I feel so lost and I need to know
if your heart really wanna let me go
Ostrzeżenie: Scena miłości dwóch mężczyzn (+18)
Kiedy wróciliśmy do
naszego domu od Keitha, Louis był bardzo cichy i przygnębiony, ale jednocześnie
rozdrażniony. Nie chciał ze mną rozmawiać, zbywając mnie jakimś suchym, urwanym
zdaniem, więc zdecydowałem, że najlepszym wyjściem będzie po prostu jeśli usunę
się cień, dopóki mu nie przejdzie.
Oparłem się biodrami o
piaskowy blat w kuchni, uśmiechając się lekko na widok ciasta do naleśników,
które powoli zaczynało się rumienić na rozgrzanej patelni. Podrzuciłem je
szybkim ruchem, przewracając tym samym
na drugą stronę i zachichotałem cicho, dumny ze swoich kuchennych wyczynów. W
całym pomieszczeniu unosił się już ich charakterystyczny zapach i uniosłem
delikatnie kąciki warg w górę, zastanawiając się, kiedy zwabi on do mnie
niebieskookiego.
Właściwie, nie musiałem
długo czekać. Zajęty smażeniem naszej kolacji i tym, by ciasto było idealnej
grubości, prawie podskoczyłem, czując dwie, chłodne dłonie, przesuwające się z
czułością po moich biodrach i gorący oddech na moim karku.
- Mamy gościa – w głosie
Louisa, który zabrzmiał mi tuż przy uchu, powodując tym samym gęsią skórkę,
usłyszałem wesołą nutkę i odwróciłem się momentalnie, stając twarzą w twarz z
Liamem, ubranym w jeden z tych szarych, luźnych dresów, które nosił w
tourbusach. Chłopak uśmiechnął się do mnie lekko, unosząc w górę sześciopak
piwa, który zmierzyłem, unosząc do góry lewą brew. Wyglądał na zmęczonego i
nieco czymś zestresowanego, ale byłem pewien, że Lou tego nie zauważył, zbyt
przejęty jego wizytą, alkoholem i jedzeniem, które tak uwielbiał. Z zafascynowaną miną, przyglądał mi się, gdy podrzucałem w powietrze ostatniego
już naleśnika, a potem bez słowa sprzeciwu pomógł mi nieść talerze i naszą
kolację do jadalni.
*
Kiedy napełniliśmy już
nasze brzuchy, przenieśliśmy się ociężale do przestronnego salonu. Podłoga
wyłożona była panelami w kolorze gorzkiej czekolady i idealnie kontrastowała z
jasnymi ścianami, przypominającymi odcieniem waniliową kawę z dużą ilością
mleka. Kanapa była ogromna, po rozłożeniu jej z całą pewnością zmieściłoby się
na niej co najmniej siedem osób, to też nie mieliśmy żadnego problemu, by
wygodnie się na niej ułożyć. Louis odrobinę źle się czuł, więc zdecydował się
nie pić, ale ja i Payne nie widzieliśmy powodu, by tego nie robić. Bardzo
szybko opróżniliśmy po dwie puszki, rozmawiając o głupotach. Cały czas czułem
na swoich biodrach dłonie Louisa, chłodne i miękkie opuszki palców, sunące
wzdłuż mojego brzucha i dekoncentrowało mnie to do takiego stopnia, że ledwie
usłyszałem, co tak naprawdę ma nam do powiedzenia Liam.
- Nie przyszedłem tutaj
bez powodu – zaczął i nawet mój otępiały przez alkohol umysł był w stanie
rozpoznać drżenie w jego głosie. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, co
takiego wytrąca z równowagi statecznego zwykle Liama. – Zanim dojdę do sedna sprawy, chciałbym
zaznaczyć, że podjąłem już decyzję i żaden z was nie jest w stanie mnie od niej
odwieść, więc nawet nie próbujcie. Zgoda?
- Zmieniasz płeć, Li? –
wyrwało się niebieskookiemu, a jego głośny, melodyczny głos spowodował ciarki
na moich ramionach. Cholera, wszystko w nim tak mocno na mnie działało… Kiedy
ostatni raz uprawialiśmy seks?
Payne pokręcił z
niedowierzaniem głową, a po jego poważnej minie i napiętych mięśniach łatwo
było rozpoznać, że nie jest mu do śmiechu, więc Louis natychmiast się
zreflektował, kiwając lekko głową. Zrobiłem to samo, uśmiechając się do niego
zachęcająco. Poczułem paznokcie wbijające się w moją kość biodrową i syknąłem
nieznacznie.
- Sophie jest w drugim
miesiącu ciąży – oznajmił w końcu, a mnie zakręciło się w głowie i cóż, byłem
prawie pewien, że to nie z powodu płynącego w moich żyłach alkoholu.
Rozszerzyłem szeroko oczy w zdziwieniu, a w gardle poczułem olbrzymią suchość,
bo wiedziałem już, co chłopak próbuje nam przekazać. – Nie zostawię jej teraz
samej i nie zamierzam też pozbawiać mojej córki albo mojego syna ojca, bo będę
zbyt zajęty koncertami dla czternastolatek, żeby przyglądać się, jak moje
własne dziecko dorasta. Na całe szczęście, zaraz skończy się nam kontrakt. Nie
przedłużę go. Mam nadzieję, że to rozumiecie – dodał, a w jego ciemnych oczach
dostrzegłem zły i nie bardzo wiedziałem, co jest ich przyczyną. Wpatrywałem się
w niego, nie potrafiąc wykrztusić z siebie nawet słowa i wtedy Louis po prostu
wstał, podchodząc do Liama i nim zdążyłem się obejrzeć, trzymał go mocno w
ramionach, klepiąc go po plecach.
- Gratuluję, stary –
mruknął, uśmiechając się i nie pamiętałem, czy kiedykolwiek widziałem u niego
tak szczery, przyjazny uśmiech. – To najlepsza decyzja, jaką mogłeś podjąć i
chcę, żebyś wiedział, że się za tobą wstawię, jeśli będzie trzeba – dodał, a ja
otworzyłem usta, pozostając w lekkim szoku. Nie mogłem w to uwierzyć. Louis i
Liam nigdy nie mieli jakichś wybitnie dobrego kontaktu, za bardzo różniły ich
poglądy i odmienne poczucie humoru, jednak teraz trwali w swoich objęciach i
wyglądali jak najdrożsi sobie bracia. Z drugiej strony, dużo bardziej szokowało
mnie to, co oznacza dla nas decyzja Payne’a.
- Jestem pewien, że
będziesz świetnym ojcem – wydusiłem z siebie w końcu, dziwnie zmienionym głosem
i także wstałem, by poklepać go mocno między łopatkami. Ściskaliśmy się mocno
przez chwilę, gdy w kieszeni Payna rozdzwonił się jego telefon i chłopak
momentalnie go wyciągnął, uśmiechając się do wyświetlacza, na którym pojawiło
się zdjęcie rozmówcy.
- To Sophie – powiedział,
a następnie nacisnął przycisk potwierdzający połączenie. – Jestem jeszcze u
Tomlinsonów – mruknął, uśmiechając się lekko, gdy uderzyłem go na te słowa w
bok, oburzony tym, jak nas nazwał. Louis roześmiał się za to głośno,
przysuwając mnie do siebie i całując delikatnie w skroń. Tak cudownie pachniał…
– Zaraz poproszę kogoś, żeby po mnie
przyjechał, tylko nie wiem, czy Niall tu trafi, cholera…
- Liam, odwiozę cię –
głos niebieskookiego był tak stanowczy, że chłopak uśmiechnął się szeroko,
kiwając głową. Zmarszczyłem brwi.
- W porządku, Lou zaproponował,
że mnie odwiezie. Niedługo się zobaczymy, dbajcie o siebie – oznajmił,
rozłączając się, a ja westchnąłem cicho, odwracając się do nich plecami.
Trzęsły mi się dłonie z nerwów i nie umiałem się uspokoić, jednak żaden z nich
zdawał się tego nie zauważać.
*
Louis był w drodze do
domu Liama, kiedy ja leżałem na kanapie, wpatrując się w sufit, jakby to on
miał przynieść mi rozwiązanie sytuacji, w której się znalazłem. Oddychałem
chrapliwie, próbując zmusić się, by wstać i sięgnąć bo leżący na stoliku
telefon, jednak jeszcze długo pozostawałem w bezruchu, nim w końcu trzymałem go
w swoich dłoniach, wystukując z pamięci numer do Zayna. Ku mojemu zaskoczeniu,
chłopak odebrał już po pierwszym sygnale i prawie się uśmiechnąłem na dźwięk
jego charakterystycznego akcentu.
- Cześć, Harry –
powiedział, zabawnie przeciągając sylaby w moim imieniu. – Spodziewałem się
twojego telefonu – dodał, a ja zmarszczyłem brwi, prostując plecy. Oparłem się
wygodnie, strzelając kościstymi kolanami.
- Spodziewałeś się? –
zapytałem, wzdychając głośno i zastanawiając się, co to wszystko znaczy.
Nerwowo zagryzałem dolną wargę, aż do momentu, w którym nie poczułem na niej
krwi i natychmiast się opanowałem.
- Jesteś przewidywalny,
wiesz? – Malik wydawał się być dziwnie zmęczony i odrobinę zirytowany – Kiedy
Liam powiedział mi rano, że zamierza wam dzisiaj ogłosić swoją decyzję,
wiedziałem, że zadzwonisz. Znam nawet pytanie, które chcesz mi teraz zadać.
- Znasz? – Czułem się jak
ostatni idiota, bo sam nie byłem pewien, dlaczego potrzebowałem odpowiedzi
chłopaka już teraz.
- Ja też nie przedłużę
kontraktu, Harry. Zarobiłem już dość pieniędzy, by zapewnić sobie i całej mojej
rodzinie życie na wysokim poziomie i nie zamierzam bawić nastolatków do
trzydziestki. Ciąża Sophie to dla mnie tylko pretekst. Pewnie zrezygnowałbym i
bez tego, więc nie obwiniaj Liama... – nie zdążył dokończyć, gdy rzuciłem mocno
swoim telefonem przed siebie i w milczeniu obserwowałem, jak roztrzaskuje się na
ścianie.
- Kurwa mać! – wrzasnąłem
w końcu, podnosząc się. Nie tak, wszystko było nie tak.
*
Odetchnąłem z ulgą, gdy
godzinę później usłyszałem silnik samochodu na podjeździe i w zasadzie nie
pozwoliłem mu nawet się odezwać. Byłem tak zdesperowany i tak bardzo
spragniony jego miłości, że bolało mnie całe ciało.
Nachyliłem się do niego,
obejmując jego szczupłą twarz w obie dłonie, a on westchnął zaskoczony prosto w
moje wargi, gdy wpiłem się mocno w jego wąskie, spierzchnięte usta. Louis
smakował cudownie i gdybym miał to jakoś opisać, myślę, że najbliższe jemu
byłoby połączenie słodkiej herbaty i promieni słonecznych. Motyle rozrywały mi
żołądek i wszelkie zmartwienia, jakie pojawiły się w mojej głowie w ciągu
ostatnich dwóch godzin, nagle straciły jakiekolwiek znaczenie. Teraz liczyliśmy
się tylko my, ja i on. Ten cholernie palący żar między nami, który sprawił, że
krew wrzała mi w żyłach.
Całowaliśmy się długo,
mocno i nie było w tym żadnej perfekcji. Zbyt często gubiliśmy rytm, zachłanni
swoich ust, by odnaleźć go kilkanaście sekund później, a nasze dłonie były
ciekawskie i spragnione, obaj chcieliśmy tylko więcej, szybciej, lepiej,
bliżej... Tak cholernie za tym tęskniliśmy.
Popchnąłem go mocno i wylądowaliśmy
miękko na jednym z tych puszystych dywanów, które tak bardzo mi się spodobały,
gdy wszedłem tutaj po raz pierwszy. Gdzieś w głębi mojego umysłu jaśniało idealne
łóżko, stojące w naszej sypialni, jednak wizja ta momentalnie się rozwiała, gdy
tylko poczułem gorące, spuchnięte od pocałunków wargi na swoim wrażliwym,
wystającym obojczyku.
- Rozbierz mnie w końcu –
westchnąłem gdzieś pomiędzy niedbałymi, dotkliwymi pocałunkami i poczułem, jak
ciepłe i delikatnie dłonie chłopaka wsunęły się pod bawełnę mojej koszulki,
sprawiając, że moja skóra zapłonęła żywym ogniem. Nim zdążyłem się zorientować,
Louis ściągnął mi przez głowę odrobinę za dużą bluzkę i przez całe moje ciało
przeszedł gwałtowny dreszcz, gdy momentalnie się nade mną pochylił, chwytając
moją wrażliwą brodawkę między swoje spragnione wargi. Z moich ust wyrwał się
głośny jęk, a on uśmiechnął się, przygryzając skórę pomiędzy dwiema jaskółkami
na mojej klatce piersiowej i to sprawiło, że odrobinę oprzytomniałem.
Z siłą, której bym się po
sobie nie spodziewał, podniosłem się, tak, bym to ja górował nad nim. Jego
ciało trzęsło się pod moimi palcami, a ja byłem tak cholernie niecierpliwy i
spragniony, jakby to był nasz pierwszy raz. Złączyłem nasze wargi w kolejnym niestarannym
pocałunku, podczas gdy moje dłonie uniosły jego lędźwie, ściągając z niego
szeroki, bordowy sweter. Rzuciłem go gdzieś, nachylając się do niego. Jego
zapach zalał moją świadomość.
