czwartek, 26 września 2013

Rozdział drugi


Light behind your eyes


Rano obudziłem się z potwornym bólem głowy, mimo że podczas ostatniego wieczoru wypiłem tylko jeden kieliszek szampana. Miałem ochotę przespać cały dzień. Nie byłem pewien, czy kłótnia z Louisem nie była tylko sennym koszmarem, dlatego ruszyłem niepewnie w stronę komody, by sprawdzić, czy znajdę na niej jego klucze. Zanim jednak dotarłem do salonu, wiedziałem już, że szatyn z całą pewnością tutaj był. Jego zapach unosił się wszędzie, doprowadzając mnie do szału. Starałem się nie oddychać zbyt głęboko, by nie wpaść w złość albo rozpacz. Na domiar złego, kiedy w końcu zaspany dotarłem do salonu, na szafce nie znalazłem kluczy. Zamiast tego, leżała na niej moja bluza, pachnąca tak intensywnie, jakby Louis wylał na nią butelkę swoich perfum. Byłem pewien, że to zrobił. Cholerny dupek!

*

Byłem w trakcie oglądania wieczornych wiadomości, kiedy usłyszałem zgrzyt przekręcanego w zamku klucza i natychmiast wyłączyłem telewizor, by móc lepiej słyszeć. Kilkanaście sekund później, dotarły do mnie odgłosy czyichś kroków na korytarzu i szelest ściąganego z ramion płaszcza. Moje serce wrzuciło piąty bieg, jednak już po chwili w energicznym stąpaniu rozpoznałem chód mojej siostry, tak bardzo różny od bezszelestnego kroku Louisa. Chociaż tak naprawdę nie chciałem go widzieć, poczułem się zawiedziony.
- Harry, widziałeś już zdjęcia? - kultura osobista Gemmy zawsze pozostawiała wiele do życzenia. Nie przypominałem sobie, kiedy ostatnio weszła do mojego mieszkania pukając, czy zdobyła się chociażby na krótkie "Cześć". Jej radosny ton wzbudził jednak moje zaciekawienie, więc postanowiłem odłożyć rozmowę na ten temat na później.
- Nie, a powinienem? - zapytałem, rozciągając się wygodnie z powrotem na beżowej kanapie. Blondynka zachichotała cicho, wyciągając z torby swojego kremowego laptopa.
- Cóż, z całą pewnością poprawiłoby ci to humor, bo sądząc po tym, że nie wchodziłeś dziś na swojego twittera, jesteś w głębokiej depresji - zachichotała - Na naszych wspólnych fotografiach wyglądam obłędnie, ale to nie o mnie chciałam ci powiedzieć - zaczyna, a ja uśmiecham się pod nosem - Fanki zastanawiają się, czy związek Louisa i El przechodzi kryzys - powiedziała, tonem głosu naśladując speakera radiowego, a ja podniosłem się lekko z kanapy, chcąc lepiej słyszeć. - Kochany Boobear na żadnym zdjęciu ze swoją idealną dziewczyną, nie zdobył się nawet na cholerny uśmiech, wyobrażasz to sobie? A przecież są ze sobą tak idiotycznie szczęśliwi! - dodała, śmiejąc się ironicznie i opadając na kanapę obok mnie - Nie spodziewałam się jednak, że wasze fanki zauważą, że Tomlinson nawet nie trzyma jej za rękę. Cóż, może jednak nie są takimi skończonymi kretynkami, ślepo zapatrzonymi w swoich idoli, jak to mi się wydawało?
- Na litość boską, Gemma! Jesteś dziewczyną, a przeklinasz bardziej niż Liam - mruknąłem, uśmiechając się jednak w duchu do siebie.
- Wiem - odpowiedziała, a ton jej głosu wskazywał na to, że jest z tego bardzo zadowolona. Przysunęła się do mnie, kładąc mi głowę na ramieniu, jednak właściwie natychmiast się poderwała - Boże, był tu prawda? Nie waż się kłamać, Styles, czuję jego zapach na twoich ubraniach! Proszę, powiedz mi, że nie uprawialiście...
- Pokłóciliśmy się - przerwałem jej. Rozbawiony uśmiech natychmiast zszedł z jej twarzy. Zamiast tego wyprostowała się, patrząc na mnie uważnie. Wiedziałem, że oczekuje ode mnie kontynuacji, więc po prostu to zrobiłem - Wróciłem do domu i marzyłem o kąpieli tak bardzo, że nie zauważyłem jego obecności, a kiedy wyszedłem z łazienki, on czekał już na mnie w kuchni. Zaczął na mnie krzyczeć, że mam go wysłuchać, a później jak zwykle użalał się nad swoim losem najgorszego wokalisty w zespole, tłumacząc w ten sposób ciągnięcie tej farsy z Eleanor bez najmniejszej próby buntu. Nie dowiedziałem się niczego nowego, więc powiedziałem mu, że nie ma jaj, a potem kazałem mu się wynosić i oddać mi moje klucze - dokończyłem, przyglądając się Gemmie. Wyglądała na zdumioną i jednocześnie... Zanim zdążyłem się dobrze zastanowić, poczułem, jak przyciska mnie do siebie mocno, miażdżąc mnie w swoich ramionach.
- Boże, naprawdę to zrobiłeś? To chyba pierwszy raz, kiedy mu się postawiłeś. Jestem tak cholernie dumna! - w jej głosie usłyszałem prawdziwe wzruszenie i roześmiałem się głośno. Nikt nie potrafił podnieść mnie na duchu tak, jak robiła to ona.
- Nie ciesz się, wcale mi ich nie oddał. Chyba nie przestraszył się mnie tak, jak chciałbym, żeby to zrobił - westchnąłem, a ona poczochrała mnie delikatnie po włosach.
- Nie brzmisz, jakby ci to przeszkadzało - zauważyła, a ja poczułem, jak moje policzki oblewają się szkarłatem. Spojrzałem na nią przepraszająco, otwierając usta, jednak natychmiast mi przerwała. - Nawet nie próbuj wygłaszać mi tu swojej ody do Louisa! Nie będę tego słuchać, słyszysz? Nie obchodzi mnie, jak bardzo go kochasz, dopóki zachowuje się jak skończony idiota. A teraz przydaj się do czegoś Styles i zrób mi herbaty, strasznie zmarzłam - dodała, uśmiechając się do mnie ciepło. Wiedziałem, że ma rację. Zachichotałem cicho, podnosząc się z kanapy.

*

Byłem naprawdę szczęśliwy, gdy Gemma została u mnie na noc. Nienawidziłem spać samemu w łóżku, które kiedyś należało do mnie i Louisa, więc właściwie każdą noc od jego wyprowadzki spędzałem na kanapie. Czasami żałowałem, że szatynka była moją siostrą, bo gdyby nie więzy krwi i moja orientacja, tworzylibyśmy idealną parę. Świetnie się rozumieliśmy. Dzięki niej, wykończony bezustannym śmiechem, łaskotkami i oglądaniem idiotycznych filmów dla dziewczyn, zasnąłem jak dziecko przed północą, zapominając o tym, że jestem sławny i nie martwiąc się tym, że kolejnego dnia czeka mnie sesja zdjęciowa, a więc i spotkanie z Louisem. Nie byłem gotowy na to, by tak szybko go zobaczyć. Potrzebowałem czasu, by wszystko sobie poukładać, przemyśleć nasze dalsze życie i podjąć jakąś decyzję, jednak jego obecność bardzo mi w tym przeszkadzała. Jak miałem choćby spróbować wyobrazić sobie życie bez niego, kiedy jego zapach towarzyszył mi wszędzie, a jego śmiech rozbrzmiewał mi w uszach?
- Harry, przestań się nim tak przejmować - zganiła mnie Gemma, kolejny raz słusznie rozszyfrowując moją minę. Podała mi do rąk kubek z herbatą, a ja uśmiechnąłem się do niej z wdzięcznością. Miałem jeszcze pół godziny do planowanego odjazdu.
- Łatwo ci mówić - mruknąłem, wzdychając ciężko. Uderzyła mnie lekko w ramię, krzywiąc się.
- Przestań zachowywać się jakbym niczego nie rozumiała. Wiem, co ci chodzi po głowie, umiem odczytać z układu twoich brwi każdą emocję - powiedziała, a ja automatycznie dotknąłem swojego czoła. Zachichotała na ten widok. - Chcesz wiedzieć, co ja zrobiłabym na twoim miejscu? - zapytała, wpatrując się we mnie wyczekująco. Uwielbiała czuć się potrzebna i pomocna.
- Jasne, Gemm - zachęciłem ją, zanurzając usta w gorącym płynie.
- Pokazałabym mu, że wcale nie jest dla mnie tak ważny, jak myśli. Chciałabym, żeby było mu przykro z mojego powodu. Żeby zastanawiał się nad tym, czy wciąż go kocham. Starałabym się robić mu na złość, flirtowałabym z ludźmi na jego oczach. Cholera, jestem pewna, że to na niego podziała - dodała. Westchnąłem.
- Wiem, że masz rację, ale nie wiem, czy będę w stanie. Wiesz, że nie potrafię kłamać.
- Nie musisz kłamać. Wszyscy wiedzą, że jesteś mistrzem flirtu- powiedziała. Uśmiechnąłem się do niej w odpowiedzi, zamyślając się.

*

Kiedy kilkanaście minut po dziewiątej przyjechał po mnie van, żołądek związał mi się w supeł. Kłóciliśmy się z Louisem wcześniej, ale nigdy nie pozwoliliśmy, by kłótnia ta trwała więcej niż jeden wieczór. Wszedłem ostrożnie do środka, natychmiast uświadamiając sobie, że wolne miejsce znajduje się tylko obok Louisa i Nialla. Westchnąłem, bez większego zastanowienia zajmując miejsce obok Horana, który wydawał się być nieco zaskoczony moim wyborem. Kątem oka zobaczyłem, jak szatyn opada na swój fotel, przenosi wzrok na szybę i zagryza lekko wargę, najwidoczniej licząc na to, że będzie miał możliwość porozmawiania ze mną w drodze. Ziewnąłem głośno, a później, może odrobinę zbyt ostentacyjnie, położyłem głowę na ramieniu Nialla, który pogłaskał mnie dla żartów po policzku. Przymknąłem oczy. Kiedy zasypiałem, czułem na sobie spojrzenie właściciela najpiękniejszych niebieskich oczu, jakie w życiu widziałem.


*

- Harry, musisz ze mnie wstać, inaczej żaden z nas nie wysiądzie, nie zrobimy tych cholernych zdjęć i zarząd nas zabije. - Kiedy do moich uszu dotarło żartobliwe marudzenie blondyna, otworzyłem leniwie zaspane oczy, orientując się, że w trakcie snu zsunąłem się z ramienia przyjaciela, na jego kolana. Zachichotałem cicho, podnosząc się ostrożnie.
- Musimy częściej obok siebie siedzieć, Niall - mruknąłem, przeciągając się jak kot. Jasnowłosy poczochrał jedną ręką moje włosy, śmiejąc się pod nosem. Wszyscy, z wyjątkiem Louisa, byli tym bardzo rozbawieni. Z jakiegoś powodu, ogromnie mnie to ucieszyło. Zacząłem rozumieć, co Gemma miała na myśli.


*

Sesje zdjęciowe zawsze są dla mnie bardzo męczące i wbrew pozorom, to bardzo ciężka praca. Są dni, kiedy twoje ciało za nic nie chce z tobą współpracować, twoje oczy zamykają się ze zmęczenia, a ty nieświadomie garbisz się, pozwalając głowie opaść nisko, co jest niedopuszczalne. Jedno ujęcie powtarza się wiele razy, by uchwycić ten najlepszy moment, w którym żaden z nas nie kichnie, nie mrugnie, nie odwróci wzroku, nie wykrzywi twarzy. Kiedy wokół ciebie znajduje się czwórka facetów, bardzo ciężko o takie zdjęcie.
- Harry, masz nieobecną twarz, wracaj do mnie! - zawołała fotografka, wyrywając mnie z zamyślenia. Uśmiechnąłem się do niej figlarnie w odpowiedzi. Moja mama kiedyś powiedziała mi, że zorientowała się o moim homoseksualizmie gdy miałem cztery lata. Tłumaczyła to tym, że już wtedy flirtowałem z każdą dziewczyną bardziej niż ktokolwiek jej znany, podczas gdy nie miałem ani jednego kolegi. Na to wspomnienie, kąciki moich warg delikatnie uniosły się w górę.
- Harry! - upomniała mnie znów, wzdychając wymownie.
- Przepraszam, ale to nie moja wina. Po prostu bardzo mnie pani rozprasza - odparłem, puszczając jej oczko. Zarumieniła się, machając na mnie dłonią. Znów uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
- Louis, przestań się tak krzywić, - upomniała go fotografka, sprawiając, że wybuchnąłem głośnym, szczerym śmiechem. - Oh, niech wam będzie, zarządzam 15 minut przerwy! - powiedziała. Czułem na sobie palący wzrok szatyna. Wiedziałem, że chce ze mną porozmawiać, ale ja nie miałem na to najmniejszej ochoty. Zamiast tego, postanowiłem pójść o krok dalej. Wyobraziłem sobie zachwyconą minę Gemmy, kiedy będę jej o tym opowiadał, a potem podszedłem do blondynki, przeglądającej wykonane do tej pory zdjęcia. Wiedziałem, że Lou dokładnie obserwuje każdy mój ruch.
- Wydawało mi się, że ogłosiła pani przerwę, a tymczasem wciąż zajmuje się pani pracą - powiedziałem łagodnie, obdarzając blondynkę najpiękniejszym uśmiechem, jaki potrafiłem przywołać. Zarumieniła się lekko.
- Jestem tylko kilka lat starsza. Wystarczy Linda. - Uścisnąłem wyciągniętą w moim kierunku dłoń. Była sucha, drobna i ciepła. Zupełnie inna od dłoni Louisa.
- Linda - zacząłem, zdobywając się na poważny ton - Czy zechciałabyś wypić ze mną kawę w czasie przerwy? - zapytałem, a jasnowłosa pokiwała ochoczo głową. Objąłem ją w talii. Kątem oka obserwowałem, jak szatyn odwraca się z zaskoczoną miną i odchodzi w kierunku Liama.

8 komentarzy:

  1. I jestem ponownie! I ponownie muszę powiedzieć, że to wszystko jest cholernie prawdziwe! Cholernie? Zaczynam robić się jak Gemma... W zasadzie po tym rozdziale bardzo ją polubiłam. Nie tylko, dlatego że tak wspiera brata, ale też przez to, że jest "inna", trochę bardziej zadziorna i trochę bardziej wyluzowana niż większość dziewczyn. Co do jej pomysłu na to, by dopiec Louisowi. Zasadniczo to jedyna rzecz, której nie popieram. Owszem, to skuteczna metoda, ale ja, jako ja, osobiście nie miałabym sumienia z kimkolwiek tak pogrywać. Rzecz jasna, w opowiadaniu to zagranie idealne, które z całą pewnością przyniesie rezultaty! Cóż, w zasadzie już jakieś przynosi ;)
    Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam serdecznie! ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czytać komentarze od Ciebie <3
    Ja też bardzo ją polubiłam, dlatego cieszę się, że jej charakter przypadł Ci do gustu:) a co do jej pomysłu i rezultatów... przekonasz się w trzeciej części! :)
    Dziękuje za miłe słowa <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że tak szybko dodałaś nowy rozdział :) Czytało się bardzo przyjemnie, chociaż oczywiście cały czas czekałam na jakąś bezpośrednią interakcję pomiędzy Hazzą a Lou, a tu Harry, korzystając z rady siostry, tylko robił mu na złość ;P Jestem więc lekko spragniona, ale liczę na to, że kolejny wpis mnie zaspokoi.
    Pani fotograf imieniem Linda skojarzyła mi się natomiast z jedną z bohaterek filmu "Gia", pewnie ze względu na imię i kolor włosów i teraz tak ją sobie wyobrażam :)
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ktoś mnie tutaj rozgryzł! :)
      Kiedy pisałam i wysyłałam swoje wypociny do sprawdzania, moja dziewczyna powiedziała mi, że z niewiadomych przyczyn wyobraża sobie panią fotograf jako tę blondynkę z "Gia" i wtedy zdałam sobie sprawę, że ja też tak robię, dlatego postanowiłam własnie tak ją nazwać! :)
      Co do interakcji - musisz poczekać do następnego rozdziału:)
      Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa <3

      Usuń
  4. O żesz! Żebyś widziała, jaką miałam oburzoną minę na koniec :)
    Chcę więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie doszłam do wniosku, że to opowiadanie jest bardzo dobre, bo nie mówi o początkach zespołu, jak oni się poznawali, kto jest kim, przez co nie ma nudy, przez która trzeba przebrnąć, a zawsze kończy się tak samo.Przeszłaś do konkretu i zapewnie nie będzie tu żadnej nudy ;)

    Co do samego odcinka - narazie powsztrzymam sie od komentarzy, innym razem napiszę coś większego. Ale możesz być pewna, że masz we mnie wiernego czytelnika ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twoje zdanie, staram się, by nie było nudne.
      Dobrze, poczekam i bardzo dziękuję za czytanie <3

      Usuń