piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział dwudziesty drugi


I go crazy cause here isn't where I wanna be

And satisfaction feels like a distant memory


Pusty dom, który miał być spełnieniem naszych marzeń i jednocześnie miejscem, gdzie powinniśmy zacząć nowe, dobre życie bez kłótni, powodował u mnie nieprzyjemnie ciarki na plecach. Po wszystkich pokojach walały się do połowy rozpakowane kartony, wciąż jeszcze pełne książek, ubrań, kosmetyków, ale nie miałem najmniejszej ochoty czegokolwiek porządkować. Był dwudziesty trzeci grudnia, a ja nie trudziłem się nawet, by kupić choinkę, bo nie wiedziałem w tym wszystkim sensu bez Lou, dlatego zbliżające się święta nie były wyczuwalne nawet w najmniejszym stopniu i jedynie śnieg za oknem wskazywał na porę roku. 
Wyraźna za to była dotkliwa samotność, gdy obudziłem się z dreszczami na całym ciele w chłodnym i pustym po stronie Louisa łóżku, ze świadomością, że to się już nigdy nie zmieni i mimowolnie ścisnęło mnie na tę myśl w żołądku, a gdy przejmująca cisza stała się dla mnie niemożliwą do zniesienia, spakowałem kilka najpotrzebniejszych ubrań do dużej, sportowej torby, którą bez większej uwagi wrzuciłem na siedzenie pasażera w swoim samochodzie i ruszyłem do domu rodzinnego, by nie zostać samemu w Boże Narodzenie. 

Podróż do Holmes Chapel zajęła mi prawie cztery godziny, głównie przez warunki panujące na drodze. Chociaż marzyłem o gorącej czekoladzie z przydrożnych kawiarni, które mijałem, nie zatrzymałem się w żadnej z nich, w obawie, że zostanę zauważony i rozpoznany, a ja nigdy nie potrafiłem odmawiać fanom zdjęć, na które dzisiaj zdecydowanie nie miałem ochoty. Zaciskałem więc tylko mocno palce na kierownicy, obserwując uważnie drogę i wyłączyłem radio z chwilą, gdy w głosie speakera rozpoznałem Nicka.

Nie wiedziałem, czy podjąłem dobrą decyzję, a im dłużej o tym myślałem, tym większe miałem wątpliwości co do słuszności swojego wyboru. Z drugiej strony jednak, kiedy przypominałem sobie, jak wyglądało ostatnie pół roku – ciągłe kłótnie, zdrady, łzy i tylko niewielkie przebłyski słońca od czasu do czasu – wiedziałem, że ciągnięcie tego w nieskończoność nie miało najmniejszego sensu.

Czasami w życiu przychodzi moment, kiedy trzeba wybrać. Moment, w którym orientujemy się, że nie wystarczy kogoś kochać, że miłość, nawet obustronna, to za mało, że trzeba czegoś więcej, by stworzyć trwały związek. Czegoś, czego najwidoczniej nie potrafiliśmy zbudować z Louisem, mimo wielu, bardzo trudnych prób, które przechodziliśmy zwycięsko.



*


Dziwnie się czułem, gdy Gemma otworzyła drzwi frontowe, zerkając w moją stronę bez większego zainteresowania i chyba ta jej chłodna obojętność połączona z brakiem jakiegokolwiek komentarza zabolała bardziej, niżeli gdyby mnie uderzyła w twarz. Minęła mnie bez słowa, gdy stanąłem na korytarzu, ignorując zupełnie moją obecność, a potem zniknęła w salonie, skąd chwilę później usłyszałem jej stłumiony śmiech i poczułem, że coś skręca mnie nieprzyjemnie w żołądku.
Zdjąłem z ramion grubą, ciepłą kurtkę i odwiesiłem ją, drżącymi palcami ściągając też buty. Swoją reakcją Gemma dała mi jasno do zrozumienia, po czyjej stoi stronie. Odłożyłem torbę na bok, chcąc z nią natychmiast porozmawiać, bo nienawidziłem, kiedy atmosfera między nami stawała się gęsta i nieprzyjemna. Udałem się więc do salonu, w którym spodziewałem się zobaczyć też mamę, ale ku mojemu zdziwieniu, nie było jej tam.
Zamiast niej, na kanapie, tuż obok przystrojonej pięknie choinki siedział Niall, ubrany tak odświętnie, że ledwie go rozpoznałem. Zmarszczyłem brwi na widok granatowej, zapiętej po ostatni guzik koszuli. Uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Cześć Hazz – powiedział wesoło, a sądząc po jego wciąż zarumienionych policzkach, musiał przyjechać maksymalnie dziesięć minut przede mną. Kiwnąłem w odpowiedzi głową, nie bardzo wiedząc, co powinienem teraz zrobić i czy cokolwiek powiedzieć. – Przyjechałem tylko na chwilę, niedługo mam samolot do domu, do Irlandii i przyszedłem się pożegnać – powiedział, a obserwując łagodny blask w jego oczach, natychmiast zrozumiałem.
- I to nie ja jestem osobą, do której przyjechałeś, prawda? – mruknąłem – Och, oczywiście, że nie. Przecież nawet tu nie mieszkam – odpowiedziałem sobie, nim ktokolwiek zdążył nawet otworzyć usta. Wzruszyłem szybko ramionami, nie będąc pewnym, czy nieprzyjemne uczucie, które rozlało się po moich wnętrznościach było złością, czy zazdrością. Obrzuciłem Gemmę zdezorientowanym spojrzeniem, przesuwając wzrokiem po wąskich spodniach, podkreślających jej długie nogi, zatrzymując się trochę dłużej na luźnej, beżowej koszuli, podwiniętej tak, by podkreślić szczupłe przedramiona dziewczyny i po raz pierwszy w życiu dostrzegłem w niej naprawdę atrakcyjną kobietę. W dłoniach trzymała niewielkie, podłużne pudełko i zrozumiałem, że przeszkodziłem im w czymś ważnym. Uśmiechnąłem się więc, choć nieco sztucznie, a potem bez słowa wyszedłem z salonu, zostawiając ich w nim samych.

Chwyciłem swoją torbę, wciąż leżącą przy drzwiach, ruszając po delikatnie skrzypiących schodach do pokoju, w którym spędziłem całe swoje dzieciństwo i poczułem przechodzące przez całe ciało dreszcze, gdy tylko się w nim znalazłem.
Anne niczego w nim nie zmieniła, wszystko zostało w nim dokładnie takie, jakim było, gdy miałem szesnaście lat. Uśmiechnąłem się delikatnie na widok licznych zdjęć, przyczepionych do tablicy korkowej nad biurkiem i z cichym jękiem odłożyłem szkłem do dołu najnowszą, oprawioną fotografię, przedstawiającą mnie i Louisa, gdy ten mnie o nią poprosił, wróżąc mi solową karierę, jeszcze w czasie kastingów.

Przysięgam, nie chciałem podsłuchiwać ani podgląda, ale okno w mojej sypialni było otwarte i wychodziło wprost na werandę, na której stali teraz blondyn i moja siostra, a moja ciekawość zwyciężyła nad lojalnością. Czując, że zachowuję się niewłaściwie, stanąłem pod takim kątem, by nie zostać przez nich zauważony i po prostu patrzyłem, starając się skupić na słowach, wychodzących z ich ust, jednak ginęły one w silnych podmuchach wiatru i płatkach śniegu, krążących w powietrzu. W pewnym momencie pod nasz dom przyjechało duże, sportowe auto i Niall machnął lekko ręką w jego stronę, uśmiechając się lekko i zerkając nerwowo na zegarek, a potem pochylił się i pocałował Gemmę w usta, biorąc jej twarz w zakryte ciemnymi rękawiczkami dłonie.
Przysięgam, to był najdziwniejszy widok w życiu, obserwować swoją siostrę i jednego z najlepszych przyjaciół w tak intymnej sytuacji. Wydawało mi się to nierealne i niewłaściwie, tym bardziej, że cholera, to nie był koleżeński buziak. Trwał on zdecydowanie za długo, bym mógł sobie to wmawiać, chcąc poczuć się lepiej. Cofnąłem się gwałtownie od okna, krzywiąc się. Przed oczami mignął mi zegar i z bolesnym uciskiem w żołądku uświadomiłem sobie, że za trzy godziny Louis skończy dwadzieścia dwa lata.



*


Gemma stała oparta o blat w kuchni, wystukując zadbanymi paznokciami jakiś nieznany mi rytm piosenki, którą ta śpiewała zbyt cicho, bym mógł rozróżnić słowa. Wpatrywała się wyczekująco w czajnik i nawet nie zauważyła mojej obecności. Westchnąłem cicho za jej plecami.
- Więc ty i Niall to już oficjalne? – zapytałem, odrobinę zbyt szorstko, niżeli zamierzałem. Szatynka wzdrygnęła się i podskoczyła lekko, a potem powoli odwróciła się w moją stronę. W jasnych oczach błyszczały jej zawziętość i gniew i resztki strachu.
- Kupiłeś jakiś prezent dla Louisa? – zapytała zamiast udzielić mi odpowiedzi, a ja miałem wrażenie, jakby ktoś z całej siły kopnął mnie w żołądek. Zemdliło mnie i skrzywiłem się nieznacznie, starając się jednak tego po sobie w żaden sposób nie pokazywać.
- Dlaczego powinienem coś dla niego mieć? – odpowiedziałem, obserwując, jak jej twarz zaczerwieniła się ze złości. Znalazła się przy mnie w ciągu dwóch sekund, policzkując mnie z całej siły, sprawiając, że zachwiałem się na nogach i syknąłem z bólu, bo cholera, Gemma była w tym prawdziwą mistrzynią.
- Ty pieprzony egoisto – warknęła, wbijając boleśnie palec w mój mostek – Jesteś dupkiem i Louis nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Lepiej, żebyś złożył mu te cholerne życzenia urodzinowe, bo przysięgam, twoje jaja zawisną na choince obok bombek, jeśli tego nie zrobisz – dodała, a potem bez słowa wycofała się z kuchni, zostawiając mnie ze swoim lekkim uśmiechem i mętlikiem w głowie.



*



Gdy tylko usłyszałem bicie dużego zegara mamy, oznaczające, że wybiła północ, z pamięci wystukałem jego numer, wpatrując się w śnieżnobiały sufit swojego pokoju. Odebrał po pierwszym sygnale, zupełnie, jakby wyczekiwał na mój telefon.
- Louis – powiedziałem, a jego imię zabrzmiało w moich ustach dziwnie obco – Zestarzałeś się – mruknąłem, a on roześmiał się ciepło po drugiej stronie słuchawki i przez tę krótką chwilę poczułem odprężające ciepło.
- Urodziłem się o czternastej, więc wciąż jestem szczęśliwym posiadaczem jedynki na końcu. – Głos chłopaka był ochrypły, a w tle słyszałem charakterystyczny, niski głos Liama, który tłumaczył coś komuś bardzo szybko – A zestarzałeś się to kiepski pomysł na życzenia urodzinowe, wiesz? – zapytał, a ja westchnąłem, poruszając się nerwowo na pościeli, słysząc tak znajomy, ironiczny ton. Wydawał mi się być odrobinę zbyt głośny i natychmiast uświadomiłem sobie, co jest tego powodem.
- Piłeś? – zapytałem, choć na dobrą sprawę nie potrzebowałem odpowiedzi, słysząc jego chrapliwy oddech – Nieważne, to twoje urodziny – mruknąłem, podnosząc się z pościeli. Szybkim krokiem podszedłem do okna i stanąłem w tym samym miejscu, w którym znajdowałem się, gdy obserwowałem Nialla i Gemmę. – W każdym razie, życzę Ci wszystkiego najlepszego, Louis – powiedziałem cicho, przypominając sobie, jakie to było uczucie, gdy w zeszłym roku szeptałem życzenia urodzinowe prosto do jego ucha, gdy kochaliśmy się tak mocno, jak jeszcze chyba nigdy.
- Tylko na tyle zasłużyłem, Harry? – zapytał, a ja zdrżałem od nagłego chłodu, z jakim się do mnie odezwał i byłem pewien, że właśnie po raz kolejny się napił.
- Nie, Louis – zaprzeczyłem natychmiast, a dłonie zaczęły trząść mi się z nerwów i złości – Zasłużyłeś na dużo, dużo więcej. Mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie ci żałować odejścia z One Direction i że będziesz spełniał swoje marzenia i realizował postawione cele. Że znajdziesz kogoś, kto pokocha cię i da ci wszystko, czego pragniesz i z kim założysz kiedyś rodzinę, i…
- Skończ z tym gównem, kurwa – przerwał mi, a każde jego słowo było ostre jak brzytwa noża. Nie czułem nic i chyba to było najgorsze, wypełniająca mnie pustka. – Po prostu idź do diabła, Styles – warknął i to wystarczyło, by coś we mnie pękło.
- Nie potrafisz godnie znosić porażki! – wydarłem się, zaciskając mocno dłoń w pięść. – Nigdy nie potrafiłeś przegrywać i nie umiesz nawet godnie przyjąć naszego końca, to żałosne, Louis.
- Nie waż się tak o mnie mówić, Harry – usłyszałem, a zaraz po tym do moich uszu dotarł stłumiony głos Liama i straciłem nad sobą panowanie.
- Dlaczego? Co takiego zrobisz, naskarżysz na mnie Liamowi? Gówno mnie obchodzi jego zdanie!
- Liamowi? – Louis roześmiał się głośno, a jego pijacki chichot wprawiał krew w moich żyłach we wrzenie. – Nie, Harry. Myślę, że znów zadzwonię do Blindgossip i opowiem im uroczą historyjkę o tobie i o mnie – oznajmił spokojnie – Szkoda, że od dłuższego czasu, to jedyny sposób, by uświadomić Ci, jak zniszczonym jesteś człowiekiem – dodał, a ja z opóźnieniem zorientowałem się, co powiedział, bo nie potrafiłem w to wszystko uwierzyć. Krótki sygnał dźwiękowy sekundę później oznajmił mi, że połączenie zostało przerwane, a ja bez większego zastanowienia cisnąłem swoim telefonem z całej siły, nie dbając o to, w jakim będzie stanie, gdy się uspokoję. Zacząłem demolować wszystko, co nawinęło mi się pod rękę, zrzucając po kolei z półek ramki ze zdjęciami, puchary, książki, kosmetyki, przeklinając przy tym tak głośno, jak chyba jeszcze nigdy. Nie dbałem o to, że od stłuczonego szkła poraniłem sobie dłonie, po których teraz ściekała krew - byłem w amoku i nie potrafiłem przestać. Louis był osobą, która donosiła na nas temu cholernemu portalowi i ja nie byłem w stanie tego znieść.
Kilkanaście sekund później, do mojego pokoju wpadły Gemma i Anne, najprawdopodobniej zwabione przeraźliwym hałasem, który wokół siebie tworzyłem. Moja siostra momentalnie chwyciła mnie za ramiona, odciągając od pamiętników z dzieciństwa, które właśnie darłem na strzępy, przyciągając do mocnego uścisku, który poplamił jej koszulę nocną krwią z moich dłoni.
- Apteczka – mruknęła moja matka, bardziej do siebie, niżeli do mnie czy Gemmy, a potem zniknęła na schodach, a ja zamknąłem oczy, wpadając w jakiś dziwny trans, z którego miałem nadzieję już nigdy się nie wybudzić.



*



 - W porządku, w dniu dzisiejszym One Direction zostaje odwołane. Zaraz poproszę kogoś, by zwołał konferencję i ogłosił to prasie. Panie Styles, musimy jeszcze przedyskutować warunki pańskiej umowy, zapraszam do gabinetu obok. – Otyły mężczyzna uśmiechnął się do mnie ciepło, a ja kiwnąłem tylko głową, chowając do kieszeni szerokiej, szarej bluzy swoje obwiązane bandażami dłonie. Kątem oka widziałem, jak Liam kieruje się do wyjścia, tłumacząc się gorączkowym szeptem troską o ciężarną Sophie. Zayn uściskał go mocno, a potem zerknął nieśmiało w moim kierunku.
- Do zobaczenia wkrótce, Stary – szepnął mi do ucha, klepiąc wgłębienie między moimi łopatkami tak ostrożnie i delikatnie, jakby sam nie wierzył w swoje słowa, a potem powtórzył ten gest z resztą, po czym uśmiechnął się do nas ostatni raz i wyszedł, trzęsąc się jak osika od emocji.
Zignorowałem zarówno Nialla, jak i Louisa, kierując swoje kroki prosto do sali, w której miałem podpisać nowy, solowy kontrakt i wreszcie zapomnieć o wszystkich trudach, które musiałem znieść.

Wiedziałem jedno – nigdy nie zapomnę miłości do niebieskookiego.


I nigdy nie zapomnę też sposobu, w jaki sprzedał nasz związek mediom.

3 komentarze:

  1. O kurczę, nieźle się porobilo :(
    Tyle emocji w tym rozdziale...
    Obawiam się, że nie będzie happy endu niestety :((

    OdpowiedzUsuń
  2. czytając całość jakoś się trzymalam, ale ostatnie zdanie "I nigdy nie zapomnę też sposobu, w jaki sprzedał nasz związek mediom" rozwaliło mnie i się popłakałam. Na prawdę świetny rozdział, warto było czekać. Taki obrót spraw. ah Louis, Louis :( ale, może teraz Harry będzie z Nickiem ( <3 ). Genialny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro to już prawie konic, myślę, że powinnam to się rozpisać. Chuba jestem Ci to winna.
    Możę zacznę od końca, czyli podsumowania. Lou sprzedał związek z Harrym. Ten wątek w zestawieniu z Tobą, dało mi jedno skojarzenie - czytałam kiedyś takiego Twincesta (nie jestem pewna, czy to nie był Nasz Czwartek, ale nie pamiętam dokładnie). Nie mówię, że ściągnęłaś to z tego opowiadania, ale tak mi się to skojarzyło i zostawiło po sobie taki mały (nie)smaczek. Chociaż od pierwszego rozdziału zamieściłaś w opisie opowiadanie informację, że będzie ono zawierało w sobie angst, to ja od początku naniego czekałam, a dopiero teraz go odczułam.
    Chciałabym napisać, ze to było niebanalne opowiadanie, bo czuję, że wiele w nie włożyłaś. Bardzo mi się podobało to upodobnianie go do zdarzeń rzeczywstych, które miały miejsce i wkładanie między nie Twojej wersji wydarzeń i ich interpretacji. Ale, gdy czytałam koljny rozdział, w których chłopcy do siebie wracają, a już za dwa rozdziały znów się między nimi działo źle i się rozstawali, to nie powiem, że było to trochę męczące i nudne. Louis zdradział Harrego, Harry zdradził Louisa, pogodzili się i znów się pokłócili, bo Eleanor niby była wciąży, jak już do sobie wrócili to znów coś nowego. Nie chcę nazwać tego tasiemcem, nie chcę powiedzieć, że było to źle napisane, ale miąłam wrażenie, ze główny wątek wciąż zatacza koło.
    Co do wątków pobocznych - tutaj muszę oddać Ci co Twoje. Były one bardzo dorze napisane, ciekawie. Oczywiście najbardziej podoba mi się postać Gemmy, dobrze rozbudowana, stała się jedną z głównych postaci. No i oczywiście jej związek z Nialem, naprawdę, w tej kwesti popłynęłaś z tematem i wyszło to genialnie! Trzeba tutaj też oddać chwilę postawie Nicka. Postać, której postawy nie potrafię zrozumieć i mogę się tylko domyślać co miałaś na myśli wkładając mu w usta te wszystkie okropne teksty do Louisa i kierując jego zachowaniem.
    Nie mniej uważam to opowiadanie za bardzo dobre, zawsze wyczekiwałam z niceirpliwością na kolejną część. Potrafisz opisać emocje, sprawić, że się wzruszę lub uśmiechnę kiedy trzeba. I żałuje, ze to już koniec tego opowiadania, ale wierzę, że nanimi nie poprzestaniesz :)
    I żeby było jasne, nie jestem jakimś krytykiem, nie znam się na pisaniu. Chciałam tylko napisać to co czuję na temat tego opowiadanie i jak jes odbieram, bo jak już napisałam, wydaje mi się, że jestem Ci to winna.
    M.

    OdpowiedzUsuń