czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział szesnasty



 I was the match and you were the rock
Maybe we started this fire
 

Kiedy się obudziłem, jeszcze przed nastawionym wieczorem budzikiem, przez w połowie zasłonięte żaluzje przebijało się pomarańczowe światło wschodzącego słońca. Przetarłem zaspane powieki, mrucząc cicho. W powietrzu unosił się delikatny, cytrusowy zapach, sprawiający, że na mojej twarzy namalował się szeroki uśmiech. Był tu, tuż obok. Uniosłem wysoko brwi, gdy dostrzegłem silną, tak bardzo znajomą rękę, oplecioną ciasno wokół mojego pasa. Zasypialiśmy w zupełnie innej pozycji, dlatego chłopak musiał przyciągnąć mnie do siebie przez sen. Poczułem znajome mrowienie w brzuchu, połączone z szybkim biciem serca i wciągnąłem głęboko powietrze. Minęły trzy lata, a ja wciąż nie potrafiłem przyjąć do świadomości ogromnego szczęścia, które mnie spotkało. Louis zasługiwał na najlepsze. Zasługiwał na to, by każdy centymetr kwadratowy jego skóry był całowany. Zasługiwał na kogoś, kto doceni, jak cudowną i utalentowaną jest osobą; na kogoś, kto nigdy nie pozwoli mu myśleć, że jest nikim. Miałem takie ogromne szczęście, że wybrał właśnie mnie…
Ziewnąłem cicho, sięgając dłonią po telefon. Dochodziła siódma rano, a więc miałem jeszcze pół godziny do budzika i półtorej godziny do porannego treningu. Westchnąłem, wchodząc na twittera, bardziej z przyzwyczajenia niżeli z ciekawości. Przewijałem powoli posty, w których zostałem oznaczony, czując dziwny ucisk w brzuchu. Być może gdzieś w głębi serca bałem się, że wszyscy znający część prawdy się ode mnie odwrócą i dlatego zareagowałem tak gwałtownie, dostrzegając zamiast tego tysiące słów wsparcia. Było ich tak wiele, że pojawiły się także w trendach światowych, sprawiając, że emocje wzięły nade mną górę. To było fantastyczne, cudowne uczucie, wiedzieć, że ma się tak ogromne wsparcie. Sam już nie wiem nawet kiedy, po moich policzkach potoczyły się łzy wzruszenia, choć starałem się unikać płaczu. Nie przepadałem za tą wrażliwą, nieco kobiecą częścią mnie, ale coś wewnątrz mnie pękło. Ci wszyscy ludzie, którzy wspierali nas jako zespół bez względu na wszystko, byli cudowni. Ale ci, którzy umieli spojrzeć głębiej, poza setki kłamstw i związków dla promocji, dostrzegali prawdę o mnie i Lousie, stojąc za nami murem, zawsze wzruszali mnie najbardziej. Nie zauważyłem nawet momentu, w którym zacząłem płakać tak mocno. Cały się trząsłem, szlochając głośno i nic dziwnego, że moje chwilowe rozchwianie emocjonalne obudziło szatyna. Chłopak zerknął na mnie zaskoczony, szybko orientując się, co wyrwało go ze snu. Przyciągnął mnie do siebie mocno, a ja automatycznie schowałem twarz w jego miękkich, pachnących włosach, próbując złapać oddech. Niebieskooki gładził mnie delikatnie po nagich plecach, ostrożnie przesuwając palcami po moich wystających łopatkach.
- Harry, już dobrze – powiedział, a ja uśmiechnąłem się mimowolnie na dźwięk jego zachrypniętego, niższego niżeli normalnie głosu. – Miałeś zły sen? – zapytał, całując mnie ostrożnie w czubek głowy. Zamiast udzielić mu odpowiedzi, podałem mu swój telefon, by na własne oczy mógł przekonać się, jak wiele osób w nas wierzy. Przez chwilę jeszcze uspokajałem się, obserwując, jak szczupłym palcem przesuwa komentarze, a potem odkłada urządzenie na bok, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Patrzyłem na niego, tak spokojnego i zrelaksowanego, a wtedy on odezwał się i po tonie, w jakim mówił, zrozumiałem, że on także wzruszył się tak potężnym wsparciem. – Uważam, że powinniśmy im podziękować. Bezosobowo, by zarząd nie mógł w żaden sposób się do nas przyczepić, ale jednocześnie na tyle jasno, by było to zrozumiałe dla wtajemniczonych – oznajmił, sięgając przez całą długość łóżka po swój telefon. Kątem oka widziałem, jak wpisuje kolejne literki, ustawiające się w status na twitterze: Chciałem po prostu powiedzieć dziękuję wszystkim, którzy pomogli nam przez cały ten czas. Westchnąłem cicho, podziwiając to, jak mądrym mężczyzną był i jak dobrze ułożył ten post. Nieco inaczej, niż zwykle, by ten, kto umie zobaczyć więcej, domyślił się, do kogo skierowane są te słowa. Uśmiechnąłem się do niego znacząco, otwierając swój instagram, by wrzucić tam pasujące zdjęcie. Napis dziękuję był idealny. Chłopak zerknął na mnie, a ja mógłbym przysiąc, że zobaczyłem w jego oczach wesołe iskierki. Roześmialiśmy się gwałtownie, gdy mój brzuch zaburczał głośno.



*



Reszta koncertów w Australii minęła mi zaskakująco szybko. Każdy z nich wiązał się z ogromną dawką pozytywnych emocji, dostarczonych mi przez tłum ale jednocześnie z ogromnym zmęczeniem, dlatego niemalże z ulgą przyjąłem ostatni z nich. Japonia na początku roku zrobiła na mnie ogromne wrażenie, więc nie mogłem się już doczekać chwili, gdy nasz samolot w końcu wyląduje, a ja będę mógł zamówić sushi do pokoju i porządnie się wyspać.
Louis spał głęboko od dobrych dwóch godzin, opierając głowę o szybę niewielkiego okna. Jego oddech sprawił, że pojawiała się na niej para. Zastanawiałem się, czy nie powinienem go obudzić, albo przynajmniej ułożyć go nieco inaczej, jednak ostatecznie z tego zrezygnowałem, przykrywając go jedynie polarowym kocem aż po samą szyję.
Lecieliśmy już od siedem godzin, przed nami pozostało jeszcze około czterech. Nigdy nie reagowałem dobrze na tak dalekie podróże. Zesztywniało mi całe ciało, zwiotczały mięśnie. Rozejrzałem się uważnie, chcąc zobaczyć, co robią pozostali. Uśmiechnąłem się lekko, widząc rozluźnionego Zayna, drzemiącego spokojnie na ramieniu Liama, zbyt zajętego oglądaniem jakiegoś nieznanego mi filmu na swoim laptopie, by dostrzec, że mu się przyglądam. Ta dwójka od samego początku dobrze się ze sobą dogadywała i trudno się temu w jakikolwiek sposób dziwić. Spokojni, stateczni, z jasno postawionymi celami na przyszłość, z łatwością nawiązali ze sobą dobry kontakt. Śmiałem się jednak na myśl, że część fanek doszukuje się w ich relacji czegoś więcej, podczas gdy byli oni bardziej jak najbliżsi sobie bracia. Z resztą, Perrie stała się od dawna oczkiem w głowie bruneta i już sam sposób, w jaki wypowiadał jej imię, jasno wskazywał, że bardzo ją kocha. Podobnie było z Liamem i Sophie.
Prześlizgnąłem wzrokiem na kolejne siedzenie, obserwując Eleanor, wpatrzoną gdzieś w przestrzeń. Nie chciałem myśleć o tym, jak bardzo byłem zły, gdy dowiedziałem się, że brunetka odwiedzi Japonię z nami, jednak w tej sprawie moje zdanie liczyło się najmniej. Skrzywiłem się. Nawet kiedy była zmęczona, wydawała się mi się być wyjątkowo ładna. Siedziała skulona na swoim fotelu w ciemnym, granatowym swetrze i skórzanych legginsach, podkreślających długie, szczupłe nogi, podczas gdy falowane, ciemne włosy opadały jej kaskadami na zgrabne ramiona. Przymknęła oczy i dostrzegłem grubą, czarną kreskę narysowaną na górnej powiece. Na uszach miała słuchawki w kolorze pudrowego różu i zdawała się nie zwracać na nikogo uwagi, podczas gdy siedząca obok niej Lou, nasza makijażystka i fryzjerka, z uśmiechem przeglądała zdjęcia na swoim aparacie. Była zupełną przeciwnością dziewczyny i może właśnie dlatego lubiłem ją tak bardzo. Bardzo jasne włosy uplotła w nieco niechlujny kucyk na czubku głowy, pozbawiona makijażu twarz kobiety wydawała się nieco zapadnięta. Długa, wyciągnięta bluza, która kiedyś należała do Liama, podkreślała to, jak bardzo jest drobna i przeraźliwie chuda. Gdyby nie fakt, że na własne oczy widziałem, ile tostów potrafi zjeść na śniadanie, zacząłbym się o nią martwić.
Kiedy niechętnie przeniosłem spojrzenie na Gemmę i Nialla, siedzących najbliżej mnie, skrzywiłem się automatycznie, obrzucając ich chłodnym spojrzeniem, którego nie mogli dostrzec, zbyt zajęci entuzjastyczną rozmową. Blondyn pokazywał jej na laptopie zdjęcia z Japonii, żywo opowiadając jej o każdej fotografii, którą wykonał, a ona słuchała go uważnie, odgarniając długie włosy za ucho. Wiedziałem już, że Horan coś do niej czuje, ale w zasadzie uczucia mojej siostry były mi nieznane. Poczułem się głupio, gdy zdałem sobie sprawę, jak niewiele o niej wiedziałem. Zbyt zajęty swoimi problemami, związanymi z Louisem, zapomniałem o tym, że szatynka także ma swoje zycie, swoje własne kłopoty. Nie przypominałem sobie, by kiedykolwiek traktowała Nialla inaczej, niż resztę zespołu, ale być może po prostu nie zwróciłem na to uwagi. Skoro pół roku zajęło mi rozszyfrowanie chłopaka, który zawsze wydawał mi się bardzo otwarty… Westchnąłem ciężko, obserwując ich kątem oka. Zastanawiałem się, jak mojej uwadze mogły umknąć błyszczące oczy chłopaka, gdy na nią patrzył i ten głupkowaty, potwornie irytujący mnie uśmiech, który automatycznie wkradał się na jego usta, gdy żywo reagowała na słowa, które do niej kierował, mocno przy tym gestykulując. Z twarzy i zachowania mojej siostry niczego nie dało się wyczytać. Była zdecydowanie bardzo zainteresowana jego opowieściami, ale trudno stwierdzić, czy kierowało nią jakieś głębsze uczucie, czy po prostu ciekawość miejsca, do którego lecieliśmy. Mimo wszystko, choć czułem się z tym odrobinę głupio, miałem nadzieję, że nic do niego nie czuje. Nie chciałem dłużej się nad tym zastanawiać, więc odwróciłem głowę, by zawstydzony dostrzec, że Louis już się obudził, patrząc na mnie z uniesioną ironicznie brwią.
- Jesteś koszmarnym bratem, wiesz? – rzucił, prostując się. W tym samym momencie zdał sobie sprawę, że zatroszczyłem się o niego, gdy spał, więc uśmiechnął się lekko, chwytając w palce koc, którym go przykryłem – Ale za to cudownym facetem – mruknął – Coś za coś – dodał, chichocząc cicho, a ja szturchnąłem go w ramię, śmiejąc się razem z nim.



*



Kiedy dotarliśmy na miejsce, dosłownie w biegu zdjąłem z siebie wszystkie ubrania, kładąc się na ogromnym, okrągłym łóżku, stojącym na drewnianym podeście, w samym środku olbrzymiego pokoju o pięknych, granatowo złotych ścianach. Właśnie dlatego tak bardzo lubiłem Japonię – nowoczesność i ekstrawagancja była spotykana na każdym kroku. Z zamyśleniem wsłuchiwałem się w krople wody uderzające w porcelanową kabinę prysznicową, podczas gdy Louis się kąpał, kiedy usłyszałem głośne, regularne pukanie w drzwi naszego pokoju i gdzieś w głębi serca wiedziałem, co to oznacza – kłopoty. Poderwałem się gwałtownie, szybko zarzucając na siebie hotelowy szlafrok. Otworzyłem, stając twarzą w twarz z przedstawicielem Modestu, uśmiechającego się do mnie chłodno. Automatycznie wyprostowałem się, zaciskając dłonie w pięści. Mężczyzna zajrzał  mi przez ramię, a ja natychmiast zrozumiałem.
- Louis jest pod prysznicem – oznajmiłem chłodno, opierając się o framugę drzwi, tym samym zagradzając mu wejście. – Coś mu przekazać? – zapytałem, ubarwiając uprzejmość ironicznym tonem. Brunet westchnął głośno, krzywiąc się. W żaden sposób nie starał się ukrywać niechęci, jaką do nas czuł.
- Za godzinę ma się stawić w pokoju 319 – warknął, celowo podnoszą głos na tyle mocno, by usłyszał go także kąpiący się szatyn – Eleanor będzie czekać. Ma wyglądać dobrze, będziemy robić zdjęcia – dodał, uśmiechając się do mnie kpiąco, po czym odszedł bez słowa pożegnania, zatrzaskując za sobą drzwi. Przez dłuższy czas stałem tyłem do wnętrza pokoju, przymykając zmęczone oczy. Byłem zdenerwowany i potrzebowałem uspokoić swoje nerwy, które napinały się niebezpiecznie za każdym razem, gdy słyszałem imię dziewczyny. Serce biło mi jak oszalałe, gdy dotarły do mnie kroki bosych stóp, więc odwróciłem się powoli, przyglądając mu się uważnie.
- Louis – zacząłem, jednak chłopak natychmiast mi przerwał, machając dłonią. W jego oczach dostrzegłem panikę i lęk przed tym, jak zareaguję
- Słyszałem – powiedział cicho, patrząc na mnie uważnie. Oddychałem głęboko, odliczając w myślach do dziesięciu, próbując uspokoić napad furii, krążący niebezpiecznie w moich żyłach. – Posłuchaj, Harry, dobrze wiesz, że ona nic dla mnie nie znaczy. To tylko głupie zdjęcia, dla młodszych fanek, przecież kochasz wszystkie nasze fanki, nie możemy pozwolić, by…
- Zamknij się – przerwałem mu, podnosząc głos. Chłopak wyglądał na przestraszonego i zdezorientowanego moją reakcją. Wyglądał, jakby bał się odezwać, w obawie przed tym, że wybuchnę. Uśmiechnąłem się łagodnie, obserwując uważnie kropelki wody, pokonujące drogę od jego włosów, przez szyję, wystający obojczyk, klatkę piersiową… aż do granatowego, puszystego ręcznika, za którym zniknęły. Oblizałem wargi, czując, jak bardzo były wysuszone i spierzchnięte. – Nie słyszałeś, co powiedział? Mamy godzinę – wymruczałem, podchodząc chwiejnym krokiem do szatyna. Wydawał się być zaskoczony moim zachowaniem, a ja sam do końca nie rozumiałem, co mną kierowało, gdy w zaledwie dwie sekundy znalazłem się na tyle blisko niego, by móc policzyć delikatne piegi na jego nosie, szarpnąłem gwałtownie za ręcznik, jedyne odzienie, które miał na sobie, odrzucając je niedbale w kąt pokoju.  Ułożyłem chętną dłoń na jego nagiej, wciąż nieco wilgotnej od prysznicowej wody klatce piersiowej, popychając go mocno na łóżko. Opadł miękko na plecy, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczyma i z delikatnym, zdezorientowanym uśmiechem na twarzy, przyciągnął mnie za materiał szlafroka do długiego, pełnego emocji pocałunku. Słowa nie są w stanie oddać tego, jak mocno w tamtej chwili go pragnąłem. Był wszystkim i chyba nigdy nie będę w stanie przyzwyczaić się do tego, jak cudowną był osobą. Nasze języki wirowały wokół siebie w namiętnym tańcu, a ja miałem ochotę wrzeszczeć z pragnienia, coś wewnątrz mnie domagało się natychmiastowego zaspokojenia palącej potrzeby. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl: Jeśli zaraz muszę oddać go tej dziewczynie, chcę, by myślał wtedy tylko o mnie. Odsunąłem się, tylko po to, by ostrożnie wgryźć się w jego szczękę, na co on jedyne jęknął głucho, wyginając szczupłe ciało w łuk. Robiłem to już tyle razy, że zawsze z precyzją chirurga odnajdywałem punkt, który doprowadzał go do szaleństwa. Wiedziałem jednak, że nie mogę zostawić po sobie śladu, a nasz czas nieubłaganie mija; pocałowałem więc przelotnie jego szczupłą, idealną szyję, tak intensywnie nim pachnącą, kierując swoje rozpalone wargi na mocno wystający obojczyk. Przez dłuższy czas drażniłem wrażliwe miejsce koniuszkiem języka, obserwując, jak Louis wije się pode mną, jasno dając mi tym do zrozumienia, czego ode mnie oczekuje. Uśmiechnąłem się pod nosem, przechodząc z pocałunkami na mały, różowy sutek, przygryzając go lekko. Szatyn jęknął gardłowo.
- Proszę – westchnął na wydechu, nie otwierając nawet oczu. Uniosłem do góry lewą brew, wsuwając drugą brodawkę między palce, na co ten westchnął głośno, wyginając się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. – Harry, proszę – ponaglił mnie, uchylając na moment powieki. W jego błękitnych tęczówkach lśniło pożądane.
- O co mnie prosisz? – zapytałem chytrze, przesuwając językiem wzdłuż jego klatki piersiowej. Całowałem każde wystające żebro po kolei, wsłuchując się w przyspieszone bicie jego serca.
- Dotknij mnie, Harry – wydyszał, a ja z uśmiechem spełniłem jego prośbę, nachylając się nad jego podbrzuszem. Przesunąłem palcami po delikatnej, cienkiej skórze, zdając sobie sprawę, jak mocno jest unerwiona. Na udach Louisa pojawiła się gęsia skórka. Chłopak uniósł desperacko biodra ku górze, a ja zdecydowałem się nie męczyć go już ani sekundy dłużej. Moje wargi bez trudu odnalazły jego wzbudzoną męskość. Lekko zarysowane mięśnie na jego brzuchu napięły się, gdy powoli, niespiesznie sunąłem językiem po tym najbardziej wrażliwym miejscu. Usta Lou drżały niecierpliwie, policzki były rozpalone i z całą pewnością gorące, a oczy zamglone z pragnienia. Zaklął, szarpiąc się do przodu, próbując tym samym poczuć mnie więcej, głębiej, lepiej. Uśmiechnąłem się łagodnie na ten widok, wsuwając sobie całą jego męskość do ust, a on jęknął ochryple, zaciskając dłoń na moim ramieniu.
- O boże – wydusił z siebie jeszcze, podczas gdy ja wykonywałem stanowcze i coraz szybsze ruchy, w górę i w dół, w górę i w dół…  Co jakiś czas z satysfakcją obserwowałem, jak druga dłoń chłopaka zaciska się mocno na pościeli, gdy odnajdywałem jego szczególnie wrażliwe punkty, podczas gdy on sam szeptał nieprzytomnym głosem moje imię, wiercąc się i jęcząc jak w amoku. Był najpiękniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałem. Właśnie wtedy, kiedy jego ciało było spocone, a włosy rozrzucone po poduszce, uderzało we mnie, jak bardzo jest idealny i jak wielkim jestem szczęściarzem.
- Harry – ostrzegł mnie, zabierając rękę z mojego obojczyka, by natychmiast wpleść ją w moje włosy. To był odruch i doskonale o tym wiedziałem, przyzwyczajony do jego małego fetyszu. Przyspieszyłem, z zadowoleniem obserwując, jak ten próbuje łapać oddech, a potem sam jęknąłem głucho, gdy ten doszedł gwałtownie, chowając twarz w poduszkę. Oddychał ciężko, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zawrotnym tempie. Wspiąłem się na niego, czule całując jego powieki i rzęsy.
- Ktoś tu nabałaganił – szepnąłem, wskazując palcem na mój zabrudzony porannik, a on zaczerwienił się gwałtownie, wciąż z trudem chwytając powietrze w płuca. – Dam ci stówę, jeśli pójdziesz w nim do Eleanor – dodałem zachęcająco, a on zawył, zanosząc się głośnym, zdrowym śmiechem.



