Secrets I have held in my heart
Are harder to hide than I thought
(Perspektywa Gemmy)
Dochodziła jedenasta, a na dworze było już
zupełnie ciemno. Otoczenie oświetlało jedynie blade i nieco przytłumione, pomarańczowe światło ulicznych
latarni. Niebo było całkowicie przysłonięte ciemnymi, gęstymi chmurami,
zasłaniającymi gwiazdy, które latem były doskonale widoczne. Cisza, panująca na
zewnątrz, koiła mój umysł i marzyłam jedynie o długiej, relaksacyjnej kąpieli w wannie wypełnionej pachnącą pianą.
Mama i ojczym poszli spać trzydzieści minut
temu, ja jednak należałam do nocnych marków i bardzo rzadko kładłam się do
łóżka przed trzecią w nocy. Byłam w trakcie parzenia kolejnej już, miętowej herbaty, którą z resztą uwielbiam, gdy usłyszałam znajomy odgłos silnika samochodowego i
zastanawiałam się, czy to normalne, że potrafię rozpoznać ludzi po dźwiękach,
jakie wydają ich auta. Zanim jeszcze wyjrzałam przez okno, wiedziałam, kto
przybył i westchnęłam głośno, zastanawiając się, o co tym razem im poszło i jaka będzie moja rola w uratowaniu ich związku.
Kręcąc z niedowierzaniem głową, wsunęłam na stopy ciemne, wełniane kapcie i zarzuciłam w pośpiechu na ramiona
polarową bluzę, należącą do Anne. Otworzyłam drzwi frontowe, wychodząc na
werandę. Lodowaty podmuch rozwiewał pasma moich włosów na wszystkie strony, a na ramionach pojawiła mi się gęsia skórka z zimna.
Louis wyglądał dziwnie delikatnie i krucho, kiedy
przedzierał się przez zaśnieżony ogród. Za duża mu kurtka mojego brata, którą
miał na sobie, jedynie podkreślała to wrażenie, podobnie jak za luźne spodnie od dresu. Jasne włosy ukrył pod jedną ze
swoich grubych, wełnianych czapek, jednak kilka pasemek wypadło z niej,
wchodząc mu do oczu, jednak on zdawał się zupełnie tym nie przejmować. Kiedy po trzydziestu sekundach znalazł się obok mnie,
dostrzegłam jego spierzchnięte wargi i opuchniętą twarz, i zrozumiałam, że w drodze do mnie musiał bardzo długo płakać. A przecież Louis prawie nigdy tego nie robił.
Zamiast atakować go od progu niepotrzebnymi pytaniami, po
prostu przesunęłam się, by mógł wejść. Uśmiechnął się do mnie słabo z
wdzięcznością, ściągając z nóg czarne śniegowce, gdy tylko znalazł się w
środku. Wskazałam mu dłonią kuchnię, a on momentalnie udał się w jej kierunku, po drodze biorąc naszego kota w objęcia.
*
Musiało minąć trochę
czasu, nim Louis w końcu zdecydował się ze mną porozmawiać, ale byłam
cierpliwa, nauczona doświadczeniem. Nie przeszkadzało mi to, że w milczeniu piliśmy jedną herbatę za drugą, wsłuchując się w miarowe mruczenie mojej kotki, którą ten rozpieszczał na swoich kolanach, najprawdopodobniej zbierając się w sobie. Wiedziałam, że cokolwiek się stało, jest mu teraz cholernie trudno i
nie chciałam go w żaden sposób pospieszać, wiedząc, że i tak prędzej czy później mi się zwierzy, bo własnie po to tutaj przyjechał. Uśmiechnęłam się jedynie do niego zachęcająco, kiedy po jakimś czasie kilkakrotnie otworzył swoje usta, najprawdopodobniej nie wiedząc, jak zacząć.
Westchnął głośno, przesuwając palcami po gęstym futerku zwierzęcia.
- Odwiedził nas dzisiaj Liam –
powiedział, patrząc gdzieś w przestrzeń, próbując przywołać do swojego umysłu
wszystkie szczegóły, a ja zastanawiałam się, do czego to wszystko zmierza – Na samym początku wszystko było jak zwykle,
trochę piliśmy, rozmawialiśmy o głupotach – dodał, zamyślając się - Tak, jak robimy zwykle, kiedy się ze sobą widzimy.
- Ale? – odezwałam się
łagodnie, kiedy przez kilka kolejnych minut po prostu patrzył w ścianę, nie
zmieniając wyrazu twarzy, szukając odpowiednich słów.
- Ale później powiedział nam,
że Sophie jest w drugim miesiącu ciąży i że nie przedłuża kontraktu – wytłumaczył, a mi stanęło
serce. Liam nigdy nie należał do moich ulubieńców, ale bez wątpienia One Direction
bez jego głosu nie miało prawa istnieć i ciężko byłoby znaleźć kogoś, kto byłby jego dobrym następcą.
- Tak mi przykro, Lou, ale może nie wszystko
jeszcze stracone… - zaczęłam, jednak ten uniósł jedynie dłoń, prosząc mnie tym
samym, bym dała mu dokończyć.
