niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział dwunasty


Another life that's gone to waste
Another light lost from your face



Pierwszy raz w życiu, koncerty były dla mnie prawdziwą udręką. Choć za wszelką cenę starałem się zachowywać w taki sposób, do którego przyzwyczajone były nasze fanki, uśmiechając się szeroko do tłumu i wygłupiając się przy każdej okazji z Liamem, który jako jedyny stanął po mojej stronie, plotki na temat mojego nienaturalnego zachowania były głośniejsze, niż mogłem nawet przypuszczać. Chociaż przyjaciele zawsze starali się nie wtrącać w nasze sprawy i zachowywać bezstronną neutralność, widziałem żal w ich oczach i to sprawiało, że czułem się jeszcze gorzej. Zastanawiałem się, dlaczego wszyscy, z wyjątkiem Payne'a, nagle zapomnieli o sprawie z Eleanor i ja sam czułem do nich przez to pewną niechęć. Nick nie odezwał się do mnie nawet słowem.
Bardzo ciężko było mi śpiewać Over Again czy Little Things i wiedziałem, że jemu też sprawia to trudność, choć Niall dość skutecznie starał się odwracać jego uwagę, łaskocząc jego kolano, czy wskazując mu jakiś zabawny plakat w tłumie rozhisteryzowanych dziewczyn. Po raz pierwszy w życiu byłem naprawdę zazdrosny o blondyna i choć czułem się z tym niewyobrażalnie źle, nic nie mogłem na to poradzić. Chłopak mógł dotykać Louisa, rozmawiać z nim i wspólnie się śmiać, podczas gdy mnie nie wolno było nawet na niego patrzeć i to niszczyło mnie od środka, łamiąc mi serce. Jego spojrzenie bolało i na próżno próbowałem doszukiwać się w nim znanego mi błysku czy choćby namiastki miłości. By poczuć się lepiej, usiłowałem sobie wmówić, że kilka dni nie mogą sprawić, by ktoś przestać cię kochać, jednak ściskało mnie w żołądku za każdym razem, gdy szatyn zerkał na mnie obojętnie albo przechodził obok kompletnie ignorując moją obecność.
If we could only turn back time nigdy nie brzmiało w moich ustach na tak prawdziwie, jak w tym czasie.



*



Koncerty stały się jedynym momentem w ciągu dnia, w którym widziałem szatyna, choć ten unikał mnie jak ognia. Nawet, gdybym chciał z nim porozmawiać przed lub po jednym z nich, chłopak nie dawał mi na to szansy, zamykając się na klucz w swojej garderobie i dopuszczając do siebie jedynie Nialla i stylistów.
Louis nie zostawał już, by pograć z nami na konsoli do późna, nie chciał, by ktokolwiek z nas dołączał do niego, gdy grał w piłkę nożną, nie przychodził na posiłki. Ta ostatnia sprawa dręczyła mnie najbardziej, bo każdy utracony przez niego kilogram było bardzo mocno widać, a ja nie mogłem nic z tym zrobić, nie mogłem nic na to poradzić. Próbowałem każdą możliwą drogą. Udało mi się nakłonić obsługę hotelową, by zanosiła mu posiłki do pokoju, choć było to nielegalne, jednak kiedy szatyn czterokrotnie odmówił ich przyjęcia, przeklinając ich głośno, musieli zrezygnować. Usiłowałem też porozmawiać z blondwłosym przyjacielem, jednak ten zdawał się być bezradny. Obiecał mi jednak, że postara się z nim to wszystko jeszcze raz przedyskutować i wybić mu z głowy specyficzny strajk głodowy. Byłem pewny, że coś przede mną ukrywa, jednak nie wiedziałem, czy chcę znać szczegóły.




