wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział dziewiętnasty

When the night is coming down on you
We will find a way through the dark



Mieszkanie było przepiękne i Louis miał rację, mówiąc, że zakocham się w nim od pierwszego wejrzenia. Roześmiałem się głośno, gdy zapytał, czy wciąż będę się na niego złościł o to, że nie poczekał za moją decyzją, kiedy je kupował. Wszystko było idealne, wyśnione, stworzone jakby specjalnie dla nas. Od przeszklonych, wysokich sufitów, przez brązowe panele i czekoladowe kafelki w łazienkach, po jasnobeżowe ściany, z delikatnymi, złotymi akcentami. Kiedy wszedłem do ogromnej, okrągłej wanny, prawie popłakałem się ze szczęścia. Tak ciężko było mi przyzwyczaić się do myśli, że teraz stać mnie na wszystkie te rzeczy, że stać mnie na o wiele więcej, choć zaledwie trzy lata temu byłem nieznanym nikomu chłopcem z piekarni, który takie domy oglądał jedynie na żałosnych programach MTV.
Nie mogłem uwierzyć własnym uszom, gdy po dłuższym czasie wszedłem wreszcie z łazienki i usłyszałem propozycję niebieskookiego. Kiedy zasugerował mi, byśmy poprosili Nicka o pomoc w przeprowadzce, sądziłem, że sobie ze mnie żartuje. On jednak, już kolejnego ranka, zadzwonił do niego z własnego telefonu, gładząc delikatnie czubek mojej głowy. Nie rozmawiali długo, a ja czułem wyraźne napięcie w głosie Lou, jednak ten nie zrezygnował ze swojego pomysłu.


*


- Błagam, Louis. Nie chcę tutaj żadnych bójek i awantur, dobrze? – mruknąłem mu cicho do ucha, ściskając mocno jego szczupłe ramię, gdy zauważyłem podjeżdżające pod nasz nowy dom, granatowe, sportowe auto, bez wątpienia należące do Grimshawa. Chłopak uśmiechnął się lekko w odpowiedzi, wzdychając cicho i skinął delikatnie głową, ruszając w jego stronę. Obserwowałem jego falujące od lekkiego wiatru włosy i kręciło mi się w głowie z nerwów. Uniosłem delikatnie kąciki swoich ust, kiedy dostrzegłem, że miał na sobie grubą, puchową kurtkę, a jednocześnie nie założył skarpetek. Cały Lou.
Wciągnąłem głośno powietrze, gdy zauważyłem, jak on i sporo wyższy od niego mężczyzna, uścisnęli sobie ostrożnie dłonie, a potem wymienili jeszcze kilka niezrozumiałych dla mnie słów, po czym wsiedli razem do auta starszego, ruszając w stronę mojego starego domu. Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w znikające na drzewami auto, starając się uspokoić szybko bijące serce i przygotować miejsce na nasze ubrania, część mebli.



*


Gdzieś w głębi duszy czułem, że to był zły pomysł i denerwowałem się coraz bardziej, z każdą kolejną minutą, w której Louis i Nick przebywali ze sobą sam na sam. Bałem się tego, co mogą sobie powiedzieć, żeby się sprowokować i mogłem mieć jedynie nadzieję, że Louis wykaże się dojrzałością i chociaż raz odpuści. Nie chciałem, by się kłócili. W ich wspólnym wyjeździe kładłem nadzieję na pokojowe załatwienie sprawy i koniec ciągłych sporów, jednak podświadomie widziałem samochód Nicka dachujący w jakimś rowie, gdy żaden z nich nie będzie mógł sobie darować jakiejś kąśliwej uwagi. Kręciłem się więc po domu, próbując zrobić coś pożytecznego, co jednocześnie zajęłoby moje myśli – ścierałem nieistniejący kurz z telewizora, myłem czyste lustra, prałem świeże ubrania, starając się nie zwracać uwagi na swoją bladą, przestraszoną twarz, odbijająca się w każdym naczyniu. Prawie jęknąłem z ulgi, gdy po dokładnie czterdziestu trzech minutach, usłyszałem warkot silnika na podjeździe. Natychmiast wyszedłem z domu, prawie potykając się o swoje długie nogi. Nie mogłem niczego wyczytać z miny Louisa, gdy podał mi karton wypełniony po brzegi ubraniami, więc uniosłem pytająco brew, a on machnął na mnie dłonią, nachylając się, by wyjąć z bagażnika kolejną część rzeczy, tym razem worki przepełnione różnymi spodniami. Z cichym westchnięciem, ruszyłem w stronę naszego mieszkania, wciąż jednak kątem oka ich obserwując.
Grimshaw wydawał się być dziwnie zadowolony i rozluźniony, stojąc oparty o maskę swojego sportowego auta i oczekując w milczeniu, aż niebieskooki wszystko z niego wyjmie i gdy tak się wreszcie stało, zarzucił sobie na plecy dwa worki z naszymi rzeczami. Uśmiechnąłem się do niego niepewnie, a on puścił mi oczko, przyprawiając mnie tym samym o wypieki na twarzy. Odwróciłem głowę, na chwilę jeszcze jednak zawieszając wzrok na Lou.
Coś w ruchach szatyna podpowiadało mi, że jest bardzo zdenerwowany. Być może były to zbyt szybkie kroki, które stawiał, być może zbyt nerwowe gesty czy sposób, w jaki poderwał z ziemi jeden z kartonów – czułem, że już za chwilę wszystko się posypie i cała spokojna i wciąż jeszcze przyjazna atmosfera, pryśnie jak bańka mydlana.
Nie minęła nawet minuta, gdy Louis, przekraczając zaraz za mną próg domu, zahaczył rękawem o klamkę i tym samym upuścił z głośnym przekleństwem pakunek, który przewrócił się do góry dnem, sprawiając że moje skarpetki i bielizna potoczyły się po całej podłodze i werandzie. Roześmiałem się głośno, wraz z Nickiem, stojącym za naszymi plecami, jednak niebieskookiemu nie było ani trochę do śmiechu. Skrzywił się i nie byłem pewien, czy bardziej wyglądał mi na wściekłego, smutnego, czy po prostu zirytowanego całym zajściem.
- To wszystko jego cholerna wina – warknął, pochylając się, by schować z powrotem moje rzeczy, a potem podniósł głowę, zwracając się do mnie i zupełnie ignorując tym samym fakt, że Grimshaw stał tuż obok niego. – Przepraszam, Harry. Zapraszanie go to był zły, bardzo zły pomysł, zdecydowanie nie na moje nerwy. Teraz, jeśli mi wybaczysz, wezmę swoję auto i pojadę po resztę twoich rzeczy, a…
- Ciota – zakaszlał starszy, uśmiechając się lekko i to wystarczyło. Louis syknął coś niezrozumiałego, a już w następnej sekundzie z rzucił się na niego, zaciskając palce na jego gardle. Wrzasnąłem głucho, próbując ich od siebie odciągnąć, jednak z rozwścieczonym Lou nie było żartów. Chłopak okładał pięściami na ślepo dziennikarza, przeklinając tak, jak jeszcze chyba nigdy, a ja miotałem się między nimi, próbując zmusić go, by natychmiast przestał. Kiedy ten starszy w końcu otrząsnął się z szoku, jakim niewątpliwie był atak niebieskookiego na jego osobę, odsunął go od siebie, mocno odpychając chłopaka w moją stronę, po czym podniósł się chwiejnie, automatycznym ruchem wygładzając swoją koszulę. – Boże, nic dziwnego, że Harry skoczył na bok, jesteś popieprzony – warknął, rozcierając sobie uda, a ja z całej siły chwyciłem Louisa za ramiona, gdy ten po raz drugi chciał się na niego rzucić.
- Nick, natychmiast przestań – oznajmiłem głośno, zerkając na niego gniewnie. Przez twarz mężczyzny przeszły jednocześnie trzy emocje: złość, smutek i zrezygnowanie. Dziennikarz westchnął głośno, kręcąc głową.
- Masz wszystko to, czego chcę – zwrócił się do Louisa, gromiąc go wzrokiem – A tak mało się starasz – dodał, odwracając się na pięcie. Ponownie poczułem, jak szatyn próbuje mi się wyrwać, jednak znów mu na to nie pozwoliłem, blokując mu ramiona. Słyszałem, jak ten przeklina mnie pod nosem, ale byłem od niego silniejszy. Staliśmy więc, obserwując tylko, jak starszy odchodzi, chwilę później wsiadając do swojego samochodu i z głośnym piskiem opon, odjeżdżając. Dopiero wtedy zwolniłem uścisk, z którego ten natychmiast się wyplątał, krzywiąc się i przecierając swoje obolałe nadgarstki.
- Lou… - zacząłem, odwracając się do niego. Wydawał mi się dziwnie skulony, zamknięty na mnie i moje słowa.
- Odwal się, Harry – warknął natychmiast, odgarniając włosy z czoła i odchodząc w stronę kartonów, w dalszym ciągu stojących na podjeździe.