- Cały dzień tak
cholernie cię chciałem, Lou – mruknąłem mu w szyję, a on wygiął się w łuk,
jęcząc głucho. Momentalnie przeniosłem swoje wargi na jego wystające żebra, całując
po kolei wolną przestrzeń pomiędzy każdym z nich. Niebieskooki wiercił się pode
mną, a ja czułem, że jeśli zaraz czegoś nie zrobimy, umrę z pragnienia. Czułem
się jak narkoman, który miał przed sobą swój ukochany narkotyk po miesiącach
spędzonych na odwyku.
- N-nie zauważyłem –
wyjęczał, a ja uśmiechnąłem się do niego, rozumiejąc, w co zamierza ze mną
grać. – Jak bardzo? – dodał, drżącym z emocji głosem, a ja wciągnąłem głośno
powietrze, szybkim ruchem odpinając guzik jego obcisłych spodni i ściągnąłem
je, choć nie bez problemów.
Leżał pode mną w samej
bieliźnie, z włosami roztrzepanymi bo białym, miękkim dywanie i z dłońmi
zaciśniętymi w pięści na ciemnej, drewnianej podłodze. Żałowałem, że oczy nie
potrafią robić zdjęć, bo ten widok chciałbym zatrzymać na zawsze.
- Tak bardzo – mruknąłem,
ściągając z niego ostatnią część garderoby, a on jęknął głośno, wyginając się w
łuk, spragniony mojego dotyku. Zanim jeszcze cokolwiek zrobiłem, zdjąłem z
siebie spodnie i bieliznę, czując niesamowitą ulgę, gdy pozbyłem się wreszcie bolesnego
ucisku na swojej męskości.
- Dalej, Harry, pospiesz
się – wydyszał w moje usta, zachęcająco rozchylając swoje uda, a ja jęknąłem
głośno. Chciałem go, chciałem go tak bardzo, że aż bolało, ale gdzieś tam, w
dalszej części mojego umysłu, jakiś głos rozsądku podpowiedział mi, że to nie
tak powinno być, że mogę go skrzywdzić, a przecież nie chciałem. Louis zauważył
wahanie na mojej twarzy, więc momentalnie przyciągnął mnie do mocnego, ale
krótkiego pocałunku, desperacko wiercąc się pomiędzy moimi nogami. – Proszę,
zrób to w końcu, nie przejmuj się tym, ja…
- Nie bądź niemądry, Lou –
szepnąłem, całując delikatnie początek jego nosa. – Rozerwałbym ci wnętrzności –
dodałem, podnosząc się chwiejnie. – Obiecuję, zaraz dokończymy. - Nie mam
pojęcia, jakim cudem udało mi się wyprostować, dojść do sypialni i wyjąć z niej
butelkę z żelem, a potem jeszcze wrócić do niego, na którego widok zabrakło mi
oddechu w płucach. Louis wyglądał najpiękniej na świecie, kiedy wyglądał potrzebująco i nie mogłem się już doczekać, kiedy spełnię
jego prośbę.
Wsunąłem w niego
nawilżony palec, chwilę później dodając następny, a on odrzucił głowę do tyłu,
zamykając zamglone tęczówki.
- Teraz, Harry –
wychrypiał, zaciskając mocno wargi, a ja niemalże z ulgą przyjąłem jego
zaproszenie, powoli, niespiesznie łącząc nasze ciała w jedno i czas jakby się
zatrzymał. Byliśmy razem, ja i on, jedność, LouisiHarry, i wszystko było na
swoim miejscu.
Nasze biodra wychodziły
naprzeciw sobie w jednym, spójnym rytmie i nie pamiętam, kiedy ostatni raz
czułem się tak, jak w tamtej chwili, gdy tempo stało się zabójczo szybkie i chłopak
jęknął głośno moje imię, dochodząc. Ten rozpustny widok wystarczył, bym i ja
skończył, opierając czoło o jego klatkę piersiową.
Spoceni, zmęczeni, wtuleni
we własne ciała, jeszcze długo po tym leżeliśmy na przyjemnie puszystym
dywanie, regulując oddechy.
*
- Pomyśl Harry, jeszcze
tylko miesiąc i w końcu będziemy wolni – rozmarzył się Louis, stojąc przy
oknie. Podszedłem do niego, marszcząc czoło. Za oknem zauważyłem padający
spokojnie z nieba śnieg, pierwszy w tym roku.
- Co masz na myśli? –
mruknąłem, przyglądając się uważniej wirującym na wietrze płatkom. Uwielbiałem
je, zawsze uważałem, że są najwybitniejszym dziełem natury.
- Jak to, co? – zdziwił się,
stukając palcem w szybę, by tym samym odkleić zbierający się w tym miejscu
puch. – Koniec One Direction. Wreszcie się od tego uwolnimy, nie będziemy
musieli już koncertować, udzielać wywiadów, chodzić na te wszystkie, okropnie
nudne gale… - rozmarzył się, a ja poczułem, że coś boleśnie ściska mnie w
żołądku i nagle nawet śnieg za oknem wydawał mi się dziwnie ponury i
nieprzyjemny. – Pomyśl, będziemy mogli mieszkać tutaj i całe dnie kochać się w
każdym miejscu tego domu i niczym się nie przejmować, bo zarobiliśmy już
wystarczająco pieniędzy, by kiedyś jakieś małe dziecko, które będzie…
- Louis – przerwałem mi
ostro, nie odrywając jednak wzroku od drzew, na których zatrzymywało się coraz
więcej lodowej pościeli – Ja zamierzam podpisać ten kontrakt – oznajmiłem,
obserwując, jak całe rozmarzenie znika z jego twarzy, ustępując miejsca
zaskoczeniu, a później także i złości.
- Co? – wyrzucił z siebie
tylko, marszcząc brwi – Jak to… co? – Nic nie rozumiał, zerkając na mnie
pytająco. Nie byłem pewien, czy chcę kontynuować tę rozmowę, bo aż za dobrze
zdawałem sobie sprawę, jak się skończy.
- Nie wyobrażam sobie
życia bez występów, bez tworzenia muzyki i uszczęśliwiania nią ludzi –
powiedziałem spokojnie, obserwując, jak usta chłopaka wykrzywiają się w
grymasie. – Jeśli wasza czwórka nie zamierza już śpiewać, szanuję waszą
decyzję, ale ja z tego nie zrezygnuję, nie po tym wszystkim, co już przeszedłem – powiedziałem stanowczo.
- Ale jak ty to sobie
wyobrażasz, Harry? – zapytał cicho, wpatrując się we mnie gniewnie. Uśmiechnąłem
się do niego lekko, wymownie.
- Naprawdę uważasz, że
nie znajdzie się żaden producent, który będzie chciał wydać moją solową płytę?
Ja sądzę, że będą się ustawiali do mnie w kolejce – mruknąłem, zakładając ręce
na ramiona.
- A co z nami? Ty
będziesz jeździł po świecie, a ja mam tu zostać i czekać, aż w końcu ci się to znudzi, bóg jeden wie kiedy? –
warknął, kręcąc z niedowierzaniem głową. Był zdenerwowany, cały się trząsł.
- Skoro tak zadecydowałeś
– powiedziałem spokojnie, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
- Nie mogę tego słuchać,
Harry – Głos Louisa łamał się od emocji – Nie mogę tego, kurwa, słuchać –
dodał, a potem zniknął na korytarzu.
Nie ruszyłem się z
miejsca, słysząc jedynie trzask drzwi frontowych, a potem odgłos uruchomionego
silnika w jego aucie.
____________________
Za wszelkie komentarze bardzo dziękuję.
O mój boże, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, w każdym razie nie tak szybko, choć wiem, że to już koncówka opowiadania, ale dalej to do mnie nie dochodzi. Nie wiem, co napisać, jestem jeszcze pod wpływem świeżych emocji po przeczytaniu i omg chce wiedzieć co będzie dalej! :) Pozdrawiam xx
OdpowiedzUsuńwowowowowowow :O no zaskoczyłaś mnie! aż takiego zakończenia się nie spodziewałam, ale strasznie się ciesze, że Harry postanowił to kontynuować. Na prawdę świetny rozdział - jak dla mnie jeden z najlepszych. Nie wiem co zrobie ze sobą jak skończysz to pisać, ale bądź pewna, że nawet jeśli pisałabyś książkę kucharską to będę pierwsza żeby ją przeczytać! Na prawdę jesteś świetna w tym co robisz a jeśli sprawia Ci to frajdę to już w ogóle zazdroszczę i gratuluje :)
OdpowiedzUsuńAle... ale... ale jak to tulwa mac?! Nie, nie mozesz im tego zrobic! Jill, bo Cie normalnie, nie wiem co!
OdpowiedzUsuńKocham Cie strasznie, ale jak ich rozdzielisz to chyba pogniewamy sie na amen :)