*



Byłem okropnie zmęczony, w każdym tego słowa znaczeniu. Cała ta sytuacja absolutnie wykańczała mnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie, i modliłem się, by to wszystko się już skończyło. Nie mogłem w nocy zasnąć, dręczony przez myśli pełne naszych idealnych, wspólnych nocy, przeplatanych jego ostrymi słowami w czasie ostatniej kłótni. Skutkowało to tym, że w ciągu dnia chodziłem półprzytomny, starając się za wszelką cenę ukryć swoje wyczerpanie.
By zająć czymś myśli, postanowiłem odciąć się na chwilę od One Direction, choć na dłuższą metę było to niemożliwe. Całe popołudnie grałem więc na plaży w siatkówkę, starając się przełożyć całą swoją złość i frustrację na sport. Skupiłem się na tym, że wieczorem będę już z Gemmą i ta świadomość sprawiła, że poczułem niewyobrażalną ulgę. Uśmiechając się do wielu skierowanych we mnie obiektywów, myślałem tylko o jej mocnym i pewnym uścisku. Za dużo już krążyło plotek o mojej rzekomej depresji, musiałem więc pokazywać, że wszystko jest u mnie w porządku, jak na beztroskiego nastolatka przystało.
Co za kupa bzdur.



*



Wykończony dniem spędzonym nad wodą, wracałem leniwym krokiem do swojego pokoju, trzymając w dłoniach dużą, sportową torbę. Był już wieczór i marzyłem tylko o tym, by móc wziąć długą, porządną kąpiel i zdrzemnąć się w oczekiwaniu na swoją siostrę, jednak głos, który usłyszałem, zdecydowanie mnie rozbudził. Poczułem się jak ostatni idiota, kiedy schowałem się szybko za wgłębienie w ścianie, by nie zostać zauważonym, wychylając się jedynie ostrożnie, by móc przyjrzeć się całej sytuacji.
Louis, ubrany w swój ulubiony, szary dres, stał oparty o framugę drzwi, przyglądając się sceptycznie jasnowłosemu mężczyźnie z obsługi hotelowej, trzymającemu w rękach zamrożoną butelkę wódki. Przeszły mnie dreszcze.
- Dopisać to do wspólnego rachunku zespołu, czy...
- Nie - przerwał gwałtownie blondynowi, szybko reflektując się delikatnym, niewiarygodnie sztucznym uśmiechem, wciskając mu w rękę jakiś banknot, na co ten pokiwał głową ze zrozumieniem, wręczając mu alkohol i oddalając się bez słowa w kierunku windy. Miałem ochotę pobiec za nim i rozkazać mu, by nigdy więcej tego nie robił, jednak Louis był dorosły, był najstarszy z nas i mógł robić co tylko chciał, a wydanie go przed zarządem mogło tylko pogorszyć sprawę. Układanka w mojej głowie bardzo szybko stworzyła spójną całość. Nagle zrozumiałem, że za chorobą niebieskookiego stoi coś więcej, niżeli smutek. Jęknąłem głośno, w tej samej sekundzie podejmując decyzję. Ruszyłem pewnym krokiem w stronę drzwi, za którymi dosłownie kilka minut wcześniej zniknął szatyn, uderzając w nie pięścią.
Chłopak otworzył je bardzo szybko, zerkając gniewnie w moją stronę, trzymając w ręku otwartą już butelkę wysokoprocentowego napoju. Gdy tylko mnie ujrzał, spróbował zatrzasnąć drzwi przed moją twarzą, jednak nie zamierzałem mu na to pozwolić.
- Przestań w końcu ode mnie uciekać - mruknąłem, przekraczając próg pokoju. - Powinieneś ze mną porozmawiać, zamiast zniżać się do tak żałosnego poziomu - dodałem cicho, chwytając go za materiał koszulki. Szatyn roześmiał się głośno, zachrypniętym od alkoholu głosem. Miał zamglone, rozbiegane oczy.
- A do jakiego poziomu ty sam się zniżyłeś, pozwalając się mu wtedy pieprzyć? - zapytał, nie przestając się śmiać mi w twarz. Miałem ochotę go uderzyć. Otworzyłem usta, by się odszczeknąć, jednak w połowie zmieniłem zdanie, czując, że nie dam rady wytrzymać kolejnych obelg, kolejnych kłótni. Zamiast coś naprawiać, rozwalaliśmy nas samych jeszcze bardziej. Grymas, który pojawił się automatycznie na mojej twarzy, zelżał.
- Kiedyś będziemy musieli sobie to wszystko wybaczyć, Louis - powiedziałem cicho, dotykając ostrożnie jego dłoni. Natychmiast mi się wyrwał, marszcząc brwi.
- Nigdy - zaczął, wyraźnie akcentując każde słowo - Nigdy ci tego nie wybaczę, Harry. - Mój żołądek zwinął się w supeł. Nie mogłem swobodnie oddychać. Poczułem gwałtowną potrzebę natychmiastowej ucieczki. - Nie z nim. Wybaczyłbym ci zdradę z każdym, ale nie z nim - powtórzył, odsuwając się ode mnie. Napięcie między nami było dla mnie nie do wytrzymania.
- Zdradziłeś mnie pierwszy, Louis. Pamiętaj o tym - mruknąłem, a potem odwróciłem się na pięcie i prawie wybiegłem z pokoju, nie oczekując nawet odpowiedzi. Zerknąłem ukradkowo na zegarek. Gemma powinna właśnie wysiadać z samolotu.




*


(GRANATOWY kolor oznacza od teraz perspektywę Gemmy)



Podjęłam decyzję, zanim jeszcze moja obolała stopa dotknęła australijskiej ziemi. Wiedziałam, że gdy zobaczę, w jakim stanie jest Harry, nie będę potrafiła zostawić go samego, dlatego kiedy tylko dotarliśmy do hotelu i otrzymaliśmy klucze od naszych apartamentów, zapytałam szeptem o numer, pod którym mieszka Louis. Wymyślając coś na poczekaniu, oddałam swoją walizkę ojcu, podczas gdy sama rozejrzałam się w poszukiwaniu klatki schodowej. Nie potrafiłam zdecydować, czy jej widok przyniósł mi ulgę. Zerknęłam przelotnie na zegarek, dochodziła jedenasta wieczorem. Byłam zdenerwowana, zmęczona i zirytowana. Wspinałam się po stopniach na drugie piętro, czując, jak moje zastygłe przez tak długą podróż mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Nie byłam pewna, czy dobrze robię, idąc od razu do szatyna, tym bardziej, kiedy mój humor pozostawiał wiele do życzenia, ale byłam już zdecydowana. Bałam się, że spotkam na korytarzu mojego brata i cały mój plan legnie w gruzach; czułam się jak mała dziewczynka, która próbuje dostać się do pokoju chłopaków na wycieczce klasowej. Gdy tylko ta myśl pojawiła się w mojej głowie, zachichotałam cicho, karcąc się w myślach za wysoki dźwięk swojego śmiechu. Kiedy po krótkich poszukiwaniach trafiłam w końcu na odpowiedni numer, nie trudziłam się, by pukać, naciskając po prostu klamkę, która, ku mojej uldze, natychmiast ustąpiła.
Już od pierwszych kroków uderzył we mnie mocny, charakterystyczny zapach, na który musiałam zdławić w gardle odruch wymiotny. Westchnęłam głośno, bo pięć sekund później dostrzegłam, w jakim stanie jest chłopak. Zerknął na mnie bez słowa przywitania zamglonymi od alkoholu oczami, uśmiechając się kwaśno i podnosząc lekko rękę. Pokręciłam jedynie głową z niedowierzaniem. Rozejrzałam się po pokoju, ze zdumieniem odkrywając, że pełen jest opróżnionych naczyń po różnego typu trunkach, stających niemalże na każdej wolnej przestrzeni. Wzdrygnęłam się. Podeszłam do niego, bez żadnego wytłumaczenia wyrywając mu z dłoni wódkę, której tak kurczowo się trzymał. Nie było to z resztą trudne, alkohol zdecydowanie spowalniał i utrudniał mu ruchy. Klnąc pod nosem, weszłam do łazienki, wylewając całą zawartość do zlewu, krzywiąc się na ostry odór, który zalał mi nozdrza. Nie zauważyłam nawet kiedy ten zaszedł mnie od tyłu, chwytając mnie za ramię. Chciał mi przeszkodzić, jednak było na to za późno.
- Już wystarczy, Lou - warknęłam, patrząc mu prosto w oczy. Chłopak zerknął na mnie smutno, przyglądając mi się uważnie, z dziwnym błyskiem w oku, ale starałam się to zignorować, biorąc pod uwagę jego stan. Trzymał się kurczowo umywalki, która najprawdopodobniej pomagała mu ustać, zbierając się w sobie, by w końcu zacząć mówić. Byłam cierpliwa, w końcu wielokrotnie zajmowałam się pijanymi przyjaciółmi, jednak krzyknęłam z zaskoczenia, odsuwając go od siebie gwałtownie jednym ruchem ręki, gdy ten bez żadnego przyzwolenia, nachylił się do mnie, składając na moich wargach delikatny, czuły pocałunek. Jego usta były ciepłe i miękkie, a oddech pachniał smakową wódką.
- Co ty wyprawiasz, Tomlinson!? - wrzasnęłam, obrzucając go zdenerwowanym spojrzeniem. Szatyn uśmiechnął się do mnie łagodnie, jakby nie do końca rozumiejąc, co właśnie zamierzał zrobić.
- Przeraszam, Gemms - szepnął, patrząc na mnie ze skruchą. - Ty i Harry... Macie takie same usta, ja... - nie pozwoliłam mu dokończyć, biorąc go bez słowa w ramiona. Kiedy role naszych płci się odwróciły? To on powinien przytulić mnie. Boże, powinnam zmienić towarzystwo albo natychmiast znaleźć sobie wyjątkowo męskiego faceta.
Chłopak odwzajemnił uścisk, mrucząc coś niezrozumiałego w moje włosy.
- Louis, to nie ma sensu, przecież wiesz - zaczęłam, gładząc go łagodnie po plecach. - Nie umiecie bez siebie żyć. - Chłopak westchnął głośno na te słowa, rozluźniając się pod moim dotykiem.
- Wiem. Wiem. Ja... Wiem - mruczał, nie potrafiąc złożyć sensownie brzmiącego zdania, być może z powodu upojenia alkoholowego, być może z bezradności.
- Nie chcę cię oceniać, nie chcę oceniać żadnego z was, ale to ty byłeś pierwszym, który zdradził, i...
- Gemma - przerwał mi, zaciskając palce na moich przedramionach.
- Pozwól mi dokończyć, Lou - powiedziałam, gdy poczułam, jak chłopak zaczyna się ode mnie odsuwać - Nie chcę też go bronić, ale przecież aż za dobrze wiesz, jaką dwulicową świnią jest Nick. To dziennikarz, Louis. On ma we krwi owijanie sobie ludzi wokół palca. Myślisz, że zmanipulowanie dziewiętnastolatka było dla niego ogromnym wyzwaniem? Tym bardziej, że Grimshaw wiedział o twojej zdradzie.
- Ale jednak go bronisz - mruknął, śmiejąc się cicho do mojego ucha. Westchnęłam, uderzając go lekko w ramię. Cieszyłam się, że nastrój panujący w pokoju odrobinę się poprawił. Już miałam zaprzeczyć, próbując podświadomie zmusić go do ponownego zastanowienia się nad całą sytuacją, kiedy w pokoju zadzwonił głośny dzwonek jego telefonu. - To sygnał Eleanor - mruknął zdziwiony, zerkając przelotnie na zegarek, który miałam na nadgarstku.
- W porządku, Louis, odbierz - powiedziałam, odsuwając się od niego i klepiąc go lekko po ramieniu. Po prostu przemyśl to wszystko jeszcze raz - dodałam w myślach.



*




Usłyszałem go, zanim jeszcze tak naprawdę go zobaczyłem. Był pijany. Bardzo, bardzo pijany i robił wokół siebie mnóstwo hałasu. Z przeszywającym hukiem otworzył drzwi do mojego pokoju, wpatrując się we mnie gniewnie. Skuliłem się w sobie, obserwując go uważnie.
- Tęsknisz za mną, Hazz? - zapytał. Mimo, że w pokoju panowała ciemność, jego ironiczny uśmiech wydawał mi się być cholernie wyraźny. Nie mogłem już dłużej wytrzymać tej chorej sytuacji, nie byłem w stanie znieść tego, jak wyglądały nasze relacje.
- Jak długo zamierzasz mnie tak traktować, Louis? - wyrzuciłem z siebie, podnosząc się. Staliśmy po przeciwnych stronach pokoju, walcząc na spojrzenia. Jego gniew przeciwko mojemu żalowi. - Jak długo zamierzasz mnie w ten sposób karać? - zapytałem, jednak odpowiedziała mi cisza. Chłopak był wyraźnie zaskoczony moją gadatliwością, najwyraźniej wyobrażał sobie to wszystko zupełnie inaczej, a ja zniszczyłem plan, który ułożył sobie w głowie. - W porządku, przyznaję. Chciałem się na tobie zemścić, bo zniszczyłeś moje nadzieje na to, że między nami lepiej i złamałeś mnie. Rozjebałeś mnie na kawałki, rozumiesz? Potrzebowałem cię. Chciałem tylko mieć cię blisko, jak najbliżej, bo zaczynaliśmy się od siebie oddalać. Ty też to widziałeś, ty też zauważyłeś, że w naszym związku dzieje się źle. Wykrzyczałeś mi to wtedy, w twoim pokoju. Chciałem tylko, żeby znów było jak kiedyś, żebyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi, których łączy miłość. Chciałem, żeby nasz seks przestał być cholernym wyładowywaniem złości, sposobem na kończenie każdej kłótni w połowie i odłożeniem jej na później. Chciałem kochać cię jak kiedyś, Louis! Kiedy przyleciałem do Doncaster, chciałem zacząć wszystko od nowa. Miałem nadzieję... Chciałem, żebyśmy mogli spróbować jeszcze raz. Ale Ty...
- Spieprzyłem, wiem! Zdradziłem cię pierwszy, słyszałem to już tysiące razy, twoja siostra była na tyle uprzejma, że powtórzyła mi to nawet dzisiaj! Ale do cholery jasnej, byłem pijany! Naprawdę nie widzisz różnicy? Byłem zalany w trupa i kurewsko nieszczęśliwy po naszym rozstaniu, a ona to wykorzystała! Ale ty? Ty byłeś trzeźwy, Harry! I tak po prostu pozwoliłeś mu się pieprzyć! Jak, do chuja, mam teraz na Ciebie patrzeć, kiedy za każdym razem, gdy zerkam w Twoje oczy, wyobrażam sobie, jak patrzyłeś na niego, gdy w tobie dochodził! Kiedy słucham twojego głosu i myślę o tym, jak głośno jęczałeś jego imię, podczas gdy on cię posuwał! Jak kurwa mam ci to kiedykolwiek wybaczyć? No odezwij się, do cholery! Uświadom mnie! - darł się, szarpiąc z całej siły materiał swetra, który miałem na sobie. Swetra, który, o ironio, należał do niego.
- Louis, nie pozwoliłbym mu we mnie...
- Oh, kurwa mać, dlaczego od razu mi tego nie opowiesz? - przerwał mi, patrząc na mnie pełnym szaleństwa wzrokiem. Czułem złość płynącą w jego żyłach - Mogę się tylko domyślać, jak było Ci z nim dobrze, skoro postanowił mi się tym pochwalić. Może w tych plotkach o twoich upodobaniach do starszych od ciebie, jest ziarnko prawdy, co Harry? Może lubisz sypiać z doświadczonymi facetami... - powiedział, a mnie puściły nerwy.
- Zamknij się, gówno wiesz! - warknąłem. Nie wierzyłem, że mógł powiedzieć coś takiego, nawet kiedy był zbyt pijany, by móc jutro cokolwiek z tej rozmowy pamiętać. Wymierzyłem mu siarczysty policzek, chwiejąc się niebezpiecznie na nogach. Byłem pewny, że mi odda, więc skuliłem się automatycznie, czekając na cios, jednak zamiast tego Louis zrobił krok w tył, patrząc na mnie przeszklonymi oczami w kolorze letniego nieba. Nie był już wściekły. Przestał trząść się z nerwów. Był za to przeraźliwie smutny i zapadnięty w sobie. Zupełnie tak, jakby potrzebował mojego uderzenia, by otrząsnąć się z letargu, w którym znajdował się od tygodnia.
- Jesteś dla mnie wszystkim, kurwa, wszystkim, chociaż wcale tego nie chcę. Wiedziałem, od kiedy po raz pierwszy pocałowałem cię w tej cholernej łazience, wiedziałem, że złamiesz mi pierdolone serce... A mimo to pozwoliłem ci na to. Pozwoliłem i wciąż będę pozwalać, bo niemożliwie mocno cię kocham. Kocham cię, ty skończony idioto. Nie pozwolę, by ostatnią osobą, która cię całowała był on. Nie pozwolę - wyszeptał, a potem wplótł dłoń w moje włosy, przyciągając mnie do siebie mocno. Było tak, jakbyśmy byli dwoma, wygłodniałymi zwierzętami. Odezwał się w nas instynkt. Jego usta jeszcze nigdy nie były tak zachłanne. Czułem go wszędzie. Całował mnie mocno, zahaczając wręcz o granicę brutalności, a mnie kręciło się w głowie. Co jakiś czas przerywał pieszczotę, przy przejechać spuchniętymi od moich ugryzień wargami po całej mojej twarzy. Składał ostrożne pocałunki na moich brwiach, początku nosa, dołeczkach w policzkach, obrysowywał nimi moją szczękę. Oddychaliśmy ciężko. Tym razem to ja go za sobą pociągnąłem, przypierając go mocno do ściany, resztkami świadomości dbając o to, by nie uderzył w nią głową. Było mi tak gorąco. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały i fakt, że smakował alkoholem, a nie jak zwykle, herbatą, nie miał w tej chwili żadnego znaczenia. Był tak blisko, był tylko mój, kochał mnie i czułem to, czułem w każdym centymetrze mojego ciała. Objął dłońmi moją twarz, trzymając palce na mojej szyi, podczas gdy kciuki pozostawił na szczęce. Wszystko było dobrze, nasze usta idealnie do siebie pasowały i myślę, że nigdy nie przerwałbym tego pocałunku, gdy nie fakt, który odkryłem, kładąc dłoń na policzku Louisa, chcąc go do siebie przyciągnąć jeszcze mocniej. Płakał.
- Louis? - zapytałem cicho, zachrypniętym z emocji głosem, odsuwając się od niego ostrożnie. Chłopak pokręcił jednak głową, przyciągając mnie do kolejnego pocałunku, a ja, zupełnie odurzony jego bliskością, natychmiast się mu poddałem, na chwilę zapominając, co było powodem mojej dekoncentracji. Całował mnie mocno, pewnie i cholera, tak bardzo mi tego wszystkiego brakowało. Nie, nie wszystkiego. Szatyn smakował jak łzy. - Lou, co się stało? - zapytałem ponownie, patrząc na niego uważnie, z troską. Zacisnąłem mocno palce na jego ramionach, zmuszając go, by na mnie spojrzał. W jego błękitnych oczach dostrzegłem nieograniczone niczym pokłady strachu i poczułem, jak z nerwów skręca mi się żołądek.
- Dzwoniła do mnie Eleanor, Harry. Od trzech tygodni spóźnia jej się okres. Jest w trakcie bukowania lotu do Australii - wyszeptał, a mnie stanęło serce. 



_________________________
Dziękuję za wszystkie komentarze
i do napisania! :) 

13 komentarzy:

  1. nie, nie, nie, nie, nie ona.to się nie może dziać :O
    zdecydowanie uzależniłam się od tego fanfica, jesteś świetna dziewczyno!
    co weekend nie robie nic innego tylko siedzę i odświeżam sobie strone bo może już :3
    P.S dzisiaj uświadomiłam sobie, że to juz 12 odcinek a plany były na 20 i nie powiem, zrobiło mi się przeogromnie smutno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa, to wiele dla mnie znaczy i napędza mnie, żebym pisała dalej! :)
      PS. Napisałam też, że liczba rozdziałów może się zmienić i powiem wprost: póki co nie przewiduję szybkiego końca, więc głowa do góry! :)

      Usuń
  2. NIE! NIE! NIE! NIE! NIE! NIE!
    Boże, nienawidzę Cię.
    Ona nie może być w ciąży. Nie z Lou!
    Część z perspektywy Gemmy jak najbardziej przypadła mi do gustu, mam nadzieję, że będzie się pojawiać częściej. :)
    Rozdział świetny, bardzo wciąga, tylko ta Eleanor, nie trawię jej w Twoim opowiadaniu.
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiałam się, jak przyjmiecie perspektywę Gemmy i czy dobrze ją oddałam, dlatego się cieszę, że Ci się spodobała i że się tym ze mną podzieliłaś! :)
      Bardzo dziękuję za tyle miłych słów i do napisania! :)

      Usuń
  3. No bez jaj! Że też dziewczyna musi zajść w ciążę po pierwszym razie. Albo ona sobie to dokładnie wyliczyła i specjalnie wtedy go do łóżka zaciągnęła..

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedyne co jestem teraz w stanie wykrztusic to: OH. MY. KURWA. GOD. Ja mam szczera nadzieję, że to jakieś nieporozumienie, albo prowokacja z jej strony, albo strony zarządu. Kurczę, uzależnilam się od czytania tego, wchodzę codziennie i odświezam i odswiezam nawet jesli rozdział jest zapowiedziany na kiedy indziej XD koooocham to opowiadanie, bardzo się cieszę, że na nie trafiłam :) xx pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. +zapomniałam dopisać, że podoba mi się pomysł z dodaniem perspektywy Gemmy, bardzo ciekawie :D

      Usuń
    2. Wszystko wyjaśni się w następnym rozdziale! :)
      Bardzo dziękuję za Twoją opinię, cieszę się, że mam w Tobie fankę swojego opowiadania, haha :)
      I cieszę się, że polubiłaś perspektywę Gemmy, bo tak jak już pisalam, balam sie, ze nie przypadnie wam do gustu :)
      pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Dotarłam i ja, nie mogąc się przełamać, bo czułam, że po raz kolejny zabijesz mnie Nickiem, ale nie, nie było tak najgorzej... Zacznę może od Gemmy, którą uwielbiam i bardzo się cieszę, że dodałaś też jej perspektywę do opowiadania, bo wnosi ona kilka ciekawych wątków i nieco innych spojrzeń na całą sytuację. W zasadzie, nie dziwie się Louisowi, że ją pocałował, bo rzeczywiście jest piękną dziewczyną i jest bardzo podobna do Harry'ego, ale mniejsza o to... Czytając fragmenty z koncertów przechodzą mnie ciarki, bo właśnie tak to wyglądało i dziwnie było o tym po raz kolejny czytać. Pamiętam, jak jakiś czas się mijali i... po prostu mi to wszystko przypomniałaś. Mam cichą nadzieję, że Louis i Harry w końcu dojdą do jakiegoś porozumienia, bo ciągłe wypominanie i szukanie odskoczni we wszystkim innym nie jest dobre. I mam nadzieję, że w końcu raz na zawsze wszystko sobie wytłumaczą, bo na razie unikają tego tematu jak ognia i przykro "patrzy" się na to, jak ciągle poszukują siebie nawzajem, nie mogąc do siebie dotrzeć. I błagam na kolanach, bijąc głową w ziemię - niech Eleanor nie będzie w ciąży, bo moja psychika raz na zawsze wywiesi białą flagę...

    Pozdrawiam serdecznie! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, jak bardzo ubóstwiam cięty języczek i dosadność Tomlinsona! ;)

      Usuń
  6. Nie słucham 1D, ba! Nawet nie mam pojęcia jak oni wyglądają, serio. Ale na asku piszesz tak ciekawie, że hurtem przeczytałam dziesięć rozdziałów. Czasem się gubiłam, bo nie wiem który chłopak z kim i dlaczego, ale to w pewnych monetach, spokojnie -dotrwałam! Gdy Lou przespał się z El, od razu myślałam, że mogłaby być w ciąży, ewentualnie udawać do pewnego miesiąca. A gdy z kolei w tej części chłopcy się pogodzili (prawie), stwierdziłam "jezu, jaka sielanka", nie ukrywam, że chciałabym przeczytać nieco dramaturgii :D Ostatnie zdania trzymają w napięciu, oczywiście, i czekam na kolejne rozdziały :) Baaaardzo ładnie piszesz, chętnie przeczytam więcej Twoich, różnych opowiadać. (oczywiście jeśli kiedykolwiek będą.) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niedawno zaczęłam czytać tego bloga i matko on jest świetny! Błagam Cię, pisz. Jesteś do tego stworzona :) Opowiadanie, fabuła, wszystko jest wspaniałe. Każdy rozdział strasznie przeżywam hahaha ten w szczególności. Świetny blog i czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń