niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział dziewiąty

You took my soul and wiped it clean
Our love was made for movie screens

Kiedy się obudziłem, przez dłuższą chwilę nie potrafiłem zrozumieć, gdzie i z jakich powodów się znalazłem. Pościel, w której leżałem, pachniała inaczej, niżeli mną i to sprawiło, że poderwałem się gwałtownie, siadając na łóżku, które skrzypnęło pod moją nagłą zmianą pozycji. Kilkanaście sekund później, kiedy zaczynałem odzyskiwać zdrowy rozsądek, wszystkie wspomnienia z wczorajszego dnia i przede wszystkim z wczorajszej nocy, wróciły. Cudowny seks, przyjemny wieczór. Najgorsza w moim życiu kłótnia. Poczułem, jak przez całe moje ciało przebiega dreszcz, gdy zdałem sobie sprawę, że chłopaka nie ma ze mną w pokoju, a łóżko po jego stronie od dawna było zimne.
Wstałem niechętnie, w pośpiechu udając się do łazienki. Umyłem zęby ziołową pastą, zerkając ze złością na swoje odbicie. Wyglądałem tragicznie. Włosy sterczały mi we wszystkie strony, pod oczami pojawiły się głębokie, ciemne worki. Jakby tego było mało, stan mojej cery znacznie się pogorszył, co działo się za każdym razem, gdy bardzo się czymś denerwowałem. Westchnąłem głośno, naciągając na siebie jeden z luźnych swetrów Louisa, który leżał na wierzchu i swoje obcisłe, czarne spodnie, a potem ruszyłem do kuchni, chcąc zrobić sobie kawę. W zasadzie do dnia dzisiejszego nie wiem, dlaczego wtedy tam tak po prostu nie wszedłem. Z jakiegoś powodu zatrzymałem się, z dłonią zastygłą nad klamką i właśnie wtedy usłyszałem strzępek zdania, wypowiedzianego przez Louisa
-...bo wiem, że on mi tego nie wybaczy - cichy głos chłopaka odbił się echem w mojej głowie, podczas gdy sam stałem pod drzwiami, czując się jak dziecko. Nie powinno się podsłuchiwać, prawda? Nie, kiedy rozmawiają ze sobą dorośli. Ale nie potrafiłem się powstrzymać, nie byłem w stanie.
- Ale czego, Skarbie? - w głosie Jay z łatwością rozpoznałem charakterystyczną dla niej troskę i miłość do jedynego syna. Byłem pewien, że właśnie go do siebie mocno przytula albo całuje go pocieszająco w policzek. - Nie ma takiej rzeczy, której ten chłopak by ci nie odpuścił, ma do ciebie ogromną słabość, to widać.
- Mamo, to nie takie łatwe. Zdradziłem go. Zdradziłem Harry'ego z Eleanor - powiedział cichym, poważnym głosem i mógłbym przysiąc, że moje serce biło głośniej, niżeli on sam wypowiadał te słowa. Zastanawiałem się, jakim cudem wciąż nie zdają sobie sprawy z mojej obecności, skoro odgłosy pompowanej w żyłach krwi słychać było w odległości kilometra?
- Ale jak? Jak to się stało? Eleanor? Przecież... Louis, przecież mówiłeś mi, że jesteś gejem? - słyszałem dziwną niepewność w tonie Jay i jednocześnie... bez najmniejszego problemu rozpoznałem tam coś jeszcze. Coś, czego nigdy nie chciałbym odnaleźć w takiej sytuacji. Przeklinałem w duchu cholerną Gemmę, która tak świetnie nauczyła mnie rozpoznawać nastroje i czytać z ludzkich emocji jak z książki. W głosie matki szatyna rozpoznałem nadzieję. Pieprzoną nadzieję, że jej syn może jednak być z kobietą. Zadrżałem, zaciskając pięści ze złości.
- Jakie to ma teraz znaczenie? - zapytał, najwyraźniej nie będąc tak domyślnym jak ja. Dla niej miało, ogromne i boże, to przecież było takie oczywiste. Jej jedyny syn mógł mieć normalne życie. Normalny związek. Dzieci. - Nie wiem, kim jestem, mamo, nie potrafię racjonalnie tego ocenić. Kocham Harrego, a przed nim nie było w moim życiu nikogo naprawdę dla mnie ważnego. Po nim też nikogo nie będzie, tego jestem pewien - dodał, sprawiając że jakiś dziwny ciężar opuścił mój żołądek, a po szumie i stukocie, który dotarł do moich uszu chwilę później, wywnioskowałem, że musiał opaść na jedno z kuchennych krzeseł.
- Teraz ci się tak wydaje, Skarbie. Nigdy nie wiesz, co czeka cię w przyszłości. A skoro go zdradziłeś, mogłeś o nim zapomnieć. Byłeś w stanie to zrobić i zapomniałeś, skoro uprawiałeś z nią seks. Louis, czy nie rozumiesz? Wiem, że go kochasz, ale wiem też, że potrafiłbyś przestać, gdybyś się tylko postarał. Być może wtedy udałoby ci się przywiązać się równie mocno do Eleanor? Pomyśl tylko, mógłbyś wtedy mieć prawdziwy związek, prawdziwą rodzinę...
- Oh, więc teraz mój związek z Harrym jest sztuczny, tak? - warknął, stukając paznokciami w drewniany blat. Ten sam, na którym... Jęknąłem cicho.
- Przecież wiesz, że nie to miałam na myśli - burknęła cicho, wyraźnie zawstydzona - Tylko spróbuj zrozumieć, jakie to teraz jest dla mnie trudne. Zaakceptowałam ciebie jako homoseksualistę, zaakceptowałam to, że kochasz tego chłopaka bardziej niż samego siebie. A teraz przychodzisz tutaj i tak po prostu mówisz mi, że go zdradziłeś. Z kobietą. Wszystko, co układałam sobie w głowie przez trzy lata straciło nagle swój sens i swoją ważność. Nigdy o tym nawet nie pomyślałam, ale teraz, kiedy wiem, że potrafiłbyś być z kobietą... Że mógłbyś uniknąć tego całego szumu wokół bycia innym i...
- Wystarczy, mamo. Już wystarczy, słyszysz? - Głos Louisa był zimny i stanowczy. Wiedziałem, że dłuższe ukrywanie się nie ma sensu, więc nacisnąłem klamkę, wchodząc do pomieszczenia. Niebieskooki był bardziej wzburzony, niżeli mógłbym przypuszczać słuchając jego głosu. Przeszywał swoją matkę ostrymi jak sztylety spojrzeniami, zagryzając mocno dolną wargę. Jay wydawała się być roztrzęsiona i zdruzgotana. Uśmiechnąłem się ironicznie.
- Cóż za miły poranek. Taki prawdziwy i pełen miłości, jak w normalnej rodzinie - rzuciłem, dając im tym samym do zrozumienia, że wszystko słyszałem. Kobieta ukryła twarz w dłoniach, a potem odwróciła się do nas plecami, najprawdopodobniej szlochając. Najgorsze było to, że w ciągu tej kilkuminutowej rozmowy, straciłem do niej cały szacunek. Całą sympatię. Nie było mi jej żal.

