poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział trzeci

I live inside myself and it is a rotting cage


Piętnastominutowa przerwa przedłużyła się do półgodzinnej. Zapraszając Lindę na kawę, nie spodziewałem się, że może być tak miła i zabawna. Właściwie od razu złapaliśmy dobry kontakt i świetnie nam się ze sobą rozmawiało. Moja mama miała rację, byłem urodzonym flirciarzem. Być może dotarliśmy do siebie tak szybko, dlatego, że 22letnia fotografka bardzo przypominała mi moją siostrę. Byłem pewien, że świetnie by się ze sobą dogadały, więc bez większego zastanowienia, zaprosiłem ją do siebie na wieczór filmowy, a ona równie spontanicznie wyraziła zgodę. Nie sądziłem, żeby Gemma miała mi to za złe, lubiła poznawać nowych ludzi. Śmiejąc się, weszliśmy spóźnieni do studia. Wszyscy spoglądali na nas zaskoczeni, a ja zachichotałem cicho. Kątem oka zauważyłem lekki grymas na twarzy Lou i poczułem, jak kąciki moich warg uniosły się jeszcze wyżej.

*

Pomimo mojego dobrego nastroju i łatwych do wykonania zdjęć, sesja trwała bardzo długo. Nie mogliśmy się zgrać, głównie z powodu zmęczenia i napiętej atmosfery. Zdjęcia portretowe niewyspanego Liama trwały ponad godzinę. Kiedy wreszcie skończyliśmy, dochodziła 18. Byłem głodny i wykończony, jednak wizja wieczoru spędzonego z panią fotograf i moją siostrą podtrzymywała mnie na duchu i byłem pewien, że nic nie jest w stanie zepsuć mojego humoru, dopóki nie usłyszałem, z kim rozmawia Louis. Wracaliśmy do vana, ostrożnie opuszczając studio tylnym wyjściem, kiedy dotarł do mnie jego stłumiony przez kroki innych głos. Szedł za mną, ale z natury mówił na tyle głośno, bym mógł doskonale go słyszeć. Żołądek zwinął mi się w supeł.
- Eleanor, nie potrafię ci pomóc w wyborze sukienki. Dlaczego nie zadzwonisz do którejś ze swoich przyjaciółek? Wyglądasz dobrze w każdym kolorze - powiedział spokojnym tonem, a ja miałem ochotę krzyczeć. Nienawidziłem tej dziewczyny, nie przypominałem sobie, bym kiedykolwiek darzył kogoś tak ogromną antypatią. - Tak, świetny wybór. Będzie ci pasowała do włosów - dodał, a mnie zrobiło się niedobrze. Miałem ochotę zatrzymać się, wyrwać telefon z jego dłoni i roztrzaskać go o podłogę. Zayn położył dłoń na moim ramieniu, popychając mnie lekko do przodu.
- Harry, panuj nad sobą, ktoś z obsługi może nas kręcić - mruknął mi do ucha, a ja w duchu przyznałem mu rację i wziąłem głęboki, uspokajający oddech. Brunet zawsze wiedział, co powiedzieć. Zacisnąłem mocno wargi, by żadne słowo, którego z resztą najprawdopodobniej później bym żałował, nie wyszło z moich ust i ruszyłem do naszego vana, starając wyłączyć się na głos Louisa. Próbując nie myśleć o tym, z kim rozmawia. Na całe szczęście, zanim dotarliśmy, chłopak zakończył połączenie. Przepuściłem wszystkich w drzwiach, chcąc być ostatnim, który usiądzie. Chciałem mieć pewność, że nie będę siedział obok niebieskookiego.
- Nawet o tym nie myśl, Niall! - krzyknąłem szybko, kiedy ten zaczął układać się do snu na dwóch siedzeniach. Chłopak zerknął na mnie zaskoczony, ale później uśmiechnął się, rozumiejąc, że ponownie zamierzam usiąść obok niego. Ominąłem sprawnie wolne siedzenie obok Louisa, nawet nie zerkając w jego stronę. Mimo tego, że siedziałem z blondynem, zapach chłopaka był cholernie wyraźny. Dzieliło nas jedynie przejście pomiędzy siedzeniami, niecałe pół metra. Przez cały czas czułem na sobie jego palący wzrok i nie potrafiłem się rozluźnić. Odwróciłem się więc szybko bokiem, plecami do szatyna, wmawiając sobie, że wcale na mnie nie zerka. Wyciągnąłem z torby iPoda i pozwoliłem, by muzyka zajęła moje myśli.

*
- Boże, Hazz, nie mogę uwierzyć, że zaprosiłeś do domu dziewczynę! - zaśmiała się Gemma, przytulając mnie mocno. Nie mogłem oddychać w jej niedźwiedzim uścisku - To chyba pierwszy raz od czasów... Od zawsze!
- Przestań, to nieprawda. Zapraszałem do domu koleżanki... - burknąłem, wyrywając się z jej ramion. Starałem się wyprostować białą koszulkę dłońmi, ale nie zauważyłem zadowalających efektów. - Przecież kilka razy zaprosiłem tutaj Taylor.
- Boże, nie przypominaj mi o tej dziewczynie, dobrze? Do dzisiaj mam niestrawność, kiedy przypomnę sobie, jak ciężko było pozbyć się z domu okropnie słodkiego zapachu jej... - Po raz pierwszy w życiu ucieszyłem się, że dzwonek do drzwi przerwał moją rozmowę z Gemmą. Uśmiechnąłem się do niej wymownie, na co ta tylko wzruszyła ramionami i wstała, by wraz ze mną otworzyć drzwi. Linda wyglądała bardzo ładnie, o wiele lepiej niż w czasie pracy. Długie, jasne włosy opadały falami na ramiona, podkreślając długą szyję i wystające obojczyki. Pomogłem ściągnąć jej płaszcz, na co szatynka uniosła wysoko jedną brew, a kiedy wreszcie przekroczyliśmy próg, uśmiechnęła się do mojego gościa, podnosząc kąciki swoich warg najpiękniej, jak tylko potrafiła.
- Miło mi poznać. Jestem Gemma - powiedziała, podając jej swoją szczupłą, zadbaną dłoń. Linda zaśmiała się wesoło, odwzajemniając uścisk rąk i przedstawiając się.
- W porządku, skoro formalności mamy już za sobą... Czego się napijesz, moja droga? Kawy, herbaty, wina? - zapytała, a ja westchnąłem ciężko. Nikt nie potrafi tak rozładować napięcia, jak ona. Konkurować z nią mógłby tylko Niall. Blondynka wydawała mi się być równie rozluźniona i zadowolona, co moja siostra.
- Alkoholu nigdy nikomu nie odmówię - zaśmiała się pod nosem, a ja przewróciłem oczami. Gemma wydawała się jednak być zachwycona.
- Słusznie! - skomentowała jedynie, a później zniknęła wraz z moim gościem w kuchni. Byłem pewny, że niedługo zostaną przyjaciółkami. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie. Zerknąłem na wyświetlacz w swoim telefonie, dochodziła 21. Poczułem nieprzyjemne ukłucie w brzuchu, kiedy jakiś cienki głos w mojej głowie przypomniał mi, że Louis do mnie nie napisał.
- Hazz? Zrobić Ci drinka? - Usłyszałem. Uśmiechnąłem się, odrzucając telefon na bok. To zdecydowanie będzie długi, miły wieczór.

*

- Rozumiesz? Powiedziałam do cholernego Eltona Johna, że urodzę mu kolejne dziecko, a Hazz zamiast mnie powstrzymać, stał obok i płakał ze śmiechu! - Dziękowałem losowi, że od najbliższego domu dzieliło nas kilkaset metrów, bo pijacki bełkot Gemmy zdecydowanie zagłuszał ciszę nocną. Dziękowałem też w duchu, że otrzymałem mocną głowę po ojcu. Gdybym wdał się w mamę... Najprawdopodobniej wyglądałbym teraz właśnie tak, jak szatynka. Podałem Lindzie chusteczkę, gdy słysząc opowieść mojej siostry, rozpłakała się ze śmiechu. Na stole przed nami stały dwie puste butelki po winie. Pokręciłem głową.
- Najzabawniejsze jest to, że Elton wziął to całkiem na poważnie i tydzień później do niej zadzwonił - dodałem ze śmiertelną powagą. Oczy blondynki rozszerzyły się w zdumieniu.
- Naprawdę?! - zapytała, kątem oka zerkając na brzuch Gemmy, która rzuciła we mnie poduszką.
- Nie wierz mu, łże  - zaśmiała się - Przepraszam was na moment, muszę iść do toalety - dodała, podnosząc się chwiejnie. Zastanawiałem się, czy nie powinienem iść za nią i jej pomóc, ale ostatecznie zdecydowałem się zostać z moim gościem. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a potem, zupełnie niespodziewanie, blondynka przytuliła mnie mocno. Zaskoczony, lekko się odsunąłem, chcąc wyswobodzić się z jej ciasnych objęć, jednak nie było to takie łatwe. Zdecydowałem się więc odpuścić i nie reagować, póki nie posunie się dalej.
- Strasznie mi przykro, Harry - powiedziała w pewnej chwili, dziwnie drżącym głosem. Jej oddech pachniał jak wino. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, czy coś przeoczyłem. Nie rozumiałem, dlaczego miałaby jej być przykro z powodu Johna i mojej siostry. - Musicie się bardzo kochać, prawda? - dodała, nie zmieniając tonu. Zdziwiłem się, usiłując wywnioskować, co jest smutnego w świetnym dogadywaniu się z rodzeństwem.
- Tak, ja i Gemma nie umiemy bez siebie żyć - potwierdziłem, uśmiechając się łagodnie. Dziewczyna wtuliła się jednak we mnie mocniej.
- Ty i Louis - westchnęła, kręcąc głową. Poczułem, jak z twarzy odpływają mi wszystkie kolory. Nie wiedziałem, jak powinienem zareagować. Przeszłość nauczyła mnie, że nie powinienem ufać ludziom, których znam od kilku godzin, nawet jeśli wydają mi się być czyści jak łza. To absurdalne, ale mogłem spodziewać się po niej wszystkiego. Co, jeśli na przykład miała przy sobie dyktafon, by sprzedać mnie mediom? Próbowałem stworzyć w głowie sensowną, wymijającą odpowiedź, kiedy usłyszałem odgłos otwierających się drzwi. Cały zesztywniałem, analizując w myślach to, co się stało. Klucze do mieszkania, poza mną samym, mieli tylko Gemma i Louis. O kurwa...
Czułem, jak w klatce piersiowej dudni mi serce. Pragnąłem z całej siły odepchnąć od siebie Lindę, jednak ta wciąż kurczowo się mnie trzymała, wtulając głowę w moje ramię. Gdzie ta cholerna Gemma, kiedy jej potrzebuję?
Byłem pewien, że to on. Rozpoznałem jego delikatny chód. Zastanawiałem się, co pomyślał, gdy zobaczył kremowy płaszcz blondynki na wieszaku. Być może uznał, że zostawiła go moja siostra, albo po prostu go nie zauważył. Prawie umarłem, gdy wszedł do salonu. Wyglądał tak pięknie. Miał na sobie moje ulubione, podwinięte czarne rurki i gruby, bordowy sweter. Zauważyłem, że w dłoni trzymał butelkę wina, które uwielbiałem.
- Oh - wyrwało mu się cicho, kiedy w końcu na mnie spojrzał. Sprawiał wrażenie, jakby ktoś uderzył go z całej siły w twarz. Wiedziałem, jak wyglądało to z jego perspektywy. Na stole wciąż stały puste butelki, a Linda, najwidoczniej zbyt pijana, by zdać sobie sprawę z jego obecności, tuliła się do mojego boku. - Oh - powtórzył, cofając się o krok. Adrenalina zrobiła swoje. Z całej siły odsunąłem się od blondynki, zdając sobie sprawę, że ta po prostu zasnęła.
- Louis poczekaj - zawołałem za nim. Miałem wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy mi z klatki piersiowej albo po prostu zemdleję z nerwów.
- Nie Harry, jest w porządku. Nie mam prawa oczekiwać od ciebie, że nie będziesz próbował żyć beze mnie. Będę się cieszył z tobą, jeśli ona da ci szczęście - mruknął, odwracając się do mnie plecami i otwierając drzwi frontowe. Jęknąłem cicho.
- Kurwa, przecież doskonale wiesz, że jestem gejem! - krzyknąłem za nim. Zatrzymał się w progu i odwrócił do mnie z nieodgadnioną miną.
- Nie lubię, kiedy przeklinasz - skrzywił się lekko, a ja uniosłem brwi w niedowierzaniu. - Wiesz, chyba zatrzymam to wino - mruknął, unosząc dłoń, w której je trzymał, zastanawiając się nad czymś - Eleanor też bardzo je lubi. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli ją teraz odwiedzę - dodał, uśmiechając się do mnie szeroko. Przesadził, obaj o tym wiedzieliśmy. Powiedział o jedno zdanie za dużo. Wpatrywałem się w niego w milczeniu. - Nie będę cię już niepokoił. Miłej nocy - powiedział cicho, zmienionym głosem. Zanim wyszedł, usłyszałem dźwięk odkładanych na komodę kluczy.
W pierwszym odruchu chciałem za nim wybiec i go przeprosić. Szybko jednak się opanowałem, tłumacząc sobie, że to nie ja jestem winnym. Nie zrobiłem niczego złego, podczas gdy on znów nie potrafił odpuścić. Tym razem jednak poszedł o krok za daleko. Drżąc na całym ciele, ruszyłem do łazienki, w której dwadzieścia minut temu zniknęła moja siostra. Westchnąłem cicho. Nie potrafiłem być na nią zły, kiedy spała z otwartą buzią, opierając głowę o wannę.
- Gemma, obudź się - powiedziałem, nie poznając swojego głosu. Był zachrypnięty i dziwnie cichy. - Gemm... - powtórzyłem szturchając ją, ale wiedziałem, że to nic nie da, szatynka spała zbyt głęboko. Bez zastanowienia, chwyciłem ją w ramiona, zanosząc do swojej sypialni. Dziewczyna nawet na sekundę się nie obudziła. Ułożyłem ją w bezpiecznej pozycji, przykrywając pościelą. Wtuliła się w poduszkę, mrucząc coś pod nosem. Uśmiechnąłem się lekko, na chwilę zapominając o Louisie. Obróciłem się, by wyciągnąć z szafy jeden ze swoich wielu koców i zapasową poduszkę. Zabrałem je do salonu, układając Lindę na kanapie. Nie chciałem na nią patrzeć, by nie winić jej za kłótnię z niebieskookim. Kiedy skończyłem, złapałem się na tym, że z nerwów drżą mi ręce. Złapałem za telefon i spojrzałem na godzinę. Dochodziła pierwsza. Nie zastanawiałem się długo. Wiedziałem, że nie będę w stanie wytrzymać w tym domu ani chwili dłużej. Wykręciłem numer z pamięci, przykładając aparat do ucha. Ku mojemu zaskoczeniu, rozmówca odebrał w połowie drugiego sygnału.
- Hazz? Coś się stało? - w głosie szatyna słyszałem jedynie troskę.
- Liam... - zacząłem, czując, jak drży mi głos. Bałem się, że zupełnie się rozkleję - Liam, jesteś teraz sam? - zapytałem, modląc się o to w duchu.
- Jestem z Sophią, dlaczego pytasz? Co się stało? - wiedziałem, że zdążył się zdenerwować.
- Czy... Czy mogę do ciebie teraz przyjechać? - zapytałem cicho, pocierając dłonią pulsującą skroń. - Proszę, zwariuję w tym mieszkaniu.
- Dasz radę prowadzić? - Liam nie zadawał kolejnych zbędnych pytań.
- Nie wiem, ja...
- W porządku, będę po ciebie za pół godziny - przerwał mi. Dziękowałem losowi, że mam w nim przyjaciela.



 _______________________________________________
Z każde pozostawione po sobie słowo z góry dziękuję <3

czwartek, 26 września 2013

Rozdział drugi


Light behind your eyes


Rano obudziłem się z potwornym bólem głowy, mimo że podczas ostatniego wieczoru wypiłem tylko jeden kieliszek szampana. Miałem ochotę przespać cały dzień. Nie byłem pewien, czy kłótnia z Louisem nie była tylko sennym koszmarem, dlatego ruszyłem niepewnie w stronę komody, by sprawdzić, czy znajdę na niej jego klucze. Zanim jednak dotarłem do salonu, wiedziałem już, że szatyn z całą pewnością tutaj był. Jego zapach unosił się wszędzie, doprowadzając mnie do szału. Starałem się nie oddychać zbyt głęboko, by nie wpaść w złość albo rozpacz. Na domiar złego, kiedy w końcu zaspany dotarłem do salonu, na szafce nie znalazłem kluczy. Zamiast tego, leżała na niej moja bluza, pachnąca tak intensywnie, jakby Louis wylał na nią butelkę swoich perfum. Byłem pewien, że to zrobił. Cholerny dupek!

*

Byłem w trakcie oglądania wieczornych wiadomości, kiedy usłyszałem zgrzyt przekręcanego w zamku klucza i natychmiast wyłączyłem telewizor, by móc lepiej słyszeć. Kilkanaście sekund później, dotarły do mnie odgłosy czyichś kroków na korytarzu i szelest ściąganego z ramion płaszcza. Moje serce wrzuciło piąty bieg, jednak już po chwili w energicznym stąpaniu rozpoznałem chód mojej siostry, tak bardzo różny od bezszelestnego kroku Louisa. Chociaż tak naprawdę nie chciałem go widzieć, poczułem się zawiedziony.
- Harry, widziałeś już zdjęcia? - kultura osobista Gemmy zawsze pozostawiała wiele do życzenia. Nie przypominałem sobie, kiedy ostatnio weszła do mojego mieszkania pukając, czy zdobyła się chociażby na krótkie "Cześć". Jej radosny ton wzbudził jednak moje zaciekawienie, więc postanowiłem odłożyć rozmowę na ten temat na później.
- Nie, a powinienem? - zapytałem, rozciągając się wygodnie z powrotem na beżowej kanapie. Blondynka zachichotała cicho, wyciągając z torby swojego kremowego laptopa.
- Cóż, z całą pewnością poprawiłoby ci to humor, bo sądząc po tym, że nie wchodziłeś dziś na swojego twittera, jesteś w głębokiej depresji - zachichotała - Na naszych wspólnych fotografiach wyglądam obłędnie, ale to nie o mnie chciałam ci powiedzieć - zaczyna, a ja uśmiecham się pod nosem - Fanki zastanawiają się, czy związek Louisa i El przechodzi kryzys - powiedziała, tonem głosu naśladując speakera radiowego, a ja podniosłem się lekko z kanapy, chcąc lepiej słyszeć. - Kochany Boobear na żadnym zdjęciu ze swoją idealną dziewczyną, nie zdobył się nawet na cholerny uśmiech, wyobrażasz to sobie? A przecież są ze sobą tak idiotycznie szczęśliwi! - dodała, śmiejąc się ironicznie i opadając na kanapę obok mnie - Nie spodziewałam się jednak, że wasze fanki zauważą, że Tomlinson nawet nie trzyma jej za rękę. Cóż, może jednak nie są takimi skończonymi kretynkami, ślepo zapatrzonymi w swoich idoli, jak to mi się wydawało?
- Na litość boską, Gemma! Jesteś dziewczyną, a przeklinasz bardziej niż Liam - mruknąłem, uśmiechając się jednak w duchu do siebie.
- Wiem - odpowiedziała, a ton jej głosu wskazywał na to, że jest z tego bardzo zadowolona. Przysunęła się do mnie, kładąc mi głowę na ramieniu, jednak właściwie natychmiast się poderwała - Boże, był tu prawda? Nie waż się kłamać, Styles, czuję jego zapach na twoich ubraniach! Proszę, powiedz mi, że nie uprawialiście...
- Pokłóciliśmy się - przerwałem jej. Rozbawiony uśmiech natychmiast zszedł z jej twarzy. Zamiast tego wyprostowała się, patrząc na mnie uważnie. Wiedziałem, że oczekuje ode mnie kontynuacji, więc po prostu to zrobiłem - Wróciłem do domu i marzyłem o kąpieli tak bardzo, że nie zauważyłem jego obecności, a kiedy wyszedłem z łazienki, on czekał już na mnie w kuchni. Zaczął na mnie krzyczeć, że mam go wysłuchać, a później jak zwykle użalał się nad swoim losem najgorszego wokalisty w zespole, tłumacząc w ten sposób ciągnięcie tej farsy z Eleanor bez najmniejszej próby buntu. Nie dowiedziałem się niczego nowego, więc powiedziałem mu, że nie ma jaj, a potem kazałem mu się wynosić i oddać mi moje klucze - dokończyłem, przyglądając się Gemmie. Wyglądała na zdumioną i jednocześnie... Zanim zdążyłem się dobrze zastanowić, poczułem, jak przyciska mnie do siebie mocno, miażdżąc mnie w swoich ramionach.
- Boże, naprawdę to zrobiłeś? To chyba pierwszy raz, kiedy mu się postawiłeś. Jestem tak cholernie dumna! - w jej głosie usłyszałem prawdziwe wzruszenie i roześmiałem się głośno. Nikt nie potrafił podnieść mnie na duchu tak, jak robiła to ona.
- Nie ciesz się, wcale mi ich nie oddał. Chyba nie przestraszył się mnie tak, jak chciałbym, żeby to zrobił - westchnąłem, a ona poczochrała mnie delikatnie po włosach.
- Nie brzmisz, jakby ci to przeszkadzało - zauważyła, a ja poczułem, jak moje policzki oblewają się szkarłatem. Spojrzałem na nią przepraszająco, otwierając usta, jednak natychmiast mi przerwała. - Nawet nie próbuj wygłaszać mi tu swojej ody do Louisa! Nie będę tego słuchać, słyszysz? Nie obchodzi mnie, jak bardzo go kochasz, dopóki zachowuje się jak skończony idiota. A teraz przydaj się do czegoś Styles i zrób mi herbaty, strasznie zmarzłam - dodała, uśmiechając się do mnie ciepło. Wiedziałem, że ma rację. Zachichotałem cicho, podnosząc się z kanapy.

*

Byłem naprawdę szczęśliwy, gdy Gemma została u mnie na noc. Nienawidziłem spać samemu w łóżku, które kiedyś należało do mnie i Louisa, więc właściwie każdą noc od jego wyprowadzki spędzałem na kanapie. Czasami żałowałem, że szatynka była moją siostrą, bo gdyby nie więzy krwi i moja orientacja, tworzylibyśmy idealną parę. Świetnie się rozumieliśmy. Dzięki niej, wykończony bezustannym śmiechem, łaskotkami i oglądaniem idiotycznych filmów dla dziewczyn, zasnąłem jak dziecko przed północą, zapominając o tym, że jestem sławny i nie martwiąc się tym, że kolejnego dnia czeka mnie sesja zdjęciowa, a więc i spotkanie z Louisem. Nie byłem gotowy na to, by tak szybko go zobaczyć. Potrzebowałem czasu, by wszystko sobie poukładać, przemyśleć nasze dalsze życie i podjąć jakąś decyzję, jednak jego obecność bardzo mi w tym przeszkadzała. Jak miałem choćby spróbować wyobrazić sobie życie bez niego, kiedy jego zapach towarzyszył mi wszędzie, a jego śmiech rozbrzmiewał mi w uszach?
- Harry, przestań się nim tak przejmować - zganiła mnie Gemma, kolejny raz słusznie rozszyfrowując moją minę. Podała mi do rąk kubek z herbatą, a ja uśmiechnąłem się do niej z wdzięcznością. Miałem jeszcze pół godziny do planowanego odjazdu.
- Łatwo ci mówić - mruknąłem, wzdychając ciężko. Uderzyła mnie lekko w ramię, krzywiąc się.
- Przestań zachowywać się jakbym niczego nie rozumiała. Wiem, co ci chodzi po głowie, umiem odczytać z układu twoich brwi każdą emocję - powiedziała, a ja automatycznie dotknąłem swojego czoła. Zachichotała na ten widok. - Chcesz wiedzieć, co ja zrobiłabym na twoim miejscu? - zapytała, wpatrując się we mnie wyczekująco. Uwielbiała czuć się potrzebna i pomocna.
- Jasne, Gemm - zachęciłem ją, zanurzając usta w gorącym płynie.
- Pokazałabym mu, że wcale nie jest dla mnie tak ważny, jak myśli. Chciałabym, żeby było mu przykro z mojego powodu. Żeby zastanawiał się nad tym, czy wciąż go kocham. Starałabym się robić mu na złość, flirtowałabym z ludźmi na jego oczach. Cholera, jestem pewna, że to na niego podziała - dodała. Westchnąłem.
- Wiem, że masz rację, ale nie wiem, czy będę w stanie. Wiesz, że nie potrafię kłamać.
- Nie musisz kłamać. Wszyscy wiedzą, że jesteś mistrzem flirtu- powiedziała. Uśmiechnąłem się do niej w odpowiedzi, zamyślając się.

*

Kiedy kilkanaście minut po dziewiątej przyjechał po mnie van, żołądek związał mi się w supeł. Kłóciliśmy się z Louisem wcześniej, ale nigdy nie pozwoliliśmy, by kłótnia ta trwała więcej niż jeden wieczór. Wszedłem ostrożnie do środka, natychmiast uświadamiając sobie, że wolne miejsce znajduje się tylko obok Louisa i Nialla. Westchnąłem, bez większego zastanowienia zajmując miejsce obok Horana, który wydawał się być nieco zaskoczony moim wyborem. Kątem oka zobaczyłem, jak szatyn opada na swój fotel, przenosi wzrok na szybę i zagryza lekko wargę, najwidoczniej licząc na to, że będzie miał możliwość porozmawiania ze mną w drodze. Ziewnąłem głośno, a później, może odrobinę zbyt ostentacyjnie, położyłem głowę na ramieniu Nialla, który pogłaskał mnie dla żartów po policzku. Przymknąłem oczy. Kiedy zasypiałem, czułem na sobie spojrzenie właściciela najpiękniejszych niebieskich oczu, jakie w życiu widziałem.


*

- Harry, musisz ze mnie wstać, inaczej żaden z nas nie wysiądzie, nie zrobimy tych cholernych zdjęć i zarząd nas zabije. - Kiedy do moich uszu dotarło żartobliwe marudzenie blondyna, otworzyłem leniwie zaspane oczy, orientując się, że w trakcie snu zsunąłem się z ramienia przyjaciela, na jego kolana. Zachichotałem cicho, podnosząc się ostrożnie.
- Musimy częściej obok siebie siedzieć, Niall - mruknąłem, przeciągając się jak kot. Jasnowłosy poczochrał jedną ręką moje włosy, śmiejąc się pod nosem. Wszyscy, z wyjątkiem Louisa, byli tym bardzo rozbawieni. Z jakiegoś powodu, ogromnie mnie to ucieszyło. Zacząłem rozumieć, co Gemma miała na myśli.


*

Sesje zdjęciowe zawsze są dla mnie bardzo męczące i wbrew pozorom, to bardzo ciężka praca. Są dni, kiedy twoje ciało za nic nie chce z tobą współpracować, twoje oczy zamykają się ze zmęczenia, a ty nieświadomie garbisz się, pozwalając głowie opaść nisko, co jest niedopuszczalne. Jedno ujęcie powtarza się wiele razy, by uchwycić ten najlepszy moment, w którym żaden z nas nie kichnie, nie mrugnie, nie odwróci wzroku, nie wykrzywi twarzy. Kiedy wokół ciebie znajduje się czwórka facetów, bardzo ciężko o takie zdjęcie.
- Harry, masz nieobecną twarz, wracaj do mnie! - zawołała fotografka, wyrywając mnie z zamyślenia. Uśmiechnąłem się do niej figlarnie w odpowiedzi. Moja mama kiedyś powiedziała mi, że zorientowała się o moim homoseksualizmie gdy miałem cztery lata. Tłumaczyła to tym, że już wtedy flirtowałem z każdą dziewczyną bardziej niż ktokolwiek jej znany, podczas gdy nie miałem ani jednego kolegi. Na to wspomnienie, kąciki moich warg delikatnie uniosły się w górę.
- Harry! - upomniała mnie znów, wzdychając wymownie.
- Przepraszam, ale to nie moja wina. Po prostu bardzo mnie pani rozprasza - odparłem, puszczając jej oczko. Zarumieniła się, machając na mnie dłonią. Znów uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
- Louis, przestań się tak krzywić, - upomniała go fotografka, sprawiając, że wybuchnąłem głośnym, szczerym śmiechem. - Oh, niech wam będzie, zarządzam 15 minut przerwy! - powiedziała. Czułem na sobie palący wzrok szatyna. Wiedziałem, że chce ze mną porozmawiać, ale ja nie miałem na to najmniejszej ochoty. Zamiast tego, postanowiłem pójść o krok dalej. Wyobraziłem sobie zachwyconą minę Gemmy, kiedy będę jej o tym opowiadał, a potem podszedłem do blondynki, przeglądającej wykonane do tej pory zdjęcia. Wiedziałem, że Lou dokładnie obserwuje każdy mój ruch.
- Wydawało mi się, że ogłosiła pani przerwę, a tymczasem wciąż zajmuje się pani pracą - powiedziałem łagodnie, obdarzając blondynkę najpiękniejszym uśmiechem, jaki potrafiłem przywołać. Zarumieniła się lekko.
- Jestem tylko kilka lat starsza. Wystarczy Linda. - Uścisnąłem wyciągniętą w moim kierunku dłoń. Była sucha, drobna i ciepła. Zupełnie inna od dłoni Louisa.
- Linda - zacząłem, zdobywając się na poważny ton - Czy zechciałabyś wypić ze mną kawę w czasie przerwy? - zapytałem, a jasnowłosa pokiwała ochoczo głową. Objąłem ją w talii. Kątem oka obserwowałem, jak szatyn odwraca się z zaskoczoną miną i odchodzi w kierunku Liama.

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział pierwszy

This is us


Kiedy ostrożnie wyszedłem z samochodu, oślepił mnie błysk fleszy i czułem, jak drżały mi wszystkie kończyny. Wziąłem głęboki, uspokajający oddech, kiedy morze fanów skandujących moje imię przyprawiło mnie o gęsią skórkę. Powinienem już dawno temu przyzwyczaić się do występów przed tłumem, w końcu w ostatnim czasie ich nie brakowało, jednak wciąż czułem się trochę nieswojo. Wydaje mi się, że reagowałem tak, bo byłem sam. Na twarzy malował mi się jeden z moich najlepiej rozpoznawalnych uśmiechów i chociaż daleko mu do autentyczności, niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Starałem się nie reagować na krzyki nastoletnich dziewczyn, zebranych przy barierkach, i spokojnie rozdawać autografy, jednak kiedy imię, które dotarło do moich uszu, zmieniło się, mój żołądek natychmiast zwinął się w supeł.
- LOUIS! - słyszałem ze wszystkich stron. Odwróciłem się powoli, łapiąc jego wzrok. Uniosłem delikatnie kąciki ust w odpowiedzi, starając się zignorować stojącą u jego boku dziewczynę, która z całej siły ściskała jego dłoń. Wiem, że nie potrafię dobrze maskować swoich uczuć i że z mojej twarzy można czytać jak z książki, więc westchnąłem cicho, a potem odwróciłem się w kierunku tłumu, by uszczęśliwić kilkanaście fanek, stojących tutaj od rana, od wczoraj, a może nawet i od kilku dni. Premiera naszego filmu, tak bardzo z resztą zakłamanego. Miliony dziewczyn będą płaciły za bilety, by móc zobaczyć mnie i moich przyjaciół na dużym ekranie; poznać naszą historię, nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo jest sfingowana i skrócona. To wszystko wydawało mi się być nie do pomyślenia. Zaledwie trzy lata temu zdecydowałem się pójść na casting do X-factor'a, a teraz znajdowałem się tutaj. Nie umiałem zdecydować, czy byłem bardziej szczęśliwy, czy zrozpaczony.
- Harry! - z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama, machającego dłonią w moim kierunku, bym się pospieszył i dołączył do zespołu. Na znak, że go zrozumiałem, kiwnąłem głową, a później w pośpiechu oddałem roztrzęsionej blondynce aparat, życząc jej miłego dnia. Starałem się nie ściągać z warg sztucznego uśmiechu, kiedy ze wszystkich stron oślepiały mnie błyski i powoli ustawiłem się obok chłopaków. Przez sekundę w mojej głowie pojawiła się nadzieja, że pozwolą mi stanąć obok Louisa, jednak ten cały zesztywniał, kiedy chwilowo znajdowałem się tak blisko niego, że nasze dłonie się ocierały i automatycznie, wyuczonym ruchem, wślizgnął się między Nialla a Zayna. Czułem zalewającą mnie złość i chociaż próbowałem się uśmiechać, na mojej twarzy pojawił się jedynie dziwny grymas, którego nie umiałem zmienić. Wciąż docierały do mnie krzyki i piski, wszyscy wołali moje imię, nazwę naszego zespołu, kręciło mi się od tego w głowie. Starałem się myśleć tylko o tym, kiedy w końcu będę mógł odnaleźć w tłumie Gemmę, moją siostrę i wizja ta odrobinę mnie uspokajała. Do czasu, gdy zdjęcia się skończyły i znów się rozdzieliliśmy. Nie patrzyłem, w którą stronę odchodzi Louis.

*

Zdjęcia i podpisy nie miały końca. Liam spojrzał na mnie porozumiewawczo, wskazując delikatnym ruchem głowy na prawo i w następnym momencie zauważyłem mężczyznę, filmującego mnie z ukrycia. Podziękowałem przyjacielowi spojrzeniem i zamiast zniknąć w poszukiwaniu alkoholu i Louisa, przywołałem na twarz nieco zmęczony uśmiech, zabierając się za fotografowanie się z kolejnymi fankami. Nie potrafię powiedzieć, ile to wszystko trwało. Rozluźniłem się dopiero, kiedy poczułem długie palce na swoim przegubie i uświadomiłem sobie, że to Gemma. Siostra pocałowała mnie lekko we włosy, ściskając mnie mocno, a potem wepchnęła mi w dłoń kieliszek z szampanem. Wiem, że chciała dodać mi otuchy i odwagi; jest jedyną osobą, która tak naprawdę mnie rozumie i wspiera w tym całym szaleństwie. Wypiłem alkohol jednym haustem, krzywiąc się delikatnie. Usłyszałem, jak ktoś z zarządu woła moje imię, więc czym prędzej poszliśmy wykonać pamiątkowe zdjęcia w budce. Blondynka wyglądała ślicznie i prawie się cieszyłem na myśl, że jutro obejrzy je cały świat. Marzyłem o chwili sam na sam z siostrą, by wreszcie móc jej się wygadać i nie mogłem się już doczekać, kiedy ta cała szopka z promowaniem filmu się skończy. Kiedy byliśmy prawie na miejscu, poczułem, jak dłoń Gemmy zaciska się mocniej na mojej ręce, a sekundę później zauważyłem Louisa i El, wychodzących z budki. Szatyn patrzył na mnie zdenerwowany, ale ja odwróciłem automatycznie wzrok. Moja ręka bezwiednie zacisnęła się w pięść.
- Harry - zganiła mnie cicho blondynka, szarpiąc mnie w swoją stronę i wskazując mi brodą obiektyw paparazzi. Opamiętałem się, uśmiechając się szeroko w jego kierunku. Zespół jest idealny. Film jest idealny. Zdjęcia z premiery też musiały być idealne. Wszystko, co związane z One Direction, musi być idealne. Tylko ja i Louis tacy nie jesteśmy.


*

- Gdzie jest Louis? - szepnąłem Liamowi do ucha. Widziałem, jak ten zagryza słomkę od drinka i zamyśla się, zamiast udzielić mi odpowiedzi. Zacząłem się denerwować, skubiąc odruchowo paznokcie. - Gdzie on jest? - zapytałem ponownie, tym razem trochę pewniej i głośniej.
- Nie ma go tutaj - opowiedział mi powoli, odwracając się do mnie przodem. Natychmiast zauważyłem, że jest pijany i mogłem jedynie mieć nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego, za co później będziemy musieli zapłacić. Napotykałem zmartwione spojrzenie Zayna i machnąłem do niego uspokajająco ręką, po czym powróciłem do rozmowy z brunetem. Kątem oka widziałem, że jego dziewczyna wciąż mi się przygląda, dlatego starałem się wyglądać na rozluźnionego.
- Wiesz gdzie jest? Proszę, powiedz mi - mruknąłem, w obawie, że ktoś może nas usłyszeć. Widziałem, że przyjaciel walczy ze sobą, by nie wybuchnąć złością.
- Pieprzony skurwysyn - warknął w końcu, ale ja uciszyłem go natychmiast, chwytając mocno jego ramię. Chłopak bierze głęboki, uspokajający oddech - Pojechał do domu. Jakieś pół godziny temu wychodzili stąd z El. Poprosił, bym ci tego nie mówił, ale jaki to ma sens? I tak byś się dowiedział ze zdjęć - głos chłopaka ociekał pogardą, podczas gdy ja czułem, jak kręci mi się w głowie. W ciągu całej premiery, nie zamienił ze mną nawet słowa, a teraz pojechał do mieszkania. Z nią.
Odwróciłem się na pięcie z zamiarem ucieczki, ale w tym samym momencie wpadłem na swoją siostrę. Już chciałem się z nią pożegnać i wrócić do domu, kiedy zauważyłem jej zacięty wyraz twarzy. Wydała mi się smutna i zdenerwowana, a ja nie potrafiłem zostawić jej w takim stanie. Przeklinam w duchu swoje dobre serce i próbuję coś powiedzieć, ale zagłusza mnie głośna muzyka. Blondynka chwyciła mnie mocno za rękę, ciągnąc w kierunku strefy wolnej od paparazzi.
- Harry, uspokój się, wszyscy robią ci zdjęcia - mruknęła mi do ucha, wyciągając z torebki swoje miętowe papierosy. Wsunęła sobie jednego z nich między pomalowane czerwoną szminką, pełne wargi i z dziwną gracją, odpaliła go benzynową zapalniczką. Zupełnie nie pasował mi on do jej delikatnej, wciąż nieco dziewczęcej urody. Nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnąłem się do niej ironicznie, ale ona zupełnie się tym nie przejęła. Wiedziała, że to nie na nią byłem wściekły. Nasze palce splotły się ze sobą i czułem się trochę tak, jak wtedy, kiedy byłem małym chłopcem, a Gemma odbierała mnie ze szkoły. Trochę jak wtedy, kiedy nasi rodzice się kłócili. Trochę jak wtedy, kiedy czekałem na swoje przesłuchanie w X-factorze. Nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się w strefie a błyski aparatów zniknęły. Blondynka przytuliła mnie do siebie mocno. Pachniała mentolem i drogim zapachem od Chanel. Wokół nas znajdowało się mnóstwo ludzi, ale nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi.
- Pokłóciłam się z nim, kiedy wychodzili - szepnęła mi do ucha, nie przerywając uścisku. Zadrżałem lekko. - Zatrzymałam go i zapytałam, czy zamierza unikać cię przez całe życie, tylko dlatego, że ktoś mu tak rozkazał. Odszczeknął mi się, że niczego nie rozumiem, więc go uderzyłam...
- Co?! Gemma, coś ty narobiła?! - wyrwało mi się, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Odsunąłem się od niej, wyobrażając sobie zdjęcia mojej siostry policzkującej Lou, tysiące komentarzy pod nimi, marne próby zatuszowania tego. Zrobiło mi się gorąco z nerwów.
- Uspokój się, nie jestem aż taką idiotką. Wciąż byliśmy wtedy w środku, przy toaletach i gwarantuję ci, nikogo więcej tam nie było. Powiedziałam mu, że nie ma jaj, na co zrobił się cały czerwony, zgarnął tę swoją panienkę i uciekli razem do auta, nie raczył mi nawet odpowiedzieć. Cholera Harry, dlaczego ze wszystkich ludzi na świecie, wybrałeś właśnie tego cholernego dupka? Aktor też z niego marny, nie rozumiem, jak ktokolwiek może wierzyć w tę całą bajkę z wielką miłością do El. On jej nawet nie potrafi chwycić za rękę! - złościła się, wydymając pełne wargi. W duchu przyznałem jej rację, ale nie miałem siły rozmawiać na ten temat.
- Gemm? Chciałbym już wrócić do domu - powiedziałem, wzdychając głośno. Dziewczyna podniosła delikatnie kąciki ust w górę, mierzwiąc mi włosy lewą ręką.
- W porządku, Hazz. Poszukam tylko Julien i też się stąd zmywam. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu ściągnę z siebie te cholerne szpilki. Dasz sobie radę? - pyta, kładąc dłoń na moim ramieniu, a ja uśmiecham się słabo w odpowiedzi.
- Jak zawsze, przecież wiesz.

*

Kiedy dotarłem do domu, było już grubo po czwartej nad ranem. Wykończony, zrzuciłem z siebie w pośpiechu przepocone ubrania i popędziłem pod prysznic, chcąc jak najszybciej zmyć z siebie wydarzenia tego wieczoru, wszystkie spojrzenia ludzi i wszelkie resztki sztucznych uśmiechów. Modliłem się, bym na zdjęciach, które zapewne już krążą w internecie, wyglądał na szczęśliwego. Prysznic zawsze mnie odprężał. Od wielu lat używałem tego samego, cytrynowego szamponu do włosów. Kojarzył mi się z domem, z normalnością, ze wcześniejszym (lepszym?) życiem. Wraz z wodą i pianą, którą z siebie spłukiwałem, stawałem się coraz spokojniejszy, aż w końcu, gdy wyszedłem na podgrzewane płytki w kolorze mlecznej czekolady, byłem już całkiem rozluźniony. Kąpiel mnie rozbudziła, więc zamiast prosto do łóżka, udałem się do kuchni. Wrzasnąłem głośno, kiedy odkryłem, że nie jestem w niej sam. Louis podbiegł do mnie w ciągu sekundy, przyciskając mi swoje dłonie do ust.
- Uspokój się Harry, to tylko ja - powiedział cicho, trzymając mnie mocno w swoich ramionach. Jego zapach uderzył mi do głowy i efekt słów chłopaka był odwrotny. Cała złość, która wydawała się odpłynąć wraz z wodą, powróciła z podwojoną siłą. Odepchnąłem go od siebie z mocą, której się po sobie nie spodziewałem, patrząc na niego gniewnie. Miał na sobie jedne z tych obszernych, dresowych spodni i moją, granatową bluzę. Uderzyło mnie to bardziej, niż gdyby dał mi w twarz.
- Gdzie zgubiłeś swoją dziewczynę? - zapytałem obojętnym tonem, odwracając się do niego plecami. Usłyszałem ciche westchnięcie.
- Hazza... - zaczął, ale nie pozwoliłem mu dojść do słowa.
- Nie nazywaj mnie tak. Zabieraj się stąd, Tomlinson, jestem zmęczony i chcę się położyć - warknąłem, wskazując palem na drzwi. Niebieskie oczy Louisa przepełnione były smutkiem i czymś jeszcze, czego nie umiałem określić.
- Nigdzie nie pójdę, dopóki mnie nie wysłuchasz - oświadczył głośno, znów się do mnie zbliżając. Automatycznie odsunąłem się kilka kroków do tyłu, uderzając plecami w ścianę. Wiedziałem, że chłopak i tak jak zwykle postawi na swoim. Nie było sensu się z nim kłócić, dlatego kiwnąłem lekko głową. - Nie rozumiesz mnie, Harry. Żaden z was nawet nie próbuje, do cholery, zrozumieć, przez co przechodzę! Dla wszystkich liczy się tylko to, że cię krzywdzę! - wydarł się niespodziewanie, uderzając pięścią w blat. Obserwowałem go zaskoczony i zdenerwowany jednocześnie. Poczułem wściekłość której nie byłem w stanie już dłużej powstrzymywać. Tak bardzo go w tamtym momencie nienawidziłem. Za wszystko, do czego mnie zmuszał.
- Po tym wszystkim, co musiałem dzisiaj przez ciebie przejść, postanowiłeś przyjść do mojego mieszkania i jeszcze trochę mi dokopać, tak? Chciałeś, żebym poczuł się gorzej? Jakże wspaniałomyślnie! Spodziewałem się, że skoro raczyłeś się tu pojawić, usłyszę od ciebie chociaż idiotyczne "przepraszam", ale jak widać, to dla ciebie za dużo. Szkoda, że nie przywlekłeś ze sobą swojej dziewczyny! Nie chcę cię więcej widzieć, słyszysz? Wypierdalaj stąd - wydarłem się, czując, jak do moich oczu ze złości cisną się łzy.
- Przestań, do cholery! Przecież powiedziałem, że nigdzie nie pójdę, póki mnie nie wysłuchasz, a ty nie pozwalasz mi nawet dokończyć! Dlaczego zawsze musisz mi wszystko utrudniać? Nie wystarczy, że cała ta sytuacja jest popieprzona? - powiedział łagodnym tonem, próbując mnie uspokoić. Dyszałem ciężko, wpatrując się w niego i usiłując powstrzymać płacz. Nienawidziłem okazywać przy nim słabości.
- Oh, więc to ja wszystko utrudniam?
- Harry, nie zrozumiesz mnie, bo nigdy nie byłeś w mojej sytuacji. Nie rozumiesz, jak to jest, kiedy musisz ciągle walczyć o swoją pozycję w zespole. Jesteś przystojny, masz idealny głos, wszyscy cię kochają i nikt w ciebie nie wątpi. Nikt nie ośmieli się podważyć twojej pozycji, nikt nie wyrzuci cię z zespołu, jeśli powinie ci się noga. Ja wciąż czytam o sobie, że jestem niepotrzebny, a mój głos jest nijaki. Prawie nie mam solówek. Postaw się na moim miejscu. Tak długo walczyłem, by osiągnąć to, co mam teraz. Nie mogę tego stracić przez tak błahy powód. Nie stracę One Direction tylko dlatego, że nie zgodziłem się od czasu do czasu potrzymać za rękę El.
- Wiesz, co myślę, Louis? - warknąłem, czując, że patrzę na niego z obłędem w oczach. Miałem ochotę go zabić. Albo zabić siebie. - Myślę, że Gemma miała rację. W ogóle nie masz jaj - dopowiedziałem cicho, obserwując jego zaskoczoną twarz - Potrafisz tylko się nad sobą użalać, nie umiesz walczyć. Powiedziałeś mi już wszystko, co chciałeś. Teraz możesz wyjść - dodałem, odwracając się do niego plecami - Zostaw proszę klucze do MOJEGO mieszkania na komodzie. Dobranoc - powiedziałem jeszcze, odchodząc do swojej sypialni. Nie usłyszałem odpowiedzi.

piątek, 20 września 2013

Prolog

Just be careful what you wish for


Między naszymi marzeniami, a ich urzeczywistnieniem się, istnieje bardzo cienka nić. Nić, którą lubię nazywać niewiedzą. Kiedy leżymy wieczorem w łóżkach i snujemy fantazje na temat idealnego życia, nie ma ono wad. Dostrzegamy tylko jedną stronę medalu, nie zastanawiamy się, jakie będą konsekwencje wydarzenia, którego tak wyczekujemy. Pragniemy wygrać fortunę i nie zaprzątamy sobie głowy zazdrością ludzi, fałszywymi przyjaciółmi, którzy pojawią się znikąd. Marzymy o dobrej pracy i nie przyjmujemy do wiadomości, że może nam ona odebrać całe życie towarzyskie. Chcemy mieć piękną, szczupłą sylwetkę, nie myśląc nad konsekwencjami zdrowotnymi diety, którą stosujemy.

Moja mama bardzo często powtarzała mi: "Uważaj, czego sobie życzysz, Harry", a ja nie rozumiałem, co miała na myśli. Dzisiaj świetnie zdaje sobie sprawę, jak mądre były jej słowa i zaczynam żałować, że poznałem ich znaczenie dopiero teraz.

Zawsze miałem dwa marzenia: chciałem, by świat usłyszał jak śpiewam i miałem nadzieję znaleźć prawdziwą, odwzajemnioną miłość. Powtarzałem je sobie w myślach za każdym razem, kiedy zdmuchiwałem świeczki na torcie. Za każdym razem, gdy oglądałem spadające gwiazdy w ogrodzie z Gemmą i przyjaciółmi. Za każdym razem, gdy ściągałem rzęsy ze swojego policzka. Nigdy jednak nie zastanawiałem się, jakie konsekwencje mogą ze sobą przynieść moje pozornie niewinne życzenia. Nigdy nie myślałem o trudach sławy, o opuszczaniu domu na kilka miesięcy, o fotografowaniu mnie w piżamie, o obserwowaniu każdego mojego kroku. Nigdy nie sądziłem, że odwzajemniona miłość może kosztować mnie tak wiele cierpienia, tak wiele nieprzespanych nocy.

Kiedy miałem 16 lat, zdecydowałem pomóc moim marzeniom się spełnić. Udział w X-factorze miał być tylko próbą, nie sądziłem, że dojdę tak daleko. Nie myślałem, że za jednym razem uda mi się spełnić oba marzenia. Wydaje mi się, że nie byłem na to wszystko przygotowany. Wątpię, bym kiedykolwiek był.
Marząc, nigdy nie myślałem o tym, że przejdę przez kasting i zostanę członkiem zespołu. Z dnia na dzień stawałem się jednak coraz sławniejszy. Każdego dnia coraz więcej ludzi zaczepiało mnie na ulicy, coraz częściej chciano robić sobie ze mną zdjęcia. Coraz mocniej zacząłem odczuwać ciemne strony bycia sławnym, chociaż był to przecież dopiero początek One Direction. Wszyscy, których mijałem na ulicy, znali moje imię. Każdy chciał otrzymać mój podpis, każdy chciał mojej uwagi. Spokojne wyjścia do kina z przyjaciółmi czy wieczorny spacer z psem zaczęły graniczyć z cudem, a przecież kiedyś były moją codziennością. No i był jeszcze Louis.

Oczywiście, cieszyłem się z każdej chwili, spędzonej razem z chłopakami. Cudownie było móc ich poznawać, wkraczać razem z nimi w świat sławy. Cieszyłem się, że nie zostałem zmuszony do bycia członkiem zespołu z ludźmi, których nie zdołałbym polubić. Liam dużo przeklinał, ale był troskliwy i zawsze starał się pomóc, kiedy tylko któryś z nas miał jakiś problem. Zayn był nieprzewidywalny i łatwo się złościł, ale z czasem przekonałem się, że to tylko maska, ukrywająca duszę wrażliwca. Niall dużo się wygłupiał i był świetny w rozładowywaniu napięcia i w łagodzeniu wszystkich naszych sporów. A Louis... był po prostu wyjątkowy. Każdy z nas z całą pewnością poznał w swoim życiu taką osobę, przy której czuł się świetnie już od pierwszej minuty spotkania. Osobę, o której później opowiada się przyjaciołom: "Rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się całe życie!". Tak właśnie było, kiedy poznałem Lou i wiem, że on odczuwał to bardzo podobnie.

Żaden z nas tego nie planował. Przez długi czas w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, do czego to wszystko zmierza. Cieszyłem się po prostu, że mam przy sobie przyjaciela, który mnie rozumie, z którym tak wspaniale spędza mi się czas i który jest częścią tego, w czym uczestniczę. Nie zauważyłem momentu, w którym Louis zaczął utrzymywać ze mną kontakt fizyczny częściej, niż było to konieczne. Kiedy rozmawialiśmy, właściwie bez przerwy dotykał moich dłoni i barków. Nie potrafię sobie przypomnieć dnia, w którym niewinne flirty szatyna zaczęły mi przeszkadzać. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz poczułem motylki w brzuchu, gdy oparł swoją głowę o moje ramię albo przestawił włos na mojej głowie. Potrafię jednak idealnie odtworzyć w pamięci dzień, w którym wszystko zrozumiałem.

Przegraliśmy. Zajęliśmy cholerne trzecie miejsce i nic w moim życiu nie bolało mnie tak, jak ta porażka. Kiedy dochodzisz tak daleko w realizowaniu swoich marzeń i nagle wszystko, co osiągnąłeś, po prostu wypada Ci z rąk, nie chcesz słuchać słów pocieszeń Nialla. Nie potrzebujesz przekleństw Liama ani wybuchu złości Zayna. Chcesz po prostu zająć myśli. Zapomnieć o tym, że wszystkie noce, podczas których trenowałeś swoje solówki i wszystkie dni, poświęcone na uczeniu się choreografii z Zaynem, poszły na marne.
Płakałem. Płakałem, kiedy usłyszałem, że nie dostaję się do kolejnego etapu i płakałem, gdy dowiedziałem się, że przegraliśmy. Chciałem tylko ukojenia. I wtedy Louis po prostu chwycił moją dłoń, zaprowadził mnie do łazienki, do tej samej cholernej łazienki, w której zobaczyłem go po raz pierwszy i zajął moje myśli.

Nie zdążyłem zapytać, dlaczego zabrał mnie właśnie tutaj. Zanim nasze wargi zetknęły się ze sobą po raz pierwszy, zobaczyłem w jego oczach cień lęku, a później wszystkie puzzle w mojej głowie stworzyły idealną całość, każdy przypadkowy dotyk, każdy czuły gest, każda nieuzasadniona złość. Westchnąłem, kiedy szatyn pchnął mnie z całej siły na ścianę. Zlew, przy którym stałem, boleśnie wbijał mi się w biodro, ale nic nie miało w tej chwili dla mnie znaczenia. Instynktownie przeniosłem prawą dłoń na policzek chłopaka, drugą wplątując w jego włosy. Chciałem zatrzymać go przy sobie jak najdłużej i modliłem się, by nie przestawał. Poczułem, jak wczepia paznokcie w mój kark i jęknąłem cicho, wprost do jego ust. Nie byłem nowicjuszem, całowałem wiele osób, ale to właśnie przy nim czułem się tak, jakbym roztapiał się pod każdym dotykiem. Nigdy wcześniej nie pragnąłem nikogo tak mocno, jak jego. Każda komórka mojego ciała błagała o więcej.
- Harry - mruknął, ale natychmiast nakryłem jego wargi swoimi, kontynuując naszą pieszczotę. Tym razem było jednak inaczej i pomyślałem, że właśnie tak powinien wyglądać nasz pierwszy pocałunek. Jego dłoń zsunęła się z mojego karku, by umiejscowić się między moimi łopatkami. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie, chcąc znaleźć się jak najbliżej mnie. Całował mnie leniwie, spokojnie, obaj staraliśmy się uspokoić oddech. Nie wiem, ile czasu minęło, zanim w końcu się od siebie odsunęliśmy. Wiem jedynie, że nigdy w życiu nie widziałem tak pięknego uśmiechu, jak ten, który pojawił się na twarzy Louisa, gdy w końcu na mnie spojrzał.

*

One Direction w szalonym tempie zaczęło zdobywać sławę na całym świecie, a to, co łączyło mnie z Louisem, stawało się coraz silniejsze. Teraz wiem, że byliśmy cholernie nieostrożni i właściwie wpadka była tylko kwestią czasu, ale do dnia dzisiejszego nie mogę się z nią pogodzić. To było przed jednym z naszych wywiadów. Przeglądałem właśnie listę pytań i moich potencjalnych odpowiedzi. Miałem zły humor, więc bez większego zastanowienia, postanowiłem jedno z nich skomentować. Do dnia dzisiejszego zastanawiam się, co by było, gdybym tego nie zrobił.
- Cholera, mam już tego dość. Ile razy jeszcze zmuszą mnie, bym opowiadał o tym, że czuję się samotny i chciałbym znaleźć sobie dziewczynę? Albo powtórzył po raz dziesiąty jakąś idiotyczną, wyssaną z palca historię o moich przeżytych miłościach? Ktokolwiek w to jeszcze wierzy?
- Hazz, przestań się mazać jak jakaś panienka. Wiem, że związek z Louisem zobowiązuje, ale... - Zayn przerwał w połowie zdania, zasłaniając usta dłońmi. Wyglądał, jakby ktoś uderzył go w twarz. Odwróciłem się więc powoli, patrząc w oczy kierownikowi Modestu i poczułem, jak z mojej twarzy znikają ostatnie kolory.

Później wszystko potoczyło się szybko. Zmiana umowy i wiele wylanych łez. Zakaz fotografowania mnie i Lou, tuszowanie wszystkich naszych spotkań. Zabronili nam dosłownie wszystkiego. Nie mogliśmy siadać obok siebie na wywiadach i ustawiać się obok siebie na zdjęciach, nie mogliśmy pisać do siebie tweetów ani wychodzić razem na obiady. Mieliśmy ograniczyć ze sobą kontakt do absolutnego minimum. Kontrolą zostały objęte wszystkie nasze konta na portalach społecznościowych. Wszystko to było okropnie bolesne i trudne, ale okazało się, że prawdziwy ból miał dopiero nadejść. Na jednym z koncertów, w ramach buntu, pocałowałem Louisa w policzek i dwa dni później zapłaciłem za to słoną karę.
Imię Eleanor brzmi prawie jak koniec, prawda?