niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział trzynasty

 All by myself I'm here again
I'm just drunk again to feel a little love



Od samego rana źle się czułem, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Świadomość, że już jutro, najprawdopodobniej jeszcze przed południem, pojawi się tutaj ciężarna Eleanor, sprawiała, że przez całe moje ciało przechodziły nieprzyjemne dreszcze. Wiedziałem, że jest zbyt wcześnie, by po dziewczynie było widać, w jakim jest stanie, jednak mentalnie nastawiłem się na obraz brunetki z dużym, nisko osadzonym brzuchem, w którym rozwija się dziecko kogoś, kogo tak bardzo kochałem… Robiło mi się niedobrze na samą myśl o tym i tuż przed występem, zwymiotowałem dwukrotnie z nerwów, sprawiając tym samym, że zostałem nafaszerowany jakimiś lekami,  które nie były mi w ogóle potrzebne, jednak nikt nie chciał mnie słuchać. Starałem się zbyt wiele nie odzywać, bo głos mi się trząsł i załamywał, jednak to niewiele pomogło i na wieczornym koncercie, przyjaciele kilkakrotnie musieli mnie wesprzeć, obracając całą sytuacje w żart. Najgorzej jednak było jak zawsze, na Over Again. Ta piosenka, odkąd tylko pamiętam, budziła we mnie wiele uczuć i nigdy nie potrafiłem podejść do niej obojętnie, teraz jednak coś się zmieniło. Starałem się być silny. Z całego serca starałem się trzymać, ale myśl, że już nigdy nie będziemy mogli „zacząć od początku”, bo Louisa i Eleanor do końca życia będzie łączyło dziecko, a więc i ogromne zobowiązania; sprawiła, że zupełnie się rozkleiłem i pod koniec utworu, wszyscy mogli zobaczyć łzy w moich oczach i usłyszeć, jak dławię je w gardle. Ja sam musiałem na chwilę opuścić scenę, by odrobinę się uspokoić. Chryste, zbyt wiele na mnie spadło w zbyt krótkim czasie.
Ktoś wcisnął mi miedzy spierzchnięte wargi termometr, by zmierzyć mi temperaturę, ktoś inny podał mi chusteczkę, bym mógł wytrzeć swoje mokre od łez policzki, podczas gdy ktoś poprawiał moje włosy i pudrował nos. Ktoś inny wrzeszczał coś o nadmiarze pracy, narzekając na napięty grafik, ktoś sugerował, bym został odwieziony do szpitala, tak na wszelki wypadek. Wszystko działo się tak szybko, że ledwie zarejestrowałem kątem oka moją siostrę, stojącą na uboczu, wpatrzoną w moją twarz. Wiedziałem, że jako jedyna nie wierzyła w moją chorobę.
- Później – szepnąłem do niej jedynie, na co skinęła ostrożnie głową, gestem pokazując mi, bym się uśmiechnął, co natychmiast uczyniłem, świadomy, że za dwanaście sekund znów będę na scenie. Przywołałem w myślach obraz tysięcy fanek, zgromadzonych na koncercie i zacisnąłem dłonie w pięści.  Musiałem dać radę, musiałem być silny dla nich i musiałem robić wszystko, by wydać się szczęśliwym, spełnionym i zabawnym chłopcem w loczkach, którego tak bardzo kochały.


*

Nie miałam okazji, by porozmawiać z Harrym, który od razu po koncercie, został odwieziony w tajemnicy przed wszystkimi z zewnątrz do szpitala na kontrolne badania. Lekarze zdecydowali zatrzymać go na noc, by podać mu wzmacniającą kroplówkę; przepadła więc szansa na spokojną rozmowę. Nie wierzyłam w to, że wątpliwe w mojej opinii przeziębienie, jest sprawką jego łez na scenie  i fatalnego nastroju w ciągu całego dnia, jednak dobrze rozumiałam zarząd, który tak przesadnie się o niego troszczył. Głos mojego brata i jego wizerunek są warte miliardy funtów i bez znaczenia jest to, ile ich należy wydać, by Harry był zdrowy i piękny, to zawsze było oczywiste.
Domyślałam się, co, a może raczej kto był powodem okropnego samopoczucia szatyna, więc obiecałam sobie, że gdy tylko będę miała okazję, porozmawiam z Louisem.


*

Zastanawiałam się, jak ktokolwiek przy zdrowych zmysłach może wciąż wierzyć, że Louis i Calder tworzą szczęśliwy związek. Co oczywiste, rozumiałam, że nie wszyscy fani przyjmują do siebie myśl,  że mój brat i niebieskooki mogą tworzyć parę, jednak nielogiczne było dla mnie nazywaniem Eleanor i Tomlinsona idealną, spełnioną i prawdziwą miłością. Obserwowałam ich przez okno wraz z Niallem stojącym tuż obok mnie, klnącym cicho pod nosem. Trzymaliśmy w dłoniach kubki z gorącą herbatą i patrzyliśmy ze zniesmaczeniem na nich, spacerujących według rozkazu zarządu, wzdłuż najbardziej obleganego przez fanki wejścia do areny. Śmiać mi się chciało na widok tego, jak chłopak nieudolnie próbuje iść z nią za rękę, podczas gdy ona uśmiechała się tylko chłodno, wyniośle krocząc tuż obok niego. Wiedziałam, że Calder wykonuje tylko swoją pracę, przy okazji nagminnie reklamując jeden ze sklepów z odzieżą, do którego ja sama nigdy bym nie weszła, jednak  wszyscy aż za dobrze zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że brunetka kocha Louisa i tym samym nienawidzi z całego serca Harry’ego. Wszyscy zdawaliśmy sobie też sprawę, jak bezlitosną i bezwzględną suką potrafi być, gdy bardzo czegoś chce i to właśnie przerażało w niej najbardziej, ta okropna pewność siebie i wulgarność, w której nie miała żadnych zahamowań. Niall pogładził mnie po głowie, wzdychając ciężko, a ja oparłam głowę o jego ramię. Pachniał mocno drogim, korzennym perfumem, idealnie do niego dobranym.
- Żal mi tego dzieciaka – mruknął do mnie cicho, a ja uśmiechnęłam się pod nosem łagodnie, zdając sobie sprawę ze śmieszności tych słów, zważywszy na to, że Louis był najstarszym członkiem zespołu. – Nie mogę patrzeć na tą całą Calder – dodał, krzyżując ręce na ramionach. Zerknęłam na niego uważnie, szturchając go delikatnie w bok.
- Czy to nie ciebie przyłapałam na rozmowie z Liamem? To chyba było coś na temat długości jej perfekcyjnych nóg, dobrze pamiętam? – zapytałam, przywołując na twarz jeden z moich charakterystycznych, kpiących uśmieszków. Chłopak pokręcił szybko głową, odrobinę zbyt energicznie, by wyglądało to naturalnie. Zupełnie się tym jednak nie przejęłam.
- Wiem, do czego zmierzasz, Gemms – powiedział cicho, przenosząc wzrok ze swoich splecionych dłoni, na parę „zakochanych” za szybą. – I już dobrze, przyznaję, jest całkiem niezła. Lou nie powinien aż tak na nią narzekać - dodał, a ja skrzywiłam się nieznacznie, zerkając na niego wymownie. Natychmiast się zreflektował - To znaczy, jej ciało jest w porządku, z twarzy w ogóle mi się nie podoba. Ale czego się spodziewaliśmy, mała? Modest nie zatrudniłby byle kogo. Louis powinien się cieszyć, że jego przymusowa dziewczyna nie wygląda jak pączek w maśle.
- Ciało to nie wszystko – warknęłam jedynie, ignorując to dziwne zdrobnienie i irytując się na niego. Uśmiechnęłam się lekko, wypuszczając z ulgą powietrze gdy zauważyłam, że Lou i Eleanor kierują się w końcu do wejścia budynku.  – Całe szczęście, że to już koniec. Muszę z nim porozmawiać  - oznajmiłam, całując Nialla w policzek na pożegnanie. Zaśmiałam się pod nosem widząc rumieniec na jego twarzy.

*

Wchodząc do garderoby przeznaczonej dla Louisa, nie spodziewałam się, że ktoś mnie uprzedzi. Skrzywiłam się bezceremonialnie, stając twarzą w twarz z największym koszmarem sennym Harry’ego i powoli moim także. Nie mogąc się powstrzymać, obcięłam ją wzrokiem, w duchu przyznając rację blondynowi. Nogi miała świetne i wiele bym za nie oddała, ale ta twarz…
- Zgubiłaś się? – usłyszałam nieprzyjemny, wysoki głos i jęknęłam w duchu słysząc jej idealny, brytyjski akcent.
- Nie – warknęłam, odrobinę głośniej, niż zamierzałam. – Przyszłam do Louisa.
- Chyba nigdy nie uwolnisz się od tych Stylesów, co, Lou? – mruknęła, podwijając rękawy bawełnianej koszuli. Zastanawiałam się, jak ktoś z tak długimi paznokciami, może normalnie funkcjonować. – Z resztą, wszystko mi jedno, możesz robić za świadka naszej rozmowy – dodała, a ja uniosłam pytająco brew. Dopiero teraz zauważyłam, w jakim stanie był chłopak. Jego skóra przybrała koloru świeżego śniegu. – Na czym skończyłam? – zaczęła znów, wahając się tylko przez moment – Ah tak, publiczne oświadczyny  – oznajmiła, a ja roześmiałam się głośno. Nie rozumiałam, dlaczego szatyn w ogóle z nią na takie tematy rozmawia.
- Jakie oświadczyny? Czy ty już do reszty zgłupiałaś? – zapytałam, nie przestając się śmiać. Coś w wyrazie twarzy brunetki sprawiało, że miałam ochotę się na nią rzucić. Wydęła wargi w dziwnym, pełnym satysfakcji grymasie.
- Skarbie, chyba nie myślisz, że zarząd pozwoli Louisowi mieć nieślubne dziecko? – powiedziała, wyraźnie akcentując ostatnie słowo. Słodycz jej idealnego głosu przepełniona była ciężkim jadem. W pierwszej chwili znaczenie jej słów rozmyło się w moim umyśle, zbyt oburzonym samą jej obecnością, jednak gdy dostrzegłam, jak sugestywnie pogładziła swój idealnie płaski brzuch, natychmiast zrozumiałam, wyrywając się z dziwnego letargu. Louis wyglądał jakby miał w każdej chwili zemdleć.
- Nie – jęknęłam, zerkając błagalnie na chłopaka, który jednak wydawał się być równie przerażony, co ja.  – Ty suko! – wydarłam się, zanim jeszcze zdążyłam ugryźć się w język – Ty obrzydliwa, okropna manipulantko! – krzyczałam, nie licząc się z hałasem, jaki tworzyłam. Niebieskooki kręcił jedynie głową, prosząc mnie niemo, bym tego nie ciągnęła, ja jednak nie potrafiłam odpuścić. – Od początku to wszystko zaplanowałaś! – wrzeszczałam, kręcąc się po pokoju. Miałam ochotę się na nią rzucić, ale coś w mojej głowie zabraniało mi tego zrobić. Jakaś niewielka, czerwona lampka, nakazująca mi pamiętać o ciąży Eleanor… - Wyliczyłaś sobie, kiedy masz dni płodne i zaciągnęłaś go do łóżka specjalnie! – Głos drżał mi z nerwów. Oczami wyobraźni widziałam swoje dłonie zaciśnięte na jej gardle.
- Do niczego go nie zmuszałam – powiedziała cicho, uśmiechając się delikatnie, zwycięsko. – Ale zmuszam teraz. Do wzięcia odpowiedzialności za to, co zmajstrował – dodała, ponownie gładząc czule swój brzuch.  – Louis mi się oświadczy, a potem weźmiemy ślub. To już postanowione, nie strzęp sobie języka – oznajmiła, wyginając wargi.  Zakręciło mi się w głowie, nie mogłam tego dłużej znieść. Patrzyłam na nich z przerażeniem. Lou wydawał się tkwić w jakimś dziwnym otępieniu, tak jakby zupełnie nie rozumiał powagi sytuacji. Zerkał jedynie to na dziewczynę, to na mnie, sprawiając tym samym wrażenie obłąkanego.
Fakt, że Harry trafił do szpitala, przestał mnie w jakikolwiek sposób dziwić.



*



Noc spędzona w szpitalu dobrze mi zrobiła. Wraz z kroplówką, zostały mi podane leki nasenne i nie pamiętałem, kiedy ostatni raz obudziłem się tak wypoczęty , choć rzeczywistość uderzyła we mnie z podwójną siłą. Wróciłem do hotelu, uśmiechając się ciepło do mijającego mnie na korytarzu Nialla i nim się zorientowałem, obaj trzymaliśmy już kije do golfa, zapominając o całym świecie. Zerkając na wyświetlacz swojego telefonu, skrzywiłem się nieznacznie na widok tak wielu nieodczytanych smsów od Louisa, nie zamierzałem jednak ich sprawdzać – nie było słów, które mogłyby nam teraz pomóc i chyba ta świadomość była najgorsza. Wcześniej być może udałoby się cokolwiek naprawić; teraz wiedziałem, że Lou ma nową rodzinę, czy tego chce, czy nie. I nie zamierzałem pozwolić, by jakiś dzieciak, którego brunetka miała urodzić, a który miałby geny niebieskookiego, byłby nieszczęśliwy z mojego powodu. Wszystko legło w gruzach i nie czułem wyrzutów sumienia, wychodząc wieczorem na imprezę do klubu. Nie czułem się źle, tańcząc z przypadkowymi mężczyznami. Nigdy jednak nie posunąłem się dalej, choć przecież mogłem.



*


Westchnąłem ciężko, trzymając w rękach dwie butelki smakowej wódki. To zabawne, a jednocześnie i tragicznie. Kiedy ma się te piętnaście lat, obiecuje się sobie, że gdy będziemy starsi, alkohol nie będzie służył nam do zapominania o problemach, do ulepszania zabawy. Wmawiamy sobie, że będziemy inni, lepsi, że się nie stoczymy, nie sięgniemy po żadne używki. A potem, zupełnie niespodziewanie, przychodzi dzień, w którym z bezsilności kupujemy pierwszą flaszkę, która przynosi nam chwilową ulgę. I kolejną, by była ona jeszcze większa.
Pewnym krokiem przemierzałem korytarz, chcąc znaleźć się jak najszybciej w pokoju mojej siostry. Wiedziałem, że czekają tam już na mnie Liam i Niall, dlatego przyspieszyłem kroku, idąc właściwie na oślep i w tym samym momencie drzwi od pokoju Louisa otworzyły się, a on sam stanął tuż przede mną, ubrany w obcisłe, ciemne spodnie i beżowy sweter, ładnie podkreślający jego szczupłą, delikatna sylwetkę. Ścisnęło mnie na ten widok w żołądku, był taki piękny…
- Oh – wyrwało mu się, gdy tylko dostrzegł, że nie jest sam. Odruchowo cofnąłem się o krok, chowając alkohol za swoimi plecami, jednak to było na nic, chłopak zdążył już go zauważyć – Harry, proszę, poczekaj – jęknął za mną, gdy, sam nawet nie wiem kiedy, zacząłem szybkim krokiem wycofywać się w kierunku mojej sypialni. Nie chciałem, naprawdę nie chciałem z nim rozmawiać, ale nie potrafiłem tak po prostu uciec. Zatrzymałem się więc w połowie kroku, z rezygnacją wyciągając dłonie przed siebie. Nie było sensu ukrywać moich zamiarów. – Proszę, porozmawiaj ze mną, nie możesz mnie tak po prostu teraz zostawić – dodał, znajdując się przy mnie w dwie sekundy i desperacko chwytając się mojej bawełnianej koszulki. Odsunąłem go od siebie ręką, bojąc się, że posunie się dalej. Nie chciałem mu ulegać.
- Louis, nie tylko mogę, ale i powinienem – westchnąłem, zaciskając mocno palce na gwincie butelki. Bałem się, że ze zdenerwowania pęknie w moich rękach – Nie rozumiesz?- zapytałem, zerkając na niego i po raz pierwszy od tamtego dnia uważnie mu się przyjrzałem. Wyglądał, jakby miał za sobą kilka nieprzespanych nocy. Policzki mu się zapadły, a skóra zdawała się być blada i cienka jak pergamin, podczas gdy pod oczami pojawiły się kontrastujące z jej kolorem sińce.
- Jeśli… jeśli Eleanor urodzi to dziecko – zaczął drżącym głosem, ledwie wypowiadając ostatnie słowo – Czy jest wtedy jakakolwiek szansa, żebyśmy mogli być razem? – zapytał, zagryzając nerwowo wargę. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć albo zwymiotować. Obaj znaliśmy odpowiedź, zanim jeszcze otworzyłem swoje usta.
- Nie, Lou. Każde dziecko, a zwłaszcza twoje, zasługuje na to, by mieć dwójkę kochających rodziców i żyć w szczęściu, a nie w ciągłych kłamstwach, w rozbitej rodzinie. Nie oczekuj ode mnie, że zgodzę się na taki układ, bo doskonale wiesz, co ci odpowiem. Nigdy nie będę chciał, by to dziecko znienawidziło mnie, tylko dlatego, że jego tatuś wolał żyć ze mną, niż z nim – mruknąłem, biorąc głęboki oddech.  Niebieskooki wpatrywał się we mnie ze smutkiem, nic nie odpowiadając. Trząsł się cały i nie byłem pewien, czy ukrywa w ten sposób szloch, czy to po prostu z nerwów lub z zimna. Wiedziałem jednak, że nie wytrzymam ani sekundy dłużej tej rozmowy. – Przepraszam, Louis. Jestem umówiony – westchnąłem, wymijając go. Potrzebowałem alkoholu. Dużej ilości. Natychmiast.
- Z Eleanor też nigdy nie stworzę domu dla tego dziecka, nie kocham jej!  - krzyknął, gdy byłem już przy drzwiach Gemmy. Pokręciłem jedynie głową, naciskając klamkę.



*



Nie potrzebowałem pytać, by wiedzieć, że wszystko słyszeli. Wystarczyły ich miny, gdy przekroczyłem próg pokoju i świadomość, że ściany hotelowe miały to do siebie, że były cienkie jak papier. Nie chciałem na trzeźwo poruszać tematu Louisa, dlatego gdy tylko wszyscy wygodnie się rozsiedli, otworzyłem alkohol, uśmiechając się pod nosem na ostry zapach, który dotarł do mojego nosa. Czasami prymitywne rozwiązania wydawały mi się być najlepszymi. Odgarnąłem zmęczonymi palcami grzywkę z oczu, nalewając sobie do szklanki drogiego trunku. Kątem oka zwróciłem uwagę na Nialla, zapatrzonego rozmarzonym wzrokiem w moją siostrę i zanotowałem w pamięci, żeby z nim o tym porozmawiać. Musiały minąć  dwie godziny, zanim wszyscy zupełnie się rozluźniliśmy, śmiejąc się do rozpuku z idiotycznych, mało znaczących rzeczy.
- Kurwa, że też byliśmy tacy naiwni – mruknął w przestrzeń Zayn po jakimś bliżej nieokreślonym czasie, leżący wygodnie na wolnym łóżku pod oknem. Było mu duszno, więc rozpiął trzy pierwsze guziki swojej obcisłej koszuli, wprawiając tym samym Gemmę w lekkie zakłopotanie, co rozbawiło nas wszystkich z wyjątkiem blondyna, a ja znów uświadomiłem sobie, że coś musi być na rzeczy i zdecydowanie mi się to nie podobało. Zayn wpatrywał się w sufit nieodgadnionym wzrokiem i bardzo ciężko było cokolwiek wyczytać z jego twarzy. Ja sam siedziałem na podłodze, oparty o kolana Liama, rozłożonego na kanapie, podczas gdy moja siostra i Niall zajmowali miejsca na drogich, francuskich fotelach.
- Podziel się całą swoją myślą, stary – zachichotał Payne, za co podziękowałem mu w duchu.
- Podpisując ten cały kontrakt z Modestem. Byliśmy młodzi i naiwni. Nie wiecie, ile razy plułem sobie za to w twarz. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz… - westchnął, przekręcając się na bok. Włosy sterczały mu na wszystkie strony.  – A teraz jeszcze to dziecko. Pewnie zorganizują im wielki, widowiskowy ślub, a Harry będzie robił Louisowi za świadka… - dodał, a mnie przeszły ciarki, bo zdałem sobie sprawę, ile prawdy może być w tym stwierdzeniu.
- Kurwa, jeśli ona już teraz jest w ciąży, trzeba będzie się pospieszyć. Zarząd pewnie będzie chciał, żeby doszło do wesela zanim brzuch Eleanor stanie się widoczny, no wiecie, żeby uniknąć skandalu – głos Nialla przepełniony był goryczą i niechęcią. Zauważyłem, jak Liam wzdryga się na jego słowa. Nie trawił dziewczyny, prawie tak samo mocno, jak ja.
- A potem, kiedy dziecko się już urodzi, powiedzą, że to wcześniak, a poród wywołał ogromny stres i presja… Hazz, tak właściwie, w którym ona jest miesiącu? – zapytała cicho moja siostra, przełykając głośno alkohol. Zagryzłem wargę, zastanawiając się krótko.
- Chyba właśnie zaczęła drugi miesiąc… Kilka dni temu powiedziała Louisowi, że od trzech tygodni spóźnia jej się okres, więc…
- Co?! – przerwała mi momentalnie Gemma, podnosząc się na chwiejnych nogach. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczyma. – Okres? Co? Nie było żadnego testu ciążowego, niczego? – naskoczyła na mnie, klękając na podłodze obok mnie. Wszyscy nagle bardzo się ożywili, a ja wciąż nie rozumiałem, w czym jest rzecz.
- Nie wiem, nikt mi niczego nie pokazał, ja… uznałem, że…
- Harry! – przerwała mi ponownie, zaciskając mocno palce na moich ramionach – To pierwsza rzecz, którą powinniście od niej zażądać! Test ciążowy, albo pieprzone usg! Jeśli ona wam tego nie pokazała…
- Możemy od niej zażądać dowodu. To żaden problem wysłać kogoś z obsługi hotelowej do apteki, myślę, że kilka stów za fatygę powinno wystarczyć – mruknął Niall, na co moja siostra zgromiła go wzrokiem. Nienawidziła rozrzutności. Chłopak zaczerwienił się delikatnie, wzruszając lekko ramionami – Chyba sobie nie wyobrażasz, Gemma,  że któryś z nas wejdzie sobie tak po prostu do sklepu i kupi test ciążowy – zaśmiał się i wszyscy przyznaliśmy mu rację. Starałem się nie robić sobie wielkich nadziei, ale kiedy na końcu czarnego jak smoła tunelu pojawiło się malutkie światełko, nie mogłem się go nie chwycić.



__________________________
Dziś znów trochę z perspektywy Gemmy, mam nadzieję, że wam ona nie przeszkadza.
Dziękuję za wszystkie komentarze i coraz liczniejsze odwiedziny mojego opowiadania, jesteście cudowni.
Kolejny rozdział pojawi się w środę. Zapraszam do pozostawienia po sobie śladu w komentarzu! :)
PS. Tutaj -> www.he-keeps-me-warm.blogspot.com znajdziecie jednoczęściówkę, napisaną wspólnie z Pauliną. Do napisania!

13 komentarzy:

  1. jejejej, czekałam cały wieczór i się doczekałam i zdecydowanie było warto! uwielbiam perspektywę Gemmy i będę czekać na rozwój wydarzeń między nią a Niallem (bardzo dobry wątek swoją drogą). A opis Eleanor chyba powieszę sobie nad łóżkiem bo jest idealny :D ŚWIETNE, jak zawsze z resztą <3

    + bardzo mi się podoba, że dodajesz piosenki w tytule - to robi nastrój i przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że było warto, nawet nie wiesz, jak mi się zrobiło miło:)
      Ale jeszcze bardziej cieszę się, że polubiłaś perspektywę Gemmy, bo ja też ją uwielbiam, haha. :)
      Bardzo dziękuję za wszystko co napisałaś <3

      Usuń
  2. Ojej, kocham to, że Gemms i Niall coś kręcą :D
    I znowu jej perspektywa- super <3
    Omg, chce już środy, wtedy wszystko się wyjasni, prawda? :)
    Genialne jak zawsze :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, w środę wszystko się wyjaśni, a w każdym razie sprawa Eleanor :)
      Dziękuję za ciepłe słowa, mega mi dodają skrzydeł :)

      Usuń
  3. Omg, jeżeli w koleknych odcinkach będzie się działo to co ja już dzisiaj tutaj widziłam, to ja już chcę kolejne odcinki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, co dziś widziałaś, ale mam nadzieję, że się nie zawiedziesz! :))

      Usuń
  4. Uwielbiam cię, zwłaszcza za końcówkę. :) Mam nadzieję, że Eleanor faktycznie wymyśliła sobie tą ciążę. Bardzo lubię fragmenty pisane z perspektywy Gemmy, możesz częściej takie pisać.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowy rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypadła Ci do gustu perspektywa Gemmy, tym bardziej, że ja sama ją uwielbiam! :)
      To ja uwielbiam Ciebie, za to, że poświęcasz czas mojemu opowiadaniu i komentujesz! :)

      Usuń
  5. Ja chcę, żeby oni mogli być w końcu razem !! Szkoda mi i Hazzy i Lou ;c Nie cierpię Eleanor, w tym opowiadaniu niezła z niej suka i mam nadzieję, że tą ciążę wymyśliła po to żeby rozdzielić Larry'ego... Podobają ,o się fragmenty z perspektywy Gemmy, fajnie się je czyta ;) ♥
    Pozdrawiam i czekam (nie)cierpliwie na następny rozdział :* Buziaki, Victoria ♥♥♥
    PS. Zapraszam na mojego bloga ;) http://larry-forget-the-past.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, kiedy są już dwa nowe rozdziały, ale przez studia nie mam na nic czasu.
      Cholernie się cieszę, że Ci się podoba i że perspektywa Gemmy także przypadła Ci do gustu.
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  6. Dotarłam! Uf, nienawidzę nie mieć internetu... Mniejsza. Nienawidzę Twojej Eleanor(nie, żebym w ogóle za nią szczególnie przepadała...), jest wredna, przebiegła i wszystko komplikuje. I zdenerwowała mnie chyba bardziej, niż Nick w poprzednich rozdziałach. Nie... po głębszym przemyśleniu jednak nie bardziej, niż on. Nick działa na mnie jak czerwona płachta na byka. Uwielbiam z kolei perspektywę Gemmy i uwielbiam samą Gemmę - nie jest taką typową, przykładną i poukładaną dziewczyną. Umie przekląć, umie komuś nawrzucać i bardzo dobrze! Zdecydowanie najlepsza i najbardziej wyrazista postać w Twoim opowiadaniu. Kocham ją! Co do Louisa - jest mi go perfidnie żal, ale z drugiej strony, sam się w to wplątał. Mogę nadal tylko i wyłącznie liczyć na to, że W KOŃCU im się ułoży i Louis będzie z tym, z kim być powinien, niezależnie od przeciwności losu. Czekam na ciąg dalszy!

    Pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też uwielbiam Gemmę, właśnie za taką jej prawdziwość i trudny charakter :)

      Usuń
  7. Kurcze, komentuje dopiero teraz, choć przeczytałam o wiele wczesniej rzecz jasna :3 Bardzobardzobardzo się cieszę, że pojawiło się światełko w ich tunelu, pozytywnie :)))
    Jak zwykle nie moge doczekac się kolejnego <3
    pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń