Light
behind your eyes
Rano
obudziłem się z potwornym bólem głowy, mimo że podczas
ostatniego wieczoru wypiłem tylko jeden kieliszek szampana. Miałem
ochotę przespać cały dzień. Nie byłem pewien, czy kłótnia z
Louisem nie była tylko sennym koszmarem, dlatego ruszyłem niepewnie
w stronę komody, by sprawdzić, czy znajdę na niej jego klucze.
Zanim jednak dotarłem do salonu, wiedziałem już, że szatyn z całą
pewnością tutaj był. Jego zapach unosił się wszędzie,
doprowadzając mnie do szału. Starałem się nie oddychać zbyt
głęboko, by nie wpaść w złość albo rozpacz. Na domiar złego,
kiedy w końcu zaspany dotarłem do salonu, na szafce nie znalazłem
kluczy. Zamiast tego, leżała na niej moja bluza, pachnąca tak
intensywnie, jakby Louis wylał na nią butelkę swoich perfum. Byłem
pewien, że to zrobił. Cholerny dupek!
*
Byłem
w trakcie oglądania wieczornych wiadomości, kiedy usłyszałem
zgrzyt przekręcanego w zamku klucza i natychmiast wyłączyłem
telewizor, by móc lepiej słyszeć. Kilkanaście sekund później,
dotarły do mnie odgłosy czyichś kroków na korytarzu i szelest
ściąganego z ramion płaszcza. Moje serce wrzuciło piąty bieg,
jednak już po chwili w energicznym stąpaniu rozpoznałem chód
mojej siostry, tak bardzo różny od bezszelestnego kroku Louisa.
Chociaż tak naprawdę nie chciałem go widzieć, poczułem się
zawiedziony.
-
Harry, widziałeś już zdjęcia? - kultura osobista Gemmy zawsze
pozostawiała wiele do życzenia. Nie przypominałem sobie, kiedy
ostatnio weszła do mojego mieszkania pukając, czy zdobyła się
chociażby na krótkie "Cześć". Jej radosny ton wzbudził
jednak moje zaciekawienie, więc postanowiłem odłożyć rozmowę na
ten temat na później.
-
Nie, a powinienem? - zapytałem, rozciągając się wygodnie z
powrotem na beżowej kanapie. Blondynka zachichotała cicho,
wyciągając z torby swojego kremowego laptopa.
-
Cóż, z całą pewnością poprawiłoby ci to humor, bo sądząc po
tym, że nie wchodziłeś dziś na swojego twittera, jesteś w
głębokiej depresji - zachichotała - Na naszych wspólnych
fotografiach wyglądam obłędnie, ale to nie o mnie chciałam ci
powiedzieć - zaczyna, a ja uśmiecham się pod nosem - Fanki
zastanawiają się, czy związek Louisa i El przechodzi kryzys -
powiedziała, tonem głosu naśladując speakera radiowego, a ja
podniosłem się lekko z kanapy, chcąc lepiej słyszeć. - Kochany
Boobear na żadnym zdjęciu ze swoją idealną dziewczyną, nie
zdobył się nawet na cholerny uśmiech, wyobrażasz to sobie? A
przecież są ze sobą tak idiotycznie szczęśliwi! - dodała,
śmiejąc się ironicznie i opadając na kanapę obok mnie - Nie
spodziewałam się jednak, że wasze fanki zauważą, że Tomlinson
nawet nie trzyma jej za rękę. Cóż, może jednak nie są takimi
skończonymi kretynkami, ślepo zapatrzonymi w swoich idoli, jak to
mi się wydawało?
-
Na litość boską, Gemma! Jesteś dziewczyną, a przeklinasz
bardziej niż Liam - mruknąłem, uśmiechając się jednak w duchu
do siebie.
-
Wiem - odpowiedziała, a ton jej głosu wskazywał na to, że jest z
tego bardzo zadowolona. Przysunęła się do mnie, kładąc mi głowę
na ramieniu, jednak właściwie natychmiast się poderwała - Boże,
był tu prawda? Nie waż się kłamać, Styles, czuję jego zapach na
twoich ubraniach! Proszę, powiedz mi, że nie uprawialiście...
-
Pokłóciliśmy się - przerwałem jej. Rozbawiony uśmiech
natychmiast zszedł z jej twarzy. Zamiast tego wyprostowała się,
patrząc na mnie uważnie. Wiedziałem, że oczekuje ode mnie
kontynuacji, więc po prostu to zrobiłem - Wróciłem do domu i
marzyłem o kąpieli tak bardzo, że nie zauważyłem jego obecności,
a kiedy wyszedłem z łazienki, on czekał już na mnie w kuchni.
Zaczął na mnie krzyczeć, że mam go wysłuchać, a później jak
zwykle użalał się nad swoim losem najgorszego wokalisty w zespole,
tłumacząc w ten sposób ciągnięcie tej farsy z Eleanor bez
najmniejszej próby buntu. Nie dowiedziałem się niczego nowego,
więc powiedziałem mu, że nie ma jaj, a potem kazałem mu się
wynosić i oddać mi moje klucze - dokończyłem, przyglądając się
Gemmie. Wyglądała na zdumioną i jednocześnie... Zanim zdążyłem
się dobrze zastanowić, poczułem, jak przyciska mnie do siebie
mocno, miażdżąc mnie w swoich ramionach.
-
Boże, naprawdę to zrobiłeś? To chyba pierwszy raz, kiedy mu się
postawiłeś. Jestem tak cholernie dumna! - w jej głosie usłyszałem
prawdziwe wzruszenie i roześmiałem się głośno. Nikt nie potrafił
podnieść mnie na duchu tak, jak robiła to ona.
-
Nie ciesz się, wcale mi ich nie oddał. Chyba nie przestraszył się
mnie tak, jak chciałbym, żeby to zrobił - westchnąłem, a ona
poczochrała mnie delikatnie po włosach.
-
Nie brzmisz, jakby ci to przeszkadzało - zauważyła, a ja poczułem,
jak moje policzki oblewają się szkarłatem. Spojrzałem na nią
przepraszająco, otwierając usta, jednak natychmiast mi przerwała.
- Nawet nie próbuj wygłaszać mi tu swojej ody do Louisa! Nie będę
tego słuchać, słyszysz? Nie obchodzi mnie, jak bardzo go kochasz,
dopóki zachowuje się jak skończony idiota. A teraz przydaj się do
czegoś Styles i zrób mi herbaty, strasznie zmarzłam - dodała,
uśmiechając się do mnie ciepło. Wiedziałem, że ma rację.
Zachichotałem cicho, podnosząc się z kanapy.
*
Byłem
naprawdę szczęśliwy, gdy Gemma została u mnie na noc.
Nienawidziłem spać samemu w łóżku, które kiedyś należało do
mnie i Louisa, więc właściwie każdą noc od jego wyprowadzki
spędzałem na kanapie. Czasami żałowałem, że szatynka była moją
siostrą, bo gdyby nie więzy krwi i moja orientacja, tworzylibyśmy
idealną parę. Świetnie się rozumieliśmy. Dzięki niej,
wykończony bezustannym śmiechem, łaskotkami i oglądaniem
idiotycznych filmów dla dziewczyn, zasnąłem jak dziecko przed
północą, zapominając o tym, że jestem sławny i nie martwiąc
się tym, że kolejnego dnia czeka mnie sesja zdjęciowa, a więc i
spotkanie z Louisem. Nie byłem gotowy na to, by tak szybko go
zobaczyć. Potrzebowałem czasu, by wszystko sobie poukładać,
przemyśleć nasze dalsze życie i podjąć jakąś decyzję, jednak
jego obecność bardzo mi w tym przeszkadzała. Jak miałem choćby
spróbować wyobrazić sobie życie bez niego, kiedy jego zapach
towarzyszył mi wszędzie, a jego śmiech rozbrzmiewał mi w uszach?
-
Harry, przestań się nim tak przejmować - zganiła mnie Gemma,
kolejny raz słusznie rozszyfrowując moją minę. Podała mi do rąk
kubek z herbatą, a ja uśmiechnąłem się do niej z wdzięcznością.
Miałem jeszcze pół godziny do planowanego odjazdu.
-
Łatwo ci mówić - mruknąłem, wzdychając ciężko. Uderzyła mnie
lekko w ramię, krzywiąc się.
-
Przestań zachowywać się jakbym niczego nie rozumiała. Wiem, co ci
chodzi po głowie, umiem odczytać z układu twoich brwi każdą
emocję - powiedziała, a ja automatycznie dotknąłem swojego czoła.
Zachichotała na ten widok. - Chcesz wiedzieć, co ja zrobiłabym na
twoim miejscu? - zapytała, wpatrując się we mnie wyczekująco.
Uwielbiała czuć się potrzebna i pomocna.
-
Jasne, Gemm - zachęciłem ją, zanurzając usta w gorącym płynie.
-
Pokazałabym mu, że wcale nie jest dla mnie tak ważny, jak myśli.
Chciałabym, żeby było mu przykro z mojego powodu. Żeby
zastanawiał się nad tym, czy wciąż go kocham. Starałabym się
robić mu na złość, flirtowałabym z ludźmi na jego oczach.
Cholera, jestem pewna, że to na niego podziała - dodała.
Westchnąłem.
-
Wiem, że masz rację, ale nie wiem, czy będę w stanie. Wiesz, że
nie potrafię kłamać.
-
Nie musisz kłamać. Wszyscy wiedzą, że jesteś mistrzem flirtu-
powiedziała. Uśmiechnąłem się do niej w odpowiedzi, zamyślając
się.
*
Kiedy
kilkanaście minut po dziewiątej przyjechał po mnie van, żołądek
związał mi się w supeł. Kłóciliśmy się z Louisem wcześniej,
ale nigdy nie pozwoliliśmy, by kłótnia ta trwała więcej niż
jeden wieczór. Wszedłem ostrożnie do środka, natychmiast
uświadamiając sobie, że wolne miejsce znajduje się tylko obok
Louisa i Nialla. Westchnąłem, bez większego zastanowienia zajmując
miejsce obok Horana, który wydawał się być nieco zaskoczony moim
wyborem. Kątem oka zobaczyłem, jak szatyn opada na swój fotel,
przenosi wzrok na szybę i zagryza lekko wargę, najwidoczniej licząc
na to, że będzie miał możliwość porozmawiania ze mną w drodze.
Ziewnąłem głośno, a później, może odrobinę zbyt
ostentacyjnie, położyłem głowę na ramieniu Nialla, który
pogłaskał mnie dla żartów po policzku. Przymknąłem oczy. Kiedy
zasypiałem, czułem na sobie spojrzenie właściciela
najpiękniejszych niebieskich oczu, jakie w życiu widziałem.
*
-
Harry, musisz ze mnie wstać, inaczej żaden z nas nie wysiądzie,
nie zrobimy tych cholernych zdjęć i zarząd nas zabije. - Kiedy do
moich uszu dotarło żartobliwe marudzenie blondyna, otworzyłem
leniwie zaspane oczy, orientując się, że w trakcie snu zsunąłem
się z ramienia przyjaciela, na jego kolana. Zachichotałem cicho,
podnosząc się ostrożnie.
-
Musimy częściej obok siebie siedzieć, Niall - mruknąłem,
przeciągając się jak kot. Jasnowłosy poczochrał jedną ręką
moje włosy, śmiejąc się pod nosem. Wszyscy, z wyjątkiem Louisa,
byli tym bardzo rozbawieni. Z jakiegoś powodu, ogromnie mnie to
ucieszyło. Zacząłem rozumieć, co Gemma miała na myśli.
*
Sesje
zdjęciowe zawsze są dla mnie bardzo męczące i wbrew pozorom, to
bardzo ciężka praca. Są dni, kiedy twoje ciało za nic nie chce z
tobą współpracować, twoje oczy zamykają się ze zmęczenia, a ty
nieświadomie garbisz się, pozwalając głowie opaść nisko, co
jest niedopuszczalne. Jedno ujęcie powtarza się wiele razy, by
uchwycić ten najlepszy moment, w którym żaden z nas nie kichnie,
nie mrugnie, nie odwróci wzroku, nie wykrzywi twarzy. Kiedy wokół
ciebie znajduje się czwórka facetów, bardzo ciężko o takie
zdjęcie.
-
Harry, masz nieobecną twarz, wracaj do mnie! - zawołała
fotografka, wyrywając mnie z zamyślenia. Uśmiechnąłem się do
niej figlarnie w odpowiedzi. Moja mama kiedyś powiedziała mi, że
zorientowała się o moim homoseksualizmie gdy miałem cztery lata.
Tłumaczyła to tym, że już wtedy flirtowałem z każdą dziewczyną
bardziej niż ktokolwiek jej znany, podczas gdy nie miałem ani
jednego kolegi. Na to wspomnienie, kąciki moich warg delikatnie
uniosły się w górę.
-
Harry! - upomniała mnie znów, wzdychając wymownie.
-
Przepraszam, ale to nie moja wina. Po prostu bardzo mnie pani
rozprasza - odparłem, puszczając jej oczko. Zarumieniła się,
machając na mnie dłonią. Znów uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
-
Louis, przestań się tak krzywić, - upomniała go fotografka,
sprawiając, że wybuchnąłem głośnym, szczerym śmiechem. - Oh,
niech wam będzie, zarządzam 15 minut przerwy! - powiedziała.
Czułem na sobie palący wzrok szatyna. Wiedziałem, że chce ze mną
porozmawiać, ale ja nie miałem na to najmniejszej ochoty. Zamiast
tego, postanowiłem pójść o krok dalej. Wyobraziłem sobie
zachwyconą minę Gemmy, kiedy będę jej o tym opowiadał, a potem
podszedłem do blondynki, przeglądającej wykonane do tej pory
zdjęcia. Wiedziałem, że Lou dokładnie obserwuje każdy mój ruch.
-
Wydawało mi się, że ogłosiła pani przerwę, a tymczasem wciąż
zajmuje się pani pracą - powiedziałem łagodnie, obdarzając
blondynkę najpiękniejszym uśmiechem, jaki potrafiłem przywołać.
Zarumieniła się lekko.
-
Jestem tylko kilka lat starsza. Wystarczy Linda. - Uścisnąłem
wyciągniętą w moim kierunku dłoń. Była sucha, drobna i ciepła.
Zupełnie inna od dłoni Louisa.
-
Linda - zacząłem, zdobywając się na poważny ton - Czy
zechciałabyś wypić ze mną kawę w czasie przerwy? - zapytałem, a
jasnowłosa pokiwała ochoczo głową. Objąłem ją w talii. Kątem
oka obserwowałem, jak szatyn odwraca się z zaskoczoną miną i
odchodzi w kierunku Liama.
I jestem ponownie! I ponownie muszę powiedzieć, że to wszystko jest cholernie prawdziwe! Cholernie? Zaczynam robić się jak Gemma... W zasadzie po tym rozdziale bardzo ją polubiłam. Nie tylko, dlatego że tak wspiera brata, ale też przez to, że jest "inna", trochę bardziej zadziorna i trochę bardziej wyluzowana niż większość dziewczyn. Co do jej pomysłu na to, by dopiec Louisowi. Zasadniczo to jedyna rzecz, której nie popieram. Owszem, to skuteczna metoda, ale ja, jako ja, osobiście nie miałabym sumienia z kimkolwiek tak pogrywać. Rzecz jasna, w opowiadaniu to zagranie idealne, które z całą pewnością przyniesie rezultaty! Cóż, w zasadzie już jakieś przynosi ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy!
Pozdrawiam serdecznie! ;))
Uwielbiam czytać komentarze od Ciebie <3
OdpowiedzUsuńJa też bardzo ją polubiłam, dlatego cieszę się, że jej charakter przypadł Ci do gustu:) a co do jej pomysłu i rezultatów... przekonasz się w trzeciej części! :)
Dziękuje za miłe słowa <3
Cieszę się, że tak szybko dodałaś nowy rozdział :) Czytało się bardzo przyjemnie, chociaż oczywiście cały czas czekałam na jakąś bezpośrednią interakcję pomiędzy Hazzą a Lou, a tu Harry, korzystając z rady siostry, tylko robił mu na złość ;P Jestem więc lekko spragniona, ale liczę na to, że kolejny wpis mnie zaspokoi.
OdpowiedzUsuńPani fotograf imieniem Linda skojarzyła mi się natomiast z jedną z bohaterek filmu "Gia", pewnie ze względu na imię i kolor włosów i teraz tak ją sobie wyobrażam :)
Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
Haha, ktoś mnie tutaj rozgryzł! :)
UsuńKiedy pisałam i wysyłałam swoje wypociny do sprawdzania, moja dziewczyna powiedziała mi, że z niewiadomych przyczyn wyobraża sobie panią fotograf jako tę blondynkę z "Gia" i wtedy zdałam sobie sprawę, że ja też tak robię, dlatego postanowiłam własnie tak ją nazwać! :)
Co do interakcji - musisz poczekać do następnego rozdziału:)
Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa <3
O żesz! Żebyś widziała, jaką miałam oburzoną minę na koniec :)
OdpowiedzUsuńChcę więcej <3
hahaha <3
UsuńWłaśnie doszłam do wniosku, że to opowiadanie jest bardzo dobre, bo nie mówi o początkach zespołu, jak oni się poznawali, kto jest kim, przez co nie ma nudy, przez która trzeba przebrnąć, a zawsze kończy się tak samo.Przeszłaś do konkretu i zapewnie nie będzie tu żadnej nudy ;)
OdpowiedzUsuńCo do samego odcinka - narazie powsztrzymam sie od komentarzy, innym razem napiszę coś większego. Ale możesz być pewna, że masz we mnie wiernego czytelnika ;)
Bardzo dziękuję za Twoje zdanie, staram się, by nie było nudne.
UsuńDobrze, poczekam i bardzo dziękuję za czytanie <3