Another
life that's gone to waste
Another light lost from your face
Pierwszy raz w życiu, koncerty były dla mnie prawdziwą udręką. Choć za wszelką cenę
starałem się zachowywać w taki sposób, do którego przyzwyczajone
były nasze fanki, uśmiechając się szeroko do tłumu i wygłupiając
się przy każdej okazji z Liamem, który jako jedyny stanął po
mojej stronie, plotki na temat mojego nienaturalnego zachowania były
głośniejsze, niż mogłem nawet przypuszczać. Chociaż przyjaciele
zawsze starali się nie wtrącać w nasze sprawy i zachowywać
bezstronną neutralność, widziałem żal w ich oczach i to sprawiało, że czułem
się jeszcze gorzej. Zastanawiałem się, dlaczego wszyscy, z
wyjątkiem Payne'a, nagle zapomnieli o sprawie z Eleanor i ja sam
czułem do nich przez to pewną niechęć. Nick nie odezwał się do
mnie nawet słowem.
Bardzo ciężko było
mi śpiewać Over Again czy Little Things i wiedziałem, że jemu też
sprawia to trudność, choć Niall dość skutecznie starał się
odwracać jego uwagę, łaskocząc jego kolano, czy wskazując mu
jakiś zabawny plakat w tłumie rozhisteryzowanych dziewczyn. Po raz
pierwszy w życiu byłem naprawdę zazdrosny o blondyna i choć
czułem się z tym niewyobrażalnie źle, nic nie mogłem na to
poradzić. Chłopak mógł dotykać Louisa, rozmawiać z nim i
wspólnie się śmiać, podczas gdy mnie nie wolno było nawet na
niego patrzeć i to niszczyło mnie od środka, łamiąc mi serce.
Jego spojrzenie bolało i na próżno próbowałem doszukiwać się w
nim znanego mi błysku czy choćby namiastki miłości. By poczuć
się lepiej, usiłowałem sobie wmówić, że kilka dni nie mogą
sprawić, by ktoś przestać cię kochać, jednak ściskało mnie w
żołądku za każdym razem, gdy szatyn zerkał na mnie obojętnie
albo przechodził obok kompletnie ignorując moją obecność.
If
we could only turn back time nigdy nie brzmiało w moich ustach na
tak prawdziwie, jak w tym czasie.
*
Koncerty stały się jedynym
momentem w ciągu dnia, w którym widziałem szatyna, choć ten unikał mnie jak ognia. Nawet, gdybym
chciał z nim porozmawiać przed lub po jednym z nich, chłopak nie
dawał mi na to szansy, zamykając się na klucz w swojej garderobie
i dopuszczając do siebie jedynie Nialla i stylistów.
Louis nie
zostawał już, by pograć z nami na konsoli do późna, nie chciał,
by ktokolwiek z nas dołączał do niego, gdy grał w piłkę nożną,
nie przychodził na posiłki. Ta ostatnia sprawa dręczyła mnie
najbardziej, bo każdy utracony przez niego kilogram było bardzo
mocno widać, a ja nie mogłem nic z tym zrobić, nie mogłem nic na
to poradzić. Próbowałem każdą możliwą drogą. Udało mi się
nakłonić obsługę hotelową, by zanosiła mu posiłki do pokoju,
choć było to nielegalne, jednak kiedy szatyn czterokrotnie odmówił
ich przyjęcia, przeklinając ich głośno, musieli zrezygnować.
Usiłowałem też porozmawiać z blondwłosym przyjacielem, jednak
ten zdawał się być bezradny. Obiecał mi jednak, że postara się
z nim to wszystko jeszcze raz przedyskutować i wybić mu z głowy specyficzny
strajk głodowy. Byłem pewny, że coś przede mną ukrywa, jednak
nie wiedziałem, czy chcę znać szczegóły.
*
Byłem okropnie
zmęczony, w każdym tego słowa znaczeniu. Cała ta sytuacja
absolutnie wykańczała mnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie, i
modliłem się, by to wszystko się już skończyło. Nie mogłem w
nocy zasnąć, dręczony przez myśli pełne naszych idealnych,
wspólnych nocy, przeplatanych jego ostrymi słowami w czasie
ostatniej kłótni. Skutkowało to tym, że w ciągu dnia chodziłem
półprzytomny, starając się za wszelką cenę ukryć swoje
wyczerpanie.
By zająć czymś
myśli, postanowiłem odciąć się na chwilę od One Direction, choć
na dłuższą metę było to niemożliwe. Całe popołudnie grałem
więc na plaży w siatkówkę, starając się przełożyć całą swoją
złość i frustrację na sport. Skupiłem się na tym, że wieczorem
będę już z Gemmą i ta świadomość sprawiła, że poczułem
niewyobrażalną ulgę. Uśmiechając się do wielu skierowanych we
mnie obiektywów, myślałem tylko o jej mocnym i pewnym uścisku. Za dużo
już krążyło plotek o mojej rzekomej depresji, musiałem
więc pokazywać, że wszystko jest u mnie w porządku, jak na beztroskiego
nastolatka przystało.
Co za kupa bzdur.
*
Wykończony dniem
spędzonym nad wodą, wracałem leniwym krokiem do swojego pokoju, trzymając w
dłoniach dużą, sportową torbę. Był już wieczór i marzyłem
tylko o tym, by móc wziąć długą, porządną kąpiel i zdrzemnąć
się w oczekiwaniu na swoją siostrę, jednak głos, który
usłyszałem, zdecydowanie mnie rozbudził. Poczułem się jak
ostatni idiota, kiedy schowałem się szybko za wgłębienie w ścianie, by
nie zostać zauważonym, wychylając się jedynie ostrożnie, by móc
przyjrzeć się całej sytuacji.
Louis, ubrany w swój ulubiony,
szary dres, stał oparty o framugę drzwi, przyglądając się
sceptycznie jasnowłosemu mężczyźnie z obsługi hotelowej,
trzymającemu w rękach zamrożoną butelkę wódki. Przeszły mnie
dreszcze.
- Dopisać to do
wspólnego rachunku zespołu, czy...
- Nie - przerwał
gwałtownie blondynowi, szybko reflektując się delikatnym,
niewiarygodnie sztucznym uśmiechem, wciskając mu w rękę jakiś
banknot, na co ten pokiwał głową ze zrozumieniem, wręczając mu
alkohol i oddalając się bez słowa w kierunku windy. Miałem ochotę
pobiec za nim i rozkazać mu, by nigdy więcej tego nie robił,
jednak Louis był dorosły, był najstarszy z nas i mógł robić co
tylko chciał, a wydanie go przed zarządem mogło tylko pogorszyć
sprawę. Układanka w mojej głowie bardzo szybko stworzyła spójną
całość. Nagle zrozumiałem, że za chorobą niebieskookiego stoi
coś więcej, niżeli smutek. Jęknąłem głośno, w tej samej
sekundzie podejmując decyzję. Ruszyłem pewnym krokiem w stronę
drzwi, za którymi dosłownie kilka minut wcześniej zniknął
szatyn, uderzając w nie pięścią.
Chłopak otworzył je bardzo szybko, zerkając gniewnie w moją stronę, trzymając w ręku otwartą
już butelkę wysokoprocentowego napoju. Gdy tylko mnie ujrzał,
spróbował zatrzasnąć drzwi przed moją twarzą, jednak nie
zamierzałem mu na to pozwolić.
- Przestań w końcu ode mnie
uciekać - mruknąłem, przekraczając próg pokoju. - Powinieneś ze
mną porozmawiać, zamiast zniżać się do tak żałosnego poziomu -
dodałem cicho, chwytając go za materiał koszulki. Szatyn roześmiał
się głośno, zachrypniętym od alkoholu głosem. Miał zamglone,
rozbiegane oczy.
- A do jakiego poziomu
ty sam się zniżyłeś, pozwalając się mu wtedy pieprzyć? - zapytał,
nie przestając się śmiać mi w twarz. Miałem ochotę go uderzyć.
Otworzyłem usta, by się odszczeknąć, jednak w połowie zmieniłem
zdanie, czując, że nie dam rady wytrzymać kolejnych obelg,
kolejnych kłótni. Zamiast coś naprawiać, rozwalaliśmy nas samych
jeszcze bardziej. Grymas, który pojawił się automatycznie na mojej
twarzy, zelżał.
- Kiedyś będziemy
musieli sobie to wszystko wybaczyć, Louis - powiedziałem cicho,
dotykając ostrożnie jego dłoni. Natychmiast mi się wyrwał,
marszcząc brwi.
- Nigdy - zaczął,
wyraźnie akcentując każde słowo - Nigdy ci tego nie wybaczę,
Harry. - Mój żołądek zwinął się w supeł. Nie mogłem
swobodnie oddychać. Poczułem gwałtowną potrzebę natychmiastowej
ucieczki. - Nie z nim. Wybaczyłbym ci zdradę z każdym, ale nie z
nim - powtórzył, odsuwając się ode mnie. Napięcie między nami
było dla mnie nie do wytrzymania.
- Zdradziłeś mnie
pierwszy, Louis. Pamiętaj o tym - mruknąłem, a potem odwróciłem
się na pięcie i prawie wybiegłem z pokoju, nie oczekując nawet
odpowiedzi. Zerknąłem ukradkowo na zegarek. Gemma powinna właśnie wysiadać z samolotu.
*
(GRANATOWY
kolor oznacza od teraz perspektywę Gemmy)
Podjęłam
decyzję, zanim jeszcze moja obolała stopa dotknęła australijskiej
ziemi. Wiedziałam, że gdy zobaczę, w jakim stanie jest Harry, nie
będę potrafiła zostawić go samego, dlatego kiedy tylko dotarliśmy
do hotelu i otrzymaliśmy klucze od naszych apartamentów, zapytałam szeptem
o numer, pod którym mieszka Louis. Wymyślając coś na poczekaniu,
oddałam swoją walizkę ojcu, podczas gdy sama rozejrzałam się w
poszukiwaniu klatki schodowej. Nie potrafiłam zdecydować, czy jej
widok przyniósł mi ulgę. Zerknęłam przelotnie na zegarek,
dochodziła jedenasta wieczorem. Byłam zdenerwowana, zmęczona i zirytowana.
Wspinałam się po stopniach na drugie piętro, czując, jak moje
zastygłe przez tak długą podróż mięśnie odmawiają
posłuszeństwa. Nie byłam pewna, czy dobrze robię, idąc od razu
do szatyna, tym bardziej, kiedy mój humor pozostawiał wiele do
życzenia, ale byłam już zdecydowana. Bałam się, że spotkam na
korytarzu mojego brata i cały mój plan legnie w gruzach; czułam
się jak mała dziewczynka, która próbuje dostać się do pokoju
chłopaków na wycieczce klasowej. Gdy tylko ta myśl pojawiła się
w mojej głowie, zachichotałam cicho, karcąc się w myślach za
wysoki dźwięk swojego śmiechu. Kiedy po krótkich poszukiwaniach
trafiłam w końcu na odpowiedni numer, nie trudziłam się, by
pukać, naciskając po prostu klamkę, która, ku mojej uldze,
natychmiast ustąpiła.
Już
od pierwszych kroków uderzył we mnie mocny, charakterystyczny
zapach, na który musiałam zdławić w gardle odruch wymiotny.
Westchnęłam głośno, bo pięć sekund później dostrzegłam, w
jakim stanie jest chłopak. Zerknął na mnie bez słowa przywitania
zamglonymi od alkoholu oczami, uśmiechając się kwaśno i podnosząc
lekko rękę. Pokręciłam jedynie głową z niedowierzaniem.
Rozejrzałam się po pokoju, ze zdumieniem odkrywając, że pełen
jest opróżnionych naczyń po różnego typu trunkach, stających
niemalże na każdej wolnej przestrzeni. Wzdrygnęłam się.
Podeszłam do niego, bez żadnego wytłumaczenia wyrywając mu z
dłoni wódkę, której tak kurczowo się trzymał. Nie było to z
resztą trudne, alkohol zdecydowanie spowalniał i utrudniał mu
ruchy. Klnąc pod nosem, weszłam do łazienki, wylewając całą
zawartość do zlewu, krzywiąc się na ostry odór, który zalał mi
nozdrza. Nie zauważyłam nawet kiedy ten zaszedł mnie od tyłu,
chwytając mnie za ramię. Chciał mi przeszkodzić, jednak było na
to za późno.
-
Już wystarczy, Lou - warknęłam, patrząc mu prosto w oczy. Chłopak
zerknął na mnie smutno, przyglądając mi się uważnie, z dziwnym
błyskiem w oku, ale starałam się to zignorować, biorąc pod uwagę
jego stan. Trzymał się kurczowo umywalki, która najprawdopodobniej
pomagała mu ustać, zbierając się w sobie, by w końcu zacząć
mówić. Byłam cierpliwa, w końcu wielokrotnie zajmowałam się
pijanymi przyjaciółmi, jednak krzyknęłam z zaskoczenia, odsuwając
go od siebie gwałtownie jednym ruchem ręki, gdy ten bez żadnego
przyzwolenia, nachylił się do mnie, składając na moich wargach
delikatny, czuły pocałunek. Jego usta były ciepłe i miękkie, a
oddech pachniał smakową wódką.
-
Co ty wyprawiasz, Tomlinson!? - wrzasnęłam, obrzucając go
zdenerwowanym spojrzeniem. Szatyn uśmiechnął się do mnie
łagodnie, jakby nie do końca rozumiejąc, co właśnie zamierzał
zrobić.
-
Przeraszam, Gemms - szepnął, patrząc na mnie ze skruchą. - Ty i Harry... Macie
takie same usta, ja... - nie pozwoliłam mu dokończyć, biorąc go
bez słowa w ramiona. Kiedy role naszych płci się odwróciły? To
on powinien przytulić mnie. Boże, powinnam zmienić
towarzystwo albo natychmiast znaleźć sobie wyjątkowo męskiego
faceta.
Chłopak
odwzajemnił uścisk, mrucząc coś niezrozumiałego w moje włosy.
-
Louis, to nie ma sensu, przecież wiesz - zaczęłam, gładząc go
łagodnie po plecach. - Nie umiecie bez siebie żyć. - Chłopak
westchnął głośno na te słowa, rozluźniając się pod moim
dotykiem.
-
Wiem. Wiem. Ja... Wiem - mruczał, nie potrafiąc złożyć sensownie
brzmiącego zdania, być może z powodu upojenia alkoholowego, być
może z bezradności.
-
Nie chcę cię oceniać, nie chcę oceniać żadnego z was, ale to ty
byłeś pierwszym, który zdradził, i...
-
Gemma - przerwał mi, zaciskając palce na moich przedramionach.
-
Pozwól mi dokończyć, Lou - powiedziałam, gdy poczułam, jak
chłopak zaczyna się ode mnie odsuwać - Nie chcę też go bronić,
ale przecież aż za dobrze wiesz, jaką dwulicową świnią jest
Nick. To dziennikarz, Louis. On ma we krwi owijanie sobie ludzi wokół
palca. Myślisz, że zmanipulowanie dziewiętnastolatka było dla
niego ogromnym wyzwaniem? Tym bardziej, że Grimshaw wiedział o twojej zdradzie.
-
Ale jednak go bronisz - mruknął, śmiejąc się cicho do mojego
ucha. Westchnęłam, uderzając go lekko w ramię. Cieszyłam się,
że nastrój panujący w pokoju odrobinę się poprawił. Już miałam
zaprzeczyć, próbując podświadomie zmusić go do ponownego
zastanowienia się nad całą sytuacją, kiedy w pokoju zadzwonił
głośny dzwonek jego telefonu. - To sygnał Eleanor - mruknął
zdziwiony, zerkając przelotnie na zegarek, który miałam na
nadgarstku.
-
W porządku, Louis, odbierz - powiedziałam, odsuwając się od niego
i klepiąc go lekko po ramieniu. Po prostu przemyśl to wszystko
jeszcze raz - dodałam w myślach.
*
Usłyszałem go, zanim
jeszcze tak naprawdę go zobaczyłem. Był pijany. Bardzo, bardzo
pijany i robił wokół siebie mnóstwo hałasu. Z przeszywającym
hukiem otworzył drzwi do mojego pokoju, wpatrując się we mnie
gniewnie. Skuliłem się w sobie, obserwując go uważnie.
- Tęsknisz za mną,
Hazz? - zapytał. Mimo, że w pokoju panowała ciemność, jego
ironiczny uśmiech wydawał mi się być cholernie wyraźny. Nie
mogłem już dłużej wytrzymać tej chorej sytuacji, nie byłem w
stanie znieść tego, jak wyglądały nasze relacje.
- Jak długo zamierzasz
mnie tak traktować, Louis? - wyrzuciłem z siebie, podnosząc się.
Staliśmy po przeciwnych stronach pokoju, walcząc na spojrzenia.
Jego gniew przeciwko mojemu żalowi. - Jak długo zamierzasz mnie w
ten sposób karać? - zapytałem, jednak odpowiedziała mi cisza.
Chłopak był wyraźnie zaskoczony moją gadatliwością,
najwyraźniej wyobrażał sobie to wszystko zupełnie inaczej, a ja
zniszczyłem plan, który ułożył sobie w głowie. - W porządku,
przyznaję. Chciałem się na tobie zemścić, bo zniszczyłeś moje
nadzieje na to, że między nami lepiej i złamałeś mnie.
Rozjebałeś mnie na kawałki, rozumiesz? Potrzebowałem cię.
Chciałem tylko mieć cię blisko, jak najbliżej, bo zaczynaliśmy
się od siebie oddalać. Ty też to widziałeś, ty też zauważyłeś,
że w naszym związku dzieje się źle. Wykrzyczałeś mi to wtedy, w
twoim pokoju. Chciałem tylko, żeby znów było jak kiedyś, żebyśmy
byli najlepszymi przyjaciółmi, których łączy miłość.
Chciałem, żeby nasz seks przestał być cholernym wyładowywaniem
złości, sposobem na kończenie każdej kłótni w połowie i
odłożeniem jej na później. Chciałem kochać cię jak kiedyś,
Louis! Kiedy przyleciałem do Doncaster, chciałem zacząć wszystko
od nowa. Miałem nadzieję... Chciałem, żebyśmy mogli spróbować
jeszcze raz. Ale Ty...
- Spieprzyłem, wiem!
Zdradziłem cię pierwszy, słyszałem to już tysiące razy, twoja
siostra była na tyle uprzejma, że powtórzyła mi to nawet dzisiaj!
Ale do cholery jasnej, byłem pijany! Naprawdę nie widzisz różnicy?
Byłem zalany w trupa i kurewsko nieszczęśliwy po naszym rozstaniu,
a ona to wykorzystała! Ale ty? Ty byłeś trzeźwy, Harry! I tak po
prostu pozwoliłeś mu się pieprzyć! Jak, do chuja, mam teraz na
Ciebie patrzeć, kiedy za każdym razem, gdy zerkam w Twoje oczy,
wyobrażam sobie, jak patrzyłeś na niego, gdy w tobie dochodził!
Kiedy słucham twojego głosu i myślę o tym, jak głośno jęczałeś
jego imię, podczas gdy on cię posuwał! Jak kurwa mam ci to
kiedykolwiek wybaczyć? No odezwij się, do cholery! Uświadom mnie!
- darł się, szarpiąc z całej siły materiał swetra, który
miałem na sobie. Swetra, który, o ironio, należał do niego.
- Louis, nie
pozwoliłbym mu we mnie...
- Oh, kurwa mać,
dlaczego od razu mi tego nie opowiesz? - przerwał mi, patrząc na
mnie pełnym szaleństwa wzrokiem. Czułem złość płynącą w jego
żyłach - Mogę się tylko domyślać, jak było Ci z nim dobrze,
skoro postanowił mi się tym pochwalić. Może w tych plotkach o
twoich upodobaniach do starszych od ciebie, jest ziarnko prawdy, co
Harry? Może lubisz sypiać z doświadczonymi facetami... -
powiedział, a mnie puściły nerwy.
- Zamknij się, gówno
wiesz! - warknąłem. Nie wierzyłem, że mógł powiedzieć coś
takiego, nawet kiedy był zbyt pijany, by móc jutro cokolwiek z tej
rozmowy pamiętać. Wymierzyłem mu siarczysty policzek, chwiejąc
się niebezpiecznie na nogach. Byłem pewny, że mi odda, więc
skuliłem się automatycznie, czekając na cios, jednak zamiast tego
Louis zrobił krok w tył, patrząc na mnie przeszklonymi oczami w
kolorze letniego nieba. Nie był już wściekły. Przestał trząść
się z nerwów. Był za to przeraźliwie smutny i zapadnięty w
sobie. Zupełnie tak, jakby potrzebował mojego uderzenia, by
otrząsnąć się z letargu, w którym znajdował się od tygodnia.
- Jesteś dla mnie
wszystkim, kurwa, wszystkim, chociaż wcale tego nie chcę.
Wiedziałem, od kiedy po raz pierwszy pocałowałem cię w tej
cholernej łazience, wiedziałem, że złamiesz mi pierdolone
serce... A mimo to pozwoliłem ci na to. Pozwoliłem i wciąż będę
pozwalać, bo niemożliwie mocno cię kocham. Kocham cię, ty
skończony idioto. Nie pozwolę, by ostatnią osobą, która cię
całowała był on. Nie pozwolę - wyszeptał, a potem wplótł dłoń
w moje włosy, przyciągając mnie do siebie mocno. Było tak,
jakbyśmy byli dwoma, wygłodniałymi zwierzętami. Odezwał się w
nas instynkt. Jego usta jeszcze nigdy nie były tak zachłanne.
Czułem go wszędzie. Całował mnie mocno, zahaczając wręcz o
granicę brutalności, a mnie kręciło się w głowie. Co jakiś
czas przerywał pieszczotę, przy przejechać spuchniętymi od moich
ugryzień wargami po całej mojej twarzy. Składał ostrożne
pocałunki na moich brwiach, początku nosa, dołeczkach w
policzkach, obrysowywał nimi moją szczękę. Oddychaliśmy ciężko.
Tym razem to ja go za sobą pociągnąłem, przypierając go mocno do
ściany, resztkami świadomości dbając o to, by nie uderzył w nią
głową. Było mi tak gorąco. Nasze języki idealnie ze sobą
współgrały i fakt, że smakował alkoholem, a nie jak zwykle,
herbatą, nie miał w tej chwili żadnego znaczenia. Był tak blisko,
był tylko mój, kochał mnie i czułem to, czułem w każdym
centymetrze mojego ciała. Objął dłońmi moją twarz, trzymając
palce na mojej szyi, podczas gdy kciuki pozostawił na szczęce.
Wszystko było dobrze, nasze usta idealnie do siebie pasowały i
myślę, że nigdy nie przerwałbym tego pocałunku, gdy nie fakt,
który odkryłem, kładąc dłoń na policzku Louisa, chcąc go do
siebie przyciągnąć jeszcze mocniej. Płakał.
- Louis? - zapytałem
cicho, zachrypniętym z emocji głosem, odsuwając się od niego
ostrożnie. Chłopak pokręcił jednak głową, przyciągając mnie
do kolejnego pocałunku, a ja, zupełnie odurzony jego bliskością,
natychmiast się mu poddałem, na chwilę zapominając, co było
powodem mojej dekoncentracji. Całował mnie mocno, pewnie i cholera,
tak bardzo mi tego wszystkiego brakowało. Nie, nie wszystkiego.
Szatyn smakował jak łzy. - Lou, co się stało? - zapytałem
ponownie, patrząc na niego uważnie, z troską. Zacisnąłem mocno
palce na jego ramionach, zmuszając go, by na mnie spojrzał. W jego
błękitnych oczach dostrzegłem nieograniczone niczym pokłady
strachu i poczułem, jak z nerwów skręca mi się żołądek.
- Dzwoniła do mnie
Eleanor, Harry. Od trzech tygodni spóźnia jej się okres. Jest w
trakcie bukowania lotu do Australii - wyszeptał, a mnie stanęło
serce.
_________________________
Dziękuję za wszystkie komentarze
i do napisania! :)