*


Byłem w trakcie wypakowywania ostatnich już rzeczy z kartonu, gdy usłyszałem telefon Louisa i tę charakterystyczną, irytującą melodię, ustawioną tylko na połączenia przychodzące od naszego zarządu. Serce zabiło mi mocniej w klatce piersiowej, bo wiedziałem, że to nigdy nie oznacza niczego dobrego. Trzęsły mi się dłonie, przez cały czas, gdy starałem się spokojnie dokończyć układanie koszulek na półkę, podczas gdy słyszałem zdenerwowany, podniesiony głos Louisa, dochodzący z pokoju obok. Nie mogłem zrozumieć słów, ale wiedziałem, że za chwilę niebieskooki zda mi relację z tego, co usłyszał. Ścisnęło mnie z całej siły w żołądku, kiedy zdałem sobie sprawę, że głos szatyna ucichł. Pięć sekund później, stanął w drzwiach, uśmiechając się do mnie smutno.
- Dzwonił…
- Modest, wiem – dokończyłem za niego, chcąc oszędzić sobie wszelkich wstępów. Lou westchnął głośno, nerwowo skubiąc dolną wargę. Przypominał mi ucznia, który nie przygotował się na odpowiedź ustną.
- Potrzebne im nowe zdjęcia z Eleanor. Mój pieprzony dziadek ma je wstawić, by uciszyć dziewczyny, które nas broniły – powiedział, nie patrząc mi w twarz, na której automatycznie pojawił się zrezygnowany grymas. – To nie wszystko – dodał, zerkając na mnie błyszczącymi, błękitnymi oczami. Uniosłem pytająco brew, bojąc się tego, co usłyszę – Chcą załatwić ci dziewczynę, Harry – powiedział, a ja zamknąłem oczy. – Kiedy to wszystko się w końcu skończy? – rzucił w przestrzeń, przeczesując palcami sterczące na wszystkie strony włosy. Uśmiechnąłem się lekko. Miałem ochotę się rozpłakać, ale moje oczy pozostawały suche.
- Po prostu jedźmy już do tego Keitha i miejmy to za sobą – mruknąłem zmienionym głosem, mijając go i odchodząc w kierunku łazienki.
- Harry – usłyszałem jeszcze za swoimi plecami, jednak nie zamierzałem się odwracać.



*


Tkwiłem w jakimś dziwnym odrętwieniu i nawet widok Eleanor, ubranej tak, by podkreślić jej idealnie wyrzeźbione ćwiczeniami i dietą ciało, nie sprawił, bym poczuł cokolwiek, poza przejmującą pustką. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przepraszająco, a ja wzruszyłem jedynie ramionami, siadając na wygodnym, wiklinowym fotelu, obserwując Louisa i jego dziadka, kłócących się wewnątrz domu. Starałem się wyłączyć na ich głosy, jednak ściany były bardzo cienkie, a mój słuch zbyt dobry, by zignorować ich wrzaski.
- Ona jest taką dobrą dziewczyną. Taką śliczna, tak idealnie ułożoną. Dlaczego do cholery nie możesz przynajmniej spróbować jej polubić?! – głos Ketiha przepełniony był desperacją, a ja miałem ochotę zwymiotować. Nienawidziłem w zasadzie całej rodziny chłopaka, ale on był z nich wszystkich najgorszy.
- Lubię ją – uciął szatyn, a ja westchnąłem głośno. Eleanor wyglądała na zmieszaną i z całą pewnością również słyszała ich krzyki. Po raz pierwszy było mi przykro z jej powodu. Nigdy nie chciałem się nad tym głębiej zastanawiać, ale dla niej, zakochanej w Louisie, cała ta sytuacja musiała być także bardzo ciężka. Prawie się do niej uśmiechnąłem, gdy zauważyłem, jak wyciągnęła ze swojej torebki iPoda, zakładając na uszy słuchawki, by odciąć się tym samym od niechcianych słów. Zacząłem żałować, że sam nie byłem na tyle zapobiegliwy, by wziąć ze sobą własny sprzęt grający.
- Dlaczego nie możesz lubić jej tak, jak lubisz tego dzieciaka? – warknął starszy mężczyzna, a obrzydzenie w jego głosie, kiedy wypowiadał dwa ostanie słowa, było aż przesadnie wyraźne. Wzdłuż kręgosłupa przeszły mnie niechciane ciarki i zastanawiałem się, ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać.
- Bo jestem gejem! – wydarł się, a ja wciągnąłem głośno powietrzem – GEJEM, czy tak ciężko to zrozumieć? Nie będę z nią, bo jest dzi…
- Twoja matka mówiła, że z nią spałeś – przerwał mu chłodno. Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza i całą siłą swojej woli powstrzymywałem się przed wtargnięciem do środka. Była ona aż za dobrze znajoma i wiedziałem, że Louis dopiero teraz powie wszystko, co leży mu na sercu. Nie myliłem się.
- To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że kobiety nie są dla mnie. Lubię chłopców, dziadku. Lubię Harry’ego. Lubię go całować i lubię, kiedy on całuje mnie. Lubię mu obciągać i lubię…
- Zamknij się, Louis! – krzyk Keitha był tak donośny, że wzdrygnąłem się automatycznie. – Nie chcę słyszeć już ani słowa więcej – dodał, cichym i przepełnionym jadem głosem, a potem drzwi frontowe otworzyły się. Starszy mężczyzna minął mnie bez słowa, po czym podszedł momentalnie do Eleanor, ściskając lekko jej drobną dłoń i prowadząc ją za talię do ogrodowej huśtawki, w której prawdopodobnie planował zrobić urocze, pokazowe zdjęcie.

Zareagowałem automatycznie, gdy Louis nachylił się do mnie i złożył na moich ustach krótki, ale mocny pocałunek, chwytając moją brodę w szczupłe palce. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, podając mi do rak aparat, a ja z cichym westchnięciem, ruszyłem za nim.


_______________________
Przepraszam za spóźnienie. Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję.
Szczęśliwego nowego roku, kochani! Udanej zabawy dzisiaj :)

3 komentarze:

  1. Jej, nie mam dziś głowy do komentarzy, ale daje znak, że czytam :)
    Rozdział ciekawy, zresztą jak zwykle :D
    Wszystkiego dobrego w nowym roku! xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale emocje! :D
    Świetny rozdział, super napisane :)
    To jeden z moich ulubionych blogów <3
    Oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem zachowania Louisa.

    OdpowiedzUsuń