I'll come into
your world and get it right
I'll say we're better off together here tonight
I'll say we're better off together here tonight
Wciąż szumiało mi w głowie od
wypitego wcześniej alkoholu, kiedy siedziałem spięty na kanapie, czekając, aż
Eleanor wyjdzie z łazienki. Sądząc po niecon zamglonym wzroku Nialla, był on w
podobnym do mojego stanie; wciąż usadowiony wygodnie we francuskim fotelu, z łokciami
opartymi na drogim, okrągłym stoliku, wpatrywał się zupełnie niedyskretnie w
moją siostrę, potwornie mnie tym z jakiegoś powodu irytując. Gdybym nie widział na własne oczy tego, jak dziewczyna wypija
jednego drinka za drugim, dałbym sobie rękę uciąć, że w jej krwi nie ma nawet
kropli alkoholu. Złość i nadzieja sprawiły, że momentalnie wytrzeźwiała,
wybiegając ze swojego pokoju w poszukiwaniu Eleanor.
Kiedy po dziesięciu
minutach wróciła, trzymając mocno za nadgarstek brunetkę, wyglądała na dużo
starszą, niżeli była w rzeczywistości. Wściekłość pogłębiła delikatne
zmarszczki przy jej oczach. Ona i ciemnooka były zupełnymi przeciwieństwami,
łączyła ich jedynie podobna długość włosów. Bardzo ciężko patrzyło mi się na
Calder, kiedy w zasadzie od niej zależało moje dalsze życie, ze świadomością,
że już nic nie mogę zrobić. Za każdym razem, gdy się pojawiała, irracjonalnie
oczekiwałem, że zobaczę duży, okrągły brzuszek wskazujący na jej stan, wskazujący
na obecność dziecka Louisa i za
każdym razem podobnym szokiem była dla mnie nienaganna sylwetka dziewczyny,
podkreślona obcisłymi ubraniami. Wiedziałem, że nawet jeśli faktycznie byłaby w
ciąży, niczego jeszcze nie byłoby widać, jednak jej idealnie płaski brzuch
dodawał mi otuchy. Podobnie jak widok mojej siostry, która teraz stała oparta o
ścianę przy drzwiach od łazienki, za którymi zniknęła przybrana dziewczyna
Louisa, stukając wypielęgnowanymi paznokciami w tarczę swojego zegarka.
Minuty wlekły się latami, a ja,
starając się nie denerwować tak bardzo tym, że na dobrą sprawę za kilkadziesiąt
sekund wszystko będzie jasne, skupiłem się na twarzy Liama, teraz tak bardzo
bladej i przerażonej.Zastanawiałem się, czy czuł się podobnie, kiedy kilka miesięcy wcześniej baliśmy się, że Sophie zaszła w ciążę.
Wszystko stało się tak szybko,
że ledwie zdążyłem zarejestrować całą sytuację. Każdy z nas, niezależnie od
miejsca, w którym się znajdował, drgnął nieznacznie, kiedy drzwi otworzyły się
z hukiem, ukazując twarz Eleanor, z której nic nie dało się odczytać. Serce mi
stanęło, kiedy w następnej sekundzie dziewczyna z całej siły cisnęła test
ciążowy na blat stolika, przed którym siedział Niall. Chłopak odskoczył
momentalnie zaskoczony, zerkając na niego ze strachem, podczas gdy brunetka
odwróciła się na pięcie, wychodząc z pokoju i nie ukrywam, żołądek podszedł mi
do gardła. Gemma zareagowała natychmiast, irytując się na widok blondyna,
wpatrującego się w biały przedmiot z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Och, dawaj mi to – warknęła,
nachylając się po test. Wpatrywałem się w nią z oczekiwaniem i prawie się
popłakałem, dostrzegając, jak mięśnie jej twarzy rozluźniają się, zanim jeszcze
oznajmiła wszystkim z triumfem – Negatywny
Napięcie, które wzrastało w nas
przez ostatnie kilkanaście minut, opadło w ciągu jednego wydechu. Prawie
czułem, jak ciężar z mojego żołądka znika. Pozostając w wielkim szoku, nie
byłem w stanie przypomnieć sobie momentu, w którym Gemma znalazła się w
ramionach Nialla, który ściskał ją mocno, śmiejąc się radośnie. Automatycznie
się skrzywiłem, nie potrafiąc opanować tego odruchu, choć wciąż nie umiałem zrozumieć, skąd się bierze. Miałem ochotę wstać i ich
rozdzielić, ale w tej samej sekundzie Liam podniósł się z kanapy, podchodząc do
mnie chwiejnym krokiem. Najwyraźniej upojenie alkoholowe nie opuściło także i
jego. Klepnął mnie ostrożnie w łopatki, drugą ręką sięgając po test, który szatynka
odłożyła na stolik. Wcisnął mi go w dłoń, przykładając wargi do mojego ucha
- Na co jeszcze czekasz? – szepnął,
a ciepło jego oddechu na mojej szyi i znaczenie, jakie kryły jego słowa,
sprawiły, że przeszły mnie dreszcze. Chłopak miał jednak rację. Wcisnąłem więc
mały, plastikowy przedmiot do kieszeni, wychodząc niepostrzeżenie z pokoju.
