niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział dwunasty


Another life that's gone to waste
Another light lost from your face



Pierwszy raz w życiu, koncerty były dla mnie prawdziwą udręką. Choć za wszelką cenę starałem się zachowywać w taki sposób, do którego przyzwyczajone były nasze fanki, uśmiechając się szeroko do tłumu i wygłupiając się przy każdej okazji z Liamem, który jako jedyny stanął po mojej stronie, plotki na temat mojego nienaturalnego zachowania były głośniejsze, niż mogłem nawet przypuszczać. Chociaż przyjaciele zawsze starali się nie wtrącać w nasze sprawy i zachowywać bezstronną neutralność, widziałem żal w ich oczach i to sprawiało, że czułem się jeszcze gorzej. Zastanawiałem się, dlaczego wszyscy, z wyjątkiem Payne'a, nagle zapomnieli o sprawie z Eleanor i ja sam czułem do nich przez to pewną niechęć. Nick nie odezwał się do mnie nawet słowem.
Bardzo ciężko było mi śpiewać Over Again czy Little Things i wiedziałem, że jemu też sprawia to trudność, choć Niall dość skutecznie starał się odwracać jego uwagę, łaskocząc jego kolano, czy wskazując mu jakiś zabawny plakat w tłumie rozhisteryzowanych dziewczyn. Po raz pierwszy w życiu byłem naprawdę zazdrosny o blondyna i choć czułem się z tym niewyobrażalnie źle, nic nie mogłem na to poradzić. Chłopak mógł dotykać Louisa, rozmawiać z nim i wspólnie się śmiać, podczas gdy mnie nie wolno było nawet na niego patrzeć i to niszczyło mnie od środka, łamiąc mi serce. Jego spojrzenie bolało i na próżno próbowałem doszukiwać się w nim znanego mi błysku czy choćby namiastki miłości. By poczuć się lepiej, usiłowałem sobie wmówić, że kilka dni nie mogą sprawić, by ktoś przestać cię kochać, jednak ściskało mnie w żołądku za każdym razem, gdy szatyn zerkał na mnie obojętnie albo przechodził obok kompletnie ignorując moją obecność.
If we could only turn back time nigdy nie brzmiało w moich ustach na tak prawdziwie, jak w tym czasie.



*



Koncerty stały się jedynym momentem w ciągu dnia, w którym widziałem szatyna, choć ten unikał mnie jak ognia. Nawet, gdybym chciał z nim porozmawiać przed lub po jednym z nich, chłopak nie dawał mi na to szansy, zamykając się na klucz w swojej garderobie i dopuszczając do siebie jedynie Nialla i stylistów.
Louis nie zostawał już, by pograć z nami na konsoli do późna, nie chciał, by ktokolwiek z nas dołączał do niego, gdy grał w piłkę nożną, nie przychodził na posiłki. Ta ostatnia sprawa dręczyła mnie najbardziej, bo każdy utracony przez niego kilogram było bardzo mocno widać, a ja nie mogłem nic z tym zrobić, nie mogłem nic na to poradzić. Próbowałem każdą możliwą drogą. Udało mi się nakłonić obsługę hotelową, by zanosiła mu posiłki do pokoju, choć było to nielegalne, jednak kiedy szatyn czterokrotnie odmówił ich przyjęcia, przeklinając ich głośno, musieli zrezygnować. Usiłowałem też porozmawiać z blondwłosym przyjacielem, jednak ten zdawał się być bezradny. Obiecał mi jednak, że postara się z nim to wszystko jeszcze raz przedyskutować i wybić mu z głowy specyficzny strajk głodowy. Byłem pewny, że coś przede mną ukrywa, jednak nie wiedziałem, czy chcę znać szczegóły.




*



Byłem okropnie zmęczony, w każdym tego słowa znaczeniu. Cała ta sytuacja absolutnie wykańczała mnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie, i modliłem się, by to wszystko się już skończyło. Nie mogłem w nocy zasnąć, dręczony przez myśli pełne naszych idealnych, wspólnych nocy, przeplatanych jego ostrymi słowami w czasie ostatniej kłótni. Skutkowało to tym, że w ciągu dnia chodziłem półprzytomny, starając się za wszelką cenę ukryć swoje wyczerpanie.
By zająć czymś myśli, postanowiłem odciąć się na chwilę od One Direction, choć na dłuższą metę było to niemożliwe. Całe popołudnie grałem więc na plaży w siatkówkę, starając się przełożyć całą swoją złość i frustrację na sport. Skupiłem się na tym, że wieczorem będę już z Gemmą i ta świadomość sprawiła, że poczułem niewyobrażalną ulgę. Uśmiechając się do wielu skierowanych we mnie obiektywów, myślałem tylko o jej mocnym i pewnym uścisku. Za dużo już krążyło plotek o mojej rzekomej depresji, musiałem więc pokazywać, że wszystko jest u mnie w porządku, jak na beztroskiego nastolatka przystało.
Co za kupa bzdur.



*



Wykończony dniem spędzonym nad wodą, wracałem leniwym krokiem do swojego pokoju, trzymając w dłoniach dużą, sportową torbę. Był już wieczór i marzyłem tylko o tym, by móc wziąć długą, porządną kąpiel i zdrzemnąć się w oczekiwaniu na swoją siostrę, jednak głos, który usłyszałem, zdecydowanie mnie rozbudził. Poczułem się jak ostatni idiota, kiedy schowałem się szybko za wgłębienie w ścianie, by nie zostać zauważonym, wychylając się jedynie ostrożnie, by móc przyjrzeć się całej sytuacji.
Louis, ubrany w swój ulubiony, szary dres, stał oparty o framugę drzwi, przyglądając się sceptycznie jasnowłosemu mężczyźnie z obsługi hotelowej, trzymającemu w rękach zamrożoną butelkę wódki. Przeszły mnie dreszcze.
- Dopisać to do wspólnego rachunku zespołu, czy...
- Nie - przerwał gwałtownie blondynowi, szybko reflektując się delikatnym, niewiarygodnie sztucznym uśmiechem, wciskając mu w rękę jakiś banknot, na co ten pokiwał głową ze zrozumieniem, wręczając mu alkohol i oddalając się bez słowa w kierunku windy. Miałem ochotę pobiec za nim i rozkazać mu, by nigdy więcej tego nie robił, jednak Louis był dorosły, był najstarszy z nas i mógł robić co tylko chciał, a wydanie go przed zarządem mogło tylko pogorszyć sprawę. Układanka w mojej głowie bardzo szybko stworzyła spójną całość. Nagle zrozumiałem, że za chorobą niebieskookiego stoi coś więcej, niżeli smutek. Jęknąłem głośno, w tej samej sekundzie podejmując decyzję. Ruszyłem pewnym krokiem w stronę drzwi, za którymi dosłownie kilka minut wcześniej zniknął szatyn, uderzając w nie pięścią.
Chłopak otworzył je bardzo szybko, zerkając gniewnie w moją stronę, trzymając w ręku otwartą już butelkę wysokoprocentowego napoju. Gdy tylko mnie ujrzał, spróbował zatrzasnąć drzwi przed moją twarzą, jednak nie zamierzałem mu na to pozwolić.
- Przestań w końcu ode mnie uciekać - mruknąłem, przekraczając próg pokoju. - Powinieneś ze mną porozmawiać, zamiast zniżać się do tak żałosnego poziomu - dodałem cicho, chwytając go za materiał koszulki. Szatyn roześmiał się głośno, zachrypniętym od alkoholu głosem. Miał zamglone, rozbiegane oczy.
- A do jakiego poziomu ty sam się zniżyłeś, pozwalając się mu wtedy pieprzyć? - zapytał, nie przestając się śmiać mi w twarz. Miałem ochotę go uderzyć. Otworzyłem usta, by się odszczeknąć, jednak w połowie zmieniłem zdanie, czując, że nie dam rady wytrzymać kolejnych obelg, kolejnych kłótni. Zamiast coś naprawiać, rozwalaliśmy nas samych jeszcze bardziej. Grymas, który pojawił się automatycznie na mojej twarzy, zelżał.
- Kiedyś będziemy musieli sobie to wszystko wybaczyć, Louis - powiedziałem cicho, dotykając ostrożnie jego dłoni. Natychmiast mi się wyrwał, marszcząc brwi.
- Nigdy - zaczął, wyraźnie akcentując każde słowo - Nigdy ci tego nie wybaczę, Harry. - Mój żołądek zwinął się w supeł. Nie mogłem swobodnie oddychać. Poczułem gwałtowną potrzebę natychmiastowej ucieczki. - Nie z nim. Wybaczyłbym ci zdradę z każdym, ale nie z nim - powtórzył, odsuwając się ode mnie. Napięcie między nami było dla mnie nie do wytrzymania.
- Zdradziłeś mnie pierwszy, Louis. Pamiętaj o tym - mruknąłem, a potem odwróciłem się na pięcie i prawie wybiegłem z pokoju, nie oczekując nawet odpowiedzi. Zerknąłem ukradkowo na zegarek. Gemma powinna właśnie wysiadać z samolotu.




*


(GRANATOWY kolor oznacza od teraz perspektywę Gemmy)



Podjęłam decyzję, zanim jeszcze moja obolała stopa dotknęła australijskiej ziemi. Wiedziałam, że gdy zobaczę, w jakim stanie jest Harry, nie będę potrafiła zostawić go samego, dlatego kiedy tylko dotarliśmy do hotelu i otrzymaliśmy klucze od naszych apartamentów, zapytałam szeptem o numer, pod którym mieszka Louis. Wymyślając coś na poczekaniu, oddałam swoją walizkę ojcu, podczas gdy sama rozejrzałam się w poszukiwaniu klatki schodowej. Nie potrafiłam zdecydować, czy jej widok przyniósł mi ulgę. Zerknęłam przelotnie na zegarek, dochodziła jedenasta wieczorem. Byłam zdenerwowana, zmęczona i zirytowana. Wspinałam się po stopniach na drugie piętro, czując, jak moje zastygłe przez tak długą podróż mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Nie byłam pewna, czy dobrze robię, idąc od razu do szatyna, tym bardziej, kiedy mój humor pozostawiał wiele do życzenia, ale byłam już zdecydowana. Bałam się, że spotkam na korytarzu mojego brata i cały mój plan legnie w gruzach; czułam się jak mała dziewczynka, która próbuje dostać się do pokoju chłopaków na wycieczce klasowej. Gdy tylko ta myśl pojawiła się w mojej głowie, zachichotałam cicho, karcąc się w myślach za wysoki dźwięk swojego śmiechu. Kiedy po krótkich poszukiwaniach trafiłam w końcu na odpowiedni numer, nie trudziłam się, by pukać, naciskając po prostu klamkę, która, ku mojej uldze, natychmiast ustąpiła.
Już od pierwszych kroków uderzył we mnie mocny, charakterystyczny zapach, na który musiałam zdławić w gardle odruch wymiotny. Westchnęłam głośno, bo pięć sekund później dostrzegłam, w jakim stanie jest chłopak. Zerknął na mnie bez słowa przywitania zamglonymi od alkoholu oczami, uśmiechając się kwaśno i podnosząc lekko rękę. Pokręciłam jedynie głową z niedowierzaniem. Rozejrzałam się po pokoju, ze zdumieniem odkrywając, że pełen jest opróżnionych naczyń po różnego typu trunkach, stających niemalże na każdej wolnej przestrzeni. Wzdrygnęłam się. Podeszłam do niego, bez żadnego wytłumaczenia wyrywając mu z dłoni wódkę, której tak kurczowo się trzymał. Nie było to z resztą trudne, alkohol zdecydowanie spowalniał i utrudniał mu ruchy. Klnąc pod nosem, weszłam do łazienki, wylewając całą zawartość do zlewu, krzywiąc się na ostry odór, który zalał mi nozdrza. Nie zauważyłam nawet kiedy ten zaszedł mnie od tyłu, chwytając mnie za ramię. Chciał mi przeszkodzić, jednak było na to za późno.
- Już wystarczy, Lou - warknęłam, patrząc mu prosto w oczy. Chłopak zerknął na mnie smutno, przyglądając mi się uważnie, z dziwnym błyskiem w oku, ale starałam się to zignorować, biorąc pod uwagę jego stan. Trzymał się kurczowo umywalki, która najprawdopodobniej pomagała mu ustać, zbierając się w sobie, by w końcu zacząć mówić. Byłam cierpliwa, w końcu wielokrotnie zajmowałam się pijanymi przyjaciółmi, jednak krzyknęłam z zaskoczenia, odsuwając go od siebie gwałtownie jednym ruchem ręki, gdy ten bez żadnego przyzwolenia, nachylił się do mnie, składając na moich wargach delikatny, czuły pocałunek. Jego usta były ciepłe i miękkie, a oddech pachniał smakową wódką.
- Co ty wyprawiasz, Tomlinson!? - wrzasnęłam, obrzucając go zdenerwowanym spojrzeniem. Szatyn uśmiechnął się do mnie łagodnie, jakby nie do końca rozumiejąc, co właśnie zamierzał zrobić.
- Przeraszam, Gemms - szepnął, patrząc na mnie ze skruchą. - Ty i Harry... Macie takie same usta, ja... - nie pozwoliłam mu dokończyć, biorąc go bez słowa w ramiona. Kiedy role naszych płci się odwróciły? To on powinien przytulić mnie. Boże, powinnam zmienić towarzystwo albo natychmiast znaleźć sobie wyjątkowo męskiego faceta.
Chłopak odwzajemnił uścisk, mrucząc coś niezrozumiałego w moje włosy.
- Louis, to nie ma sensu, przecież wiesz - zaczęłam, gładząc go łagodnie po plecach. - Nie umiecie bez siebie żyć. - Chłopak westchnął głośno na te słowa, rozluźniając się pod moim dotykiem.
- Wiem. Wiem. Ja... Wiem - mruczał, nie potrafiąc złożyć sensownie brzmiącego zdania, być może z powodu upojenia alkoholowego, być może z bezradności.
- Nie chcę cię oceniać, nie chcę oceniać żadnego z was, ale to ty byłeś pierwszym, który zdradził, i...
- Gemma - przerwał mi, zaciskając palce na moich przedramionach.
- Pozwól mi dokończyć, Lou - powiedziałam, gdy poczułam, jak chłopak zaczyna się ode mnie odsuwać - Nie chcę też go bronić, ale przecież aż za dobrze wiesz, jaką dwulicową świnią jest Nick. To dziennikarz, Louis. On ma we krwi owijanie sobie ludzi wokół palca. Myślisz, że zmanipulowanie dziewiętnastolatka było dla niego ogromnym wyzwaniem? Tym bardziej, że Grimshaw wiedział o twojej zdradzie.
- Ale jednak go bronisz - mruknął, śmiejąc się cicho do mojego ucha. Westchnęłam, uderzając go lekko w ramię. Cieszyłam się, że nastrój panujący w pokoju odrobinę się poprawił. Już miałam zaprzeczyć, próbując podświadomie zmusić go do ponownego zastanowienia się nad całą sytuacją, kiedy w pokoju zadzwonił głośny dzwonek jego telefonu. - To sygnał Eleanor - mruknął zdziwiony, zerkając przelotnie na zegarek, który miałam na nadgarstku.
- W porządku, Louis, odbierz - powiedziałam, odsuwając się od niego i klepiąc go lekko po ramieniu. Po prostu przemyśl to wszystko jeszcze raz - dodałam w myślach.



*




Usłyszałem go, zanim jeszcze tak naprawdę go zobaczyłem. Był pijany. Bardzo, bardzo pijany i robił wokół siebie mnóstwo hałasu. Z przeszywającym hukiem otworzył drzwi do mojego pokoju, wpatrując się we mnie gniewnie. Skuliłem się w sobie, obserwując go uważnie.
- Tęsknisz za mną, Hazz? - zapytał. Mimo, że w pokoju panowała ciemność, jego ironiczny uśmiech wydawał mi się być cholernie wyraźny. Nie mogłem już dłużej wytrzymać tej chorej sytuacji, nie byłem w stanie znieść tego, jak wyglądały nasze relacje.
- Jak długo zamierzasz mnie tak traktować, Louis? - wyrzuciłem z siebie, podnosząc się. Staliśmy po przeciwnych stronach pokoju, walcząc na spojrzenia. Jego gniew przeciwko mojemu żalowi. - Jak długo zamierzasz mnie w ten sposób karać? - zapytałem, jednak odpowiedziała mi cisza. Chłopak był wyraźnie zaskoczony moją gadatliwością, najwyraźniej wyobrażał sobie to wszystko zupełnie inaczej, a ja zniszczyłem plan, który ułożył sobie w głowie. - W porządku, przyznaję. Chciałem się na tobie zemścić, bo zniszczyłeś moje nadzieje na to, że między nami lepiej i złamałeś mnie. Rozjebałeś mnie na kawałki, rozumiesz? Potrzebowałem cię. Chciałem tylko mieć cię blisko, jak najbliżej, bo zaczynaliśmy się od siebie oddalać. Ty też to widziałeś, ty też zauważyłeś, że w naszym związku dzieje się źle. Wykrzyczałeś mi to wtedy, w twoim pokoju. Chciałem tylko, żeby znów było jak kiedyś, żebyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi, których łączy miłość. Chciałem, żeby nasz seks przestał być cholernym wyładowywaniem złości, sposobem na kończenie każdej kłótni w połowie i odłożeniem jej na później. Chciałem kochać cię jak kiedyś, Louis! Kiedy przyleciałem do Doncaster, chciałem zacząć wszystko od nowa. Miałem nadzieję... Chciałem, żebyśmy mogli spróbować jeszcze raz. Ale Ty...
- Spieprzyłem, wiem! Zdradziłem cię pierwszy, słyszałem to już tysiące razy, twoja siostra była na tyle uprzejma, że powtórzyła mi to nawet dzisiaj! Ale do cholery jasnej, byłem pijany! Naprawdę nie widzisz różnicy? Byłem zalany w trupa i kurewsko nieszczęśliwy po naszym rozstaniu, a ona to wykorzystała! Ale ty? Ty byłeś trzeźwy, Harry! I tak po prostu pozwoliłeś mu się pieprzyć! Jak, do chuja, mam teraz na Ciebie patrzeć, kiedy za każdym razem, gdy zerkam w Twoje oczy, wyobrażam sobie, jak patrzyłeś na niego, gdy w tobie dochodził! Kiedy słucham twojego głosu i myślę o tym, jak głośno jęczałeś jego imię, podczas gdy on cię posuwał! Jak kurwa mam ci to kiedykolwiek wybaczyć? No odezwij się, do cholery! Uświadom mnie! - darł się, szarpiąc z całej siły materiał swetra, który miałem na sobie. Swetra, który, o ironio, należał do niego.
- Louis, nie pozwoliłbym mu we mnie...
- Oh, kurwa mać, dlaczego od razu mi tego nie opowiesz? - przerwał mi, patrząc na mnie pełnym szaleństwa wzrokiem. Czułem złość płynącą w jego żyłach - Mogę się tylko domyślać, jak było Ci z nim dobrze, skoro postanowił mi się tym pochwalić. Może w tych plotkach o twoich upodobaniach do starszych od ciebie, jest ziarnko prawdy, co Harry? Może lubisz sypiać z doświadczonymi facetami... - powiedział, a mnie puściły nerwy.
- Zamknij się, gówno wiesz! - warknąłem. Nie wierzyłem, że mógł powiedzieć coś takiego, nawet kiedy był zbyt pijany, by móc jutro cokolwiek z tej rozmowy pamiętać. Wymierzyłem mu siarczysty policzek, chwiejąc się niebezpiecznie na nogach. Byłem pewny, że mi odda, więc skuliłem się automatycznie, czekając na cios, jednak zamiast tego Louis zrobił krok w tył, patrząc na mnie przeszklonymi oczami w kolorze letniego nieba. Nie był już wściekły. Przestał trząść się z nerwów. Był za to przeraźliwie smutny i zapadnięty w sobie. Zupełnie tak, jakby potrzebował mojego uderzenia, by otrząsnąć się z letargu, w którym znajdował się od tygodnia.
- Jesteś dla mnie wszystkim, kurwa, wszystkim, chociaż wcale tego nie chcę. Wiedziałem, od kiedy po raz pierwszy pocałowałem cię w tej cholernej łazience, wiedziałem, że złamiesz mi pierdolone serce... A mimo to pozwoliłem ci na to. Pozwoliłem i wciąż będę pozwalać, bo niemożliwie mocno cię kocham. Kocham cię, ty skończony idioto. Nie pozwolę, by ostatnią osobą, która cię całowała był on. Nie pozwolę - wyszeptał, a potem wplótł dłoń w moje włosy, przyciągając mnie do siebie mocno. Było tak, jakbyśmy byli dwoma, wygłodniałymi zwierzętami. Odezwał się w nas instynkt. Jego usta jeszcze nigdy nie były tak zachłanne. Czułem go wszędzie. Całował mnie mocno, zahaczając wręcz o granicę brutalności, a mnie kręciło się w głowie. Co jakiś czas przerywał pieszczotę, przy przejechać spuchniętymi od moich ugryzień wargami po całej mojej twarzy. Składał ostrożne pocałunki na moich brwiach, początku nosa, dołeczkach w policzkach, obrysowywał nimi moją szczękę. Oddychaliśmy ciężko. Tym razem to ja go za sobą pociągnąłem, przypierając go mocno do ściany, resztkami świadomości dbając o to, by nie uderzył w nią głową. Było mi tak gorąco. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały i fakt, że smakował alkoholem, a nie jak zwykle, herbatą, nie miał w tej chwili żadnego znaczenia. Był tak blisko, był tylko mój, kochał mnie i czułem to, czułem w każdym centymetrze mojego ciała. Objął dłońmi moją twarz, trzymając palce na mojej szyi, podczas gdy kciuki pozostawił na szczęce. Wszystko było dobrze, nasze usta idealnie do siebie pasowały i myślę, że nigdy nie przerwałbym tego pocałunku, gdy nie fakt, który odkryłem, kładąc dłoń na policzku Louisa, chcąc go do siebie przyciągnąć jeszcze mocniej. Płakał.
- Louis? - zapytałem cicho, zachrypniętym z emocji głosem, odsuwając się od niego ostrożnie. Chłopak pokręcił jednak głową, przyciągając mnie do kolejnego pocałunku, a ja, zupełnie odurzony jego bliskością, natychmiast się mu poddałem, na chwilę zapominając, co było powodem mojej dekoncentracji. Całował mnie mocno, pewnie i cholera, tak bardzo mi tego wszystkiego brakowało. Nie, nie wszystkiego. Szatyn smakował jak łzy. - Lou, co się stało? - zapytałem ponownie, patrząc na niego uważnie, z troską. Zacisnąłem mocno palce na jego ramionach, zmuszając go, by na mnie spojrzał. W jego błękitnych oczach dostrzegłem nieograniczone niczym pokłady strachu i poczułem, jak z nerwów skręca mi się żołądek.
- Dzwoniła do mnie Eleanor, Harry. Od trzech tygodni spóźnia jej się okres. Jest w trakcie bukowania lotu do Australii - wyszeptał, a mnie stanęło serce. 



_________________________
Dziękuję za wszystkie komentarze
i do napisania! :) 

wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział jedenasty

One day you'll come into my world and say it all
You say we'll be together even when you're lost




Byłem absolutnym tchórzem, ale nie mogłem mu powiedzieć o Nicku, nie potrafiłem. Nie, kiedy wszystko wydawało mi się być tak idealne, jak chyba jeszcze nigdy. Budziliśmy się w swoich objęciach, z uśmiechem zaczynając nowy dzień. Poranki spędzaliśmy osobno - zgodnie z zaleceniami zarządu, pozwalaliśmy sobie robić zdjęcia w zupełnie różnych miejscach Australii, by stworzyć wokół siebie aurę końca naszej przyjaźni, więc podczas gdy ja szedłem z Niallem na golfa, Louis grał w piłkę z Liamem. To wszystko było zupełnie niepotrzebne, bo nawet, jeśli unikaliśmy na koncertach jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, w naszych oczach płonął żar, który jednoznacznie pokazywał, jak silni jesteśmy. Obaj z niecierpliwością czekaliśmy na te wieczory i na moment, w którym zejdziemy ze sceny i będziemy mogli wrócić do hotelu. Pozwalaliśmy sobie odpocząć psychicznie, wygłupiając się z chłopakami do późnych godzin nocnych, choć właściwie przez cały czas utrzymywaliśmy ze sobą kontakt fizyczny, poprawiając sobie wzajemnie i nieustannie rąbek koszuli czy przekładając pukiel włosów na inną stronę głowy. Kiedy w końcu wracaliśmy do naszego pokoju, nie mogliśmy odkleić od siebie rąk. Nasze pocałunki nigdy nie były tak mocne i namiętne, seks nigdy nie był tak pełen pasji i uczucia. Dużo się przytulaliśmy i dużo rozmawialiśmy. Wszystko było idealne. Nie mogłem tego zniszczyć jednym zdaniem.



*


Chłopak pocałował mnie przelotnie w głowę na pożegnanie, a później machnął dłonią na Nialla i Zayna, którzy natychmiast ochoczo do niego dołączyli, śmiejąc się głośno. Wszyscy trzej uwielbiali hotelowe kręgielnie, a świadomość, że jutro mamy dzień wolny, tylko potęgowała ich radość i chęć do zabawy.
Ja za to zupełnie nie miałem humoru, więc grzecznie odmówiłem, wykręcając się bólem głowy po dzisiejszym występie. Tak naprawdę, chodziło o coś zupełnie innego. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, za każdym razem, kiedy patrzyłem na jego szczęśliwe, błękitne oczy i zaróżowione od pocałunków usta Za każdym razem, kiedy mnie dotykał, przytulał, kiedy do mnie mówił. Chryste, jak mogłem być takim skończonym idiotą? Jak mogłem tak bardzo go zranić? Już prawie zapomniałem, że to on był pierwszy, który spał z kimś innym. Różnica była jednak taka, że on był pijany, a ja zupełnie trzeźwy. On wspominał to z obrzydzeniem, a mnie się podobało.
Kończyłem w milczeniu swój obiad, nie mogąc przestać myśleć o tym, co zrobiłem Louisowi.
- Co cię gryzie? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama i dopiero wtedy dostrzegłem, że chłopak od dłuższego czasu uważnie mi się przyglądał. Uśmiechnąłem się do niego lekko, odgarniając włosy z oczu.
- Wszystko w porządku, jestem po prostu zmęczony - skłamałem gładko, jednak szatyn westchnął głośno, kręcąc jedynie głową. Wiedziałem, że mi nie uwierzył, zbyt dobrze i zbyt długo mnie znał.
- Harry. - Głos chłopaka był pełen nieukrywanej troski i ciepła. Spojrzałem prosto w jego czekoladowe oczy, a potem przygryzłem wargę, wahając się.
- Zrobiłem coś bardzo złego, Liam - oznajmiłem, unikając patrzenia mu w twarz. Zamiast tego, zerknąłem na swoje trzęsące się z nerwów dłonie, kontynuując. - I bardzo tego żałuję - dodałem, zamykając zmęczone powieki. Chłopak chwycił mocno mój nadgarstek, dodając mi tym samy otuchy.
- Zemściłeś się, tak? Za Eleanor - mruknął. Był tak blisko mnie, że czułem ciepło i kawowy zapach jego oddechu. Obserwował mnie uważnie, a ja, niezdolny, by powiedzieć choćby słowo więcej, kiwnąłem ostrożnie głową. Szatyn przeklął głośno pod nosem, przeczesując krótkie włosy palcami. - Cholera, Hazz, bałem się, że to zrobisz. To ktoś przypadkowy, czy...
- Nick Grimshaw - przerwałem mu, bojąc się jego reakcji. Wargi przyjaciela zadrżały, podczas gdy on sam patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. Czułem się tak, jakby ktoś z całych sił ścisnął moje serce w swojej pięści.
- Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa, tylko nie on - wyrzucał z siebie, chowając dłonie w krótkich, sterczących na wszystkie strony, włosach. - Boże, Styles... Coś ty najlepszego zrobił...
- Wiem. Nie musisz nic mówić, ja wszystko wiem, ja...
- Harry, nie możesz mu tego powiedzieć, słyszysz? - wyjęczał, przerywając mi i chwytając mnie jednocześnie mocno za ramiona. Jego kciuki zacisnęły się na moich obojczykach. Syknąłem z bólu, więc szybko mnie puścił. - On ci tego nie wybaczy, jeśli się dowie. Nie wolno ci się przyznawać! Obiecaj mi, że się nie przyznasz!- wyrzucał siebie, pełnym desperackiego błagania tonem.
- Liam, nie potrafię tego zrobić, jestem zbyt wielkim tchórzem, nie umiem..
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, co się stanie, kiedy Louis się zorientuje - przerwał mi ponownie, wzdrygając się - On cię zabije, Harry. Będziemy skończeni, boże... 
- Wiem, Li. Nie mogę mu tego zrobić, ale nie wiem, jak długo zdołam utrzymać to w tajemnicy...
- Posłuchaj mnie uważnie. Największą karą za zdradę są twoje wyrzuty sumienia. Nie zachowuj się jak skończony dupek, nie obciążaj tą świadomością Louisa. Miej jaja i znieś to sam. Błagam, postaraj się. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.



*


Kiedy kolejnego dnia obudziłem się w pustym łóżku, podświadomie czułem, że nie będzie on należał do udanych. Rozejrzałem się automatycznie po pokoju, dostrzegając szybko Louisa, siedzącego na jego drugim końcu, rozciągniętego na czekoladowej kanapie, z laptopem na kolanach. Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że coś jest z nim nie tak. Usta zacisnął w wąską linię, między jego brwiami pojawiła się bruzda. Podniosłem się ostrożnie, prawie potykając się o własne nogi, gdy szedłem w jego kierunku, jednak on, wpatrzony w ekran komputera, nawet tego nie zauważył. Żołądek skręcił mi się ze strachu. Wiedziałem, że szatyn jest wściekły, kiedy zobaczyłem stojący przed nim kubek z nietkniętą herbatą, która dawno już zdążyła wystygnąć.
- Lou? - zapytałem niepewnie, spodziewając się najgorszego. Przymknąłem oczy, starając się powstrzymać napływające do nich łzy. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak spojrzał na mnie, uśmiechając się ciepło w moim kierunku, wyciągając jednocześnie dłoń. Usiadłem obok niego, próbując uspokoić przyspieszony oddech i bijące w zawrotnym tempie serce.
- Pieprzony Nick Grimshaw - warknął, odrywając się na chwilę od laptopa, by ucałować czubek mojego nosa, a ja zerknąłem na niego zdezorientowany. Jeśli wiedział, dlaczego wciąż był dla mnie tak miły i czuły? - Nawet nie wiesz, jak mnie dziś rano wkurwił - dodał, i już wiedziałem, że chodzi o coś zupełnie innego. Miałem ochotę uderzyć się w głowę za zbyt długie zwlekanie z odpowiednią reakcją.
- C-co się stało? - zapytałem szybko, odrobinę zbyt piskliwym głosem, jednak chłopak zdawał się tego nie dostrzec.
- Nagadał na mnie jakichś bzdur w radiu, o moim rzekomym gwiazdorstwie. Chciałem spędzić z tobą dzień, więc zastosowałem sztuczkę Modestu na naszą nieobecność, tłumacząc się oczywistymi bzdurami. Napisałem na twitterze, że nie mogę wyjść z hotelu z powodu paparazzi, a ten skończony kretyn obsmarował mnie w swojej audycji! Cholera, wiem, że nie powinienem reagować, ale nie mogłem się powstrzymać, by mu nie dopiec. Przepraszam, Hazz. Wiem, jak bardzo go lubisz, ale ja nie jestem w stanie go znieść - wyrzucił z siebie, a ja poczułem, jak moje oczy rozszerzają się z przerażenia. Kłótnia szatyna z Grimshawem była ostatnią rzeczą, która teraz powinna mieć miejsce. W głowie huczały mi słowa Gemmy: Nick ma cholernie długi język
- Przecież wiesz, że on chce cię tylko sprowokować, Lou. Nie pisz już do niego, dobr... - Nie dokończyłem, patrząc, jak na głównej stronie twittera niebieskookiego pojawia się okienko z prywatną wiadomością. Zadrżałem.
- Co znów? - warknął, otwierając ją, a mnie zrobiło się niedobrze, na widok dwóch, krótkich i przesiąkniętych jadem zdań.

12:46
Od: Nick Grimshaw (@grimmers)
Do: Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
To Twoja zemsta, Tomlinson? Byłem przekonany, że stać na więcej, niżeli jakieś żałosne wpisy na twitterze. :)

Szatyn zmarszczył brwi, nie rozumiejąc. Ja jednak wiedziałem zbyt dobrze, co ten miał na myśli.
- Boże, nie mogę uwierzyć, że temu facetowi tak blisko do trzydziestki, zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak. Za co miałbym się mścić, za kilka idiotyzmów do śniadania w jego porannej audycji? - zaśmiał się ironicznie, a ja ze strachem obserwowałem, jak spod jego palców wychodzi odpowiedź. Chciałem go powstrzymać, naprawdę chciałem, ale moje ciało było sparaliżowane, a język wysuszony na wiór.


12:51
Od: Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
Do: Nick Grimshaw (@grimmers)
Zemsta, naprawdę? Powinienem się mścić za kilka chamskich słów, wypowiedzianych z czystej zazdrości? To dziecinne, Grimshaw. Masz 29 lat, czas dorosnąć.

Na jego odpowiedź czekaliśmy zaledwie minutę. Przebiegłem wzrokiem po czterech zdaniach, które napisał i wiedziałem, że jestem skończony.


12:52
Od: Nick Grimshaw (@grimmers)
Do: Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
Uprawialiśmy seks, Tomlinson. Pieprzyłem twojego Harrego i było mu zajebiście dobrze. W waszym mieszkaniu, w waszej sypialni, w waszym łóżku. Spodziewałem się, że będziesz chciał się zemścić.

Louis wpatrywał się w ekran, a ja mogłem dokładnie zaobserwować, jak z jego twarzy znikają wszelkie kolory. Zrobił się blady jak kreda, jasne światło wyświetlacza, które na niego padało, tylko to wrażenie spotęgowało. Powoli, drżącymi dłońmi, odłożył komputer na stolik, wstając gwałtownie z kanapy. Odwrócił się ode mnie, a ja obserwowałem, jak jego plecy unoszą się i opadają pod jego przyspieszonym oddechem.
- Zaprzecz, Harry - powiedział cicho, wciąż nie zmieniając pozycji, a ja zacisnąłem usta, próbując za wszelką cenę powstrzymać spazmatyczny szloch. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chciałem do niego podejść, przytulić go, a jednocześnie marzyłem, by znaleźć się jak najdalej stąd. W tej samej chwili szatyn zdecydował się na mnie spojrzeć. Pierwszy raz w życiu tak łatwo mogłem odczytać emocje z jego twarzy. Ból. Gniew. Nienawiść. - Kurwa, zaprzecz mu!
- Louis, ja... - zacząłem, ale nie było mi dane skończyć. Nie dane mi było nawet dobrze się zastanowić nad tym, co chciałbym mu powiedzieć, bo w następnej chwili poczułem tylko jego pięść na swoim policzku i to był chyba pierwszy raz, kiedy dotyk niebieskookiego na mojej skórze nie był przyjemny. Z drugiej strony jednak, choć było to ogromnym paradoksem, czułem ulgę. Byłem niemalże pewien, że chłopak rozciął mi wargę, gdy w dalszym ciągu nie przestawał mnie okładać, ale wiedziałem, że na to zasłużyłem i dlatego to było dobre. W końcu ponosiłem karę, o którą domagało się moje sumienie. Splunąłem na podłogę krew, która napłynęła mi do ust.
- Broń się, do cholery! Dlaczego się, kurwa, nie bronisz?! - wrzeszczał, uderzając we mnie pięściami na oślep. Nie byłem w stanie go skrzywdzić, nie potrafiłem podnieść na niego ręki, więc po prostu osłaniałem twarz. Nie ze względu na mnie - raczej ze względu na to, jak gęsto będę musiał się tłumaczyć, jeśli pojawię się na jutrzejszym koncercie z podbitym okiem.
- Kocham cię - szepnąłem tylko, popychając go lekko, by go od siebie odsunąć. Zaskoczony, zamrugał kilkakrotnie powiekami, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zastanawiałem się, jak to się stało, że jeszcze nie eksplodował.
- Jak śmiesz mówić mi to po tym wszystkim, kurwa mać! - ryknął, ciskając we mnie stojącym na stoliku obok niego dezodorantem. Zaraz po nim, rzucił we mnie także książką, kubkiem termicznym i swoim telefonem, który roztrzaskał się na kawałki przy ścianie obok mojej głowy. Wyglądał, jakby wpadł w szał, z którego za nic nie potrafił się uwolnić. - Nienawidzę cię, Harry! Naprawdę cię, kurwa, nienawidzę! - darł się w furii. Na jego delikatnych, zaczerwienionych policzkach zaczęło pojawiać się coraz więcej łez. Nie potrafiłem pozostać wobec nich obojętny, więc podszedłem do niego ostrożnie, chcąc je zetrzeć. Byłem idiotą. Moja dłoń natychmiast została strącona z jego twarzy. - Odpierdol się ode mnie, Styles! Wszystko zniszczyłeś, wszystko! - jęczał, ponownie się na mnie rzucając. Drapał i uderzał każdy nagi kawałek skóry, jaki udało mu się dosięgnąć. Jego dłoń krążyła niebezpiecznie wokół mojego gardła i zastanawiałem się, czy potrafiłby mnie udusić. W tej samej chwili, kiedy wydawało mi się, że chłopak zaraz mnie zabije, usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwi od naszego pokoju i już po chwili ktoś chwycił mnie mocno za ramiona, odciągając mnie od Louisa.
- Uciekaj stąd, Harry, natychmiast - usłyszałem cichy głos Liama przy swoim uchu. Zayn trzymał mocno w swoim uścisku niebieskookiego, który w dalszym ciągu nie przestawał krzyczeć i wyrywać się w moją stronę, choć jego słowa dławiły łzy, gdy nie mógł powstrzymać płaczu.
- Pierdolony Grimshaw, dlaczego Harry? Ze wszystkich ludzi na świecie, dlaczego to musiał być on? - wyjęczał, ustępując wreszcie brunetowi. Przestał się szarpać, wpatrując się jedynie pustym wzrokiem w podłogę. Payne wypchnął mnie z pokoju, wciskając mi w dłoń klucze do własnego. Nie mam pojęcia, jak do niego trafiłem, nie wiem, jakim cudem znalazła mnie w nim Lou, która bez słowa sprzeciwu i bez żadnego zbędnego pytania, opatrzyła drobne, ale bardzo liczne ranki na całym moim ciele, smarując też koszmarnie rozciętą wargę jakąś maścią i wręczając mi maść na siniaki. Byłem w szoku. Nie umiałem nawet skleić prostego podziękowania, gdy jasnowłosa pogładziła mnie delikatnie po policzku, zostawiając mnie samego.


*


- Wydawało mi się, że prosiłam cię, byś do mnie nie dzwonił - głos Gemmy był przerażająco chłodny, a ja zastanawiałem się, ile jeszcze będę w stanie znieść, zanim wszystko mnie przerośnie. Wplotłem dłoń we włosy, próbując się uspokoić.
- Dowiedział się, Gemma. Nick do niego napisał na twitterze - wyszeptałem, trudnym do rozpoznania tonem głosu. Było mi niedobrze. Chwiejnym krokiem, ruszyłem do toalety, w obawie, że zwymiotuję. Oparłem się o brzeg porcelanowej wanny, wzdychając ciężko. W słuchawce panowało milcznie. - Gems?
- Nie spodziewałam się, że to wyjdzie tak szybko, ale przecież cię ostrzegałam. Jak zareagował? - zapytała, i chociaż w jej głosie nadal dominowała niechęć, rozpoznałem w nim także troskę. Zacisnąłem mocno oczy, próbując uspokoić bijące w zawrotnym tempie serce.
- Rzucił się na mnie i strasznie krzyczał. Wpadł w jakiś trans, nie mógł przestać mnie bić, rozciął mi wargę i z całą pewnością nabił kilka sporych siniaków. Był bardzo głośno, więc usłyszeli nas Zayn z Liamem. Odciągnęli mnie od niego. Co ja mam teraz robić? - zapytałem, czując kolejny już, nieprzyjemny skurcz w żołądku. Ostatkiem sił próbowałem powstrzymać się od zwrócenia śniadania, które wcisnęła mi Lou.
- Chciałabym móc powiedzieć, że ci się należało, ale chyba za mocno cię kocham, ty idioto. Jak się teraz czujesz?
- Rozbity, ja... - przerwałem, słysząc hałas dochodzący z pokoju, do którego najprawdopodobniej przyszedł w końcu Liam. Chłopak zawołał głośno moje imię, więc szybko wyszedłem z łazienki, uspokajając go. - Gemma, muszę już kończyć. Porozmawiamy wieczorem, dobrze?
- Poczekaj, Hazz. Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że zabukowałam z tatą bilety lotnicze do Australii. Za trzy dni będziemy w tej twojej ukochanej kangurolandii. Stęskniłam się za tobą, głupi dupku.
- Boże - jęknąłem z ulgą - Tak dobrze będzie mieć cię obok.
- Prawidłowa reakcja - mruknęła i prawie mogłem poczuć ciepło jej uśmiechu - Idź już, bo słyszę, że niecierpliwy Liam zaraz mnie zamorduje. Pozdrów go ode mnie i trzymaj się. Postaraj się nie dać zabić przez te trzy dni, później jakoś to naprawimy, słyszysz? - dodała pokrzepiająco, a mnie spadł kamień z serca. 


*


To, że Louis nie zszedł na obiad, zważywszy na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, wydawało nam się całkiem normalne. Gdy jednak nie pojawił się także na kolacji, zaczęliśmy się o niego martwić. Jego telefon milczał, gdy Liam próbował się do niego dodzwonić setki razy, nie otwierał także drzwi do swojego pokoju, nawet gdy Niall krzyczał, że chce tylko zabrać z niego moje rzeczy. Ochroniarz jednak uparcie twierdził, że chłopak nie opuszczał hotelu, więc zrezygnowany, rzuciłem się na łóżko w swoim nowym pokoju, który został mi przydzielony, wzdychając ciężko. Dochodziła druga w nocy i boże, przysięgam, miałem ochotę umrzeć, ale w tym samym momencie zadzwonił hotelowy telefon. Zaskoczony, zerknąłem przelotnie na zegarek, marszcząc brwi. Podniosłem słuchawkę.
- Halo? - mój głos brzmiał bardziej przytomnie, niż w rzeczywistości się czułem. Wiedziałem, że obsługa dzwoni tak późno tylko w ważnej sprawie, dlatego zagryzłem wargę z nerwów, zapominając, że jest rozcięta. Natychmiast syknąłem z bólu.
- Przepraszam, że zakłócamy pana spokój, panie Styles... W normalnej sytuacji zawiadomilibyśmy ochronę, ale pan Tomlinson wygraża się bardzo... rzeczowo... - drżący głos kobiety jasno wskazywał na to, że była przerażona, a argumenty Louisa bardzo dosadne. - Jest pijany, bardzo pijany, narobił strasznego bałaganu i hałasu. Nie pozwala nikomu do siebie podejść. Oznajmił nam, że wróci do swojego pokoju tylko z panem, więc...
- Proszę mi dać pięć minut, zaraz będę na dole.


*


Wychodząc z windy, nogi miałem jak z waty. Cały się trzęsłem, nie potrafiąc zrozumieć, co działo się w głowie Louisa. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco do zdenerwowanej blondynki, którą minąłem, zerkając w stronę stołu, przy którym siedział szatyn. Ostrożnie, starając się go nie spłoszyć, dotknąłem dłonią jego ramienia. Niebieskooki już otworzył usta, by zacząć się wygrażać, jednak gdy tylko dostrzegł, że to ja, uśmiechnął się dziwnie, prychając pod nosem.
- Znalazł się bohater - warknął, podnosząc się chwiejnie. Nie odpowiedziałem, zakładając sobie jego rękę na ramię, co przez naszą różnice wzrostu było wyjątkowo trudne. Prowadzenie go było chyba najtrudniejszą rzeczą w moim życiu. Louis w zasadzie w ogóle nie panował nad swoim ciałem, potykając się o własne stopy i przeklinając pod nosem. Przez odór alkoholu przebijała się delikatna woń jego perfum i westchnąłem cicho, przyciskając go do siebie odrobinę mocniej. Od ciężaru Louisa bolały mnie plecy. Nie wiem, jakim sposobem wsadziłem go do windy, nie wiem, jak udało mi się utrzymać go w niej w pozycji pionowej i nie wiem, jak trafiliśmy w końcu do mojego pokoju. Zastanawiałem się w duchu, czy rano znów mnie z niego nie wyrzuci i wyobraziłem sobie minę obsługi hotelowej, gdy będę bukował dla siebie trzeci pokój.
- Harry - wychrypiał szatyn, chwytając się mojego rękawa. Spojrzałem na niego pytająco. Był blady jak ściana. - Będę rzygał - oznajmił, chwytając się w pasie za żołądek. Jęknąłem głośno, popychając go szybko w stronę łazienki. Dziękowałem w duchu losowi, że udało nam się zdążyć przed najgorszym, nie wyobrażałem sobie sprzątać jego wymiocin z dywanu. Westchnąłem cicho. Podczas gdy on wyrzucał z siebie alkohol, ja przytrzymywałem mu włosy, głaszcząc go uspokajająco po plecach. Wydawało mi się, że to nigdy nie ustanie. - Nienawidzę cię - szepnął, odsuwając się w końcu od muszli klozetowej. Oparł rozgrzany policzek o szafkę stojącą nieopodal toalety, a ja bez większego zastanowienia, wstałem, napuszczając ciepłej wody do wanny, dolewając do niej cytrynowego płynu do kąpieli, który dał mi Liam. Chłopak zmarszczył brwi, wzdrygając się. - Po co to wszystko robisz? - wybełkotał, patrząc na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Ponownie powstrzymałem się od odpowiedzi, wykorzystując jego otępienie by pogładzić jego twarz. - Pieprzony pedał - wychrypiał jeszcze, gdy zacząłem ostrożnie go rozbierać; począwszy od luźnej, bawełnianej koszulki, przez polarowe spodnie od dresu, aż po obcisłe, czarne bokserki. To było takie dziwne uczucie. Widziałem go nago tysiące razy, ale kiedy nagle przestał być mój, kiedy między nami było tragicznie, cholernie mocno uderzyło mnie jego piękno i tak bardzo chciałem go dotknąć... Najprawdopodobniej zbyt pijany, by protestować, bez wahania poddał się moim dłoniom, kiedy uniosłem jego ciało do góry, by po dłuższej chwili umiejscowić go w wannie pełnej piany. Chłopak przymknął oczy, opierając głowę o jej brzeg.
- Nie waż się zasypiać - ostrzegłem, podchodząc do niego. Przebiegłem palcami po jego delikatnej skórze, a potem przeniosłem je na jego głowę, mocząc ją ostrożnie. Chłopak mruczał cicho, jednak starałem się za wszelką cenę odgonić od siebie nieprzyzwoite myśli. Ostrożnie nałożyłem sobie na dłoń szampon, rozprowadzając go po włosach Louisa. Przez chwilę jeszcze pozwoliłem samemu sobie nacieszyć się ich delikatną strukturą, by w następnej spłukiwać je ciepłym strumieniem. - Lou, pomóż mi. Proszę, wstań - mruknąłem, podnosząc go za barki. Szatyn jęknął cicho, ale ciężar, jaki musiałem udźwignąć zmalał, co oznaczało, że zaczął ze mną współpracować. Kiedy z wielkim trudem, wreszcie udało mi się wyciągnąć jego bezwładne ciało z wanny, chłopak zaczął się trząść z zimna, więc natychmiast otuliłem go ciepłym, puchatym ręcznikiem, podając mu szczoteczkę do zębów z wyciśniętą już na nią pastą. Skrzywił się, bez słowa ją ode mnie przyjmując. Wiedziałem, że rano mi za to podziękuje, jeśli oczywiście w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać. Wysuszyłem go, wręczając mu świeżą parę bokserek - jedyną piżamę, jaką mogłem mu zaproponować i odwróciłem się, gdy ją na siebie wkładał - ciało Louisa działało na mnie zbyt mocno. Upewniając się, że niebieskooki nie jest już nagi, objąłem go delikatnie za talię, prowadząc go do łóżka. - Mój Harry - mruknął do siebie, zupełnie nieświadomy mojej obecności, a potem zapadł w sen, zanim jeszcze zdążyłem go przykryć. Westchnąłem. Ruszyłem do łazienki. Odnalazłem leżące na ziemi spodnie, wyciągając z nich klucze do nasz...jego pokoju. Cóż, musiałem odzyskać swoje rzeczy i jeśli mogłem zrobić to bez interwencji kogoś z ochrony, chciałem wykorzystać swoją szansę. Bałem się nadchodzącego jutra.


______________________________
Przepraszam za spóźnienie, miałam dużo zamieszania związanego z moimi urodzinami. Dziękuję za wszystkie komentarze i do napisania! :)

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział dziesiąty


Comparisons are easily done
Once you’ve had a taste of perfection


Zawsze bardzo podobał mi się wystrój domu Nicka, położony na przedmieściach Londynu. Całe mieszkanie utrzymane było w odcieniach ciepłego granatu, beżu i pomarańczy, nadając mu tym samym przytulny, domowy wystrój. W takich pomieszczeniach po prostu aż chciało się przebywać. Z głuchym jękiem opadłem wygodnie na ogromną, ciemnoniebieską kanapę, obracając w dłoniach szklankę z whiskey. Powietrze było gęste i ciężkie jak w saunie. Kręciło mi się w głowie. Wiedziałem, że mam mocną głowę, ale nawet ona miała swoje granice. Granice, które z całą pewnością już dawno przekroczyłem. Poczułem mrowienie w palcach. Brunet uśmiechnął się do mnie pobłażliwie i wzdychając cicho, pokręcił głową.
- Masz jakieś problemy, Styles? - zapytał, obserwując mnie uważnie, a ja, zaskoczony, uniosłem lewą brew - Nie upiłeś się tak szybko od czasu, kiedy przedstawiono ci Eleanor i plany z nią związane - dodał, a ja przekląłem w myślach to, jak dobrze mnie znał.
- Nie, wszystko w porządku. Ja i Louis... my... - plątałem się, próbując ułożyć sensownie brzmiące, wymijające zdanie, by odejść od tematu, o którym próbowałem za wszelką cenę zapomnieć. Wszelkie kłamstwa wydały mi się jednak nagle zupełnie niepotrzebne. Nick to przecież przyjaciel. Nie musiałem przed nim udawać, ukrywać się, mogłem mu zaufać. Gdy tylko ta myśl pojawiła się w głowie, poczułem, jak do oczu cisną mi się łzy. - Nie jest dobrze. Jest kurewsko źle, Nick. Louis, on... zdradził mnie - wyrzuciłem z siebie wreszcie, zagryzając wargę do krwi. Zamglonymi przez alkohol tęczówkami obserwowałem, jak na jego twarzy pojawia się zdziwienie, które już po chwili ustąpiło złości. Zacisnął dłoń w pięść, krzywiąc się.
- Co? - wykrztusił z siebie, a ja miałem ochotę zachichotać ironicznie. Wszyscy reagowali tak samo. Nikt nie mógł uwierzyć w to, że zaborczy, zazdrosny do przesady szatyn, jest zdolny zrobić coś takiego - Kurwa mać... Powiedział ci, kim on był? - zapytał przytomnie, chwytając mnie długimi palcami za nadgarstek. Roześmiałem się gorzko na dźwięk słowa "on".
- Z Eleanor. Pieprzył tę szmatę na tym samym łóżku, na którym straciłem z nim swoją cnotę - wyjęczałem, ukrywając twarz w dłoniach, próbując powstrzymać płacz. Od nadmiaru alkoholu kręciło mi się w głowie. Czułem nieprzyjemne sensacje w żołądku, więc oddychałem głęboko i spokojnie, bojąc się, że za moment zwymiotuję na podłogę.
- Nie mogę w to uwierzyć... Wybaczyłeś mu? - zapytał, tonem, którego nie potrafiłem rozpoznać, przeszywając mnie dziwnym spojrzeniem. Zerknąłem na niego, kręcąc mocno głową. Jego twarz rozluźniła się. Wszystko mnie bolało. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza. Czułem się jak w jakimś chorym śnie.
- Nie, Nick, nie wybaczyłem. Wydaje mi się, że to już koniec - mruknąłem, czując, jak wraz z wypowiedzianymi przeze mnie słowami, coś ciężkiego opadło na moje serce. Wszystko mi się rozmazało i dopiero po chwili zorientowałem się, że płaczę. Alkohol sprawiał, że nie potrafiłem logicznie myśleć. Poczułem na policzku dużą, ciepłą dłoń przyjaciela, który starł mi kciukiem łzę. Nie zauważyłem momentu, w którym znalazł się tak blisko mnie. Szlochałem głośno, nie potrafiąc się uspokoić i dopiero w momencie, w którym jego ręka uniosła łagodnie mój podbródek, a sekundę później poczułem jego ciepły, pachnący karmelem oddech na swoich ustach, zadrżałem.
- Co ty robisz? - zapytałem głupkowato, nie odsuwając się jednak ani na milimetr. Nie rozumiałem, co się wokół mnie działo. Wszystko stawało się takie trudne i niezrozumiałe. Chciałem tylko wrócić już do domu, do Gemmy.
- Ja tylko... - zaczął, jednak na dobrą sprawę żaden z nas nie oczekiwał dokończenia. Pełne wargi, tak różne od tych, do których przywykłem, zmiażdżyły moje własne i potrafiłem myśleć jedynie o tym, że Louis całuje zupełnie inaczej. Westchnąłem głośno do jego ust. Byłem taki zmęczony i tak bardzo pijany... Nick odebrał to jednak zupełnie inaczej, wplątując dłonie w moje włosy. Trzymał mocno moją twarz, przyciskając swoje usta do moich, a ja, zamroczony alkoholem, tęsknotą, smutkiem i chęcią czucia czegokolwiek, po prostu się mu poddałem, oddając pocałunek, który po chwili przerodził się w namiętną, pełną pasji walkę. Jego długi, ciepły język dotykał mojego podniebienia i boże, cudownie było chociaż przez chwilę nie zastanawiać się, czym spowodowany jest ból w dole mojej klatki piersiowej. Chłopak był wszędzie, wypełniał każdą komórkę mojego ciała, sprawiając, że wspomnienia o Louisie odchodziły. Nie mam pojęcia, jak długo trwaliśmy w czułym uścisku. Wiem, że gdy w reszcie się od siebie odsunęliśmy, zmęczenie uderzyło mi do głowy tak silnie, że niemalże natychmiast zasnąłem, osuwając się na tę samą kanapę. Ledwie zarejestrowałem, że brunet wziął mnie w ramiona, układając na łóżku w swojej sypialni.



*



Kuchnia w kolorze burzowego nieba pachniała cudownym aromatem świeżo zaparzonej kawy, którą mężczyzna postawił przede mną, wraz z talerzem pełnym gorących tostów i tabletkami przeciwbólowymi. Uśmiechnąłem się ostrożnie, dziękując mu samym spojrzeniem. Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Odwzajemnił ciepły gest, przeczesując palcami moje włosy, a potem zniknął gdzieś na chwilę, by minutę później wrócić i położyć na blacie przede mną należący do mnie telefon. Słyszałem, jak głośno biło mi serce, gdy po niego sięgałem i zastanawiałem się, czy brunet także je słyszał. Zerknąłem na wyświetlacz, krzywiąc się nieznacznie.
Dziewiętnaście nieodebranych połączeń. Wszystkie od Gemmy.
Sześć smsów. Cztery z nich od mojej siostry. Jeden od Liama. Jeden od Louisa.
Mój żołądek zacisnął się w supeł.
- Nick - zacząłem poważnie, odnajdując nad stołem jego spojrzenie - Posłuchaj, ja... To nie powinno mieć nigdy miejsca, zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? - bardziej stwierdziłem, niżeli zapytałem, słysząc, jak drży mi głos. - Potraktujmy to jako jednorazowy incydent, dobrze? Nie chcę tym niszczyć naszej przyjaźni - dokończyłem. Mężczyzna pokiwał delikatnie głową, łapiąc moją dłoń. Pogładził jej wierzch kciukiem, unosząc kąciki swoich warg do góry.
- Spokojnie, Harry. Masz rację. Obaj po prostu zbyt dużo wypiliśmy. To nigdy więcej się nie powtórzy. Nie przejmuj się tym już i jedz, tosty ci stygną.
Mimo jego zapewnień, wiedziałem, że tak naprawdę nic już nie będzie takie samo. Nigdy.



*


23:56
Od: Gemma
O której będziesz w domu?

00:49
Od: Gemma
Co się z Tobą dzieje, Harold? Wszystko w porządku? Martwię się, cały dzień się nie odzywałeś. x

01:13
Od: Gemma
Dowiedziałam się od Cary, że wyszedłeś z Grimshawem dwie godziny temu. Nie mogę się dodzwonić do żadnego z was. Odbierz swój pierdolony telefon, Styles!

03:35
Od: Gemma
Jesteś chujem.

03:36
Od: Liam
Hazz, przed chwilą dzwonił do mnie Louis. Był zajebiście pijany, ale po jakimś czasie udało mi się z nim porozumieć. Wiem już o jego zdradzie. Dlaczego niczego mi nie powiedziałeś? Posłuchaj, on strasznie żałuje. Nigdy wcześniej nie słyszałem, by płakał. Zadzwoń do mnie rano, dobrze?

4:12
Od: Louis
kurwsx tęskvnię za tbą hrry



*



Wydawało mi się, że czas przeciekał mi między palcami. Wolne dni minęły mi w zastraszająco szybkim tempie, sprawiając, że zacząłem cholernie bać się momentu, w którym znów zobaczę szatyna. Ze strachem przyjąłem do wiadomości, że dzisiejszy dzień jest ostatnim przed wyjazdem do Australii. Nasz ostatni kontakt opierał się na wysłaniu przeze mnie sms, w którym napisałem mu słowa otuchy, ponieważ wiedziałem, że ma do siebie żal z powodu kontuzji nogi, która uniemożliwiała mu zagranie w kolejnym meczu charytatywnym. Zamiast mi po prostu podziękować, napisał, że mnie kocha, a ja, kompletnie wytrącony tą wiadomością z równowagi, spędziłem cały wieczór na Skype z Edem Sheeranem, który, próbując odwrócić moją uwagę od myśli związanych z Louisem, śpiewał sprośne piosenki pełne przekleństw, rozśmieszając tym mnie i moją siostrę do łez. Uwielbialiśmy go.
Dziś jednak było inaczej. Nerwowy nastrój sprawiał, że powietrze było gęste jak budyń i w czasie śniadania nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Gemma wyglądała na wyjątkowo zmęczoną i smutną, gdy zaproponowała mi pomoc w pakowaniu się, którą bez wahania przyjąłem. Nie chciałem wyjeżdżać.

 


 

- Hazz, przepraszam, ale naprawdę muszę wychodzić. Moja taksówka już na mnie czeka - powiedziała cicho, zupełnie niepodobnym do siebie głosem, przypominając mi mamę. Najprawdopodobniej nieświadomie przejęła część moich negatywnych emocji. Zadrżałem delikatnie, gdy przytuliła mnie mocno sekundę później, całując mnie przelotnie we włosy.
- Pozdrów rodziców - powiedziałem, odsuwając się od niej ostrożnie i posyłając jej szczery, ciepły uśmiech. Taki, który obejmował też oczy. Odwzajemniła go, gładząc dłonią mój policzek.
- Jesteś dużym chłopcem, dasz sobie radę - oznajmiła stanowczo, otwierając drzwi frontowe, przy których stała. - Masz do mnie dzwonić. Chcę wiedzieć o wszystkim, co się będzie działo między tobą, a Louisem. Wyraziłam się jasno? - dodała poważnie, a ja skinąłem jedynie głową, uspokajając ją.
- Kocham cię, Gemms - mruknąłem, ściskając ją jeszcze raz, pożegnalnie.
- Ja ciebie też.



*



Kiedy nastał wieczór, usłyszałem dzwonek do drzwi i chociaż nie spodziewałem się żadnych gości, widok Nicka, ubranego w swój ukochany, granatowy płaszcz, stojącego z ogromnym pudełkiem, w którym z całą pewnością znajdywała się nasza ukochana pizza, przyniósł mi niewyobrażalną ulgę. Z wesołym uśmiechem, który natychmiast zagościł na mojej twarzy, zaprowadziłem go do salonu, siadając wygodnie na kanapie. Brunet przysiadł tuż obok, prawie natychmiast częstując się kawałkiem.
- Zdenerwowany? - zapytał swoim przyjemnym, niskim głosem. Nic dziwnego, że pracował w radiu. Westchnąłem cicho, zaciskając usta.
- Nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo - mruknąłem, zerkając gdzieś w głąb pokoju. - Najchętniej rzuciłbym to wszystko w cholerę, powiedziałbym, że jestem chory i nie mogę przylecieć, ale ten kontrakt... ten pieprzony kontrakt... A poza tym...
- A poza tym nie chcesz zawieźć swoich fanów. Jak szlachetnie - zaśmiał się, czochrając pocieszająco moje włosy. Przy nim wszystko wydawało się być takie łatwe. Zachichotałem w odpowiedzi, nachylając się do pudełka i wyciągając z niego kolejny kawałek idealnie grubego ciasta, pokrytego sosem pomidorowym, pieczarkami i kurczakiem. W towarzystwie Nicka, bardzo łatwo zapominało się o wszelkich problemach.
- Boję się, wiesz? Nie wiem, jak mam go teraz traktować - mruknąłem. Mężczyzna spojrzał na mnie uważnie, przeszywającym wzrokiem, a potem pogładził mnie ostrożnie po wierzchu dłoni.
- Potraktuj to jak swoją pracę, ja też nie lubię przecież całej mojej ekipy. Na szczęście, poza Tomlinsonem, masz przy sobie trójkę naprawdę świetnych facetów, z którymi możesz rozmawiać i z którymi możesz się wygłupiać czy gdzieś wyjść. Po prostu zachowuj się tak, jakby go tam nie było - odpowiedział. Nie mogłem się powstrzymać od myśli, że mówienie o Louisie w taki sposób, sprawia mężczyźnie niewyobrażalną radość, jednak nie zamierzałem tego komentować. Mężczyzna od zawsze go nienawidził, podobnie z resztą jak szatyn, który na samo imię prezentera, krzywił się znacząco. Przekląłem w myślach, bo gdy tylko oczyma wyobraźni ujrzałem twarz chłopaka... To było dla mnie za dużo.
- Nick? Nie skończyłem się jeszcze pakować. Możesz mi pomóc?



*



Kiedy wracam do tego wszystkiego myślami, a robiłem to wielokrotnie, szukając jakiegokolwiek wyjaśnienia, nie potrafię sobie nawet przypomnieć, jak to wszystko się zaczęło. W jednym momencie śmialiśmy się głośno, podczas gdy ja trzymałem w rękach koszulkę, w następnej moje plecy zderzyły się mocno ze ścianą, do której przycisnął mnie Nick, całując mnie łapczywie, zdecydowanie zbyt gwałtownie. Nie potrafię logicznie wyjaśnić, dlaczego go od siebie nie odsunąłem, dlaczego pogłębiłem pocałunek, dlaczego sprawiało mi taką przyjemność, gdy starszy mężczyzna gryzł mocno moją szczękę, doprowadzając mnie tym samym do obłędu. I nie wiem, co działo się w mojej głowie, kiedy zdjął ze mnie koszulkę, rzucając ją niedbale gdzieś na podłogę, a potem chwycił mnie mocno, popychając mnie na łóżko w mojej sypialni. Nie wiem, o czym myślałem, gdy pieścił językiem i zębami całe moje ciało, chwilę później pozbywając się też moich ciasnych spodni i czarnych bokserek, będących, o ironio, prezentem od Louisa. Świat wirował mi przed oczami, gdy drżącymi dłońmi odpinałem guziki jego koszuli i klamrę jego paska. Nie potrafię powiedzieć, co poczułem, gdy wszedł we mnie mocno, jęcząc głośno moje imię. Tak długo na to czekałem, jesteś idealny mruczał mi do ucha, podczas gdy ja sam nie byłem w stanie się nawet odezwać. Trzydzieści siedem szybkich i bardzo nieregularnych pchnięć później, doszedł z głośnym westchnięciem w moim wnętrzu, a ja uśmiechnąłem się mimowolnie, zerkając na jego wyczerpaną, spełnioną twarz. To było szalone i w tamtej chwili byłem zbyt pobudzony, by myśleć o konsekwencjach.
- Nie myśl, że jestem egoistą - mruknął cicho, nachylając się do mnie kilka minut później. Kręciło mi się w głowie, gdy ułożył mnie wygodnie na miękkich poduszkach, sprawnymi ustami i zręcznym językiem sprawiając, że w końcu zapomniałem, dlaczego to wszystko tak bardzo boli. Nie minęło wiele czasu, zanim skończyłem, wzdychając jego imię, choć w moich myślach pojawił się widok jasnych, niebieskich tęczówek. I właśnie to sprawiło, że miałem ochotę uciec jak najdalej. Zwymiotować. Boże, co ja najlepszego zrobiłem?



*



Ja i Louis nie byliśmy już razem.
Szatyn mnie zdradził i miałem pełne prawo sypiać z kimkolwiek chciałem, kiedykolwiek i gdziekolwiek tego zapragnąłem.
Dlaczego więc, gdy obudziłem się rano w łóżku z brunetem, przytulającym ciasno moje plecy, poczułem do siebie wyjątkowe obrzydzenie? Dlaczego miałem tak ogromne wyrzuty sumienia? Jęknąłem głucho, wyplątując się z ramion Nicka. Mężczyzna, w przeciwieństwie do szatyna, który miał wyjątkowo głęboki sen, natychmiast się obudził, zerkając na mnie ciepło. Uniósł się na łokciach, całując mnie ostrożnie w policzek. Zadrżałem, szukając wzrokiem swoich ubrań. Westchnąłem ciężko, podnosząc się. Starszy zrobił to samo, obdarowując mnie łagodnym, uspokajającym uśmiechem. Trzęsły mi się dłonie.
- Nick...
- Daj spokój, Harry, jesteśmy dorośli, takie rzeczy się zdarzają. Nie musisz mi się tłumaczyć, wiem, że kochasz jego, nie mnie. To tylko seks.
- Ja... Będzie lepiej, jeśli teraz wyjdziesz, Nick. Za trzy godziny mam samolot, a n-nie zdążyłem się wciąż spakować - mruknąłem, odwracając się do niego plecami. 

 


 

Trzydzieści minut później, dosłownie wyłem Gemmie do słuchawki, ale ku mojej rozpaczy, chyba pierwszy raz w życiu nie otrzymałem od niej wsparcia. To bolało mnie jeszcze mocniej.
- Chcesz mi powiedzieć, że gdy tylko zostawiłam cię samego w domu, martwiąc się o twoją żałosną dupę w Australii, ty... poczekaj... pierdoliłeś się z Grimshawem? - głośny krzyk mojej siostry przeszył moją skroń. Skuliłem się, patrząc ze strachem w głąb pokoju, w którym się znajdowałem. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz była na mnie tak wściekła. - Jesteś taki żałosny, kurwa - warknęła, a ja, oczyma wyobraźni widziałem, jak odrzuca swoje długie, zadbane włosy na plecy, zagryzając mocno pełną, dolną wargę. Wiedziałem, że nie ma sensu się z nią kłócić; musiałem poczekać, aż wyrzuci z siebie wszystko, co doprowadziło ją do takiego stanu, nie było innego sposobu. Dyskutując z nią, tylko pogorszyłbym sprawę. - I w dodatku w ogóle nie myślisz. Cholera, czy kiedy bóg rozdawał rozum, ty stałeś w kolejce po bycie pieprzonym dupkiem? Louis cię zamorduje kiedy się dowie, a dowie się na pewno, zdajesz sobie z tego sprawę? Nick ma, kurwa, zdecydowanie za długi język. Nie zdziwię się, jeśli jutro w audycji śniadaniowej opowie, jakie to uczucie...
- Wystarczy - przerwałem jej, wzdrygając się. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wiedziałem, że szatynka ma rację.
- Wiesz, co ja myślę, Harry? Sądzę, że już się poddałeś i zajebiście mi z tego powodu przykro. Louis zrobił okropny błąd, ale nie znam nikogo, kto mógłby pokochać cię tak bardzo, jak kocha cię on. Ale może tobie ta zdrada była na rękę, co? - zapytała. Ironiczny ton, którym się do mnie zwracała, był nie do zniesienia. - Może ty tak naprawdę szukałeś pretekstu, żeby zakończyć ten związek i być z Nickiem? Nieźle to sobie wymyśliłeś. Pewnie sam Modest łatwiej zniesie wasz związek, skoro Grimshaw jest z zewnątrz, a przy tym jest przystojny i sławny... Idealny, kurwa, kandydat. Dziwię się, że nie dałeś mu się przelecieć wcześniej, przecież tak długo się już przyjaźnicie...
- Gemm, kurwa, błagam, przestań. To był tylko wypadek, nigdy więcej już tego nie zrobię, i...
- Masz rację, przestanę - przerwała mi, warcząc do słuchawki - Oszczędzę cię, ale tylko dlatego, że aż za dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że Louis cię zabije, kiedy się dowie. Jestem tego kurwa pewna. I chyba pierwszy raz w życiu, stanę po jego stronie.
- Gemma...
- Nie, Harry. Rozmowa zakończona. Jestem zmęczona po podróży i idę się wykąpać. Miłego lotu. I... Nie dzwoń do mnie już, Styles. Po prostu tego nie rób.



*



Po raz pierwszy byłem wdzięczny Modestowi za to, że ja i Louis musieliśmy latać osobnymi samolotami. Nie wiem, jak zniósłbym tak długą podróż przy jego boku, ze świadomością, co zrobiłem, co zrobił on. Wykręcając się od rozmowy z Liamem złym samopoczuciem, założyłem na uszy słuchawki, zamykając oczy. Wszystko mnie bolało, w mojej głowie huczały myśli i słowa mojej siostry, ale spokojna muzyka wyciszyła mnie na tyle, bym mógł zapaść w długi, nieprzyjemny sen.



*



Louis, Louis, Louis, Louis.
Było już grubo po drugiej w nocy, a ja wiłem się jak w gorączce, nie potrafiąc poradzić sobie z moją własną, ludzką naturą.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Nie chciałem tego robić. Naprawdę, starałem się powstrzymać, ale bolesna twardość upominała się o to, bym się nią zajął.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Poddałem się, z głośnym westchnięciem wsuwając dłoń pod cienki materiał moich bokserek. Objąłem ciasno swoją męskość.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Zamknąłem oczy, myśląc o drobnych dłoniach, przesuwających się po całym moim ciele.
Louis, Louis, Louis, Louis.
I delikatnych, wąskich ustach, całujących moje własne. A potem schodzących niżej, na moją szyję.
Louis, Louis, Louis, Louis.
I jeszcze niżej, na mój tors. Prawie czułem jego ciepły język na swojej wrażliwej brodawce. Jęknąłem głośno.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Zaczerwienione od pocałunków usta na moim brzuchu. I na kościach biodrowych, tak bardzo wrażliwych na dotyk.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Jęczałem, wykonując coraz szybsze ruchy, coraz bardziej wiercąc się na łóżku. Było tak gorąco, moje ciało płonęło żywym ogniem i boże, byłem tak blisko, kiedy poczułem dwie, chłodne, realne dłonie na swoich plecach. Poderwałem się, wydając z siebie głośny okrzyk zdumienia, jednak sekundę później poczułem jego zapach.
- Shhh, to tylko ja - wymruczał mi do ucha, a ja natychmiast odwróciłem się w jego stronę, jęcząc głośno. Natychmiast zmiażdżyłem jego usta własnymi, pragnąc go jak nigdy wcześniej. Był tu, był, był, był, delikatny i prawdziwy. Kręciło mi się w głowie, gdy Louis oddał pocałunek, wplątując lewą dłoń w moje włosy, podczas gdy prawa... O kurwa... - Przestraszyłeś mnie, Harry - mruknął, przenosząc swoje idealne, zręczne wargi na moją szyję. Z moich ust wydobyło się głośne westchnięcie. Dłoń Louisa przesuwała się leniwie w górę i w dół, a ja miałem ochotę skomleć, by chociaż trochę przyspieszył. - Kiedy przyszedłem i usłyszałem jak głośny byłeś... - przerwał, przygryzając delikatną skórę przy mojej tętnicy, na co przekląłem donośnie. - Właśnie tak głośny... Przestraszyłem się, że jest tutaj ktoś z tobą. Złamałbyś mi serce, wiesz? - mruknął, a mnie zrobiło się niedobrze ze strachu. - A potem usłyszałem, jak wołasz moje imię... - dokończył, przysysając się mocno w okolicach mojego obojczyka. Uwielbiał mnie w ten sposób "znakować".
- Louis - wykrztusiłem z siebie, patrząc na niego błagalnie. - Szybciej - wyjęczałem, a on natychmiast spełnił moją prośbę, całując mnie przelotnie w ramię. Moje biodra mimowolnie wychodziły na przeciw jego delikatnej, wprawionej dłoni. Oddychałem ciężko, wprost do jego ust, podczas gdy on poruszał się po mojej męskości w coraz szybszym tempie, o ile to w ogóle było możliwe. W górę i w dół, w górę i w dół, w górę... poczułem, jak moje oczy zalewa ciemność. Przycisnąłem swoje wargi do jego spierzchniętych ust, jęcząc głośno w spełnieniu. Wtuliłem się w jego gorące, delikatne ramiona, uspokajając oddech. To, do jakiego stanu doprowadzał mnie niebieskooki, nie dało się opisać słowami. Próbowałem przypomnieć sobie, jak się oddycha, podczas gdy on gładził spokojnie moje plecy, co jakiś czas składając łagodny pocałunek na moim ramieniu.
- Harry, zrobię wszystko, żebyś mi wybaczył, słyszysz? Jeśli każesz mi czekać, będę czekał, odsunę się na bok... Chcę, żebyśmy spróbowali jeszcze raz, od początku. Tak bardzo tęsknię za tym, jacy byliśmy... - mówił, a moje serce wrzuciło piąty bieg. Boże, byłem przerażony. Chciałem go, to oczywiste, że go chciałem. Tak samo, jak on, marzyłem o tym, że zaczniemy od nowa. Ale Nick... - Będę walczył o to, by Eleanor zniknęła z naszego życia. Umówiłem się już na rozmowę w tej sprawie z zarządem... Harry, pomyśl tylko, wszystko może być jeszcze idealne...
- Kocham cię - szepnąłem, podejmując decyzję. Nie chciałem zarywać cienkiego gruntu, po którym stąpaliśmy. Nie mogłem mu powiedzieć o zdradzie, jeszcze nie teraz.
- A ja kocham ciebie - odpowiedział, przyciągając mnie do kolejnego, delikatnego pocałunku. - Dobranoc, Harry - oznajmił jeszcze, dając mi jasno do zrozumienia, że nie oczekuje rewanżu. Przesunąłem wargami po jego obojczyku, a potem wtuliłem się w jego ramię, zasypiając.




____________________________
Wiem, że pewnie chcecie mnie teraz zamordować,
ale wolałabym jednak pozostać przy życiu
i przeczytać wszystkie wasze emocje w komentarzach:)