wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział jedenasty

One day you'll come into my world and say it all
You say we'll be together even when you're lost




Byłem absolutnym tchórzem, ale nie mogłem mu powiedzieć o Nicku, nie potrafiłem. Nie, kiedy wszystko wydawało mi się być tak idealne, jak chyba jeszcze nigdy. Budziliśmy się w swoich objęciach, z uśmiechem zaczynając nowy dzień. Poranki spędzaliśmy osobno - zgodnie z zaleceniami zarządu, pozwalaliśmy sobie robić zdjęcia w zupełnie różnych miejscach Australii, by stworzyć wokół siebie aurę końca naszej przyjaźni, więc podczas gdy ja szedłem z Niallem na golfa, Louis grał w piłkę z Liamem. To wszystko było zupełnie niepotrzebne, bo nawet, jeśli unikaliśmy na koncertach jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, w naszych oczach płonął żar, który jednoznacznie pokazywał, jak silni jesteśmy. Obaj z niecierpliwością czekaliśmy na te wieczory i na moment, w którym zejdziemy ze sceny i będziemy mogli wrócić do hotelu. Pozwalaliśmy sobie odpocząć psychicznie, wygłupiając się z chłopakami do późnych godzin nocnych, choć właściwie przez cały czas utrzymywaliśmy ze sobą kontakt fizyczny, poprawiając sobie wzajemnie i nieustannie rąbek koszuli czy przekładając pukiel włosów na inną stronę głowy. Kiedy w końcu wracaliśmy do naszego pokoju, nie mogliśmy odkleić od siebie rąk. Nasze pocałunki nigdy nie były tak mocne i namiętne, seks nigdy nie był tak pełen pasji i uczucia. Dużo się przytulaliśmy i dużo rozmawialiśmy. Wszystko było idealne. Nie mogłem tego zniszczyć jednym zdaniem.



*


Chłopak pocałował mnie przelotnie w głowę na pożegnanie, a później machnął dłonią na Nialla i Zayna, którzy natychmiast ochoczo do niego dołączyli, śmiejąc się głośno. Wszyscy trzej uwielbiali hotelowe kręgielnie, a świadomość, że jutro mamy dzień wolny, tylko potęgowała ich radość i chęć do zabawy.
Ja za to zupełnie nie miałem humoru, więc grzecznie odmówiłem, wykręcając się bólem głowy po dzisiejszym występie. Tak naprawdę, chodziło o coś zupełnie innego. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, za każdym razem, kiedy patrzyłem na jego szczęśliwe, błękitne oczy i zaróżowione od pocałunków usta Za każdym razem, kiedy mnie dotykał, przytulał, kiedy do mnie mówił. Chryste, jak mogłem być takim skończonym idiotą? Jak mogłem tak bardzo go zranić? Już prawie zapomniałem, że to on był pierwszy, który spał z kimś innym. Różnica była jednak taka, że on był pijany, a ja zupełnie trzeźwy. On wspominał to z obrzydzeniem, a mnie się podobało.
Kończyłem w milczeniu swój obiad, nie mogąc przestać myśleć o tym, co zrobiłem Louisowi.
- Co cię gryzie? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama i dopiero wtedy dostrzegłem, że chłopak od dłuższego czasu uważnie mi się przyglądał. Uśmiechnąłem się do niego lekko, odgarniając włosy z oczu.
- Wszystko w porządku, jestem po prostu zmęczony - skłamałem gładko, jednak szatyn westchnął głośno, kręcąc jedynie głową. Wiedziałem, że mi nie uwierzył, zbyt dobrze i zbyt długo mnie znał.
- Harry. - Głos chłopaka był pełen nieukrywanej troski i ciepła. Spojrzałem prosto w jego czekoladowe oczy, a potem przygryzłem wargę, wahając się.
- Zrobiłem coś bardzo złego, Liam - oznajmiłem, unikając patrzenia mu w twarz. Zamiast tego, zerknąłem na swoje trzęsące się z nerwów dłonie, kontynuując. - I bardzo tego żałuję - dodałem, zamykając zmęczone powieki. Chłopak chwycił mocno mój nadgarstek, dodając mi tym samy otuchy.
- Zemściłeś się, tak? Za Eleanor - mruknął. Był tak blisko mnie, że czułem ciepło i kawowy zapach jego oddechu. Obserwował mnie uważnie, a ja, niezdolny, by powiedzieć choćby słowo więcej, kiwnąłem ostrożnie głową. Szatyn przeklął głośno pod nosem, przeczesując krótkie włosy palcami. - Cholera, Hazz, bałem się, że to zrobisz. To ktoś przypadkowy, czy...
- Nick Grimshaw - przerwałem mu, bojąc się jego reakcji. Wargi przyjaciela zadrżały, podczas gdy on sam patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. Czułem się tak, jakby ktoś z całych sił ścisnął moje serce w swojej pięści.
- Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa, tylko nie on - wyrzucał z siebie, chowając dłonie w krótkich, sterczących na wszystkie strony, włosach. - Boże, Styles... Coś ty najlepszego zrobił...
- Wiem. Nie musisz nic mówić, ja wszystko wiem, ja...
- Harry, nie możesz mu tego powiedzieć, słyszysz? - wyjęczał, przerywając mi i chwytając mnie jednocześnie mocno za ramiona. Jego kciuki zacisnęły się na moich obojczykach. Syknąłem z bólu, więc szybko mnie puścił. - On ci tego nie wybaczy, jeśli się dowie. Nie wolno ci się przyznawać! Obiecaj mi, że się nie przyznasz!- wyrzucał siebie, pełnym desperackiego błagania tonem.
- Liam, nie potrafię tego zrobić, jestem zbyt wielkim tchórzem, nie umiem..
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, co się stanie, kiedy Louis się zorientuje - przerwał mi ponownie, wzdrygając się - On cię zabije, Harry. Będziemy skończeni, boże... 
- Wiem, Li. Nie mogę mu tego zrobić, ale nie wiem, jak długo zdołam utrzymać to w tajemnicy...
- Posłuchaj mnie uważnie. Największą karą za zdradę są twoje wyrzuty sumienia. Nie zachowuj się jak skończony dupek, nie obciążaj tą świadomością Louisa. Miej jaja i znieś to sam. Błagam, postaraj się. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.



*


Kiedy kolejnego dnia obudziłem się w pustym łóżku, podświadomie czułem, że nie będzie on należał do udanych. Rozejrzałem się automatycznie po pokoju, dostrzegając szybko Louisa, siedzącego na jego drugim końcu, rozciągniętego na czekoladowej kanapie, z laptopem na kolanach. Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że coś jest z nim nie tak. Usta zacisnął w wąską linię, między jego brwiami pojawiła się bruzda. Podniosłem się ostrożnie, prawie potykając się o własne nogi, gdy szedłem w jego kierunku, jednak on, wpatrzony w ekran komputera, nawet tego nie zauważył. Żołądek skręcił mi się ze strachu. Wiedziałem, że szatyn jest wściekły, kiedy zobaczyłem stojący przed nim kubek z nietkniętą herbatą, która dawno już zdążyła wystygnąć.
- Lou? - zapytałem niepewnie, spodziewając się najgorszego. Przymknąłem oczy, starając się powstrzymać napływające do nich łzy. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak spojrzał na mnie, uśmiechając się ciepło w moim kierunku, wyciągając jednocześnie dłoń. Usiadłem obok niego, próbując uspokoić przyspieszony oddech i bijące w zawrotnym tempie serce.
- Pieprzony Nick Grimshaw - warknął, odrywając się na chwilę od laptopa, by ucałować czubek mojego nosa, a ja zerknąłem na niego zdezorientowany. Jeśli wiedział, dlaczego wciąż był dla mnie tak miły i czuły? - Nawet nie wiesz, jak mnie dziś rano wkurwił - dodał, i już wiedziałem, że chodzi o coś zupełnie innego. Miałem ochotę uderzyć się w głowę za zbyt długie zwlekanie z odpowiednią reakcją.
- C-co się stało? - zapytałem szybko, odrobinę zbyt piskliwym głosem, jednak chłopak zdawał się tego nie dostrzec.
- Nagadał na mnie jakichś bzdur w radiu, o moim rzekomym gwiazdorstwie. Chciałem spędzić z tobą dzień, więc zastosowałem sztuczkę Modestu na naszą nieobecność, tłumacząc się oczywistymi bzdurami. Napisałem na twitterze, że nie mogę wyjść z hotelu z powodu paparazzi, a ten skończony kretyn obsmarował mnie w swojej audycji! Cholera, wiem, że nie powinienem reagować, ale nie mogłem się powstrzymać, by mu nie dopiec. Przepraszam, Hazz. Wiem, jak bardzo go lubisz, ale ja nie jestem w stanie go znieść - wyrzucił z siebie, a ja poczułem, jak moje oczy rozszerzają się z przerażenia. Kłótnia szatyna z Grimshawem była ostatnią rzeczą, która teraz powinna mieć miejsce. W głowie huczały mi słowa Gemmy: Nick ma cholernie długi język
- Przecież wiesz, że on chce cię tylko sprowokować, Lou. Nie pisz już do niego, dobr... - Nie dokończyłem, patrząc, jak na głównej stronie twittera niebieskookiego pojawia się okienko z prywatną wiadomością. Zadrżałem.
- Co znów? - warknął, otwierając ją, a mnie zrobiło się niedobrze, na widok dwóch, krótkich i przesiąkniętych jadem zdań.

12:46
Od: Nick Grimshaw (@grimmers)
Do: Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
To Twoja zemsta, Tomlinson? Byłem przekonany, że stać na więcej, niżeli jakieś żałosne wpisy na twitterze. :)

Szatyn zmarszczył brwi, nie rozumiejąc. Ja jednak wiedziałem zbyt dobrze, co ten miał na myśli.
- Boże, nie mogę uwierzyć, że temu facetowi tak blisko do trzydziestki, zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak. Za co miałbym się mścić, za kilka idiotyzmów do śniadania w jego porannej audycji? - zaśmiał się ironicznie, a ja ze strachem obserwowałem, jak spod jego palców wychodzi odpowiedź. Chciałem go powstrzymać, naprawdę chciałem, ale moje ciało było sparaliżowane, a język wysuszony na wiór.


12:51
Od: Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
Do: Nick Grimshaw (@grimmers)
Zemsta, naprawdę? Powinienem się mścić za kilka chamskich słów, wypowiedzianych z czystej zazdrości? To dziecinne, Grimshaw. Masz 29 lat, czas dorosnąć.

Na jego odpowiedź czekaliśmy zaledwie minutę. Przebiegłem wzrokiem po czterech zdaniach, które napisał i wiedziałem, że jestem skończony.


12:52
Od: Nick Grimshaw (@grimmers)
Do: Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
Uprawialiśmy seks, Tomlinson. Pieprzyłem twojego Harrego i było mu zajebiście dobrze. W waszym mieszkaniu, w waszej sypialni, w waszym łóżku. Spodziewałem się, że będziesz chciał się zemścić.

Louis wpatrywał się w ekran, a ja mogłem dokładnie zaobserwować, jak z jego twarzy znikają wszelkie kolory. Zrobił się blady jak kreda, jasne światło wyświetlacza, które na niego padało, tylko to wrażenie spotęgowało. Powoli, drżącymi dłońmi, odłożył komputer na stolik, wstając gwałtownie z kanapy. Odwrócił się ode mnie, a ja obserwowałem, jak jego plecy unoszą się i opadają pod jego przyspieszonym oddechem.
- Zaprzecz, Harry - powiedział cicho, wciąż nie zmieniając pozycji, a ja zacisnąłem usta, próbując za wszelką cenę powstrzymać spazmatyczny szloch. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chciałem do niego podejść, przytulić go, a jednocześnie marzyłem, by znaleźć się jak najdalej stąd. W tej samej chwili szatyn zdecydował się na mnie spojrzeć. Pierwszy raz w życiu tak łatwo mogłem odczytać emocje z jego twarzy. Ból. Gniew. Nienawiść. - Kurwa, zaprzecz mu!
- Louis, ja... - zacząłem, ale nie było mi dane skończyć. Nie dane mi było nawet dobrze się zastanowić nad tym, co chciałbym mu powiedzieć, bo w następnej chwili poczułem tylko jego pięść na swoim policzku i to był chyba pierwszy raz, kiedy dotyk niebieskookiego na mojej skórze nie był przyjemny. Z drugiej strony jednak, choć było to ogromnym paradoksem, czułem ulgę. Byłem niemalże pewien, że chłopak rozciął mi wargę, gdy w dalszym ciągu nie przestawał mnie okładać, ale wiedziałem, że na to zasłużyłem i dlatego to było dobre. W końcu ponosiłem karę, o którą domagało się moje sumienie. Splunąłem na podłogę krew, która napłynęła mi do ust.
- Broń się, do cholery! Dlaczego się, kurwa, nie bronisz?! - wrzeszczał, uderzając we mnie pięściami na oślep. Nie byłem w stanie go skrzywdzić, nie potrafiłem podnieść na niego ręki, więc po prostu osłaniałem twarz. Nie ze względu na mnie - raczej ze względu na to, jak gęsto będę musiał się tłumaczyć, jeśli pojawię się na jutrzejszym koncercie z podbitym okiem.
- Kocham cię - szepnąłem tylko, popychając go lekko, by go od siebie odsunąć. Zaskoczony, zamrugał kilkakrotnie powiekami, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zastanawiałem się, jak to się stało, że jeszcze nie eksplodował.
- Jak śmiesz mówić mi to po tym wszystkim, kurwa mać! - ryknął, ciskając we mnie stojącym na stoliku obok niego dezodorantem. Zaraz po nim, rzucił we mnie także książką, kubkiem termicznym i swoim telefonem, który roztrzaskał się na kawałki przy ścianie obok mojej głowy. Wyglądał, jakby wpadł w szał, z którego za nic nie potrafił się uwolnić. - Nienawidzę cię, Harry! Naprawdę cię, kurwa, nienawidzę! - darł się w furii. Na jego delikatnych, zaczerwienionych policzkach zaczęło pojawiać się coraz więcej łez. Nie potrafiłem pozostać wobec nich obojętny, więc podszedłem do niego ostrożnie, chcąc je zetrzeć. Byłem idiotą. Moja dłoń natychmiast została strącona z jego twarzy. - Odpierdol się ode mnie, Styles! Wszystko zniszczyłeś, wszystko! - jęczał, ponownie się na mnie rzucając. Drapał i uderzał każdy nagi kawałek skóry, jaki udało mu się dosięgnąć. Jego dłoń krążyła niebezpiecznie wokół mojego gardła i zastanawiałem się, czy potrafiłby mnie udusić. W tej samej chwili, kiedy wydawało mi się, że chłopak zaraz mnie zabije, usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwi od naszego pokoju i już po chwili ktoś chwycił mnie mocno za ramiona, odciągając mnie od Louisa.
- Uciekaj stąd, Harry, natychmiast - usłyszałem cichy głos Liama przy swoim uchu. Zayn trzymał mocno w swoim uścisku niebieskookiego, który w dalszym ciągu nie przestawał krzyczeć i wyrywać się w moją stronę, choć jego słowa dławiły łzy, gdy nie mógł powstrzymać płaczu.
- Pierdolony Grimshaw, dlaczego Harry? Ze wszystkich ludzi na świecie, dlaczego to musiał być on? - wyjęczał, ustępując wreszcie brunetowi. Przestał się szarpać, wpatrując się jedynie pustym wzrokiem w podłogę. Payne wypchnął mnie z pokoju, wciskając mi w dłoń klucze do własnego. Nie mam pojęcia, jak do niego trafiłem, nie wiem, jakim cudem znalazła mnie w nim Lou, która bez słowa sprzeciwu i bez żadnego zbędnego pytania, opatrzyła drobne, ale bardzo liczne ranki na całym moim ciele, smarując też koszmarnie rozciętą wargę jakąś maścią i wręczając mi maść na siniaki. Byłem w szoku. Nie umiałem nawet skleić prostego podziękowania, gdy jasnowłosa pogładziła mnie delikatnie po policzku, zostawiając mnie samego.


*


- Wydawało mi się, że prosiłam cię, byś do mnie nie dzwonił - głos Gemmy był przerażająco chłodny, a ja zastanawiałem się, ile jeszcze będę w stanie znieść, zanim wszystko mnie przerośnie. Wplotłem dłoń we włosy, próbując się uspokoić.
- Dowiedział się, Gemma. Nick do niego napisał na twitterze - wyszeptałem, trudnym do rozpoznania tonem głosu. Było mi niedobrze. Chwiejnym krokiem, ruszyłem do toalety, w obawie, że zwymiotuję. Oparłem się o brzeg porcelanowej wanny, wzdychając ciężko. W słuchawce panowało milcznie. - Gems?
- Nie spodziewałam się, że to wyjdzie tak szybko, ale przecież cię ostrzegałam. Jak zareagował? - zapytała, i chociaż w jej głosie nadal dominowała niechęć, rozpoznałem w nim także troskę. Zacisnąłem mocno oczy, próbując uspokoić bijące w zawrotnym tempie serce.
- Rzucił się na mnie i strasznie krzyczał. Wpadł w jakiś trans, nie mógł przestać mnie bić, rozciął mi wargę i z całą pewnością nabił kilka sporych siniaków. Był bardzo głośno, więc usłyszeli nas Zayn z Liamem. Odciągnęli mnie od niego. Co ja mam teraz robić? - zapytałem, czując kolejny już, nieprzyjemny skurcz w żołądku. Ostatkiem sił próbowałem powstrzymać się od zwrócenia śniadania, które wcisnęła mi Lou.
- Chciałabym móc powiedzieć, że ci się należało, ale chyba za mocno cię kocham, ty idioto. Jak się teraz czujesz?
- Rozbity, ja... - przerwałem, słysząc hałas dochodzący z pokoju, do którego najprawdopodobniej przyszedł w końcu Liam. Chłopak zawołał głośno moje imię, więc szybko wyszedłem z łazienki, uspokajając go. - Gemma, muszę już kończyć. Porozmawiamy wieczorem, dobrze?
- Poczekaj, Hazz. Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że zabukowałam z tatą bilety lotnicze do Australii. Za trzy dni będziemy w tej twojej ukochanej kangurolandii. Stęskniłam się za tobą, głupi dupku.
- Boże - jęknąłem z ulgą - Tak dobrze będzie mieć cię obok.
- Prawidłowa reakcja - mruknęła i prawie mogłem poczuć ciepło jej uśmiechu - Idź już, bo słyszę, że niecierpliwy Liam zaraz mnie zamorduje. Pozdrów go ode mnie i trzymaj się. Postaraj się nie dać zabić przez te trzy dni, później jakoś to naprawimy, słyszysz? - dodała pokrzepiająco, a mnie spadł kamień z serca. 


*


To, że Louis nie zszedł na obiad, zważywszy na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, wydawało nam się całkiem normalne. Gdy jednak nie pojawił się także na kolacji, zaczęliśmy się o niego martwić. Jego telefon milczał, gdy Liam próbował się do niego dodzwonić setki razy, nie otwierał także drzwi do swojego pokoju, nawet gdy Niall krzyczał, że chce tylko zabrać z niego moje rzeczy. Ochroniarz jednak uparcie twierdził, że chłopak nie opuszczał hotelu, więc zrezygnowany, rzuciłem się na łóżko w swoim nowym pokoju, który został mi przydzielony, wzdychając ciężko. Dochodziła druga w nocy i boże, przysięgam, miałem ochotę umrzeć, ale w tym samym momencie zadzwonił hotelowy telefon. Zaskoczony, zerknąłem przelotnie na zegarek, marszcząc brwi. Podniosłem słuchawkę.
- Halo? - mój głos brzmiał bardziej przytomnie, niż w rzeczywistości się czułem. Wiedziałem, że obsługa dzwoni tak późno tylko w ważnej sprawie, dlatego zagryzłem wargę z nerwów, zapominając, że jest rozcięta. Natychmiast syknąłem z bólu.
- Przepraszam, że zakłócamy pana spokój, panie Styles... W normalnej sytuacji zawiadomilibyśmy ochronę, ale pan Tomlinson wygraża się bardzo... rzeczowo... - drżący głos kobiety jasno wskazywał na to, że była przerażona, a argumenty Louisa bardzo dosadne. - Jest pijany, bardzo pijany, narobił strasznego bałaganu i hałasu. Nie pozwala nikomu do siebie podejść. Oznajmił nam, że wróci do swojego pokoju tylko z panem, więc...
- Proszę mi dać pięć minut, zaraz będę na dole.


*


Wychodząc z windy, nogi miałem jak z waty. Cały się trzęsłem, nie potrafiąc zrozumieć, co działo się w głowie Louisa. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco do zdenerwowanej blondynki, którą minąłem, zerkając w stronę stołu, przy którym siedział szatyn. Ostrożnie, starając się go nie spłoszyć, dotknąłem dłonią jego ramienia. Niebieskooki już otworzył usta, by zacząć się wygrażać, jednak gdy tylko dostrzegł, że to ja, uśmiechnął się dziwnie, prychając pod nosem.
- Znalazł się bohater - warknął, podnosząc się chwiejnie. Nie odpowiedziałem, zakładając sobie jego rękę na ramię, co przez naszą różnice wzrostu było wyjątkowo trudne. Prowadzenie go było chyba najtrudniejszą rzeczą w moim życiu. Louis w zasadzie w ogóle nie panował nad swoim ciałem, potykając się o własne stopy i przeklinając pod nosem. Przez odór alkoholu przebijała się delikatna woń jego perfum i westchnąłem cicho, przyciskając go do siebie odrobinę mocniej. Od ciężaru Louisa bolały mnie plecy. Nie wiem, jakim sposobem wsadziłem go do windy, nie wiem, jak udało mi się utrzymać go w niej w pozycji pionowej i nie wiem, jak trafiliśmy w końcu do mojego pokoju. Zastanawiałem się w duchu, czy rano znów mnie z niego nie wyrzuci i wyobraziłem sobie minę obsługi hotelowej, gdy będę bukował dla siebie trzeci pokój.
- Harry - wychrypiał szatyn, chwytając się mojego rękawa. Spojrzałem na niego pytająco. Był blady jak ściana. - Będę rzygał - oznajmił, chwytając się w pasie za żołądek. Jęknąłem głośno, popychając go szybko w stronę łazienki. Dziękowałem w duchu losowi, że udało nam się zdążyć przed najgorszym, nie wyobrażałem sobie sprzątać jego wymiocin z dywanu. Westchnąłem cicho. Podczas gdy on wyrzucał z siebie alkohol, ja przytrzymywałem mu włosy, głaszcząc go uspokajająco po plecach. Wydawało mi się, że to nigdy nie ustanie. - Nienawidzę cię - szepnął, odsuwając się w końcu od muszli klozetowej. Oparł rozgrzany policzek o szafkę stojącą nieopodal toalety, a ja bez większego zastanowienia, wstałem, napuszczając ciepłej wody do wanny, dolewając do niej cytrynowego płynu do kąpieli, który dał mi Liam. Chłopak zmarszczył brwi, wzdrygając się. - Po co to wszystko robisz? - wybełkotał, patrząc na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Ponownie powstrzymałem się od odpowiedzi, wykorzystując jego otępienie by pogładzić jego twarz. - Pieprzony pedał - wychrypiał jeszcze, gdy zacząłem ostrożnie go rozbierać; począwszy od luźnej, bawełnianej koszulki, przez polarowe spodnie od dresu, aż po obcisłe, czarne bokserki. To było takie dziwne uczucie. Widziałem go nago tysiące razy, ale kiedy nagle przestał być mój, kiedy między nami było tragicznie, cholernie mocno uderzyło mnie jego piękno i tak bardzo chciałem go dotknąć... Najprawdopodobniej zbyt pijany, by protestować, bez wahania poddał się moim dłoniom, kiedy uniosłem jego ciało do góry, by po dłuższej chwili umiejscowić go w wannie pełnej piany. Chłopak przymknął oczy, opierając głowę o jej brzeg.
- Nie waż się zasypiać - ostrzegłem, podchodząc do niego. Przebiegłem palcami po jego delikatnej skórze, a potem przeniosłem je na jego głowę, mocząc ją ostrożnie. Chłopak mruczał cicho, jednak starałem się za wszelką cenę odgonić od siebie nieprzyzwoite myśli. Ostrożnie nałożyłem sobie na dłoń szampon, rozprowadzając go po włosach Louisa. Przez chwilę jeszcze pozwoliłem samemu sobie nacieszyć się ich delikatną strukturą, by w następnej spłukiwać je ciepłym strumieniem. - Lou, pomóż mi. Proszę, wstań - mruknąłem, podnosząc go za barki. Szatyn jęknął cicho, ale ciężar, jaki musiałem udźwignąć zmalał, co oznaczało, że zaczął ze mną współpracować. Kiedy z wielkim trudem, wreszcie udało mi się wyciągnąć jego bezwładne ciało z wanny, chłopak zaczął się trząść z zimna, więc natychmiast otuliłem go ciepłym, puchatym ręcznikiem, podając mu szczoteczkę do zębów z wyciśniętą już na nią pastą. Skrzywił się, bez słowa ją ode mnie przyjmując. Wiedziałem, że rano mi za to podziękuje, jeśli oczywiście w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać. Wysuszyłem go, wręczając mu świeżą parę bokserek - jedyną piżamę, jaką mogłem mu zaproponować i odwróciłem się, gdy ją na siebie wkładał - ciało Louisa działało na mnie zbyt mocno. Upewniając się, że niebieskooki nie jest już nagi, objąłem go delikatnie za talię, prowadząc go do łóżka. - Mój Harry - mruknął do siebie, zupełnie nieświadomy mojej obecności, a potem zapadł w sen, zanim jeszcze zdążyłem go przykryć. Westchnąłem. Ruszyłem do łazienki. Odnalazłem leżące na ziemi spodnie, wyciągając z nich klucze do nasz...jego pokoju. Cóż, musiałem odzyskać swoje rzeczy i jeśli mogłem zrobić to bez interwencji kogoś z ochrony, chciałem wykorzystać swoją szansę. Bałem się nadchodzącego jutra.


______________________________
Przepraszam za spóźnienie, miałam dużo zamieszania związanego z moimi urodzinami. Dziękuję za wszystkie komentarze i do napisania! :)

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam Ciebie, Twój styl i to opowiadanie. Opisujesz ich dokładnie tak, jak sobie ich zawsze wyobrażałam. Mam nadzieję, że Louis wybaczy Harry'emu. Niech go wysłucha, da mu szansę na wytłumaczenie swojego zachowania. Trzymam za nich mocno kciuki.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział i serdecznie pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to za jasnowłosa Lou, która znalazła Harrego w pokoju po ich bójce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://twitter.com/louteasdale

      Usuń
    2. Ach, bo ja jej nie znam, a gdy czytałam to myliło mi się z Louisem :)

      Usuń
  3. Twoje opowiadanie tak na mnie działa, że nigdy od razu po przeczytaniu nie umiem tego jakoś sensownie skomentować. Kocham to, że opisujesz to wszystko w tak realny sposób, że przez ten moment, gdy to czytam myślę sobie, ze to wszystko dzieje się naprawdę. To jak opisałaś jak Lou bił Harrego, och, bolalo mnie serce wyobrazając sobie to, ale gdyby wybaczył mu od razu wszystko byłoby zbyt piekne i nie tak realne jak jest teraz, ale żeby nie było, mam nadzieję, że Lou wybaczy Harremu jak już wszystko zaczeło się tak dobrze układać. Pozdrawiam i z zniecierpliwieniem czekam na następne rozdziały xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże..... Za dużo emocji. Ty chcesz nas chyba wykończyć.
    To jest piękne.
    Nie mogę się doczekać na kolejny rozdział.
    Wybacz, że tak krótko, ale nadal jestem w szoku.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja wyjątkowo nie wiem, co powinnam napisać, bo... Nick mnie tak denerwuje, że poszczególne słowa nie przechodzą mi przez palce, żeby w ogóle to jakoś porządnie skomentować. Nienawidzę go chyba tak samo, jak Louis... W każdym razie - żal mi Harry'ego, że tak oberwał, ale z drugiej strony, w pełni to rozumiem. Liam okazał się w tym rozdziale wyjątkowo pomocny i polubiłam go ;) I oczywiście niezawodna Gemma, którą kocham od samiutkiego początku! Mogę mieć tylko nadzieję(i mam!), że wszystko ułoży się dobrze! "Mój Harry" mówi samo za siebie <3

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń