piątek, 20 września 2013

Prolog

Just be careful what you wish for


Między naszymi marzeniami, a ich urzeczywistnieniem się, istnieje bardzo cienka nić. Nić, którą lubię nazywać niewiedzą. Kiedy leżymy wieczorem w łóżkach i snujemy fantazje na temat idealnego życia, nie ma ono wad. Dostrzegamy tylko jedną stronę medalu, nie zastanawiamy się, jakie będą konsekwencje wydarzenia, którego tak wyczekujemy. Pragniemy wygrać fortunę i nie zaprzątamy sobie głowy zazdrością ludzi, fałszywymi przyjaciółmi, którzy pojawią się znikąd. Marzymy o dobrej pracy i nie przyjmujemy do wiadomości, że może nam ona odebrać całe życie towarzyskie. Chcemy mieć piękną, szczupłą sylwetkę, nie myśląc nad konsekwencjami zdrowotnymi diety, którą stosujemy.

Moja mama bardzo często powtarzała mi: "Uważaj, czego sobie życzysz, Harry", a ja nie rozumiałem, co miała na myśli. Dzisiaj świetnie zdaje sobie sprawę, jak mądre były jej słowa i zaczynam żałować, że poznałem ich znaczenie dopiero teraz.

Zawsze miałem dwa marzenia: chciałem, by świat usłyszał jak śpiewam i miałem nadzieję znaleźć prawdziwą, odwzajemnioną miłość. Powtarzałem je sobie w myślach za każdym razem, kiedy zdmuchiwałem świeczki na torcie. Za każdym razem, gdy oglądałem spadające gwiazdy w ogrodzie z Gemmą i przyjaciółmi. Za każdym razem, gdy ściągałem rzęsy ze swojego policzka. Nigdy jednak nie zastanawiałem się, jakie konsekwencje mogą ze sobą przynieść moje pozornie niewinne życzenia. Nigdy nie myślałem o trudach sławy, o opuszczaniu domu na kilka miesięcy, o fotografowaniu mnie w piżamie, o obserwowaniu każdego mojego kroku. Nigdy nie sądziłem, że odwzajemniona miłość może kosztować mnie tak wiele cierpienia, tak wiele nieprzespanych nocy.

Kiedy miałem 16 lat, zdecydowałem pomóc moim marzeniom się spełnić. Udział w X-factorze miał być tylko próbą, nie sądziłem, że dojdę tak daleko. Nie myślałem, że za jednym razem uda mi się spełnić oba marzenia. Wydaje mi się, że nie byłem na to wszystko przygotowany. Wątpię, bym kiedykolwiek był.
Marząc, nigdy nie myślałem o tym, że przejdę przez kasting i zostanę członkiem zespołu. Z dnia na dzień stawałem się jednak coraz sławniejszy. Każdego dnia coraz więcej ludzi zaczepiało mnie na ulicy, coraz częściej chciano robić sobie ze mną zdjęcia. Coraz mocniej zacząłem odczuwać ciemne strony bycia sławnym, chociaż był to przecież dopiero początek One Direction. Wszyscy, których mijałem na ulicy, znali moje imię. Każdy chciał otrzymać mój podpis, każdy chciał mojej uwagi. Spokojne wyjścia do kina z przyjaciółmi czy wieczorny spacer z psem zaczęły graniczyć z cudem, a przecież kiedyś były moją codziennością. No i był jeszcze Louis.

Oczywiście, cieszyłem się z każdej chwili, spędzonej razem z chłopakami. Cudownie było móc ich poznawać, wkraczać razem z nimi w świat sławy. Cieszyłem się, że nie zostałem zmuszony do bycia członkiem zespołu z ludźmi, których nie zdołałbym polubić. Liam dużo przeklinał, ale był troskliwy i zawsze starał się pomóc, kiedy tylko któryś z nas miał jakiś problem. Zayn był nieprzewidywalny i łatwo się złościł, ale z czasem przekonałem się, że to tylko maska, ukrywająca duszę wrażliwca. Niall dużo się wygłupiał i był świetny w rozładowywaniu napięcia i w łagodzeniu wszystkich naszych sporów. A Louis... był po prostu wyjątkowy. Każdy z nas z całą pewnością poznał w swoim życiu taką osobę, przy której czuł się świetnie już od pierwszej minuty spotkania. Osobę, o której później opowiada się przyjaciołom: "Rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się całe życie!". Tak właśnie było, kiedy poznałem Lou i wiem, że on odczuwał to bardzo podobnie.

Żaden z nas tego nie planował. Przez długi czas w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, do czego to wszystko zmierza. Cieszyłem się po prostu, że mam przy sobie przyjaciela, który mnie rozumie, z którym tak wspaniale spędza mi się czas i który jest częścią tego, w czym uczestniczę. Nie zauważyłem momentu, w którym Louis zaczął utrzymywać ze mną kontakt fizyczny częściej, niż było to konieczne. Kiedy rozmawialiśmy, właściwie bez przerwy dotykał moich dłoni i barków. Nie potrafię sobie przypomnieć dnia, w którym niewinne flirty szatyna zaczęły mi przeszkadzać. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz poczułem motylki w brzuchu, gdy oparł swoją głowę o moje ramię albo przestawił włos na mojej głowie. Potrafię jednak idealnie odtworzyć w pamięci dzień, w którym wszystko zrozumiałem.

Przegraliśmy. Zajęliśmy cholerne trzecie miejsce i nic w moim życiu nie bolało mnie tak, jak ta porażka. Kiedy dochodzisz tak daleko w realizowaniu swoich marzeń i nagle wszystko, co osiągnąłeś, po prostu wypada Ci z rąk, nie chcesz słuchać słów pocieszeń Nialla. Nie potrzebujesz przekleństw Liama ani wybuchu złości Zayna. Chcesz po prostu zająć myśli. Zapomnieć o tym, że wszystkie noce, podczas których trenowałeś swoje solówki i wszystkie dni, poświęcone na uczeniu się choreografii z Zaynem, poszły na marne.
Płakałem. Płakałem, kiedy usłyszałem, że nie dostaję się do kolejnego etapu i płakałem, gdy dowiedziałem się, że przegraliśmy. Chciałem tylko ukojenia. I wtedy Louis po prostu chwycił moją dłoń, zaprowadził mnie do łazienki, do tej samej cholernej łazienki, w której zobaczyłem go po raz pierwszy i zajął moje myśli.

Nie zdążyłem zapytać, dlaczego zabrał mnie właśnie tutaj. Zanim nasze wargi zetknęły się ze sobą po raz pierwszy, zobaczyłem w jego oczach cień lęku, a później wszystkie puzzle w mojej głowie stworzyły idealną całość, każdy przypadkowy dotyk, każdy czuły gest, każda nieuzasadniona złość. Westchnąłem, kiedy szatyn pchnął mnie z całej siły na ścianę. Zlew, przy którym stałem, boleśnie wbijał mi się w biodro, ale nic nie miało w tej chwili dla mnie znaczenia. Instynktownie przeniosłem prawą dłoń na policzek chłopaka, drugą wplątując w jego włosy. Chciałem zatrzymać go przy sobie jak najdłużej i modliłem się, by nie przestawał. Poczułem, jak wczepia paznokcie w mój kark i jęknąłem cicho, wprost do jego ust. Nie byłem nowicjuszem, całowałem wiele osób, ale to właśnie przy nim czułem się tak, jakbym roztapiał się pod każdym dotykiem. Nigdy wcześniej nie pragnąłem nikogo tak mocno, jak jego. Każda komórka mojego ciała błagała o więcej.
- Harry - mruknął, ale natychmiast nakryłem jego wargi swoimi, kontynuując naszą pieszczotę. Tym razem było jednak inaczej i pomyślałem, że właśnie tak powinien wyglądać nasz pierwszy pocałunek. Jego dłoń zsunęła się z mojego karku, by umiejscowić się między moimi łopatkami. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie, chcąc znaleźć się jak najbliżej mnie. Całował mnie leniwie, spokojnie, obaj staraliśmy się uspokoić oddech. Nie wiem, ile czasu minęło, zanim w końcu się od siebie odsunęliśmy. Wiem jedynie, że nigdy w życiu nie widziałem tak pięknego uśmiechu, jak ten, który pojawił się na twarzy Louisa, gdy w końcu na mnie spojrzał.

