One day you'll come into my world and say it all
You say we'll be together even when you're lost
You say we'll be together even when you're lost
Byłem absolutnym
tchórzem, ale nie mogłem mu powiedzieć o Nicku, nie potrafiłem.
Nie, kiedy wszystko wydawało mi się być tak idealne, jak chyba
jeszcze nigdy. Budziliśmy się w swoich objęciach, z uśmiechem
zaczynając nowy dzień. Poranki spędzaliśmy osobno - zgodnie z
zaleceniami zarządu, pozwalaliśmy sobie robić zdjęcia w zupełnie
różnych miejscach Australii, by stworzyć wokół siebie aurę
końca naszej przyjaźni, więc podczas gdy ja szedłem z Niallem na
golfa, Louis grał w piłkę z Liamem. To wszystko było zupełnie
niepotrzebne, bo nawet, jeśli unikaliśmy na koncertach
jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, w naszych oczach płonął żar,
który jednoznacznie pokazywał, jak silni jesteśmy. Obaj z
niecierpliwością czekaliśmy na te wieczory i na moment, w którym
zejdziemy ze sceny i będziemy mogli wrócić do hotelu. Pozwalaliśmy
sobie odpocząć psychicznie, wygłupiając się z chłopakami do
późnych godzin nocnych, choć właściwie przez cały czas
utrzymywaliśmy ze sobą kontakt fizyczny, poprawiając sobie
wzajemnie i nieustannie rąbek koszuli czy przekładając pukiel
włosów na inną stronę głowy. Kiedy w końcu wracaliśmy do
naszego pokoju, nie mogliśmy odkleić od siebie rąk. Nasze
pocałunki nigdy nie były tak mocne i namiętne, seks nigdy nie był
tak pełen pasji i uczucia. Dużo się przytulaliśmy i dużo
rozmawialiśmy. Wszystko było idealne. Nie mogłem tego zniszczyć
jednym zdaniem.
*
Chłopak pocałował
mnie przelotnie w głowę na pożegnanie, a później machnął
dłonią na Nialla i Zayna, którzy natychmiast ochoczo do niego
dołączyli, śmiejąc się głośno. Wszyscy trzej uwielbiali
hotelowe kręgielnie, a świadomość, że jutro mamy dzień wolny,
tylko potęgowała ich radość i chęć do zabawy.
Ja za to zupełnie nie
miałem humoru, więc grzecznie odmówiłem, wykręcając się bólem
głowy po dzisiejszym występie. Tak naprawdę, chodziło o coś
zupełnie innego. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, za każdym razem,
kiedy patrzyłem na jego szczęśliwe, błękitne oczy i zaróżowione
od pocałunków usta Za każdym razem, kiedy mnie dotykał,
przytulał, kiedy do mnie mówił. Chryste, jak mogłem być takim
skończonym idiotą? Jak mogłem tak bardzo go zranić? Już prawie zapomniałem, że to on był pierwszy, który spał z kimś innym. Różnica była jednak taka, że on był pijany, a ja zupełnie trzeźwy. On wspominał to z obrzydzeniem, a mnie się podobało.
Kończyłem w
milczeniu swój obiad, nie mogąc przestać myśleć o tym, co
zrobiłem Louisowi.
- Co cię gryzie? - z
zamyślenia wyrwał mnie głos Liama i dopiero wtedy dostrzegłem, że
chłopak od dłuższego czasu uważnie mi się przyglądał.
Uśmiechnąłem się do niego lekko, odgarniając włosy z oczu.
- Wszystko w porządku,
jestem po prostu zmęczony - skłamałem gładko, jednak szatyn
westchnął głośno, kręcąc jedynie głową. Wiedziałem, że mi
nie uwierzył, zbyt dobrze i zbyt długo mnie znał.
- Harry. - Głos
chłopaka był pełen nieukrywanej troski i ciepła. Spojrzałem
prosto w jego czekoladowe oczy, a potem przygryzłem wargę, wahając
się.
- Zrobiłem coś bardzo
złego, Liam - oznajmiłem, unikając patrzenia mu w twarz. Zamiast
tego, zerknąłem na swoje trzęsące się z nerwów dłonie,
kontynuując. - I bardzo tego żałuję - dodałem, zamykając
zmęczone powieki. Chłopak chwycił mocno mój nadgarstek, dodając
mi tym samy otuchy.
- Zemściłeś się,
tak? Za Eleanor - mruknął. Był tak blisko mnie, że czułem ciepło
i kawowy zapach jego oddechu. Obserwował mnie uważnie, a ja,
niezdolny, by powiedzieć choćby słowo więcej, kiwnąłem
ostrożnie głową. Szatyn przeklął głośno pod nosem,
przeczesując krótkie włosy palcami. - Cholera, Hazz, bałem się, że to zrobisz. To ktoś
przypadkowy, czy...
- Nick Grimshaw -
przerwałem mu, bojąc się jego reakcji. Wargi przyjaciela zadrżały,
podczas gdy on sam patrzył na mnie z
przerażeniem w oczach. Czułem się tak, jakby ktoś z całych sił
ścisnął moje serce w swojej pięści.
- Kurwa. Kurwa, kurwa,
kurwa, tylko nie on - wyrzucał z siebie, chowając dłonie
w krótkich, sterczących na wszystkie strony, włosach. - Boże, Styles... Coś
ty najlepszego zrobił...
- Wiem. Nie musisz nic
mówić, ja wszystko wiem, ja...
- Harry, nie możesz mu
tego powiedzieć, słyszysz? - wyjęczał, przerywając mi i chwytając
mnie jednocześnie mocno za ramiona. Jego kciuki zacisnęły się na
moich obojczykach. Syknąłem z bólu, więc szybko mnie puścił. -
On ci tego nie wybaczy, jeśli się dowie. Nie wolno ci się
przyznawać! Obiecaj mi, że się nie przyznasz!- wyrzucał siebie, pełnym desperackiego błagania tonem.
- Liam, nie potrafię
tego zrobić, jestem zbyt wielkim tchórzem, nie umiem..
- Nie wiem, czy zdajesz
sobie sprawę z tego, co się stanie, kiedy Louis się zorientuje - przerwał mi ponownie, wzdrygając się - On
cię zabije, Harry. Będziemy skończeni, boże...
- Wiem, Li. Nie mogę
mu tego zrobić, ale nie wiem, jak długo zdołam utrzymać to w
tajemnicy...
- Posłuchaj mnie
uważnie. Największą karą za zdradę są twoje wyrzuty
sumienia. Nie zachowuj się jak skończony dupek, nie obciążaj tą
świadomością Louisa. Miej jaja i znieś to sam. Błagam, postaraj
się. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.
*
Kiedy kolejnego dnia
obudziłem się w pustym łóżku, podświadomie czułem, że nie
będzie on należał do udanych. Rozejrzałem się automatycznie po
pokoju, dostrzegając szybko Louisa, siedzącego na jego drugim
końcu, rozciągniętego na czekoladowej kanapie, z laptopem na
kolanach. Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że coś jest z nim
nie tak. Usta zacisnął w wąską linię, między jego brwiami
pojawiła się bruzda. Podniosłem się ostrożnie, prawie potykając
się o własne nogi, gdy szedłem w jego kierunku, jednak on,
wpatrzony w ekran komputera, nawet tego nie zauważył. Żołądek
skręcił mi się ze strachu. Wiedziałem, że szatyn jest wściekły,
kiedy zobaczyłem stojący przed nim kubek z nietkniętą herbatą,
która dawno już zdążyła wystygnąć.
- Lou? - zapytałem
niepewnie, spodziewając się najgorszego. Przymknąłem oczy,
starając się powstrzymać napływające do nich łzy. Ku mojemu
zaskoczeniu, chłopak spojrzał na mnie, uśmiechając się ciepło w
moim kierunku, wyciągając jednocześnie dłoń. Usiadłem obok
niego, próbując uspokoić przyspieszony oddech i bijące w
zawrotnym tempie serce.
- Pieprzony Nick
Grimshaw - warknął, odrywając się na chwilę od laptopa, by
ucałować czubek mojego nosa, a ja zerknąłem na niego
zdezorientowany. Jeśli wiedział, dlaczego wciąż był dla mnie tak
miły i czuły? - Nawet nie wiesz, jak mnie dziś rano wkurwił -
dodał, i już wiedziałem, że chodzi o coś zupełnie innego.
Miałem ochotę uderzyć się w głowę za zbyt długie zwlekanie z
odpowiednią reakcją.
- C-co się stało? -
zapytałem szybko, odrobinę zbyt piskliwym głosem, jednak chłopak
zdawał się tego nie dostrzec.
