Just
be careful what you wish for
Między
naszymi marzeniami, a ich urzeczywistnieniem się, istnieje bardzo
cienka nić. Nić, którą lubię nazywać niewiedzą. Kiedy
leżymy wieczorem w łóżkach i snujemy fantazje na temat idealnego
życia, nie ma ono wad. Dostrzegamy tylko jedną stronę medalu, nie
zastanawiamy się, jakie będą konsekwencje wydarzenia, którego tak
wyczekujemy. Pragniemy wygrać fortunę i nie zaprzątamy sobie głowy
zazdrością ludzi, fałszywymi przyjaciółmi, którzy pojawią się
znikąd. Marzymy o dobrej pracy i nie przyjmujemy do wiadomości, że
może nam ona odebrać całe życie towarzyskie. Chcemy mieć piękną,
szczupłą sylwetkę, nie myśląc nad konsekwencjami zdrowotnymi
diety, którą stosujemy.
Moja
mama bardzo często powtarzała mi: "Uważaj, czego sobie
życzysz, Harry", a ja nie rozumiałem, co miała na myśli.
Dzisiaj świetnie zdaje sobie sprawę, jak mądre były jej słowa i
zaczynam żałować, że poznałem ich znaczenie dopiero teraz.
Zawsze
miałem dwa marzenia: chciałem, by świat usłyszał jak śpiewam i
miałem nadzieję znaleźć prawdziwą, odwzajemnioną miłość.
Powtarzałem je sobie w myślach za każdym razem, kiedy zdmuchiwałem
świeczki na torcie. Za każdym razem, gdy oglądałem spadające
gwiazdy w ogrodzie z Gemmą i przyjaciółmi. Za każdym razem, gdy
ściągałem rzęsy ze swojego policzka. Nigdy jednak nie
zastanawiałem się, jakie konsekwencje mogą ze sobą przynieść
moje pozornie niewinne życzenia. Nigdy nie myślałem o trudach
sławy, o opuszczaniu domu na kilka miesięcy, o fotografowaniu mnie
w piżamie, o obserwowaniu każdego mojego kroku. Nigdy nie sądziłem,
że odwzajemniona miłość może kosztować mnie tak wiele
cierpienia, tak wiele nieprzespanych nocy.
Kiedy
miałem 16 lat, zdecydowałem pomóc moim marzeniom się spełnić.
Udział w X-factorze miał być tylko próbą, nie sądziłem, że
dojdę tak daleko. Nie myślałem, że za jednym razem uda mi się
spełnić oba marzenia. Wydaje mi się, że nie byłem na to wszystko
przygotowany. Wątpię, bym kiedykolwiek był.
Marząc,
nigdy nie myślałem o tym, że przejdę przez kasting i zostanę
członkiem zespołu. Z dnia na dzień stawałem się jednak coraz
sławniejszy. Każdego dnia coraz więcej ludzi zaczepiało mnie na
ulicy, coraz częściej chciano robić sobie ze mną zdjęcia. Coraz
mocniej zacząłem odczuwać ciemne strony bycia sławnym, chociaż
był to przecież dopiero początek One Direction. Wszyscy, których
mijałem na ulicy, znali moje imię. Każdy chciał otrzymać mój
podpis, każdy chciał mojej uwagi. Spokojne wyjścia do kina z
przyjaciółmi czy wieczorny spacer z psem zaczęły graniczyć z
cudem, a przecież kiedyś były moją codziennością. No i był
jeszcze Louis.
Oczywiście,
cieszyłem się z każdej chwili, spędzonej razem z chłopakami.
Cudownie było móc ich poznawać, wkraczać razem z nimi w świat
sławy. Cieszyłem się, że nie zostałem zmuszony do bycia
członkiem zespołu z ludźmi, których nie zdołałbym polubić.
Liam dużo przeklinał, ale był troskliwy i zawsze starał się
pomóc, kiedy tylko któryś z nas miał jakiś problem. Zayn był
nieprzewidywalny i łatwo się złościł, ale z czasem przekonałem
się, że to tylko maska, ukrywająca duszę wrażliwca. Niall dużo
się wygłupiał i był świetny w rozładowywaniu napięcia i w
łagodzeniu wszystkich naszych sporów. A Louis... był po prostu
wyjątkowy. Każdy z nas z całą pewnością poznał w swoim życiu
taką osobę, przy której czuł się świetnie już od pierwszej
minuty spotkania. Osobę, o której później opowiada się
przyjaciołom: "Rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się całe
życie!". Tak właśnie było, kiedy poznałem Lou i wiem, że
on odczuwał to bardzo podobnie.
Żaden
z nas tego nie planował. Przez długi czas w ogóle nie zdawałem
sobie sprawy, do czego to wszystko zmierza. Cieszyłem się po
prostu, że mam przy sobie przyjaciela, który mnie rozumie, z którym
tak wspaniale spędza mi się czas i który jest częścią tego, w
czym uczestniczę. Nie zauważyłem momentu, w którym Louis zaczął
utrzymywać ze mną kontakt fizyczny częściej, niż było to
konieczne. Kiedy rozmawialiśmy, właściwie bez przerwy dotykał
moich dłoni i barków. Nie potrafię sobie przypomnieć dnia, w
którym niewinne flirty szatyna zaczęły mi przeszkadzać. Nie
pamiętam, kiedy pierwszy raz poczułem motylki w brzuchu, gdy oparł
swoją głowę o moje ramię albo przestawił włos na mojej głowie.
Potrafię jednak idealnie odtworzyć w pamięci dzień, w którym
wszystko zrozumiałem.
Przegraliśmy.
Zajęliśmy cholerne trzecie miejsce i nic w moim życiu nie bolało
mnie tak, jak ta porażka. Kiedy dochodzisz tak daleko w realizowaniu
swoich marzeń i nagle wszystko, co osiągnąłeś, po prostu wypada
Ci z rąk, nie chcesz słuchać słów pocieszeń Nialla. Nie
potrzebujesz przekleństw Liama ani wybuchu złości Zayna. Chcesz po
prostu zająć myśli. Zapomnieć o tym, że wszystkie noce, podczas
których trenowałeś swoje solówki i wszystkie dni, poświęcone na
uczeniu się choreografii z Zaynem, poszły na marne.
Płakałem.
Płakałem, kiedy
usłyszałem, że nie dostaję się do kolejnego etapu i
płakałem, gdy dowiedziałem się, że przegraliśmy. Chciałem
tylko ukojenia. I wtedy Louis po prostu chwycił moją dłoń,
zaprowadził mnie do łazienki, do tej samej cholernej łazienki, w
której zobaczyłem go po raz pierwszy i zajął moje myśli.
Nie
zdążyłem zapytać, dlaczego zabrał mnie właśnie tutaj. Zanim
nasze wargi zetknęły się ze sobą po raz pierwszy, zobaczyłem w
jego oczach cień lęku, a później wszystkie puzzle w mojej głowie
stworzyły idealną całość, każdy przypadkowy dotyk, każdy czuły
gest, każda nieuzasadniona złość. Westchnąłem, kiedy szatyn
pchnął mnie z całej siły na ścianę. Zlew, przy którym stałem,
boleśnie wbijał mi się w biodro, ale nic nie miało w tej chwili
dla mnie znaczenia. Instynktownie przeniosłem prawą dłoń na
policzek chłopaka, drugą wplątując w jego włosy. Chciałem
zatrzymać go przy sobie jak najdłużej i modliłem się, by nie
przestawał. Poczułem, jak wczepia paznokcie w mój kark i jęknąłem
cicho, wprost do jego ust. Nie byłem nowicjuszem, całowałem wiele
osób, ale to właśnie przy nim czułem się tak, jakbym roztapiał
się pod każdym dotykiem. Nigdy wcześniej nie pragnąłem nikogo
tak mocno, jak jego. Każda komórka mojego ciała błagała o
więcej.
-
Harry - mruknął, ale natychmiast nakryłem jego wargi swoimi,
kontynuując naszą pieszczotę. Tym razem było jednak inaczej i
pomyślałem, że właśnie tak powinien wyglądać nasz pierwszy
pocałunek. Jego dłoń zsunęła się z mojego karku, by umiejscowić
się między moimi łopatkami. Przyciągnął mnie do siebie
delikatnie, chcąc znaleźć się jak najbliżej mnie. Całował mnie
leniwie, spokojnie, obaj staraliśmy się uspokoić oddech. Nie wiem,
ile czasu minęło, zanim w końcu się od siebie odsunęliśmy. Wiem
jedynie, że nigdy w życiu nie widziałem tak pięknego uśmiechu,
jak ten, który pojawił się na twarzy Louisa, gdy w końcu na mnie
spojrzał.
*
One
Direction w szalonym tempie zaczęło zdobywać sławę na całym
świecie, a to, co łączyło mnie z Louisem, stawało się coraz
silniejsze. Teraz wiem, że byliśmy cholernie nieostrożni i
właściwie wpadka była tylko kwestią czasu, ale do dnia
dzisiejszego nie mogę się z nią pogodzić. To było przed jednym z
naszych wywiadów. Przeglądałem właśnie listę pytań i moich
potencjalnych odpowiedzi. Miałem zły humor, więc bez większego
zastanowienia, postanowiłem jedno z nich skomentować. Do dnia
dzisiejszego zastanawiam się, co by było, gdybym tego nie zrobił.
-
Cholera, mam już tego dość. Ile razy jeszcze zmuszą mnie, bym
opowiadał o tym, że czuję się samotny i chciałbym znaleźć
sobie dziewczynę? Albo powtórzył po raz dziesiąty jakąś
idiotyczną, wyssaną z palca historię o moich przeżytych
miłościach? Ktokolwiek w to jeszcze wierzy?
-
Hazz, przestań się mazać jak jakaś panienka. Wiem, że związek z
Louisem zobowiązuje, ale... - Zayn przerwał w połowie zdania,
zasłaniając usta dłońmi. Wyglądał, jakby ktoś uderzył go w
twarz. Odwróciłem się więc powoli, patrząc w oczy kierownikowi
Modestu i poczułem, jak z mojej twarzy znikają ostatnie kolory.
Później
wszystko potoczyło się szybko. Zmiana umowy i wiele wylanych łez.
Zakaz fotografowania mnie i Lou, tuszowanie wszystkich naszych
spotkań. Zabronili nam dosłownie wszystkiego. Nie mogliśmy siadać
obok siebie na wywiadach i ustawiać się obok siebie na zdjęciach,
nie mogliśmy pisać do siebie tweetów ani wychodzić razem na
obiady. Mieliśmy ograniczyć ze sobą kontakt do absolutnego
minimum. Kontrolą zostały objęte wszystkie nasze konta na
portalach społecznościowych. Wszystko to było okropnie bolesne i
trudne, ale okazało się, że prawdziwy ból miał dopiero nadejść.
Na jednym z koncertów, w ramach buntu, pocałowałem Louisa w
policzek i dwa dni później zapłaciłem za to słoną karę.
Imię Eleanor brzmi prawie jak koniec, prawda?
Kocham Cię <3
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie. Wszystko jest takie bardzo realistyczne i przyjemnie się to czyta, choć zdaje sobie sprawę, że w kolejnych rozdziałach nie będzie już tak kolorowo i pięknie, jak na początku. Mimo wszystko, czekam na ciąg dalszy! ;)
OdpowiedzUsuńTaka mała uwaga: Eleanor, nie Elenour :)
O, dziękuję! Już poprawiam...
UsuńNa ile to co piszesz się pokrywa z prawdą, jak myślisz? :P
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe, jedno z lepszych Larry jakie czytałam, więc czekam z niecierpliwością na więcej!
Nie wiem, ale dlatego piszę pod takim kątem, by czytelnik się nad tym zastanawiał:)
UsuńDziękuję! :)
Dobry tekst, zresztą jak prawie każdy, który od Ciebie wychodzi. Wszystko bardzo wyraźne i rzeczywiste, lekkie do czytania. Dość ciekawie się zapowiada. Z chęcią jeszcze tu wrócę. Pozdrawiam;)
OdpowiedzUsuńPS. Mam nadzieję, że nie pozostawisz na pastwę losu magii i ją dokończysz;)
Nie, nie zostawię, skończę ją:)
UsuńDziękuję. <3
Zaczęłam czytać i jestem pod wrażeniem na pewno będę obserwować :)
OdpowiedzUsuńW takim razie witam wśród czytelników i bardzo dziękuję za ciepłe słowa <3
Usuń