*

One Direction w szalonym tempie zaczęło zdobywać sławę na całym świecie, a to, co łączyło mnie z Louisem, stawało się coraz silniejsze. Teraz wiem, że byliśmy cholernie nieostrożni i właściwie wpadka była tylko kwestią czasu, ale do dnia dzisiejszego nie mogę się z nią pogodzić. To było przed jednym z naszych wywiadów. Przeglądałem właśnie listę pytań i moich potencjalnych odpowiedzi. Miałem zły humor, więc bez większego zastanowienia, postanowiłem jedno z nich skomentować. Do dnia dzisiejszego zastanawiam się, co by było, gdybym tego nie zrobił.
- Cholera, mam już tego dość. Ile razy jeszcze zmuszą mnie, bym opowiadał o tym, że czuję się samotny i chciałbym znaleźć sobie dziewczynę? Albo powtórzył po raz dziesiąty jakąś idiotyczną, wyssaną z palca historię o moich przeżytych miłościach? Ktokolwiek w to jeszcze wierzy?
- Hazz, przestań się mazać jak jakaś panienka. Wiem, że związek z Louisem zobowiązuje, ale... - Zayn przerwał w połowie zdania, zasłaniając usta dłońmi. Wyglądał, jakby ktoś uderzył go w twarz. Odwróciłem się więc powoli, patrząc w oczy kierownikowi Modestu i poczułem, jak z mojej twarzy znikają ostatnie kolory.

Później wszystko potoczyło się szybko. Zmiana umowy i wiele wylanych łez. Zakaz fotografowania mnie i Lou, tuszowanie wszystkich naszych spotkań. Zabronili nam dosłownie wszystkiego. Nie mogliśmy siadać obok siebie na wywiadach i ustawiać się obok siebie na zdjęciach, nie mogliśmy pisać do siebie tweetów ani wychodzić razem na obiady. Mieliśmy ograniczyć ze sobą kontakt do absolutnego minimum. Kontrolą zostały objęte wszystkie nasze konta na portalach społecznościowych. Wszystko to było okropnie bolesne i trudne, ale okazało się, że prawdziwy ból miał dopiero nadejść. Na jednym z koncertów, w ramach buntu, pocałowałem Louisa w policzek i dwa dni później zapłaciłem za to słoną karę.
Imię Eleanor brzmi prawie jak koniec, prawda?

9 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie. Wszystko jest takie bardzo realistyczne i przyjemnie się to czyta, choć zdaje sobie sprawę, że w kolejnych rozdziałach nie będzie już tak kolorowo i pięknie, jak na początku. Mimo wszystko, czekam na ciąg dalszy! ;)

    Taka mała uwaga: Eleanor, nie Elenour :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na ile to co piszesz się pokrywa z prawdą, jak myślisz? :P
    Bardzo ciekawe, jedno z lepszych Larry jakie czytałam, więc czekam z niecierpliwością na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ale dlatego piszę pod takim kątem, by czytelnik się nad tym zastanawiał:)
      Dziękuję! :)

      Usuń
  3. Dobry tekst, zresztą jak prawie każdy, który od Ciebie wychodzi. Wszystko bardzo wyraźne i rzeczywiste, lekkie do czytania. Dość ciekawie się zapowiada. Z chęcią jeszcze tu wrócę. Pozdrawiam;)
    PS. Mam nadzieję, że nie pozostawisz na pastwę losu magii i ją dokończysz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zostawię, skończę ją:)
      Dziękuję. <3

      Usuń
  4. Zaczęłam czytać i jestem pod wrażeniem na pewno będę obserwować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam wśród czytelników i bardzo dziękuję za ciepłe słowa <3

      Usuń