- Rozmawiałem z Niallem,
Gemma. Zadzwoniłem do niego, gdy wracałem do domu, bo odwoziłem zalanego Payna do Sophie. Boże, Horan też zdecydował się zrezygnować z dalszej kariery, podobnie z jak i Zayn. Myślałem... Cholera, ja byłem pewien, że to oczywiste, że w takim wypadku po prostu się wszyscy ze sobą pożegnamy i zaczniemy spokojne życie, na które z resztą zasłużyliśmy po trzech latach nieustannej harówki, ale wtedy
Harry powiedział mi, że nie zamierza zrezygnować z występów, że chce rozpocząć
solową karierę i-i-i… - Głos mu się załamał, a dłonie, w które się wpatrywał,
zaczęły się niebezpiecznie trząść. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia – Za dwa dni będzie mi leciał dwudziesty trzeci rok życia,
Gemms. Chciałbym powoli stabilizować swoje życie, być go w jakimkolwiek stopniu pewnym. Mieć kogoś,
kto będzie ze mną przez cały czas, może za rok czy dwa pomyśleć o dzieciach,
ale Ha-rry – jęknął przeciągle, a przez całe jego ciało przeszedł gwałtowny
dreszcz – Harry nie będzie mógł tego zrobić, jeśli będzie koncertował po całym
świecie i …
- Louis. Harry ma
dziewiętnaście lat – przerwałam mu, starając się nie zabrzmieć zbyt ostro, a jedynie zwrócić mu uwagę – To
znaczy, że wciąż jest nastolatkiem i myśli jak nastolatek, a ludzie w takim wieku nie planują rodziny – dokończyłam cicho. Chłopak zacisnął prawą dłoń w pięść, wbijając paznokcie w jej
wewnętrzną część.
- Harry jest dojrzalszy
niż przeciętny dziewiętnastolatek, przecież…
- Jesteś pewien, Louis? –
przerwałam mu ponownie, próbując nie wybuchnąć ironicznym śmiechem, który cisnął mi się na usta. – Jesteś
pewien, że jest dojrzalszy od innych, kiedy paraduje w plastikowych majtkach,
przebrany za Miley Cyrus? Kiedy upija się z Grimshawem w blond peruce? Kiedy
rozdaje fankom cukierki na koncertach? Kiedy rzuca się w ramiona Liamowi i
udaje koalę? - wymieniłam, a on zamknął
oczy, kręcąc głową, bo zdawał sobie sprawę, że mam rację. – On cię kocha, oboje to wiemy. Jesteś jego
pierwszą miłością, traktuje cię poważnie, ale to jeszcze dzieciak, Lou. To
tylko dzieciak, nawet jeśli wyjątkowo wrażliwy – mruknęłam, bardziej do siebie,
niż do niego – Różnica wieku jest głównym powodem, dla którego odrzuciłam
Nialla. Po prostu boję się tego, że będziemy mieli inne priorytety i ja nie
poradzę sobie, jeśli za bardzo się zaangażuję, a on mi oznajmi, że to nic nie znaczyło – mruknęłam w przestrzeń, a
chłopak zerknął na mnie przeszklonymi oczyma.
- Co według ciebie
powinienem teraz zrobić, Gemma?
- Nie wiem, Louis, to zajebiście trudne - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach - Pytanie brzmi, czy poczekasz na niego te kilka lat, nim on się uspokoi i ustatkuje. Musisz tylko wziąć pod uwagę to, że ty dla niego możesz przestać się
przez ten czas zupełnie liczyć. Oboje wiemy, co kariera robi z ludźmi.
*
(Perspektywa Harry’ego)
Dochodziła już dziewiąta
rano, kiedy usłyszałem ciche kroki na korytarzu, w których natychmiastowo
rozpoznałem chód Louisa. Zdenerwowanie wzięło nade mną górę, sprawiając, że zapomniałem o całym strachu, jaki czułem, gdy Louis nie wrócił na noc. Nie miałem
pojęcia, gdzie chłopak zniknął, ale czarne scenariusze, jakie
utworzyłem w swoim umyśle, nie dawały mi spokoju i nie pozwoliły zmrużyć oczu w nocy. Momentalnie poderwałem się z
kanapy, wychodząc mu naprzeciw.
- Gdzie byłeś? –
zapytałem chłodno, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Zmierzyłem go
wzrokiem, zastanawiając się, jaki zapach poczuję, gdy znajdę się bliżej niego.
Chłopak potrząsnął jedynie głową, w pośpiechu ściągając z siebie ciężkie, zimowe buty. –
Odpowiedz mi, do cholery, Louis! – uniosłem się, popychając go lekko w stronę ściany, jednak ten w ogóle nie zareagował.
W jego niebieskich oczach dostrzegłem lęk. – Byłeś u Eleanor, tak? Cholerny
zdrajco, znów ją pieprzyłeś dla pocieszenia! – wydarłem się. Nawet nie drgnął, a jedynie odgarnął za długie
pasmo włosów, które wpadło mu do oczu i w tym samym momencie zauważyłem, że ma
na sobie rękawiczki Gemmy i poczułem, jak moje policzki palą się ze wstydu i
niezrozumienia. – Gemma? Co? – zapytałem cicho, a on w końcu zdecydował się na mnie
spojrzeć. Jego twarz była bardzo zmęczona i jakby zapadnięta w sobie – wyglądał
teraz na dużo starszego, niżeli był w rzeczywistości. Jasne oczy spoglądały na
mnie smutno.
- Kiedyś powiedziałeś mi,
że rozumie cię najlepiej, a ja chciałem tylko wyjaśnienia – oznajmił. Trzęsły
mu się dłonie i w niczym nie przypominał teraz tego silnego, pewnego siebie
mężczyznę, który jednym, ciętym zdaniem zamykał usta dziennikarzom. – Możemy porozmawiać,
Harry? – zapytał, a ja skrzywiłem się automatycznie na to zdanie.
- Louis, ja podjąłem już
decyzję, rozumiesz? – powiedziałem głośno, stanowczym tonem – Nie zmienię jej –
dodałem. Chłopak wziął głęboki oddech, najprawdopodobniej próbując się
uspokoić.
- Co z nami? – zapytał cicho,
patrząc prosto w moje oczy, a ja miałem wrażenie, że jego spojrzenie wypala mi twarz.
- Nie zamierzam jeszcze
przechodzić na emeryturę jak najwyraźniej ty masz w planach. Nie chcę spędzać całych dni na kanapie, dlaczego tego nie
pojmujesz? Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, bez naszych fanów. Ty podjąłeś
swoją decyzję, a ja podjąłem własną, dlaczego moja jest gorsza? Nasze zdania nie są ze sobą spójne i żaden z nas nie
chce ustąpić, więc najlepiej będzie, jeśli teraz po prostu się rozstaniemy –
powiedziałem, unikając patrzenia w jego stronę. Mojej uwadze nie umknęły jednak
dłonie starszego, trzęsące się z tłumionych emocji.
- I mówisz to tak po
prostu? – zapytał, podchodząc do mnie. Automatycznie zrobiłem krok w tył, nie
chcąc pozwolić, by fizyczność przejęła nade mną kontrolę.
- Tak będzie lepiej dla
wszystkich, Louis. Twoja rodzina mnie nienawidzi, Modest nas nienawidzi, fanki
także by nas znienawidziły, jeśli tylko dowiedziałby się prawdy. Będziesz mógł
normalnie żyć, znaleźć sobie żonę, założyć z nią prawdziwą rodzinę… - mówiłem,
jednak nie dane było mi dokończyć. Kątem oka zauważyłem, jak chłopak wygina się
lekko, a potem poczułem ostry ból na swojej twarzy, gdy wymierzył mi siarczysty
policzek.
- Nie chcę cię znać –
warknął, a ja starałem się zignorować nieprzyjemny ucisk w żołądku, jaki
spowodowały te słowa. – Nie chcę cię, kurwa, widzieć na oczy, już nigdy więcej –
dodał, popychając mnie, a potem zdjął z wieszaka swoją kurtkę, wciągając ją na
siebie i ponownie zostawił mnie samego w domu, który miał nam przynieść jedynie szczęście.
*
- Rozmawialiście? – Głos mojej
siostry był trudny do określenia. Nie wiedziałem, czy jest bardziej
zdenerwowana, czy zirytowania całą tą sytuacją, w którą została zamieszana. Najprawdopodobniej spodziewała
się, że znów się pogodzimy, lądując razem w łóżku.
- Rozstaliśmy się –
oznajmiłem krótko, ignorując bolesny ucisk w klatce piersiowej, gdy wypowiadałem
te słowa. Zerknąłem kątem oka na wciąż jeszcze nierozpakowane kartony z jego
rzeczami i zrobiło mi się słabo.
- Więc Louis podjął
decyzję. – Usłyszałem, na co zmarszczyłem brwi, niczego nie rozumiejąc.
- Nie, Gemma. Ja to
zrobiłem – powiedziałem, wygrzebując z pojemnika jeden z jego ciepłych,
wełnianych swetrów. Wtuliłem w niego nos, chcąc pożegnać się z zapachem, jaki
chłopak pozostawił w naszym domu.
- Mam tylko nadzieję, że
dobrze ja przemyślałeś i że jesteś jej całkowicie pewien – mruknęła stanowczym tonem,
przepełnionym pogardą i czymś jeszcze, trudnym do określenia. – Bo złamałeś mu pieprzone serce, Harry.
_________________________
Dziękuję za wszelkie opinie pozostawione w komentarzach :)
musiałam przeczytać ten rozdział 2 razy, żeby doszło do mnie, że ze sobą zerwali! tak strasznie się ciesze, że Louis pojechał właśnie do Gemmy, i że rozjaśniła się z sytuacja z Gemms i Niallem. A Louis i Harry, oddzielnie? nie, to nie może się dziać na prawdę!
OdpowiedzUsuńJejku jejku, co ten Harry narobił, tak bardzo żal mi teraz Louisa :< Za niedługo będzie koniec i po cichutku liczę na happy end :)
OdpowiedzUsuńWeź.! Grrr! Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydobyć.
OdpowiedzUsuń