- Nagadał na mnie
jakichś bzdur w radiu, o moim rzekomym gwiazdorstwie. Chciałem
spędzić z tobą dzień, więc zastosowałem sztuczkę Modestu na
naszą nieobecność, tłumacząc się oczywistymi bzdurami.
Napisałem na twitterze, że nie mogę wyjść z hotelu z powodu
paparazzi, a ten skończony kretyn obsmarował mnie w swojej audycji!
Cholera, wiem, że nie powinienem reagować, ale nie mogłem się
powstrzymać, by mu nie dopiec. Przepraszam, Hazz. Wiem, jak bardzo go
lubisz, ale ja nie jestem w stanie go znieść - wyrzucił z siebie,
a ja poczułem, jak moje oczy rozszerzają się z przerażenia.
Kłótnia szatyna z Grimshawem była ostatnią rzeczą, która teraz
powinna mieć miejsce. W głowie huczały mi słowa Gemmy: Nick ma
cholernie długi język
- Przecież
wiesz, że on chce cię tylko sprowokować, Lou. Nie pisz już do
niego, dobr... - Nie dokończyłem, patrząc, jak na głównej
stronie twittera niebieskookiego pojawia się okienko z prywatną
wiadomością. Zadrżałem.
- Co znów? - warknął,
otwierając ją, a mnie zrobiło się niedobrze, na widok dwóch,
krótkich i przesiąkniętych jadem zdań.
12:46
Od:
Nick Grimshaw (@grimmers)
Do:
Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
To
Twoja zemsta, Tomlinson? Byłem przekonany, że stać na więcej,
niżeli jakieś żałosne wpisy na twitterze. :)
Szatyn zmarszczył
brwi, nie rozumiejąc. Ja jednak wiedziałem zbyt dobrze, co ten miał
na myśli.
- Boże, nie mogę
uwierzyć, że temu facetowi tak blisko do trzydziestki, zachowuje
się jak rozkapryszony dzieciak. Za co miałbym się mścić, za kilka idiotyzmów
do śniadania w jego porannej audycji? - zaśmiał się ironicznie, a
ja ze strachem obserwowałem, jak spod jego palców wychodzi
odpowiedź. Chciałem go powstrzymać, naprawdę chciałem, ale moje
ciało było sparaliżowane, a język wysuszony na wiór.
12:51
Od:
Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
Do:
Nick Grimshaw (@grimmers)
Zemsta,
naprawdę? Powinienem się mścić za kilka chamskich słów,
wypowiedzianych z czystej zazdrości? To dziecinne, Grimshaw. Masz 29
lat, czas dorosnąć.
Na jego odpowiedź
czekaliśmy zaledwie minutę. Przebiegłem wzrokiem po czterech
zdaniach, które napisał i wiedziałem, że jestem skończony.
12:52
Od:
Nick Grimshaw (@grimmers)
Do:
Louis Tomlinson (@Louis_Tomlinson)
Uprawialiśmy
seks, Tomlinson. Pieprzyłem twojego Harrego i było mu zajebiście
dobrze. W waszym mieszkaniu, w waszej sypialni, w waszym łóżku.
Spodziewałem się, że będziesz chciał się zemścić.
Louis wpatrywał się w
ekran, a ja mogłem dokładnie zaobserwować, jak z jego twarzy
znikają wszelkie kolory. Zrobił się blady jak kreda, jasne światło
wyświetlacza, które na niego padało, tylko to wrażenie
spotęgowało. Powoli, drżącymi dłońmi, odłożył komputer na
stolik, wstając gwałtownie z kanapy. Odwrócił się ode mnie, a ja
obserwowałem, jak jego plecy unoszą się i opadają pod jego
przyspieszonym oddechem.
- Zaprzecz, Harry -
powiedział cicho, wciąż nie zmieniając pozycji, a ja zacisnąłem
usta, próbując za wszelką cenę powstrzymać spazmatyczny szloch.
Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chciałem do niego podejść,
przytulić go, a jednocześnie marzyłem, by znaleźć się jak
najdalej stąd. W tej samej chwili szatyn zdecydował się na mnie
spojrzeć. Pierwszy raz w życiu tak łatwo mogłem odczytać emocje
z jego twarzy. Ból. Gniew. Nienawiść. - Kurwa, zaprzecz mu!
- Louis, ja... -
zacząłem, ale nie było mi dane skończyć. Nie dane mi było nawet
dobrze się zastanowić nad tym, co chciałbym mu powiedzieć, bo w
następnej chwili poczułem tylko jego pięść na swoim policzku i
to był chyba pierwszy raz, kiedy dotyk niebieskookiego na mojej
skórze nie był przyjemny. Z drugiej strony jednak, choć było to
ogromnym paradoksem, czułem ulgę. Byłem niemalże pewien, że
chłopak rozciął mi wargę, gdy w dalszym ciągu nie przestawał
mnie okładać, ale wiedziałem, że na to zasłużyłem i dlatego to
było dobre. W końcu ponosiłem karę, o którą domagało się moje sumienie. Splunąłem na podłogę krew, która napłynęła mi do
ust.
- Broń się, do
cholery! Dlaczego się, kurwa, nie bronisz?! - wrzeszczał, uderzając
we mnie pięściami na oślep. Nie byłem w stanie go skrzywdzić,
nie potrafiłem podnieść na niego ręki, więc po prostu osłaniałem
twarz. Nie ze względu na mnie - raczej ze względu na to, jak gęsto
będę musiał się tłumaczyć, jeśli pojawię się na jutrzejszym
koncercie z podbitym okiem.
- Kocham cię -
szepnąłem tylko, popychając go lekko, by go od siebie odsunąć. Zaskoczony, zamrugał kilkakrotnie
powiekami, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Zastanawiałem się,
jak to się stało, że jeszcze nie eksplodował.
- Jak śmiesz mówić
mi to po tym wszystkim, kurwa mać! - ryknął, ciskając we mnie
stojącym na stoliku obok niego dezodorantem. Zaraz po nim, rzucił
we mnie także książką, kubkiem termicznym i swoim telefonem,
który roztrzaskał się na kawałki przy ścianie obok mojej głowy.
Wyglądał, jakby wpadł w szał, z którego za nic nie potrafił się
uwolnić. - Nienawidzę cię, Harry! Naprawdę cię, kurwa,
nienawidzę! - darł się w furii. Na jego delikatnych,
zaczerwienionych policzkach zaczęło pojawiać się coraz więcej
łez. Nie potrafiłem pozostać wobec nich obojętny, więc
podszedłem do niego ostrożnie, chcąc je zetrzeć. Byłem idiotą.
Moja dłoń natychmiast została strącona z jego twarzy. - Odpierdol
się ode mnie, Styles! Wszystko zniszczyłeś, wszystko! - jęczał,
ponownie się na mnie rzucając. Drapał i uderzał każdy nagi
kawałek skóry, jaki udało mu się dosięgnąć. Jego dłoń krążyła niebezpiecznie wokół mojego gardła i zastanawiałem się, czy potrafiłby mnie udusić. W tej samej
chwili, kiedy wydawało mi się, że chłopak zaraz mnie zabije,
usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwi od naszego pokoju i już po
chwili ktoś chwycił mnie mocno za ramiona, odciągając mnie od
Louisa.
- Uciekaj stąd,
Harry, natychmiast - usłyszałem cichy głos Liama przy swoim uchu. Zayn
trzymał mocno w swoim uścisku niebieskookiego, który w dalszym
ciągu nie przestawał krzyczeć i wyrywać się w moją stronę,
choć jego słowa dławiły łzy, gdy nie mógł powstrzymać płaczu.
- Pierdolony Grimshaw,
dlaczego Harry? Ze wszystkich ludzi na świecie, dlaczego to musiał
być on? - wyjęczał, ustępując wreszcie brunetowi. Przestał się
szarpać, wpatrując się jedynie pustym wzrokiem w podłogę. Payne
wypchnął mnie z pokoju, wciskając mi w dłoń klucze do własnego.
Nie mam pojęcia, jak do niego trafiłem, nie wiem, jakim cudem
znalazła mnie w nim Lou, która bez słowa sprzeciwu i bez żadnego
zbędnego pytania, opatrzyła drobne, ale bardzo liczne ranki na
całym moim ciele, smarując też koszmarnie rozciętą wargę jakąś
maścią i wręczając mi maść na siniaki. Byłem w szoku. Nie umiałem nawet skleić prostego
podziękowania, gdy jasnowłosa pogładziła mnie delikatnie po
policzku, zostawiając mnie samego.
*
- Wydawało mi się, że
prosiłam cię, byś do mnie nie dzwonił - głos Gemmy był
przerażająco chłodny, a ja zastanawiałem się, ile jeszcze będę
w stanie znieść, zanim wszystko mnie przerośnie. Wplotłem dłoń we włosy, próbując się
uspokoić.
- Dowiedział się,
Gemma. Nick do niego napisał na twitterze - wyszeptałem, trudnym do
rozpoznania tonem głosu. Było mi niedobrze. Chwiejnym krokiem,
ruszyłem do toalety, w obawie, że zwymiotuję. Oparłem się o
brzeg porcelanowej wanny, wzdychając ciężko. W słuchawce panowało
milcznie. - Gems?
- Nie spodziewałam
się, że to wyjdzie tak szybko, ale przecież cię ostrzegałam.
Jak zareagował? - zapytała, i chociaż w jej głosie nadal
dominowała niechęć, rozpoznałem w nim także troskę. Zacisnąłem
mocno oczy, próbując uspokoić bijące w zawrotnym tempie serce.
- Rzucił się na mnie
i strasznie krzyczał. Wpadł w jakiś trans, nie mógł przestać
mnie bić, rozciął mi wargę i z całą pewnością nabił kilka
sporych siniaków. Był bardzo głośno, więc usłyszeli nas Zayn z
Liamem. Odciągnęli mnie od niego. Co ja mam teraz robić? -
zapytałem, czując kolejny już, nieprzyjemny skurcz w żołądku.
Ostatkiem sił próbowałem powstrzymać się od zwrócenia
śniadania, które wcisnęła mi Lou.
- Chciałabym móc
powiedzieć, że ci się należało, ale chyba za mocno cię kocham,
ty idioto. Jak się teraz czujesz?
- Rozbity, ja... -
przerwałem, słysząc hałas dochodzący z pokoju, do którego
najprawdopodobniej przyszedł w końcu Liam. Chłopak zawołał
głośno moje imię, więc szybko wyszedłem z łazienki, uspokajając
go. - Gemma, muszę już kończyć. Porozmawiamy wieczorem, dobrze?
- Poczekaj, Hazz.
Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że zabukowałam z tatą bilety
lotnicze do Australii. Za trzy dni będziemy w tej twojej ukochanej
kangurolandii. Stęskniłam się za tobą, głupi dupku.
- Boże - jęknąłem z ulgą - Tak dobrze
będzie mieć cię obok.
- Prawidłowa reakcja -
mruknęła i prawie mogłem poczuć ciepło jej uśmiechu - Idź już,
bo słyszę, że niecierpliwy Liam zaraz mnie zamorduje. Pozdrów go ode mnie i
trzymaj się. Postaraj się nie dać zabić przez te trzy dni, później jakoś to naprawimy, słyszysz? - dodała pokrzepiająco, a mnie spadł kamień z serca.
*
To, że Louis nie
zszedł na obiad, zważywszy na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy,
wydawało nam się całkiem normalne. Gdy jednak nie pojawił się
także na kolacji, zaczęliśmy się o niego martwić. Jego telefon
milczał, gdy Liam próbował się do niego dodzwonić setki razy,
nie otwierał także drzwi do swojego pokoju, nawet gdy Niall
krzyczał, że chce tylko zabrać z niego moje rzeczy. Ochroniarz
jednak uparcie twierdził, że chłopak nie opuszczał hotelu, więc
zrezygnowany, rzuciłem się na łóżko w swoim nowym pokoju, który
został mi przydzielony, wzdychając ciężko. Dochodziła druga w
nocy i boże, przysięgam, miałem ochotę umrzeć, ale w tym samym
momencie zadzwonił hotelowy telefon. Zaskoczony, zerknąłem
przelotnie na zegarek, marszcząc brwi. Podniosłem słuchawkę.
- Halo? - mój głos
brzmiał bardziej przytomnie, niż w rzeczywistości się czułem.
Wiedziałem, że obsługa dzwoni tak późno tylko w ważnej sprawie,
dlatego zagryzłem wargę z nerwów, zapominając, że jest rozcięta. Natychmiast syknąłem z bólu.
- Przepraszam, że
zakłócamy pana spokój, panie Styles... W normalnej sytuacji
zawiadomilibyśmy ochronę, ale pan Tomlinson wygraża się bardzo...
rzeczowo... - drżący głos kobiety jasno wskazywał na to, że była
przerażona, a argumenty Louisa bardzo dosadne. - Jest pijany, bardzo
pijany, narobił strasznego bałaganu i hałasu. Nie pozwala nikomu
do siebie podejść. Oznajmił nam, że wróci do swojego pokoju
tylko z panem, więc...
- Proszę mi dać pięć
minut, zaraz będę na dole.
*
Wychodząc z windy,
nogi miałem jak z waty. Cały się trzęsłem, nie potrafiąc
zrozumieć, co działo się w głowie Louisa. Uśmiechnąłem się
pokrzepiająco do zdenerwowanej blondynki, którą minąłem,
zerkając w stronę stołu, przy którym siedział szatyn. Ostrożnie,
starając się go nie spłoszyć, dotknąłem dłonią jego ramienia.
Niebieskooki już otworzył usta, by zacząć się wygrażać, jednak
gdy tylko dostrzegł, że to ja, uśmiechnął się dziwnie,
prychając pod nosem.
- Znalazł się bohater
- warknął, podnosząc się chwiejnie. Nie odpowiedziałem,
zakładając sobie jego rękę na ramię, co przez naszą różnice
wzrostu było wyjątkowo trudne. Prowadzenie go było chyba
najtrudniejszą rzeczą w moim życiu. Louis w zasadzie w ogóle nie
panował nad swoim ciałem, potykając się o własne stopy i
przeklinając pod nosem. Przez odór alkoholu przebijała się
delikatna woń jego perfum i westchnąłem cicho, przyciskając go do
siebie odrobinę mocniej. Od ciężaru Louisa bolały mnie plecy. Nie
wiem, jakim sposobem wsadziłem go do windy, nie wiem, jak udało mi
się utrzymać go w niej w pozycji pionowej i nie wiem, jak
trafiliśmy w końcu do mojego pokoju. Zastanawiałem się w duchu,
czy rano znów mnie z niego nie wyrzuci i wyobraziłem sobie minę
obsługi hotelowej, gdy będę bukował dla siebie trzeci pokój.
- Harry - wychrypiał
szatyn, chwytając się mojego rękawa. Spojrzałem na niego
pytająco. Był blady jak ściana. - Będę rzygał - oznajmił,
chwytając się w pasie za żołądek. Jęknąłem głośno,
popychając go szybko w stronę łazienki. Dziękowałem w duchu
losowi, że udało nam się zdążyć przed najgorszym, nie
wyobrażałem sobie sprzątać jego wymiocin z dywanu. Westchnąłem
cicho. Podczas gdy on wyrzucał z siebie alkohol, ja przytrzymywałem
mu włosy, głaszcząc go uspokajająco po plecach. Wydawało mi się,
że to nigdy nie ustanie. - Nienawidzę cię - szepnął, odsuwając
się w końcu od muszli klozetowej. Oparł rozgrzany policzek o szafkę
stojącą nieopodal toalety, a ja bez większego zastanowienia,
wstałem, napuszczając ciepłej wody do wanny, dolewając do niej cytrynowego płynu do kąpieli, który dał mi Liam. Chłopak zmarszczył brwi, wzdrygając
się. - Po co to wszystko robisz? - wybełkotał, patrząc na mnie
nieprzytomnym wzrokiem. Ponownie powstrzymałem się od odpowiedzi,
wykorzystując jego otępienie by pogładzić jego twarz. - Pieprzony
pedał - wychrypiał jeszcze, gdy zacząłem ostrożnie go rozbierać;
począwszy od luźnej, bawełnianej koszulki, przez polarowe spodnie
od dresu, aż po obcisłe, czarne bokserki. To było takie dziwne
uczucie. Widziałem go nago tysiące razy, ale kiedy nagle przestał
być mój, kiedy między nami było tragicznie, cholernie mocno
uderzyło mnie jego piękno i tak bardzo chciałem go dotknąć...
Najprawdopodobniej zbyt pijany, by protestować, bez wahania poddał
się moim dłoniom, kiedy uniosłem jego ciało do góry, by po
dłuższej chwili umiejscowić go w wannie pełnej piany. Chłopak
przymknął oczy, opierając głowę o jej brzeg.
- Nie waż się
zasypiać - ostrzegłem, podchodząc do niego. Przebiegłem palcami
po jego delikatnej skórze, a potem przeniosłem je na jego głowę,
mocząc ją ostrożnie. Chłopak mruczał cicho, jednak starałem się
za wszelką cenę odgonić od siebie nieprzyzwoite myśli. Ostrożnie
nałożyłem sobie na dłoń szampon, rozprowadzając go po włosach
Louisa. Przez chwilę jeszcze pozwoliłem samemu sobie nacieszyć się
ich delikatną strukturą, by w następnej spłukiwać je ciepłym strumieniem. - Lou, pomóż mi. Proszę, wstań - mruknąłem, podnosząc go za barki. Szatyn jęknął cicho, ale ciężar, jaki musiałem udźwignąć zmalał, co oznaczało,
że zaczął ze mną współpracować. Kiedy z wielkim trudem, wreszcie
udało mi się wyciągnąć jego bezwładne ciało z wanny, chłopak
zaczął się trząść z zimna, więc natychmiast otuliłem go ciepłym,
puchatym ręcznikiem, podając mu szczoteczkę do zębów z
wyciśniętą już na nią pastą. Skrzywił się, bez słowa
ją ode mnie przyjmując. Wiedziałem, że rano mi za to podziękuje,
jeśli oczywiście w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać.
Wysuszyłem go, wręczając mu świeżą parę bokserek - jedyną
piżamę, jaką mogłem mu zaproponować i odwróciłem się, gdy ją
na siebie wkładał - ciało Louisa działało na mnie zbyt mocno.
Upewniając się, że niebieskooki nie jest już nagi, objąłem go
delikatnie za talię, prowadząc go do łóżka. - Mój Harry -
mruknął do siebie, zupełnie nieświadomy mojej obecności, a potem
zapadł w sen, zanim jeszcze zdążyłem go przykryć. Westchnąłem.
Ruszyłem do łazienki. Odnalazłem leżące na ziemi spodnie,
wyciągając z nich klucze do nasz...jego pokoju. Cóż, musiałem
odzyskać swoje rzeczy i jeśli mogłem zrobić to bez interwencji
kogoś z ochrony, chciałem wykorzystać swoją szansę. Bałem się
nadchodzącego jutra.
______________________________
Przepraszam za spóźnienie, miałam dużo zamieszania związanego z moimi urodzinami. Dziękuję za wszystkie komentarze i do napisania! :)
Uwielbiam Ciebie, Twój styl i to opowiadanie. Opisujesz ich dokładnie tak, jak sobie ich zawsze wyobrażałam. Mam nadzieję, że Louis wybaczy Harry'emu. Niech go wysłucha, da mu szansę na wytłumaczenie swojego zachowania. Trzymam za nich mocno kciuki.
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na kolejny rozdział i serdecznie pozdrawiam. <3
Co to za jasnowłosa Lou, która znalazła Harrego w pokoju po ich bójce?
OdpowiedzUsuńhttps://twitter.com/louteasdale
UsuńAch, bo ja jej nie znam, a gdy czytałam to myliło mi się z Louisem :)
UsuńTwoje opowiadanie tak na mnie działa, że nigdy od razu po przeczytaniu nie umiem tego jakoś sensownie skomentować. Kocham to, że opisujesz to wszystko w tak realny sposób, że przez ten moment, gdy to czytam myślę sobie, ze to wszystko dzieje się naprawdę. To jak opisałaś jak Lou bił Harrego, och, bolalo mnie serce wyobrazając sobie to, ale gdyby wybaczył mu od razu wszystko byłoby zbyt piekne i nie tak realne jak jest teraz, ale żeby nie było, mam nadzieję, że Lou wybaczy Harremu jak już wszystko zaczeło się tak dobrze układać. Pozdrawiam i z zniecierpliwieniem czekam na następne rozdziały xx
OdpowiedzUsuńBoże..... Za dużo emocji. Ty chcesz nas chyba wykończyć.
OdpowiedzUsuńTo jest piękne.
Nie mogę się doczekać na kolejny rozdział.
Wybacz, że tak krótko, ale nadal jestem w szoku.
A ja wyjątkowo nie wiem, co powinnam napisać, bo... Nick mnie tak denerwuje, że poszczególne słowa nie przechodzą mi przez palce, żeby w ogóle to jakoś porządnie skomentować. Nienawidzę go chyba tak samo, jak Louis... W każdym razie - żal mi Harry'ego, że tak oberwał, ale z drugiej strony, w pełni to rozumiem. Liam okazał się w tym rozdziale wyjątkowo pomocny i polubiłam go ;) I oczywiście niezawodna Gemma, którą kocham od samiutkiego początku! Mogę mieć tylko nadzieję(i mam!), że wszystko ułoży się dobrze! "Mój Harry" mówi samo za siebie <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)