*



Kiedy Louis wyszedł, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wiedziałem, że będę poddenerwowany i niespokojny, więc zamiast zadręczać się w nieskończoność, ubrałem na siebie świeże bokserki i jedne z luźniejszych spodni dresowych szatyna, ruszając prosto do pokoju tuż obok naszego, zajmowanego przez Nialla. Nauczony doświadczeniem, zapukałem dwukrotnie, starając się uśmiechnąć przyjaźnie, gdy chłopak mi otworzył.
- Mogę wejść? – zapytałem, a on przesunął się, nic nie odpowiadając. Kąciki moich warg uniosły się ku górze, gdy odkryłem, jak piękny jest pokój, który zamieszkiwał. Cały w kolorze mlecznej czekolady, od ścian, przez drewniane podłogi, po kapę na ogromnym łóżku.
- Masz ochotę pograć na konsoli? – zapytał ostrożnie, wskazując na olbrzymi telewizor plazmowy, do którego w międzyczasie musiał podłączyć swoje PlayStation. Pokręciłem głową, chwytając go za nadgarstek i tym samym zmuszając go, by na mnie spojrzał.
- Przyszedłem porozmawiać – mruknąłem, a on skrzywił się lekko. – Posłuchaj, nie zamierzam ci robić wymówek – uprzedziłem, patrząc prosto w jego bystre oczy - Wiem, że jesteśmy tylko ludźmi i nie wybieramy osób, w których się zakochujemy. Nie będę ukrywał, że nie podoba mi się, kto stał się twoją małą obsesją – zacząłem i natychmiast uciszyłem go gestem dłoni, gdy chciał mi przerwać – Ale widzę też, że Gemma jest przy tobie uśmiechnięta, a to, co liczy się dla mnie najbardziej, to jej szczęście. Nie wiem, jak wygląda wasza relacja, bo nie mam pojęcia, czy ona odwzajemnia twoje uczucie, ale wiedz jedno, Horan. Skręcę ci kark, jeśli ją skrzywdzisz. Zrozumiano?
- Groźba na zgodę. Nieźle sobie pogrywasz, Styles – westchnął, przyciągając mnie do mocnego, długiego uścisku. Byłem pewien, że zaraz zmiażdży moje żebra – Nie musisz się martwić. Jestem pewien, że ona sama by mi go skręciła, gdybym zrobił coś złego – dodał, śmiejąc się głośno, a ja poczułem ogromną ulgę. Cóż, nie wiedziałem, jak to wszystko się potoczy i czy będę mógł spokojnie patrzeć na moją siostrę obściskującą się z Niallem, jeśli kiedykolwiek do tego dojdzie, jednak cieszyłem się, że wyrzuciłem z siebie to, co ciążyło mi na sercu, tym bardziej, że blondyn był tym członkiem zespołu, z którym rozmawiałem najmniej. Chciałem go poznać lepiej, bo wiedziałem, jak bliski jest Louisowi i być może teraz był ku temu dobry moment.



___________
Do usłyszenia w niedzielę :)

3 komentarze:

  1. Hahahaha, U M A R Ł A M! Wyobraziłam sobie Louisa idącego w tym poranniku do Eleanor i... Nie mogę ze śmiechu! Czemu on w nim nie poszedł, niech w nim idzie! Dobra, bo wychodzę na jakiegoś typowego zboczeńca już. To wszystko przez te wszystkie opowiadania o Larry - nie wiem, co się ze mną stało :D Mniejsza. Chyba nie muszę dopowiadać, jaka scena z tego rozdziału podobała mi się najbardziej... Lubię Nialla i lubię Gemmę, ale nie wiem, chyba nie jestem przekonana do tego związku. Mimo wszystko coś mi mocno w nim nie pasuje. I nie mogłam z zachowania Harry'ego w tym samolocie - czujny braciszek cały czas na straży! Swoją drogą - Zayn i Liam... No kurczę, stałabym za Ziamem murem, gdyby tylko nie Perrie, Sophie i fakt, że nie zachowują się nawet w połowie tak, jak zachowuje się Larry. W każdym razie to byłby kolejny słodki związek. Pierwsza scena najbardziej życiowa - czasami jak przeglądam ich wpisy na Twitterze to uśmiecham się do komputera, wyczuwając jakieś drugie dno(czasami nawet jeśli go nie ma, haha). No nic, myślę, że to z grubsza na tyle ;)

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza część nudna, z trudem przebrnęłam, nic sie nie działo.. Ten poranek cały ominęłam. Końcówki nie byłam wstanie doczytać, bo jedno zdanie mi się źle skojarzyło i mnie odrzuciło.
    czyli czekam do niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój boże ahaha, rozdział z tych słodziachnych, przynajmniej do momentu, gdy Lou wyszedł na rozmowę. Mam nadzieję, że Harry i Niall sobie porozmawiają szczerze w koncu hah :)
    Pozdrawiam i czekam do niedzieli! x

    OdpowiedzUsuń