*

- Muszę się spieszyć, za czterdzieści minut zacznie się odprawa na mój samolot - powiedziałem, wsuwając na siebie granatową kurtkę. Louis obserwował mnie uważnie, stojąc tuż obok. Wiedział, że wszelkie próby zatrzymania mnie pójdą na marne, więc nawet tego nie próbował, przyglądając mi się jedynie smutno. Westchnąłem cicho, wychylając się tak, by usłyszała mnie matka chłopaka - Do widzenia, proszę pani. Dziękuję za normalne śniadanie, nigdy nie było tak prawdziwe! - mruknąłem, celowo unikając nazywania jej po imieniu. Nie doczekałem się odpowiedzi. Uśmiechnąłem się ironicznie.
- Przestań ją tak traktować, ona nie miała na myśli niczego złego - syknął do mnie szatyn, przyciągając mnie za kurczowo trzymany w drobnych dłoniach rękaw.
- Oh, oczywiście, że nie. Ty też nie miałeś niczego złego na myśli, kiedy...
- Harry, proszę - przerwał mi zacięcie, dotykając delikatnie mojej dłoni. Natychmiast schowałem własną do kieszeni, nie chcąc pozwolić, by chłopak ją chwycił. Miałem ochotę uciec. Marzyłem o chwili, w której znajdę się w domu. Szatyn zasępił się, zaciskając wargi. Spojrzałem znacząco na zegarek, unosząc delikatnie podbródek na pożegnanie, a potem bez słowa odwróciłem się, naciskając klamkę i przechodząc przez próg.
- Nie zobaczymy się przed Australią, prawda? - Usłyszałem cichy głos tuż za swoimi plecami. Odwróciłem się, zerkając prosto w jego niebieskie tęczówki.
- Nie - odpowiedziałem chłodno, zaciskając ze zdenerwowania palce na pasku mojej torby.
- C-co będziesz robił przez ten czas? - zapytał łamiącym się głosem, a ja za wszelką cenę próbowałem zatrzymać w sobie ostatki siły i nie deptać do reszty swojej godności.
- Nie wiem, Louis. Cokolwiek - mruknąłem, ruszając w stronę podstawionej już jakiś czas wcześniej taksówki.

*
 

Jestem pewien, że każdy w swoim życiu przynajmniej raz uciekł swoimi myślami w dal do takiego stopnia, że otaczająca nas rzeczywistość przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Mnie spotkało coś takiego, gdy wracałem do domu. Nie wiem, co się działo od momentu, w którym wsiadłem do taksówki, bo przed oczami wciąż widziałem przygaszoną twarz Louisa. Nie pamiętam, jak wsiadłem do samolotu, nie pamiętam ani sekundy całego lotu do Londynu, bo przerażająca część mojego umysłu podsuwała mi obrazy, których nigdy w życiu nie chciałbym zobaczyć. Mojego Louisa i Eleanor. Bolało mnie całe ciało i zastanawiałem się, jak to możliwe. Złamane serce to tylko nazwa, a tymczasem ostre kłucie w klatce piersiowej było nadzwyczaj prawdziwe. Z otępienia wyrwała mnie dopiero stewardessa, oznajmująca, że samolot zaraz będzie podchodził do lądowania. Westchnąłem głośno. Cieszyłem się, że już niedługo będę w domu, jakiekolwiek miałem z nim wspomnienia.


*

Są w życiu takie momenty, których zupełnie nie planujesz, a mimo to mają miejsce. Momenty, w których nie zastanawiasz się, kim jesteś i czego nie wypada ci robić ze względu na twoją płeć, twój wiek albo status społeczny. Momenty, w których twoje ciało przejmuje kontrolę nad umysłem i sprowadza cię do najbardziej pierwotnych instynktów.
Takim momentem była dla mnie chwila, w której Gemma otworzyła mi drzwi, uśmiechając się do mnie ciepło. Spojrzałem na nią, spojrzałem w jej piwne, pełne troski oczy i najzwyczajniej w świecie wtuliłem się w jej zaskoczone ramiona, oddychając spazmatycznie. Wszystko mnie bolało, chciałem się upić, chciało mi się wymiotować, chciałem, by nigdy nie przerwała naszego uścisku.
- Harry - usłyszałem jej uspokajający szept tuż przy swoim uchu - Spokojnie, słyszysz? Cokolwiek się stało, poradzimy sobie z tym razem - dodała, a ja poczułem, jak do oczu cisną mi się łzy. Gemma była najcudowniejszą osobą na świecie i tak bardzo dziękowałem losowi, że dała się namówić na zamieszkanie w moim domu, po tym, jak wyniósł się z niego Louis. Zawsze wiedziała, jak się w stosunku do mnie zachować, co powiedzieć. Nie zadawała idiotycznych pytań, nie namawiała mnie do zwierzeń. Po prostu była. Całą sobą pokazywała mi, że przy mnie jest. Słowa, które do mnie wyszeptała, były jedynie potwierdzeniem jej postawy. Oddychałem spazmatycznie, uspokajając się stopniowo w jej ramionach, gdy przesuwała długimi paznokciami po moich plecach, bez słowa sprzeciwu pozwalając mi regulować oddech w swoich ciasnych objęciach. Nie naciskała na mnie i to kochałem w niej najbardziej. Minęło sporo czasu, zanim wreszcie wziąłem głęboki wdech, odsuwając się od siostry i zerkając niepewnie w jej pełne zrozumienia tęczówki. Czułem się tak, jakby przejęła część mojego rozdarcia i miałem wrażenie, że tak się stało. Kiedyś śmiałem się, że mam dwie matki, ale tak właśnie było. Byłem oczkiem w głowie zarówno Anne, jak i szatynki. Sam z resztą kochałem obie na zabój, nazywając je często kobietami mojego życia.
- Zrobię ci herbaty - oznajmiła, całując mnie w czoło i odwracając się do mnie. Chyba właśnie widok jej szczupłych pleców i świadomość, że za chwilę zostanę w przedpokoju sam, podziałała na mnie jak impuls.
- Zdradził mnie, Gemma - powiedziałem, obserwując, jak dziewczyna zatrzymuje się w połowie kroku, zastygając w miejscu.
- Co? - wydusiła z siebie, cofając się do mnie. Wyraz jej twarzy był bezcenny i mimo całej powagi i tragizmu sytuacji, nie mogłem powstrzymać się od delikatnego uśmiechu na widok karykaturalnego grymasu, który się na niej pojawił. Pierwszy raz zrozumiałem, czym tak naprawdę jest zwrot "szczęka opadła mi na podłogę". - O czym ty mówisz, Harry? - wyglądała na jednakowo wściekłą, co zaskoczoną.
- Zdradził mnie z Eleanor - powiedziałem i dopiero wtedy, wraz z wypowiadanymi słowami, tak naprawdę dotarło do mnie ich znaczenie. Dłonie Louisa na jej talii, brzuchu, piersiach, udach. Usta Louisa na jej pełnych wargach, szczupłej szyi. Louis w niej. Zadrżałem, kuląc się w sobie, próbując tym samym powstrzymać kolejny atak histerii, jaki mnie obezwładniał. Problemy wydają się być mniejsze, nieistotne, dopóki nie wypowiemy ich na głos. Dopiero wtedy, gdy nadajemy im wydźwięk, uderza nas ich siła, zwalając nas z nóg. Nie wiedząc tak naprawdę kiedy, znów znalazłem się ramionach swojej siostry, płacząc spazmatycznie. Tym razem jednak słowa same wylewały mi się z ust. - Kiedy tam przyjechałem, jego jeszcze nie było, ale była tam ta cholerna dziewczyna i właściwie od progu powiedziała mi, że uprawiała z nim seks i jezu, nie chciałem jej wierzyć, ale potem wyczułem ten pierdolony zapach cynamonu na jego włosach i jego pościeli, i boże - nie byłem w stanie dokończyć, kiedy dreszcz targnął całym moim ciałem. Poczułem, jak szatynka ostrożnie manewruje naszymi ciałami i nie przerywając uścisku, prowadzi mnie do salonu i znów lekko się rozpogodziłem, wyobrażając sobie, jak musimy wyglądać. Gdyby nie fakt, że byłem gejem, a ona moją siostrą, bylibyśmy wyjątkowo uroczą parą.
Posadziła mnie na kanapie. Kątem oka zauważyłem, że na stole stoi wino i napełniony kieliszek, który bez słowa mi podała, uśmiechając się do mnie ostrożnie.
- Nie mogę w to uwierzyć, Harry. Gdybym nie widziała, w jakim jesteś stanie, uznałabym, że to jakiś kurewsko kiepski żart - wyrzuciła z siebie. Westchnąłem cicho, upijając łyk bordowej cieczy, przyjemnie palącej mnie w gardle. - Mam tego dosyć, słyszysz? Wiem, że jesteście razem ponad trzy lata, ale musisz
zacząć myśleć o tym w innych kategoriach. Są rzeczy, których się nie wybacza i które zakańczają pewny etap w życiu i Harry...
- Kocham go, Gemma - przerwałem jej, patrząc w jej cierpliwe, piwne oczy, które zamknęła, gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały, kręcąc głową.
- Kurwa, przysięgam, tylko przez wzgląd na to, że z jakiegoś powodu ten cholerny dupek jest ci tak drogi, nie jestem teraz w drodze do Doncaster by urwać mu jaja - warknęła, wstając. - Wiesz, chyba też się napiję - dodała, głosem przepełnionym goryczą ironii, a potem podeszła do szafki, w której trzymaliśmy kieliszki, wyciągając jeden z nich i obracając go ostrożnie w długich palcach. Są rzeczy, których się nie wybacza huczało mi w głowie i czułem, jak mój oddech staje się płytszy. Boże, ja już mu wybaczyłem.
- Nie chciałbym, żebyś go ich pozbawiła - mruknąłem mimowolnie, w odpowiedzi słysząc głośny śmiech dziewczyny.
- Oh, domyślam się, że byś nie chciał - powiedziała, wzdychając ciężko. - Posłuchaj mnie, Harold, dopóki jeszcze alkohol nie przeżarł nam mózgów - mruknęła, siadając obok mnie i obejmując mnie ramieniem. Czułem zapach jej delikatnych perfum, tak podobnych do tych, których używa nasza matka i uspokoiłem się odrobinę. - Zasługujesz na szczęście. Zasługujesz na nie bardziej, niż ktokolwiek, kogo poznałam i kurwa, nie mogę znieść tego, że Louis ci je odbiera. Nie potrafię zrozumieć, jak wielkim idiotą trzeba być, by mając ciebie, wybierać kogoś innego, by sprawiać ci ból. Błagam, Harry, nie pozwól mu się więcej ranić. Zastanów się nad tym. Czasami w życiu bywa tak, że kochać kogoś to zbyt mało. Czasami miłość nie jest już wystarczającym powodem by trwać razem i ludzie muszą się rozstać. Wiesz, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i wiesz też, że będę cię wspierała, niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz. Ale proszę Cię, Hazz. Przemyśl to. Przemyśl, czy ciągnięcie tego cholerstwa jest warte twoich... naszych nerwów.
- Gemma...
- Nie, Harry - przerwała mi ostro, całując ostrożnie mój policzek. - Nie rozmawiajmy już o tym, nie dziś. Chcę, żebyś przespał się z moimi słowami, żeby naprawdę do ciebie dotarły. Nie oczekuję, że przeanalizujesz wszystko teraz - dodała, uśmiechając się do mnie delikatnie. - I nalej mi wreszcie wina, jeśli klejnoty Louisa są dla ciebie takie cenne, wiesz, że po pijaku nie dotrę na lotnisko. Boże, tyle czasu musiałam czekać, aż wreszcie będziesz pełnoletni...


*

Kolejne dni przeciekały mi przez palce i w zasadzie nie potrafiłem powiedzieć, na czym je spędziłem. Piliśmy z Gemmą bardzo dużo wina, jedliśmy tony niezdrowego jedzenia, oglądaliśmy bardzo dużo babskich filmów, często także w towarzystwie Lindy i poczułem, że mam zdecydowanie dość przebywania w towarzystwie szatynki, kiedy spędzałem niedzielny wieczór, malując paznokcie u jej rąk, dlatego z prawdziwą ulgą przyjąłem telefon od zarządu, który poinformował mnie, że mam się pojawić następnego dnia na pokazie mody. Cieszyłem się też, że zobaczę się z Carą. Mimo że nie mieliśmy możliwości na częste spotkania, była mi bardzo bliska. Uwielbiałem ją, przede wszystkim ze względu na silną osobowość i szczerość. Nigdy nie owijała w bawełnę, nigdy nie próbowała sprawiać, by jej słowa były mniej bolesne i właśnie to było w niej najcenniejsze.
Roześmiałem się więc głośno, gdy po tak długim czasie znalazłem się w jej niedźwiedzim uścisku i pierwsze słowa, które wyszeptała mi prosto do ucha brzmiały: Wyglądasz jak pedał, Styles
- Ciebie też miło widzieć - powiedziałem, całując lekko jej lewy policzek. Puściła do mnie oczko, przesuwając chudymi palcami po materiale mojej koszulki. Oczekiwałem jakiegoś ciętego komentarza, jednak blondynka tylko przewróciła oczami, uśmiechając się do mnie wesoło.
- Muszę teraz lecieć, ale zobaczymy się wieczorem, tak? - zapytała, a ja kątem oka zauważyłem, że mężczyzna stojący niedaleko nas zbyt uważnie się nam przyglądał i wiedziałem już, że szykuje się kolejna drama. Potwierdziłem skinięciem głowy, a potem odszedłem w kierunku fotoreporterów, wygładzając koszulkę w cętki i uśmiechając się szeroko do zdjęć.


*

- ... i w zasadzie nie wiem, co mam teraz zrobić, Car. Czuję się cholernie rozdarty, a fakt, że on się teraz do mnie nie odzywa, wcale mi nie pomaga. Wiem, że Gemma ma rację, zbyt boleśnie zdaję sobie z tego sprawę, ale...
- Harry - przerwała mi, kładąc swoją drobną dłoń na moim ramieniu, marszcząc przy tym swoje charakterystyczne brwi. - Dobrze wiesz, jakie jest moje zdanie w tej sprawie, znałeś je już zanim mnie zapytałeś - dodała, przesuwając swoją rękę z ramienia i wplątując ją w moje loki. Westchnąłem cicho, bo miała rację. - Ale jeśli to ci pomoże, mogę wypowiedzieć je na głos. Byłoby ci dużo łatwiej, gdybyś o nim zapomniał, jeśli to w ogóle możliwe, skoro musicie się widywać prawie codziennie, przynajmniej przez kolejne dwa lata. Mam na myśli to, że obaj się teraz męczycie, a im bardziej się angażujecie, tym będzie tylko gorzej, więc może warto zrobić coś z tym teraz, kiedy jeszcze jesteście w stanie ze sobą rozmawiać... - jej głos był spokojny, ale wiedziałem, że jest zdenerwowana. Ona także nie mogła uwierzyć w to, co zrobił Louis. - Ale Hazz, ja nie jestem naiwna. Zdaję sobie sprawę, że za bardzo go kochasz, by tak po prostu przestać o was walczyć i tak, to jest zajebiście szlachetne i romantyczne, ale też strasznie zgubne i boję się, bo jesteś mi bliski i nie chcę, żebyś cierpiał, a bez wątpienia będziesz - oznajmiła, uśmiechając się do mnie kwaśno i ze zdumieniem zdałem sobie sprawę, że nawet wtedy była piękna.
- Boże, mam taki mętlik w głowie... - mruknąłem, ukrywając twarz w dłoniach, jakby ta czynność miała mnie uratować od wszystkiego, z czym przyszło mi się zmierzyć. Znów chciało mi się płakać, ale wiedziałem, że dziewczyna momentalnie by mnie za to skarciła, westchnąłem więc głośno, biorąc się w garść.
- Cokolwiek postanowisz, pamiętaj, że nie zostaniesz sam. Wiem, że jestem kiepską przyjaciółką, wiem, że nie potrafię pocieszyć cię tak, jak Gemma czy Liam, ale jesteś dla mnie bardzo ważny i zawsze tu dla ciebie będę, okej?
- Tak, wiem. Bardzo ci za to dziękuję - powiedziałem szczerze, zbierając się do wyjścia. Cóż, ta cała sytuacja miała jedną dobrą stronę. Po raz kolejny przekonywałem się, jak wspaniałych mam przyjaciół.


*

Przekląłem cicho pod nosem, kiedy z pięknego snu, pełnego niebieskich tęczówek i wąskich ust, wyrwał mnie głośny i irytujący dzwonek telefonu, nie mogąc uwierzyć w to, że właściciel numeru, który do mnie dzwonił, sam ustawił ten sygnał w moim aparacie, dopasowując go do swojego kontaktu. Nacisnąłem wściekle zieloną słuchawkę, unosząc głowę ponad poduszkę.
- Mam nadzieję, że to coś ważnego, skoro budzisz mnie w środku nocy, Nick - warknąłem, odgarniając niesforne loki, wpadające mi do oczu. Chłopak zaśmiał się głośno po drugiej stronie słuchawki.
- Jest prawie dwunasta, ty śmierdzący leniu - powiedział, wciąż chichocząc. - W każdym razie, masz cztery godziny, żeby uszykować się i pojawić się ze mną na pokazie mody o szesnastej i nie przyjmuję żadnych głupich wymówek. Przyjadę po ciebie na wpół. Pa! - oznajmił mi i zanim zdążyłem zaprotestować, połączenie zostało przerwane. Ponownie przekląłem, podnosząc się ostrożnie z łóżka. Pieprzony Grimshaw i jego równie pieprzone pomysły.


*


- Przestań - szepnąłem rozbawiony do ucha bruneta, kiedy ten po raz kolejny tego popołudnia podsunął mi sprośny żart na temat modelki, która aktualnie przechodziła obok nas. Czułem się niesamowicie dobrze i spokojnie, pierwszy raz od kilku dni, dlatego zirytowałem się potwornie, gdy tylko usłyszałem zdanie, które kilka sekund później Nick wypowiedział wprost do mojego ucha.
- Jak to się w ogóle stało, że Tomlinson cię ze mną puścił, co? - jego głos był pełen ironii, tak charakterystycznej dla niego, gdy mówił o szatynie, mnie jednak nie było do śmiechu. Na samo wspomnienie o chłopaku poczułem, jak mój żołądek wiąże się w supeł. Westchnąłem cicho, zaciskając dłonie w pięści.
- Najważniejsze, że tu jestem, prawda? - warknąłem, odrobinę zbyt głośno, odsuwając się od niego instynktownie. Mężczyzna zachichotał w odpowiedzi, przysuwając moje krzesło stopą z powrotem na miejsce.
- Daj spokój, Hazz, nie złość się na mnie - powiedział, uśmiechając się do mnie zaczepnie - Przecież wiesz, że tylko się z tobą droczę - dodał, gładząc dłonią moje udo. W duchu przyznałem mu rację, wiedząc, że nie miał na myśli niczego złego. Nie mógł zdawać sobie sprawy, że temat Louisa bardzo mnie w tej chwili dotykał, więc moja złość była nieuzasadniona. Posłałem mu przepraszający uśmiech, nie mogąc się już doczekać wieczoru, kiedy opuścimy to miejsce i udamy się na małe afterparty ze znajomymi. Miałem nadzieję wypić kilka drinków i nie wracać do domu przed Gemmą, która tej nocy świętowała kolejne urodziny Lindy. Miałem nadzieję się od tego wszystkiego oderwać. Wszyscy wiemy, czyją matką jest nadzieja, prawda?


*


Byłem w trakcie żywej dyskusji na temat ostatnio oglądanych przez nas filmów z Nickiem i jedną z modelek, gdy usłyszałem charakterystyczne piknięcie, oznajmiające, że otrzymałem wiadomość tekstową. Normalnie najprawdopodobniej bym je zignorował, ale ekran mojego telefonu podświetlił się, a imię nadawcy, które się na nim pojawiło, przyprawiło mnie o dreszcze. Otworzyłem więc sms, przeklinając się za to w duchu. Moje serce wrzuciło piąty bieg, a supeł w żołądku zacisnął się jeszcze mocniej. Jednym haustem dokończyłem stojącą przede mną colę, odstawiając drżącymi dłońmi szklankę na stół. Chłopak popsuł mi wieczór, zanim ten zdążył się tak naprawdę zacząć.
- Przepraszam was, ale chyba będę się już zbierał, bardzo źle się poczułem - mruknąłem wyreżyserowanym tonem, a całe towarzystwo z wyjątkiem bruneta przytaknęło mi jedynie, uśmiechając się do mnie ciepło na pożegnanie. Wiedziałem, że Nick nie da mi tak łatwo za wygraną, kiedy wraz ze mną zdjął z wieszaka płaszcz, ubierając się. Byliśmy już przy wyjściu i prawie zdziwiłem się tym, że nie skomentował mojego zachowania w żaden sposób, po prostu dając mi wrócić do domu, gdy ten odezwał się, chwytając mnie za rękaw i uniemożliwiając mi odejście.
- Źle się poczułeś w chwili, w której twój chłopak napisał do ciebie sms? Zabawny zbieg okoliczności - mruknął, uśmiechając się ironicznie. Przekląłem w duchu fakt, że nie potrafiłem ukryć swoich emocji, patrząc na niego w milczeniu, z założonymi na klatkę piersiową ramionami. - Posłuchaj Harry, nie mam zamiaru zmuszać cię do zwierzeń i, jeśli mam być szczery, wcale nie chcę słuchać o waszych z pewnością bardzo poważnych problemach. Zamiast tego, mogę zaproponować ci drinka w moim towarzystwie i rozmowę o czynnych wulkanach albo poglądach Paula Camerona na temat homoseksualizmu i biernego palenia. Co ty na to? - zapytał, a ja nie potrafiłem się nie roześmiać, rozluźniając się natychmiastowo.
- Niech ci będzie. Wulkany są zawsze świetnym argumentem.


22:47
Nadawca: Louis
Mam nadzieje, że bawisz się z nim równie fantastycznie, jak na to wygląda po zdjęciach :).



______________________
Po pierwsze, przepraszam za spóźnienie, to już się więcej nie powtórzy!
Po drugie, dziękuję wszystkim, którzy podsyłali mi na asku piosenki, inspirujące mnie do tego rozdziału, jesteście wspaniali :)
Po trzecie: zapraszam do wyrażania swojej opinii w komentarzu, będzie mi bardzo miło znaleźć tam jakiś ślad po waszej obecności :)

9 komentarzy:

  1. Jutro w komentarzu zabiję Cię za ten rozdział, przysięgam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże to wszystko jest tak prawdziwe ze brakuje mi tchu kiedy to czytam i zdaje sobie sprawe, ze tak moze byc naprawde. Ze tak mogło być na prawdę. To w twoim opowiadaniu uderza mnie najbardziej, poza genialnym stylem oczywiście. Fakt, że jest tak prawdziwe, że aż boli. Czuje sie jakbym czytała pamietnik hazzy, a nie twoje ff. Boże dziewczyno. mam metlik w glowie jak harry. idę spać. nienawidzę cię. nigdy wiecej nie podeślę ci żadnej piosenki jesli to są tego efekty :C

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże. Jak ochłonę, to napiszę więcej. Teraz mam ochotę Cię zabić, bo wszystko w twoim opowiadaniu jest takie prawdziwie i WIEM do czego to zmierza i WIEM co hazz zrobi z nickiem. Chryste nie rób tego, nie rób@

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisze tu pierwszy raz, choc czytam od poczatku. Codziennie wchodze tutaj i na Twojego aska, zeby dowiedziec sie kiedy kolejny rozdzial. Czytam w najmniej oczekiwanych sytuacjach, kiedy tylko widze kolejna czesc. Uwielbiam Twoj styl, to co wychodzi spod Twojego piora. W tym wypadku klawiatury. Wszystko wywoluje we mnie tak wiele emocji, rozdzierasz mi serce, po chwili sie usmiecham, no a po poswiecam min. 10 minut na przemyslenia. Pisz tak dalej. Zycze weny no i czekam na ciag dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, jestem, bo nie mogę sobie odpuścić, żeby Ci nawrzucać za ten odcinek i nawet mnie nie strasz, że potem będzie gorzej, bo już wczoraj jak to czytałam miałam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. Nawet nie wiesz, jak bardzo źle działają na mnie imiona Eleanor i Nick i za każdym razem zastanawiam się, które bardziej i dochodzę do wniosku, że jak czytam o Nicku, mam ochotę jednak wrócić do Eleanor i na odwrót, ale mniejsza...
    1. Mamie Louisa chyba kompletnie odbiło i nie jestem w stanie zrozumieć jej zachowania. Bo jak z jednej strony można kogoś w pełni akceptować, a z drugiej jednak cieszyć się, że okazało się to nie do końca prawdziwe? Boże, nie wierzę, że chciała go wepchnąć w ramiona Eleanor, za powód podając tylko i wyłącznie to, że mógłby mieć rodzinę i NORMALNE życie. Ja się pytam, co to znaczy według niej "normalne"... Uff, już podniosłam sobie ciśnienie. I Harry, dobrze, mam ochotę przybić z nim piątkę! Bycie chamskim czasami jest uzasadnione i w jego przypadku w pełni jest!
    2. Gemma jest KOCHANA. Uwielbiam ją i to jest na chwilę obecną jedyna postać, która w ogóle mnie nie zawiodła ani w jednym momencie. Do tego jej charakter wyjątkowo mi odpowiada. Prawda jest taka, że takie właśnie są dziewczyny - od czasu do czasu muszą być niezbyt porządne i klnące, bo to by było aż nie do uwierzenia, że wszystkie to chodzące aniołki. Mniejsza... To, w jaki sposób ona dba o swojego brata i w jaki sposób go wpiera jest cudowne! I, Boże... Nawet nie wiesz, jak się uśmiałam na tym fragmencie, chociaż sytuacja do lekkich i prostych nie należała. Oczyma wyobraźni już widziałam ją, jak jedzie do tego przeklętego Doncaster, żeby urwać mu te jaja! (No tak, Hazz... w zasadzie nie dziwie się, że tego nie chciał). W zasadzie - Gemma dobrze mu radzi, że może warto przemyśleć pewne kwestie i zastanowić się nad swoim życiem, ale, znając Harry'ego, i tak postąpi inaczej. Jak nie teraz, to później.
    3. Nie wiem dlaczego, ale nie przepadam za Lindą... Po prostu jakoś mi nie odpowiada, ale nie wiem, czym to jest spowodowane. Nie umiem tego wyjaśnić.
    4. Cary też nie lubię, o! To znaczy nie, że nie lubię, ale... Z dwojga złego wolę podobne słowa usłyszeć z ust Gemmy, niż z jej ust. Albo inaczej - prawda jest taka, że na tyle pokochałam Twoją Gemmę, że nie umiem obiektywnie spojrzeć na żadną inną bohaterkę podobnie, jak właśnie na siostrę Harry'ego.
    5. No i tutaj zaczyna się mój osobisty horror - Nick. Ciarki przebiegły mi po plecach, gdy do niego zadzwonił z zaproszeniem na pokaz. Momentalnie przemknęły mi w głowie wszystkie obrazki z tym związane i nie, stop... Chyba będę musiała się wyłączyć na jego osobę albo przynajmniej przestać reagować tak, że wstaję z miejsca, muszę zrobić kilka kółek po pokoju i dopiero wrócić czytać. Nick dla mnie od samego początku był dziwny, od kiedy tylko zobaczyłam go przy boku Harry'ego. I okej, może i się przyjaźnią, ale z mojej głowy nigdy nie zniknie przekonanie, że on robi o tylko po to, żeby jeszcze bardziej się wybić, coś w stylu: "Jestem fajny, znam Harry'ego Stylesa, zwróćcie na mnie większą uwagę". Nie, wychodzę...
    6. Odpisałabym Louisowi: "Jedź po niego i przytargaj go za te loki do SWOJEGO domu"...

    Pozdrawiam i miłego dnia! ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. I nie wiem, czu Lou napisał to szczerze, bo chce dla Harrego dobrze, czy było to szyderstwo i jest okropnym egoistą żądając od niego bezwzględnej wierności i tego, że nie będzie się spotykał a nawet rozmawiał z nikim innym.
    I zachowanie Jay, która w jednej chwili mówi o wielkiej miłości Harrego, a w następnej nimal żąda od Louisa by zakochał się w dziewczynie. No tego, to już nieść nie mogłam.
    Czekam na następną część, bo już czuję, że coś się święci.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Hi Nick Grimshaw!" <3
    A tak zupełnie szczerze, nie znoszę Cię za to co napisałaś, najbardziej za Nicka i jego głupi pokaz. Niech trzyma swoje wstrętne łapy blisko siebie i niech nie mówi tak chamsko o LouLou. Niech Harry z Lou natychmiast się ogarną, bo wolę ich słodkich do bólu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, Paulina.! Jesteś moim wybawieniem! Nie wiedziałam,jak zebrać to co chcę napisać, a Ty zrobiłaś to tak dokładnie <3

      Jill już mam ochotę Cię udusić za następny odcinek!

      Usuń
  8. wykończysz mnie tym opowiadaniem. żeby dnie i noce spędzać na sprawdzaniu strony czy jest nowy odcinek a potem przez kolejny tydzień czytanie go w kółko - widzę słabo moja maturę, ale warto. jesteś świetna!
    P.S nie powiem, ale czekałam na Nicka <3

    OdpowiedzUsuń