, nie umiesz walczyć. Powiedziałeś mi już wszystko, co chciałeś. Teraz możesz wyjść - dodałem, odwracając się do niego plecami - Zostaw proszę klucze do MOJEGO mieszkania na komodzie. Dobranoc - powiedziałem jeszcze, odchodząc do swojej sypialni. Nie usłyszałem odpowiedzi.

18 komentarzy:

  1. Wow, genialne. Jak to czytałam, czułam jakbym była świadkiem prawdziwej sytuacji.
    Płakać mi się chce, gdy wiem, że takie sytuacje mogą się na prawde zdarzać. Podziwiam Hazze i Lou, że są tacy silni w prawdziwym życiu :'(
    Genialne opowiadanie, dodaje do zakładek ♥
    @_1D_Polska_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, staram się pisać to opowiadanie w taki sposób, by wszystkie wydarzenia MOGŁY mieć jakieś odzwierciedlenie w prawdziwym świecie. Właśnie po to, żebyśmy mogły się zastanowić, ile trudu muszą znosić:)
      Bardzo dziękuję <3

      Usuń
  2. No no, brawo!! Nie przepadam za tym zespołem,w sumie nie znam żadnej piosenki i to się raczej nie zmieni,ale sam tekst jest napisany bardzo dobrze. Czytałam niemal że z zapartym tchem. Podoba mi się Twój styl. Oby tak dalej:D Postawiłaś sobie wysoko poprzeczkę. Czekam na kolejny rozdział z nadzieją, że będzie on choć w części tak dobry jak ten. Jill pisanie opowiadań-robisz to świetnie!Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję, już za samo przekonanie się do czytania, jeśli nie przepadasz za 1D i za wszystkie miłe słowa także :) <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze powiedziawszy, nie lubię piosenek 1D, bo po prostu nie słucham takiej muzyki. Uwielbiam za to Larry, bo uważam, że ten paring jest bardzo autentyczny. ;) Cieszę się, że postanowiłaś zacząć pisać nowe opowiadanie. Kocham Twój styl. Pisz dalej.
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem wielką fanką ich muzki, ale kocham Larrego:)
      Dziękuję, Twoje słowa naprawdę dodają mi sił do dalszego pisania.
      Również pozdrawiam <3

      Usuń
  5. Mam mieszane uczucia. Nie bylam, nie jestem i nigdy nie bede LS. Mam 18 lat i jestem po prostu realistka. Czytam to poniewaz chce zobaczyc jaki poglad ma na to wszystko LS(mysle ze nia jestes). Sposob w jaki piszesz bardzo mi sie podoba, ale nie wiem czy oswoje sie z tym w jaki sposob opisujesz tutaj chlopcow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jak najbardziej to rozumiem, pewnie czułabym się podobnie, czytając opowiadanie o Lou i El:).
      Pamiętaj, że do niczego nie zmuszam i jeśli moje opowiadanie w jakiś sposób przekroczy Twoją granicę dobrego smaku czy gustu, po prostu nie czytaj dalej. Dziękuję za pochwałę mojego stylu. Miłego wieczoru! :)

      Usuń
    2. Nie zamierzam przestawac! Jestem tolerancyjna wiec nie ma tu mowy o przekraczaniu granic dobrego smaku! :) Czekam na rozwoj sytuacji

      Usuń
  6. 'Jestem sam. Jesteśmy zami we dwoje i zastanawiam się czy można być samemu we dwoje.'
    Nie wiem dlaczego, ale to było moją pierwszą myślą zaraz po przeczytaniu tego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak już dobrze wiesz, nie słucham 1D, nie są w moim zestawieniu muzycznym. A jedyna Piosenka jakiej słucham to One Way, bo mamy do niej układ na Zumbie ;D
    Uwielbiam Cię czytać.! Stęskniłam się za tym! Widać różnicę :) Tak tę, o której mi napisałaś :)
    Przez Ciebie Larry znajdzie się na mojej liście paringów, a Twoje na liście opowiadań, które odwiedzam namiętnie ;)
    Czekam na ciąg dalszy i ściskam Cię :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Uf, w końcu tutaj dotarłam, przedzierając się przez stertę innych, usłodzonych opowiadań... I dziwne, bo jedyne, co mogę powiedzieć to to, że mam wrażenie, że czytam o wydarzeniach, które naprawdę się dzieją. I nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy raczej przerażać. To całe "This is us"... Mam ochotę powiedzieć Ci: "Dobra robota!", bo tak, oglądając w internecie cały czerwony dywan, całą premierę miałam nieodparte wrażenie, że to wszystko jest tak cholernie udawane. Uśmiechnięty Harry, szalony Niall, poważny Liam i Zayn i na końcu najszczęśliwszy chłopak na świecie - Louis i jego ukochana dziewczyna. I teraz, gdy tak nad tym wszystkim myślę - to, co oni robią i to, jakie non stop przyjmują pozy powtarza się tak często, że uświadomiłam sobie, że to naprawdę jest na pokaz. Bo ile czasu można być szczęśliwym? Albo jak długo można udawać poważnego, jak np. Payne? I pomimo tego, że "This is us" to zabawny film, wiem, że połowa z tego jest zrobiona tylko i wyłącznie pod publikę, bo przecież nie można pokazać prawdy, no nie? Nie wiem, jak potoczy się dalej Twoja opowieść, ale czuję, że będzie prawdziwa. Tak po prostu.

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. BARDZO dziękuję za komentarz, od razu dzięki Tobie mam ochotę pisać dalej i czuję, że to co robię ma sens!:)
    Chciałam, by to opowiadanie takie było - prawdziwe. By zmuszało do refleksji, by trzeba było się zastanowić, czy nie ma czasem odwołania do niego w prawdziwym życiu... Czy pozornie szczęśliwi chłopcy nie są czasem smutni.
    Ściskam mocno <3

    OdpowiedzUsuń