Comparisons
are easily done
Once you’ve had a taste of perfection
Zawsze bardzo podobał
mi się wystrój domu Nicka, położony na przedmieściach Londynu. Całe mieszkanie
utrzymane było w odcieniach ciepłego granatu, beżu i pomarańczy,
nadając mu tym samym przytulny, domowy wystrój. W takich
pomieszczeniach po prostu aż chciało się przebywać. Z głuchym
jękiem opadłem wygodnie na ogromną, ciemnoniebieską kanapę,
obracając w dłoniach szklankę z whiskey. Powietrze było gęste i
ciężkie jak w saunie. Kręciło mi się w głowie. Wiedziałem, że mam mocną
głowę, ale nawet ona miała swoje granice. Granice, które z całą
pewnością już dawno przekroczyłem. Poczułem mrowienie w palcach.
Brunet uśmiechnął się do mnie pobłażliwie i wzdychając cicho, pokręcił głową.
- Masz jakieś
problemy, Styles? - zapytał, obserwując mnie uważnie, a ja, zaskoczony, uniosłem lewą
brew - Nie upiłeś się tak szybko od czasu, kiedy przedstawiono ci
Eleanor i plany z nią związane - dodał, a ja przekląłem w myślach to, jak dobrze mnie
znał.
- Nie, wszystko w
porządku. Ja i Louis... my... - plątałem się, próbując ułożyć
sensownie brzmiące, wymijające zdanie, by odejść od tematu, o
którym próbowałem za wszelką cenę zapomnieć. Wszelkie kłamstwa
wydały mi się jednak nagle zupełnie niepotrzebne. Nick to przecież
przyjaciel. Nie musiałem przed nim udawać, ukrywać się, mogłem
mu zaufać. Gdy tylko ta myśl pojawiła się w głowie, poczułem,
jak do oczu cisną mi się łzy. - Nie jest dobrze. Jest kurewsko
źle, Nick. Louis, on... zdradził mnie - wyrzuciłem z siebie wreszcie, zagryzając wargę do krwi.
Zamglonymi przez alkohol tęczówkami obserwowałem, jak na jego
twarzy pojawia się zdziwienie, które już po chwili ustąpiło
złości. Zacisnął dłoń w pięść, krzywiąc się.
- Co? - wykrztusił z
siebie, a ja miałem ochotę zachichotać ironicznie. Wszyscy reagowali tak samo. Nikt nie mógł uwierzyć w to,
że zaborczy, zazdrosny do przesady szatyn, jest zdolny zrobić coś
takiego - Kurwa mać... Powiedział ci, kim on był? - zapytał
przytomnie, chwytając mnie długimi palcami za nadgarstek.
Roześmiałem się gorzko na dźwięk słowa "on".
- Z Eleanor. Pieprzył
tę szmatę na tym samym łóżku, na którym straciłem z nim swoją
cnotę - wyjęczałem, ukrywając twarz w dłoniach, próbując
powstrzymać płacz. Od nadmiaru alkoholu kręciło mi się w głowie.
Czułem nieprzyjemne sensacje w żołądku, więc oddychałem głęboko
i spokojnie, bojąc się, że za moment zwymiotuję na podłogę.
- Nie mogę w to
uwierzyć... Wybaczyłeś mu? - zapytał, tonem, którego nie
potrafiłem rozpoznać, przeszywając mnie dziwnym spojrzeniem.
Zerknąłem na niego, kręcąc mocno głową. Jego twarz rozluźniła
się. Wszystko mnie bolało. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza.
Czułem się jak w jakimś chorym śnie.
- Nie, Nick, nie
wybaczyłem. Wydaje mi się, że to już koniec - mruknąłem,
czując, jak wraz z wypowiedzianymi przeze mnie słowami, coś
ciężkiego opadło na moje serce. Wszystko mi się rozmazało i
dopiero po chwili zorientowałem się, że płaczę. Alkohol
sprawiał, że nie potrafiłem logicznie myśleć. Poczułem na policzku dużą, ciepłą dłoń przyjaciela,
który starł mi kciukiem łzę. Nie zauważyłem momentu, w którym
znalazł się tak blisko mnie. Szlochałem głośno, nie potrafiąc
się uspokoić i dopiero w momencie, w którym jego ręka uniosła
łagodnie mój podbródek, a sekundę później poczułem jego
ciepły, pachnący karmelem oddech na swoich ustach, zadrżałem.
- Co ty robisz? -
zapytałem głupkowato, nie odsuwając się jednak ani na milimetr.
Nie rozumiałem, co się wokół mnie działo. Wszystko stawało się
takie trudne i niezrozumiałe. Chciałem tylko wrócić już do domu, do Gemmy.
- Ja tylko... - zaczął,
jednak na dobrą sprawę żaden z nas nie oczekiwał dokończenia.
Pełne wargi, tak różne od tych, do których przywykłem,
zmiażdżyły moje własne i potrafiłem myśleć jedynie o tym, że
Louis całuje zupełnie inaczej. Westchnąłem głośno do jego ust.