*
Wchodząc do pokoju Louisa, który
kiedyś był naszym, nie wiedziałem, czego się spodziewać. To znaczy, nie
wyobrażałem sobie żadnych niestworzonych rzeczy, nie przypuszczałem też, by chłopak
sobie kogoś sprowadził na noc. Bałem się jednak, że znajdę go bardzo pijanego albo
wymiotującego w łazience. Z prawdziwą ulgą więc przyjąłem widok
niebieskookiego, śpiącego spokojnie po lewej stronie łóżka, w idealnie wysprzątanym
pokoju. W powietrzu unosił się cytrynowy zapach jego szamponu, a nie ostry
zapach wódki. Uśmiechnąłem się pod nosem, bez większego zastanowienia kierując się prosto do miniaturowego
aneksu kuchennego, starając się poruszać zupełnie bezdźwięcznie. Chwyciłem w
dłonie jego ukochany, czerwony kubek, wkładając do niego torebkę truskawkowej
herbaty. Podczas gdy woda w czajniku się gotowała, ja wpatrywałem się w śpiącą
spokojnie postać i zastanawiałem się, co z nami będzie. Kochałem go, kochałem
go bardziej, niż kogokolwiek kiedykolwiek i wątpię, bym mógł pokochać kogoś tak
mocno, a jednak się bałem. Nawet jeśli Eleanor nie była w ciąży, nasz związek
stał pod wielkim znakiem zapytania i musieliśmy sobie jeszcze wiele wyjaśnić i
wiele wybaczyć. Nie byłem pewien, czy temu podołamy. Drgnąłem delikatnie, słysząc
charakterystyczny trzask, oznaczający wyłączający się czajnik. Zalałem torebkę
wrzątkiem, czując w nozdrzach jej cudowny aromat. Chwyciłem naczynie drżącymi
dłońmi, kierując się spokojnym, ostrożnym krokiem w kierunku łóżka. Ustawiłem
kubek na szafkę nocną, nachylając się nad szatynem i składając na jego policzku
delikatny pocałunek, a chłopak westchnął, odrobinę się wybudzając.
- Louis? Obudź się, Lou. Zrobiłem ci
herbaty – powiedziałem cicho, szturchając go delikatnie w ramię. Niebieskooki
jeszcze przez chwilę wydawał się być zawieszony między rzeczywistością, a snem.
Minęło dziesięć sekund, zanim zamrugał kilkakrotnie powiekami, uśmiechając się
w moim kierunku delikatnie, nie do końca jeszcze świadomy mojej obecności.
Przeciągnął się, pocierając zaspane oczy dłońmi.
- Harry? – zapytał, nagle orientując
się, kto się w niego wpatruje i dlaczego się obudził. - Co ty tu rob… herbata?
– wymruczał, w połowie zmieniając zdanie. Wychylił się, pokrywając kubek swoją dłonią
i zanurzył wargi w gorącej cieszy, rozkoszując się jej smakiem. Zaśmiałem się
głośno, rozbawiony jego priorytetami. Poczekałem, aż ten odłoży naczynie z
powrotem na stoliczek nocny i bez wyjaśniania mu czegokolwiek, chwyciłem go w
ramiona, przytulając do siebie mocno. Był rozpalony, z całą pewnością miał
gorączkę, choć równie dobrze temperatura jego ciała mogła być spowodowana tym,
że spał przykryty grubą, puchową kołdrą. Idealnie pasował do moich ramion i
prawie westchnąłem, gdy poczułem, jak jego dłonie ostrożnie lądują pomiędzy
moimi łopatkami. Boże, jego ręce były stworzone do dotykania mojego ciała,
prawie topiłem się pod jego palcami. Nie mogąc się powstrzymać, podniosłem
głowę, całując łagodnie jego skroń, po czym odsunąłem się od niego, na tyle
jednak blisko, by ciało chłopaka pozostało w zasięgu moich rąk – Co to wszystko
znaczy? – zapytał, zagryzając lekko wargę. Odgarnąłem niesforny kosmyk, który
przykleił mu się do czoła, wdychając lekko. Wyciągnąłem się, sięgając do
kieszeni i podałem mu test ciążowy. Czułem, że po tym wszystkim zrobię sobie z
niego cholerny naszyjnik i będę nosił jako talizman. Zachichotałem cicho na tę myśl.
