niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy


Secrets I have held in my heart

Are harder to hide than I thought


(Perspektywa Gemmy)

Dochodziła jedenasta, a na dworze było już zupełnie ciemno. Otoczenie oświetlało jedynie blade i nieco przytłumione, pomarańczowe światło ulicznych latarni. Niebo było całkowicie przysłonięte ciemnymi, gęstymi chmurami, zasłaniającymi gwiazdy, które latem były doskonale widoczne. Cisza, panująca na zewnątrz, koiła mój umysł i marzyłam jedynie o długiej, relaksacyjnej kąpieli w wannie wypełnionej pachnącą pianą.
Mama i ojczym poszli spać trzydzieści minut temu, ja jednak należałam do nocnych marków i bardzo rzadko kładłam się do łóżka przed trzecią w nocy. Byłam w trakcie parzenia kolejnej już, miętowej herbaty, którą z resztą uwielbiam, gdy usłyszałam znajomy odgłos silnika samochodowego i zastanawiałam się, czy to normalne, że potrafię rozpoznać ludzi po dźwiękach, jakie wydają ich auta. Zanim jeszcze wyjrzałam przez okno, wiedziałam, kto przybył i westchnęłam głośno, zastanawiając się, o co tym razem im poszło i jaka będzie moja rola w uratowaniu ich związku.
Kręcąc z niedowierzaniem głową, wsunęłam na stopy ciemne, wełniane kapcie i zarzuciłam w pośpiechu na ramiona polarową bluzę, należącą do Anne. Otworzyłam drzwi frontowe, wychodząc na werandę. Lodowaty podmuch rozwiewał pasma moich włosów na wszystkie strony, a na ramionach pojawiła mi się gęsia skórka z zimna.
Louis wyglądał dziwnie delikatnie i krucho, kiedy przedzierał się przez zaśnieżony ogród. Za duża mu kurtka mojego brata, którą miał na sobie, jedynie podkreślała to wrażenie, podobnie jak za luźne spodnie od dresu. Jasne włosy ukrył pod jedną ze swoich grubych, wełnianych czapek, jednak kilka pasemek wypadło z niej, wchodząc mu do oczu, jednak on zdawał się zupełnie tym nie przejmować. Kiedy po trzydziestu sekundach znalazł się obok mnie, dostrzegłam jego spierzchnięte wargi i opuchniętą twarz, i zrozumiałam, że w drodze do mnie musiał bardzo długo płakać. A przecież Louis prawie nigdy tego nie robił.
Zamiast atakować go od progu niepotrzebnymi pytaniami, po prostu przesunęłam się, by mógł wejść. Uśmiechnął się do mnie słabo z wdzięcznością, ściągając z nóg czarne śniegowce, gdy tylko znalazł się w środku. Wskazałam mu dłonią kuchnię, a on momentalnie udał się w jej kierunku, po drodze biorąc naszego kota w objęcia.



*



Musiało minąć trochę czasu, nim Louis w końcu zdecydował się ze mną porozmawiać, ale byłam cierpliwa, nauczona doświadczeniem. Nie przeszkadzało mi to, że w milczeniu piliśmy jedną herbatę za drugą, wsłuchując się w miarowe mruczenie mojej kotki, którą ten rozpieszczał na swoich kolanach, najprawdopodobniej zbierając się w sobie. Wiedziałam, że cokolwiek się stało, jest mu teraz cholernie trudno i nie chciałam go w żaden sposób pospieszać, wiedząc, że i tak prędzej czy później mi się zwierzy, bo własnie po to tutaj przyjechał. Uśmiechnęłam się jedynie do niego zachęcająco, kiedy po jakimś czasie kilkakrotnie otworzył swoje usta, najprawdopodobniej nie wiedząc, jak zacząć. Westchnął głośno, przesuwając palcami po gęstym futerku zwierzęcia.
- Odwiedził nas dzisiaj Liam – powiedział, patrząc gdzieś w przestrzeń, próbując przywołać do swojego umysłu wszystkie szczegóły, a ja zastanawiałam się, do czego to wszystko zmierza – Na samym początku wszystko było jak zwykle, trochę piliśmy, rozmawialiśmy o głupotach – dodał, zamyślając się - Tak, jak robimy zwykle, kiedy się ze sobą widzimy. 
- Ale? – odezwałam się łagodnie, kiedy przez kilka kolejnych minut po prostu patrzył w ścianę, nie zmieniając wyrazu twarzy, szukając odpowiednich słów.
- Ale później powiedział nam, że Sophie jest w drugim miesiącu ciąży i że nie przedłuża kontraktu – wytłumaczył, a mi stanęło serce. Liam nigdy nie należał do moich ulubieńców, ale bez wątpienia One Direction bez jego głosu nie miało prawa istnieć i ciężko byłoby znaleźć kogoś, kto byłby jego dobrym następcą.
-  Tak mi przykro, Lou, ale może nie wszystko jeszcze stracone… - zaczęłam, jednak ten uniósł jedynie dłoń, prosząc mnie tym samym, bym dała mu dokończyć.
- Rozmawiałem z Niallem, Gemma. Zadzwoniłem do niego, gdy wracałem do domu, bo odwoziłem zalanego Payna do Sophie. Boże, Horan też zdecydował się zrezygnować z dalszej kariery, podobnie z jak i Zayn. Myślałem... Cholera, ja byłem pewien, że to oczywiste, że w takim wypadku po prostu się wszyscy ze sobą pożegnamy i zaczniemy spokojne życie, na które z resztą zasłużyliśmy po trzech latach nieustannej harówki, ale wtedy Harry powiedział mi, że nie zamierza zrezygnować z występów, że chce rozpocząć solową karierę i-i-i… - Głos mu się załamał, a dłonie, w które się wpatrywał, zaczęły się niebezpiecznie trząść. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia – Za dwa dni będzie mi leciał dwudziesty trzeci rok życia, Gemms. Chciałbym powoli stabilizować swoje życie, być go w jakimkolwiek stopniu pewnym. Mieć kogoś, kto będzie ze mną przez cały czas, może za rok czy dwa pomyśleć o dzieciach, ale Ha-rry – jęknął przeciągle, a przez całe jego ciało przeszedł gwałtowny dreszcz – Harry nie będzie mógł tego zrobić, jeśli będzie koncertował po całym świecie i …
- Louis. Harry ma dziewiętnaście lat – przerwałam mu, starając się nie zabrzmieć zbyt ostro, a jedynie zwrócić mu uwagę – To znaczy, że wciąż jest nastolatkiem i myśli jak nastolatek, a ludzie w takim wieku nie planują rodziny – dokończyłam cicho. Chłopak zacisnął prawą dłoń w pięść, wbijając paznokcie w jej wewnętrzną część.
- Harry jest dojrzalszy niż przeciętny dziewiętnastolatek, przecież…
- Jesteś pewien, Louis? – przerwałam mu ponownie, próbując nie wybuchnąć ironicznym śmiechem, który cisnął mi się na usta. – Jesteś pewien, że jest dojrzalszy od innych, kiedy paraduje w plastikowych majtkach, przebrany za Miley Cyrus? Kiedy upija się z Grimshawem w blond peruce? Kiedy rozdaje fankom cukierki na koncertach? Kiedy rzuca się w ramiona Liamowi i udaje koalę?  - wymieniłam, a on zamknął oczy, kręcąc głową, bo zdawał sobie sprawę, że mam rację.  – On cię kocha, oboje to wiemy. Jesteś jego pierwszą miłością, traktuje cię poważnie, ale to jeszcze dzieciak, Lou. To tylko dzieciak, nawet jeśli wyjątkowo wrażliwy – mruknęłam, bardziej do siebie, niż do niego – Różnica wieku jest głównym powodem, dla którego odrzuciłam Nialla. Po prostu boję się tego, że będziemy mieli inne priorytety i ja nie poradzę sobie, jeśli za bardzo się zaangażuję, a on mi oznajmi, że to nic nie znaczyło – mruknęłam w przestrzeń, a chłopak zerknął na mnie przeszklonymi oczyma.
- Co według ciebie powinienem teraz zrobić, Gemma?
- Nie wiem, Louis, to zajebiście trudne - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach - Pytanie brzmi, czy poczekasz na niego te kilka lat, nim on się uspokoi i ustatkuje. Musisz tylko wziąć pod uwagę to, że ty dla niego możesz przestać się przez ten czas zupełnie liczyć. Oboje wiemy, co kariera robi z ludźmi.



*


(Perspektywa Harry’ego)


Dochodziła już dziewiąta rano, kiedy usłyszałem ciche kroki na korytarzu, w których natychmiastowo rozpoznałem chód Louisa. Zdenerwowanie wzięło nade mną górę, sprawiając, że zapomniałem o całym strachu, jaki czułem, gdy Louis nie wrócił na noc. Nie miałem pojęcia, gdzie chłopak zniknął, ale czarne scenariusze, jakie utworzyłem w swoim umyśle, nie dawały mi spokoju i nie pozwoliły zmrużyć oczu w nocy. Momentalnie poderwałem się z kanapy, wychodząc mu naprzeciw.
- Gdzie byłeś? – zapytałem chłodno, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Zmierzyłem go wzrokiem, zastanawiając się, jaki zapach poczuję, gdy znajdę się bliżej niego. Chłopak potrząsnął jedynie głową, w pośpiechu ściągając z siebie ciężkie, zimowe buty. – Odpowiedz mi, do cholery, Louis! – uniosłem się, popychając go lekko w stronę ściany, jednak ten w ogóle nie zareagował. W jego niebieskich oczach dostrzegłem lęk. – Byłeś u Eleanor, tak? Cholerny zdrajco, znów ją pieprzyłeś dla pocieszenia! – wydarłem się. Nawet nie drgnął, a jedynie odgarnął za długie pasmo włosów, które wpadło mu do oczu i w tym samym momencie zauważyłem, że ma na sobie rękawiczki Gemmy i poczułem, jak moje policzki palą się ze wstydu i niezrozumienia. – Gemma? Co? – zapytałem cicho, a on w końcu zdecydował się na mnie spojrzeć. Jego twarz była bardzo zmęczona i jakby zapadnięta w sobie – wyglądał teraz na dużo starszego, niżeli był w rzeczywistości. Jasne oczy spoglądały na mnie smutno.
- Kiedyś powiedziałeś mi, że rozumie cię najlepiej, a ja chciałem tylko wyjaśnienia – oznajmił. Trzęsły mu się dłonie i w niczym nie przypominał teraz tego silnego, pewnego siebie mężczyznę, który jednym, ciętym zdaniem zamykał usta dziennikarzom. – Możemy porozmawiać, Harry? – zapytał, a ja skrzywiłem się automatycznie na to zdanie.
- Louis, ja podjąłem już decyzję, rozumiesz? – powiedziałem głośno, stanowczym tonem – Nie zmienię jej – dodałem. Chłopak wziął głęboki oddech, najprawdopodobniej próbując się uspokoić.
- Co z nami? – zapytał cicho, patrząc prosto w moje oczy, a ja miałem wrażenie, że jego spojrzenie wypala mi twarz.
- Nie zamierzam jeszcze przechodzić na emeryturę jak najwyraźniej ty masz w planach. Nie chcę spędzać całych dni na kanapie, dlaczego tego nie pojmujesz? Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, bez naszych fanów. Ty podjąłeś swoją decyzję, a ja podjąłem własną, dlaczego moja jest gorsza? Nasze zdania nie są ze sobą spójne i żaden z nas nie chce ustąpić, więc najlepiej będzie, jeśli teraz po prostu się rozstaniemy – powiedziałem, unikając patrzenia w jego stronę. Mojej uwadze nie umknęły jednak dłonie starszego, trzęsące się z tłumionych emocji.
- I mówisz to tak po prostu? – zapytał, podchodząc do mnie. Automatycznie zrobiłem krok w tył, nie chcąc pozwolić, by fizyczność przejęła nade mną kontrolę.
- Tak będzie lepiej dla wszystkich, Louis. Twoja rodzina mnie nienawidzi, Modest nas nienawidzi, fanki także by nas znienawidziły, jeśli tylko dowiedziałby się prawdy. Będziesz mógł normalnie żyć, znaleźć sobie żonę, założyć z nią prawdziwą rodzinę… - mówiłem, jednak nie dane było mi dokończyć. Kątem oka zauważyłem, jak chłopak wygina się lekko, a potem poczułem ostry ból na swojej twarzy, gdy wymierzył mi siarczysty policzek.
- Nie chcę cię znać – warknął, a ja starałem się zignorować nieprzyjemny ucisk w żołądku, jaki spowodowały te słowa. – Nie chcę cię, kurwa, widzieć na oczy, już nigdy więcej – dodał, popychając mnie, a potem zdjął z wieszaka swoją kurtkę, wciągając ją na siebie i ponownie zostawił mnie samego w domu, który miał nam przynieść jedynie szczęście.


*


- Rozmawialiście? – Głos mojej siostry był trudny do określenia. Nie wiedziałem, czy jest bardziej zdenerwowana, czy zirytowania całą tą sytuacją, w którą została zamieszana. Najprawdopodobniej spodziewała się, że znów się pogodzimy, lądując razem w łóżku.
- Rozstaliśmy się – oznajmiłem krótko, ignorując bolesny ucisk w klatce piersiowej, gdy wypowiadałem te słowa. Zerknąłem kątem oka na wciąż jeszcze nierozpakowane kartony z jego rzeczami i zrobiło mi się słabo.
- Więc Louis podjął decyzję. – Usłyszałem, na co zmarszczyłem brwi, niczego nie rozumiejąc.
- Nie, Gemma. Ja to zrobiłem – powiedziałem, wygrzebując z pojemnika jeden z jego ciepłych, wełnianych swetrów. Wtuliłem w niego nos, chcąc pożegnać się z zapachem, jaki chłopak pozostawił w naszym domu.

- Mam tylko nadzieję, że dobrze ja przemyślałeś i że jesteś jej całkowicie pewien – mruknęła stanowczym tonem, przepełnionym pogardą i czymś jeszcze, trudnym do określenia.  – Bo złamałeś mu pieprzone serce, Harry.


_________________________
Dziękuję za wszelkie opinie pozostawione w komentarzach :)

3 komentarze:

  1. musiałam przeczytać ten rozdział 2 razy, żeby doszło do mnie, że ze sobą zerwali! tak strasznie się ciesze, że Louis pojechał właśnie do Gemmy, i że rozjaśniła się z sytuacja z Gemms i Niallem. A Louis i Harry, oddzielnie? nie, to nie może się dziać na prawdę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku jejku, co ten Harry narobił, tak bardzo żal mi teraz Louisa :< Za niedługo będzie koniec i po cichutku liczę na happy end :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Weź.! Grrr! Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydobyć.

    OdpowiedzUsuń