Louis wyglądał, jakby ktoś uderzył go z całej siły w twarz.
- Negatywny? - Obracał biały przedmiot w palcach, patrząc
na mnie pytająco, choć gdzieś w głębi jego oczu widziałem nadzieję. – Nic nie
rozumiem – dodał, oddając mi plastikową przepustkę do naszej miłości. Wziąłem
głęboki oddech.
- Gemma zmusiła Eleanor do wykonania
testu ciążowego. Właśnie mi go podałeś – oznajmiłem, z delikatnym uśmiechem
obserwując, jak rysy jego twarzy zaczęły łagodnieć pod wpływem ulgi, jaką
niewątpliwie poczuł. – Nie ma żadnego
dziecka, Louis, to wszystko było jej kłamstwo, cholerna dziwka.
- Harry… - głos niebieskookiego
zadrżał niebezpiecznie, a on sam nie mówiąc już nic więcej, przysunął się do
mnie bliżej, układając głowę na moich kolanach. Pogładziłem go delikatnie po
włosach, nachylając się jeszcze, by ucałować czubek jego głowy. Tak cudownie
pachniał cytrusami…
- Jest już późno. Jutro porozmawiamy
na spokojnie, dobrze? – zapytałem, podnosząc się ostrożnie. Szatyn westchnął
głośno, gładząc dłońmi wygniecioną koszulkę z nadrukiem.
- Myślałem, że ze mną zostaniesz –
szepnął, nie patrząc mi w twarz. Pokręciłem lekko głową, uśmiechając się jednak
do niego ciepło.
- Nie dziś, Lou – powiedziałem
stanowczo, wolnym krokiem kierując się w stronę drzwi. W głębi serca miałem
nadzieję, że chłopak mnie zatrzyma; on jednak zrozumiał moją decyzję.
Odwróciłem się jeszcze, by na niego spojrzeć. Kąciki jego warg uniosły się ku
górze, rozjaśniając jego twarz. – Dobranoc
- Dobranoc, Hazz – odpowiedział, a
ja poczułem dziwne mrowienie w całym moim ciele. Pokręciłem głową, poddając się
pragnieniom mojego ciała i poszedłem z powrotem w jego kierunku.
– Pieprzyć to wszystko –
westchnąłem, składając na jego spierzchniętych, zaskoczonych wargach delikatny,
czuły pocałunek. Poczułem, jak chłopak się uśmiecha pod moimi ustami.
- Śpij dobrze, Louis.
*
Kiedy jakiś czas później wróciłem do
swojego pokoju, byłem zbyt wykończony, by móc cieszyć się z tego, jak potoczyła
się cała sytuacja. Być może tak naprawdę nigdy nie zaakceptowałem do końca
myśli, że Eleanor mogłaby nosić w sobie dziecko Louisa. Cały ten dzień był
szalenie długi, pełen wielu sprzecznych emocji i drastycznych zwrotów akcji,
ale przede mną wciąż pozostawało najtrudniejsze – poważna rozmowa z
niebieskookim. Starając się o tym nie myśleć, w biegu ściągnąłem z siebie
ubrania, rzucając je niedbale gdzieś na podłogę, po czym wszedłem pod prysznic,
by zmyć z siebie zapach wypitego alkoholu i nerwowego potu. Gorąca woda
przyjemnie łaskotała mnie w kark i kręgosłup, a już po chwili para wodna,
pachnąca mocno moim jagodowym żelem pod prysznic, ozdobiła łazienkowe lustro
mgłą.
W życiu należy doceniać drobne
radości i trudno mi opisać szczęście, jakie poczułem, kładąc się czysty na
świeżej, białej pościeli. Nie trudziłem się nawet, by cokolwiek na siebie
włożyć. Zamiast tego, chwyciłem w dłonie swój telefon, chcąc nastawić sobie
budzik i zamarłem, widząc, że dostałem nową wiadomość sms.
1:25
Od:
Nick Grimshaw
Harry, wiem, że zachowałem się jak prawdziwy
egoista i jednocześnie jak niedojrzały dzieciak, mówiąc Louisowi o naszym cóż, wybryku. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz i że znów będziemy mogli się
przyjaźnić, bo cholernie mi Ciebie brakuje. Odezwij się do mnie.
Skrzywiłem się, czując nieprzyjemny
ucisk w żołądku. Przez cały ten czas starałem się wyrzucić z pamięci obraz
chłopaka i tego, do czego między nami doszło; teraz to wszystko znów stanęło mi
przed oczami i zrobiło mi się niedobrze. Próbując uspokoić nagłe drżenie rąk i
przyspieszone bicie serca, usunąłem wiadomość od bruneta, odrzucając telefon
gdzieś na drugą stronę łóżka. Nie byłem gotowy mu wybaczyć. Najpierw musiałem
wybaczyć samemu sobie, że dla chwili słabości, zaryzykowałem trzyletni związek
z szatynem.
*
Nie
nastawiłem pierdolonego budzika.
To była pierwsza, idiotyczna myśl, która przyszła mi do głowy,
gdy obudziłem się kolejnego ranka, zbyt wyspany, bym mógł na czas zjawić się na śniadaniu i treningu.
Przeklinając cicho pod nosem, odrzuciłem pachnącą snem, białą pościel na
podłogę, chcąc, by chłodne powietrze mnie ocuciło. Dopiero kiedy otworzyłem
oczy na tyle, by widzieć więcej, niżeli niewyraźne plamy, dostrzegłem
właściciela wyjątkowo niebieskich oczu, siedzącego po drugiej stronie łóżka,
obserwującego mnie uważnie z lekkim uśmiechem rozjaśniającym jego twarz i
odskoczyłem automatycznie, przestraszony czyjąś niespodziewaną obecnością.
Chwyciłem się za serce, galopujące mi w piersi, oddychając płytko. Szatyn
roześmiał się głośno, a jakaś dalsza część mojego umysłu odnotowała, że to
pierwszy raz od bardzo długiego czasu, kiedy chłopak roześmiał się tak szczerze
i z taką mocą. Jego oczy błyszczały.
- Wybacz, nie chciałem cię
przestraszyć – powiedział, podnosząc się z materaca, który skrzypnął cicho,
uwolniony od jego ciężaru. Skierował swoje kroki prosto do okrągłego stolika, prawie identycznego do tego,
przy którym wczoraj siedział blondyn i, przynajmniej do pewnego momentu, Gemma,
a ja zdałem sobie sprawę, że cudowny zapach truskawkowej herbaty i świeżych
tostów nie był jedynie wytworem wyobraźni mojego organizmu, domagającego się
jedzenia donośnym burczeniem w brzuchu. Louis uśmiechnął się na ten dźwięk,
gestem ręki przywołując mnie do siebie. – Nie przyszedłeś na śniadanie, więc
śniadanie przyszło do ciebie – mruknął, rozbawiony swoimi słowami. Przysięgam,
nie miałem siły podnosić się z idealnej miękkości materaca, tak dobrze
dopasowującego się do mojego ciała, ale wstałem, zwabiony cudownym aromatem
świeżego, ciepłego jedzenia. Chwiejnym od snu krokiem, skierowałem się do
stolika, marszcząc czoło na widok zaskoczonej miny niebieskookiego. Jego wzrok
prześlizgnął się z mojej twarzy na klatkę piersiową, a później jeszcze niżej,
gdzie już się zatrzymał i jakaś zagubiona część mojej pamięci uzmysłowiła mi,
że poprzedniej nocy nie trudziłem się w poszukiwaniu odpowiednich ubrań do
spania, zasypiając zupełnie nago. Zachichotałem cicho, kręcąc z niedowierzaniem
głową.
- Daj spokój, przecież już mnie
takiego widziałeś – powiedziałem, całując przelotnie jego policzek w
podziękowaniu i przysuwając się do stołu wraz z drogim fotelem, na który
opadłem kilka sekund wcześniej.
- Jeśli mamy porozmawiać, musisz się
ubrać – westchnął, odwracając głowę i odchodząc w kierunku mojej walizki,
stojącej pod ogromną, dębową szafą. Nim zdążyłem zaprotestować, odnalazł moją
idealnie poskładaną bieliznę, rzucając we mnie czystymi, czarnymi bokserkami. –
Proszę, Hazz – dodał, obracając się ostentacyjnie do ściany, pozostając tym
samym plecami do mnie. Westchnąłem, bez słowa jednak wciągając na siebie tą
drobną część ubrania, mającą przynieść komfort Louisowi. Chłopak uśmiechnął się
do mnie wdzięcznie, odwracając się minutę później, kiedy ja byłem już zajęty
pałaszowaniem przyniesionego przez niego jedzenia.
Dwadzieścia minut później
zrozumiałem, dlaczego dietetycy uważają śniadanie za najważniejszy posiłek
dnia. Miałem wrażenie, że wraz z pochłoniętymi przeze mnie tostami, wchłonąłem
również zapas energii, momentalnie wybudzając się z sennego odrętwienia.
- Dziękuję, że o mnie pomyślałeś –
powiedziałem przytomnie, odsuwając od siebie pusty już talerz. Szatyn zerknął na mnie ze
zdziwieniem, jakby to, że się o mnie troszczy, było najzwyklejszą rzeczą na
świecie. Cóż, kiedyś w końcu było. Westchnąłem cicho, marszcząc brwi. Oparłem brodę o
dłoń, podczas gdy swoją rękę swobodnie oparłem na kamiennym blacie.
- Porozmawiamy? – zapytał, siadając
po turecku na identycznym co w pokoju Gemmy, idealnie wyrzeźbionym fotelu.
Zawsze mnie to w nim potwornie bawiło. Nigdy nie potrafił zachowywać się jak
inni ludzie, zawsze od nich odstawa. Łamał wszelkie możliwe zasady, nie
akceptował nawet tych najprostszych reguł, dotyczących kulturalnego siadania na
krześle. Wszystko robił odwrotnie, po swojemu, nie był nawet w jednym procencie
przewidywalny i to… - Harry? – Uśmiechnąłem się w odpowiedzi, chichocząc cicho
uzmysławiając sobie, gdzie odpłynęły moje myśli. Uderzyłem się delikatnie w
czoło.
- Najwyższy czas, Lou – mruknąłem tylko
prostując się i jak na zawołanie, moje serce wrzuciło piąty bieg, sprawiając,
że zrobiło mi się duszno i gorąco. Nigdy nie byłem dobry w takich poważnych
rozważaniach, zazwyczaj zbyt szybko się rozklejałem albo po prostu pozwalałem
się przegadać Louisowi, który zawsze znajdywał argumenty na swoją obronę i za
każdym razem podnosił na mnie głos, gdy próbowałem się mu postawić. Ostatnio
każda próba naszej rozmowy kończyła się okropną kłótnią. Teraz było inaczej.
Każdy z nas był spokojny, opanowany.
Patrzyliśmy na siebie, oddychając cicho. Już miałem otworzyć usta, by odezwać
się jak pierwszy, kiedy nieoczekiwanie zrobił to on, ostrożnie sięgając po moją
dłoń. Poczułem, jak przeszywa mnie prąd, jego dotyk był elektryzujący.
- Dużo się ostatnio wydarzyło, Harry
– zaczął, a ja kiwnąłem jedynie głową, pozwalając mu dokończyć. Czy nie tego
właśnie chciałem od tak dawna? Spokojnej, prawdziwej rozmowy, która nie
zakończy się awanturą albo pełnym negatywnych emocji seksem. W jego oczach
dostrzegłem wdzięczność, dziękował mi spojrzeniem za to, że nie wyrywam go z
monologu. – Obaj popełniliśmy potworny błąd. Nigdy nie powinniśmy sypiać z kimś
innym, bez względu na to, jakimi kierowaliśmy się powodami – mówił, a ja w
duchu przyznałem mu rację – Ale jeszcze gorszy błąd popełniamy teraz, uciekając
od siebie, od problemów, zamiast wspólnie jakoś przez to wszystko przejść.
Musimy sobie wybaczyć, Hazz. Nie widzę innego wyjścia. Musimy zapomnieć o tym,
co się działo, nie wiem, po prostu zostawić to w cholerę, tutaj, w tym
pieprzonym hotelu. Chcę, żebyś wiedział, że będę o ciebie walczył. Przysięgam,
że będę, musisz mi tylko pokazać, że naprawdę tego chcesz, że mam o co w ogóle się
starać – dokończył, ukrywając twarz w dłoniach, jak to miał w zwyczaju, gdy
targały nim silne emocje. Nie płakał, prawie nigdy tego nie robił.
- Louis – zacząłem, odrywając jego
ręce od twarzy, zaraz po tym unosząc ją za podbródek. - Jestem twój od tamtego
pocałunku w łazience, rozumiesz? Nie wiem, jak to zrobiłeś, nie potrafię tego
zrozumieć, ale całkowicie mną zawładnąłeś, uzależniłeś mnie od siebie. Myślę,
że już wcześniej chciałem być twój, a ty całując mnie wtedy tylko ułożyłeś
puzzle w mojej głowie. Tyle razem już przeszliśmy, Lou… - powiedziałem cicho,
zamyślając się nad tym całym syfem, który udało nam się przetrwać cało. - Myślę,
że powinniśmy dać sobie jeszcze jedną szansę – wyszeptałem, obserwując, jak
twarz chłopaka rozluźnia się, a z jego ust wydobył się głuchy jęk ulgi. – Ostatnią
Louis, bo przysięgam, mam ochotę zamordować ciebie i zabić siebie, gdy wciąż
się kłócimy i nie możemy do siebie dotrzeć. Nie wytrzymam psychicznie, jeśli
będziemy zachowywać się tak, jak przez ostatnie pół roku. To się musi zmienić,
słyszysz?
- Wiem, Harry, wiem – mruknął,
przytulając policzek do naszych splecionych na stole dłoni. Był taki gorący. – Zmienię się, obiecuję. Przestanę robić ci o
wszystko wyrzuty, przysięgam. Cholera, pozwolę ci się spotykać z kim tylko
będziesz chciał, już nigdy ci tego nie zabronię. Spróbuję opanować swoją
zazdrość, bo wiem, że głównie przez nią staję się dla ciebie oziębły i…
- Co z Nickiem? – przerwałem stanowczym
szeptem. Jak w zwolnionym tempie obserwowałem, jak chłopak odrywa twarz od
naszych dłoni, podnosząc się. Kiedy na mnie spojrzał, w jego oczach dostrzegłem
zalewające go fale bólu. Przeszły mnie ciarki.
- Co z… Co? – wydusił, nie odrywając
ode mnie wzroku.
- Co, jeśli będę chciał się z nim
spotkać? – uściśliłem, odrobinę głośniej, niżeli zamierzałem. Niebieskooki
skrzywił się, jakbym sprawiał mu ból. – Przyjaźnię się z nim od ponad dwóch
lat.
- Harry, jeśli będziesz… Jeśli
zdecydujesz się z nim zobaczyć, w porządku, postaram się jakoś sobie z tym
poradzić. Ale przysięgam, kurwa, obiecuję ci, że zamorduję go, jeżeli jeszcze
raz dotknie cię w taki sposób – warknął, zaciskając dłoń w pięść. Szybko jednak
wziął kilka uspokajających oddechów, zerkając prosto w moje oczy. – Chcę czegoś
w zamian.
- Mów – zachęciłem, przesuwając
palcami po swoich włosach. To zawsze łagodziło moje nerwy.
- Żadnych komentarzy dotyczących
Eleanor. Musimy wytrzymać przynajmniej do grudnia, do czasu, gdy nasi
menagerowie zdecydują, czy dalej kontynuować tę całą szopkę, czy nie. Obiecaj
mi, że nie będziesz na mnie zły i nie będziesz się na mnie wyżywał, gdy będę
musiał wyjść gdzieś z nią za rękę, napisać coś na twitterze, albo zrobić kilka
zdjęć – powiedział, zerkając na mnie uważnie. I chociaż gotowało się we mnie na
samą myśl, kiwnąłem głową, akceptując ten warunek. - Kocham cię. Tylko to się
teraz liczy – mruknął, wyciągając swoje ramiona w moją stronę. – Chodź do mnie,
ty głupi dupku. Nie wierzę, że pozwoliłeś mi wczoraj spać samemu – dodał,
ściskając mnie tak mocno, że nie byłem w stanie oddychać. Uśmiechnąłem się do siebie w myślach.
Powinniśmy przeprowadzić tę rozmowę dużo wcześniej. Teraz, gdy opanowaliśmy
swoje emocje i nerwy, zdawała się ona dziecinnie prosta, choć oczywiście, na ten
moment pozostawała jedynie suchymi założeniami. Wszystko miało się dopiero
okazać, gdy w końcu zdecyduję się wybaczyć Nickowi i z nim spotkać, albo gdy
zarząd zmusi Lou do zdjęć z tą dziewczyną.
Na ten moment jednak, wszystko
zdawało się wracać do normy i nie umiałem się z tego nie cieszyć, choć
świadomość tego, jak kruche jest nasze szczęście, tkwiła w moim umyśle jak
drzazga.
__________________________
Przepraszam za to drobne spóźnienie, to wszystko przez moje studia. Wracam do domu zbyt późno i jestem zbyt zmęczona, by pisać. Teraz na szczęście mam weekend, więc widzimy się w niedzielę wieczorem, jak zwykle :)
PS. Mam nadzieję, że przeżyliście i nie przeszkadza wam tyle słodkości w tym rozdziale. Było to (nie)stety konieczne :)
Zapraszam do podzielenia się ze mną opinią w komentarzach.
Mam nadzieje, ze problemy z Eleanour się skończą. chociaż bardzo chciałabym wierzyć, ze między chłopakami też, ale to pewnie nie będzie takie proste :c Rozdział cudowny jak zwykle i czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńBARDZO dziękuję za wszystkie miłe słowa, to wiele dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę :)
Usuńweszłam przypadkiem licząc, że nowy rozdział w niedziele a tu SZOK :O (pozytywny oczywiście:D)
OdpowiedzUsuńgłupio mi już pisać pod każdym rozdziałem, że jest świetny, ale co zrobić - KOLEJNY ŚWIETNY ROZDZIAŁ.
czytałam wiele fanficów i to co podoba mi się w Twoim to to, że uwzględniasz też rodziny/przyjaciół chłopaków - większość tych, z którymi się spotkałam to ograniczyły się do rozmów/wątków tylko w grupie co nie daje żadnego pola popisu i jakiegoś rozwinięcia akcji. + uwielbiam Cię za postać Gemmy - jest taka jak wyobrażam sobie ją w rzeczywistości :)
+ powraca moja miłość, Nick Grimshaw więc już czekam na ich spotkanie *.*
Wcale nie narzekam na to, że mi schlebiasz, haha, wręcz przeciwnie, cudownie jest słuchać komplementów, za które BARDZO Ci dziękuję :)
UsuńTak, staram się, by opowiadanie nie skupiało się jedynie na Harrym i Lou :)
Cieszę się, że lubisz moją Gemmę - ja także ją kocham, haha :)
Mega mi się podoba ten motyw z Niallem i Gemmą.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę :)
UsuńSzkoda.
OdpowiedzUsuń? :)
UsuńOch, God, pomyliłam się i zamiast tego rozdziału skomentowałam poprzedni XD
OdpowiedzUsuń"Kurcze, komentuje dopiero teraz, choć przeczytałam o wiele wczesniej rzecz jasna :3 Bardzobardzobardzo się cieszę, że pojawiło się światełko w ich tunelu, pozytywnie :)))
Jak zwykle nie moge doczekac się kolejnego <3
pozdrawiam xx"
To powinno znaleźć się tutaj XD
Nie szkodzi, jestem powiadamiana mejlowo o każdym komentarzu i zawsze zaglądam :)
UsuńCieszę się, że mimo wszystko zdecydowałaś się skomentować, to naprawdę dla mnie ogromnie dużo znaczy, że poświęciłaś swój czas, by coś po sobie pozostawić <3
Dotarłam, trochę po czasie, ale jednak i... Tak, strasznie się zirytowałam tym odcinkiem, a jak zobaczyłam wiadomość od Nicka to po prostu miałam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. Wszystko, co przeczytałam wcześniej nagle straciło znaczenie po tej jednej wiadomości i, znając Harry'ego - pewnie się pogodzą i będzie słodko aż do bólu... I nie wiem, czy na miejscu Louisa pozwoliłabym się im spotykać, chyba raczej nie. Oh, te moje uprzedzenia do tego faceta zawsze biorą górę. Eleanor mnie tak nie drażni, ale on działa na mnie fatalnie i gdy tylko widzę jego imię w tekście - mam złe, a nawet bardzo złe przeczucia. Dodam jeszcze, że kocham Gemmę - jest idealna!
OdpowiedzUsuń