Byłem taki zmęczony i tak bardzo pijany... Nick odebrał to jednak
zupełnie inaczej, wplątując dłonie w moje włosy. Trzymał mocno
moją twarz, przyciskając swoje usta do moich, a ja, zamroczony
alkoholem, tęsknotą, smutkiem i chęcią czucia czegokolwiek, po
prostu się mu poddałem, oddając pocałunek, który po chwili
przerodził się w namiętną, pełną pasji walkę. Jego długi,
ciepły język dotykał mojego podniebienia i boże, cudownie było
chociaż przez chwilę nie zastanawiać się, czym spowodowany jest
ból w dole mojej klatki piersiowej. Chłopak był wszędzie,
wypełniał każdą komórkę mojego ciała, sprawiając, że
wspomnienia o Louisie odchodziły. Nie mam pojęcia, jak długo
trwaliśmy w czułym uścisku. Wiem, że gdy w reszcie się od siebie
odsunęliśmy, zmęczenie uderzyło mi do głowy tak silnie, że
niemalże natychmiast zasnąłem, osuwając się na tę samą kanapę.
Ledwie zarejestrowałem, że brunet wziął mnie w ramiona, układając
na łóżku w swojej sypialni.
*
Kuchnia w kolorze
burzowego nieba pachniała cudownym aromatem świeżo zaparzonej kawy,
którą mężczyzna postawił przede mną, wraz z talerzem pełnym
gorących tostów i tabletkami przeciwbólowymi. Uśmiechnąłem się
ostrożnie, dziękując mu samym spojrzeniem. Nie byłem w stanie
wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Odwzajemnił ciepły gest,
przeczesując palcami moje włosy, a potem zniknął gdzieś na
chwilę, by minutę później wrócić i położyć na blacie przede
mną należący do mnie telefon. Słyszałem, jak głośno biło mi
serce, gdy po niego sięgałem i zastanawiałem się, czy brunet
także je słyszał. Zerknąłem na wyświetlacz, krzywiąc się
nieznacznie.
Dziewiętnaście
nieodebranych połączeń. Wszystkie od Gemmy.
Sześć smsów. Cztery
z nich od mojej siostry. Jeden od Liama. Jeden od Louisa.
Mój żołądek
zacisnął się w supeł.
- Nick - zacząłem
poważnie, odnajdując nad stołem jego spojrzenie - Posłuchaj,
ja... To nie powinno mieć nigdy miejsca, zdajesz sobie z tego
sprawę, prawda? - bardziej stwierdziłem, niżeli zapytałem,
słysząc, jak drży mi głos. - Potraktujmy to jako jednorazowy
incydent, dobrze? Nie chcę tym niszczyć naszej przyjaźni -
dokończyłem. Mężczyzna pokiwał delikatnie głową, łapiąc moją
dłoń. Pogładził jej wierzch kciukiem, unosząc kąciki swoich
warg do góry.
- Spokojnie, Harry.
Masz rację. Obaj po prostu zbyt dużo wypiliśmy. To nigdy więcej
się nie powtórzy. Nie przejmuj się tym już i jedz, tosty ci
stygną.
Mimo jego zapewnień,
wiedziałem, że tak naprawdę nic już nie będzie takie samo.
Nigdy.
*
23:56
Od:
Gemma
O
której będziesz w domu?
00:49
Od:
Gemma
Co
się z Tobą dzieje, Harold? Wszystko w porządku? Martwię się,
cały dzień się nie odzywałeś. x
01:13
Od:
Gemma
Dowiedziałam
się od Cary, że wyszedłeś z Grimshawem dwie godziny temu. Nie
mogę się dodzwonić do żadnego z was. Odbierz swój pierdolony
telefon, Styles!
03:35
Od:
Gemma
Jesteś
chujem.
03:36
Od:
Liam
Hazz,
przed chwilą dzwonił do mnie Louis. Był zajebiście pijany, ale po
jakimś czasie udało mi się z nim porozumieć. Wiem już o jego
zdradzie. Dlaczego niczego mi nie powiedziałeś? Posłuchaj, on
strasznie żałuje. Nigdy wcześniej nie słyszałem, by płakał.
Zadzwoń do mnie rano, dobrze?
4:12
Od:
Louis
kurwsx
tęskvnię za tbą hrry
*
Wydawało mi się, że
czas przeciekał mi między palcami. Wolne dni minęły mi w
zastraszająco szybkim tempie, sprawiając, że zacząłem cholernie
bać się momentu, w którym znów zobaczę szatyna. Ze strachem
przyjąłem do wiadomości, że dzisiejszy dzień jest ostatnim
przed wyjazdem do Australii. Nasz ostatni kontakt opierał się
na wysłaniu przeze mnie sms, w którym napisałem mu słowa otuchy,
ponieważ wiedziałem, że ma do siebie żal z powodu kontuzji nogi,
która uniemożliwiała mu zagranie w kolejnym meczu charytatywnym.
Zamiast mi po prostu podziękować, napisał, że mnie kocha, a ja,
kompletnie wytrącony tą wiadomością z równowagi, spędziłem
cały wieczór na Skype z Edem Sheeranem, który, próbując odwrócić
moją uwagę od myśli związanych z Louisem, śpiewał sprośne
piosenki pełne przekleństw, rozśmieszając tym mnie i moją siostrę do
łez. Uwielbialiśmy go.
Dziś jednak było inaczej.
Nerwowy nastrój sprawiał, że powietrze było gęste jak budyń i w
czasie śniadania nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Gemma
wyglądała na wyjątkowo zmęczoną i smutną, gdy zaproponowała mi
pomoc w pakowaniu się, którą bez wahania przyjąłem. Nie chciałem wyjeżdżać.
*
- Hazz, przepraszam,
ale naprawdę muszę wychodzić. Moja taksówka już na mnie czeka -
powiedziała cicho, zupełnie niepodobnym do siebie głosem, przypominając mi mamę.
Najprawdopodobniej nieświadomie przejęła część moich negatywnych emocji.
Zadrżałem delikatnie, gdy przytuliła mnie mocno sekundę później,
całując mnie przelotnie we włosy.
- Pozdrów rodziców -
powiedziałem, odsuwając się od niej ostrożnie i posyłając jej
szczery, ciepły uśmiech. Taki, który obejmował też oczy.
Odwzajemniła go, gładząc dłonią mój policzek.
- Jesteś dużym
chłopcem, dasz sobie radę - oznajmiła stanowczo, otwierając drzwi
frontowe, przy których stała. - Masz do mnie dzwonić. Chcę
wiedzieć o wszystkim, co się będzie działo między tobą, a
Louisem. Wyraziłam się jasno? - dodała poważnie, a ja skinąłem
jedynie głową, uspokajając ją.
- Kocham cię, Gemms -
mruknąłem, ściskając ją jeszcze raz, pożegnalnie.
- Ja ciebie też.
*
Kiedy nastał wieczór,
usłyszałem dzwonek do drzwi i chociaż nie spodziewałem się
żadnych gości, widok Nicka, ubranego w swój ukochany, granatowy
płaszcz, stojącego z ogromnym pudełkiem, w którym z całą
pewnością znajdywała się nasza ukochana pizza, przyniósł mi
niewyobrażalną ulgę. Z wesołym uśmiechem, który natychmiast
zagościł na mojej twarzy, zaprowadziłem go do salonu, siadając
wygodnie na kanapie. Brunet przysiadł tuż obok, prawie natychmiast
częstując się kawałkiem.
- Zdenerwowany? -
zapytał swoim przyjemnym, niskim głosem. Nic dziwnego, że pracował
w radiu. Westchnąłem cicho, zaciskając usta.
- Nie wyobrażasz sobie
nawet, jak bardzo - mruknąłem, zerkając gdzieś w głąb pokoju.
- Najchętniej rzuciłbym to wszystko w cholerę, powiedziałbym, że
jestem chory i nie mogę przylecieć, ale ten kontrakt... ten
pieprzony kontrakt... A poza tym...
- A poza tym nie chcesz
zawieźć swoich fanów. Jak szlachetnie - zaśmiał się,
czochrając pocieszająco moje włosy. Przy nim wszystko wydawało
się być takie łatwe. Zachichotałem w odpowiedzi, nachylając się
do pudełka i wyciągając z niego kolejny kawałek idealnie grubego
ciasta, pokrytego sosem pomidorowym, pieczarkami i kurczakiem. W
towarzystwie Nicka, bardzo łatwo zapominało się o wszelkich
problemach.
- Boję się, wiesz?
Nie wiem, jak mam go teraz traktować - mruknąłem. Mężczyzna
spojrzał na mnie uważnie, przeszywającym wzrokiem, a potem
pogładził mnie ostrożnie po wierzchu dłoni.
- Potraktuj to jak
swoją pracę, ja też nie lubię przecież całej mojej ekipy. Na
szczęście, poza Tomlinsonem, masz przy sobie trójkę naprawdę
świetnych facetów, z którymi możesz rozmawiać i z którymi
możesz się wygłupiać czy gdzieś wyjść. Po prostu zachowuj się
tak, jakby go tam nie było - odpowiedział. Nie mogłem się
powstrzymać od myśli, że mówienie o Louisie w taki sposób,
sprawia mężczyźnie niewyobrażalną radość, jednak nie
zamierzałem tego komentować. Mężczyzna od zawsze go nienawidził,
podobnie z resztą jak szatyn, który na samo imię prezentera,
krzywił się znacząco. Przekląłem w myślach, bo gdy tylko oczyma
wyobraźni ujrzałem twarz chłopaka... To było dla mnie za dużo.
- Nick? Nie skończyłem
się jeszcze pakować. Możesz mi pomóc?
*
Kiedy wracam do tego
wszystkiego myślami, a robiłem to wielokrotnie, szukając
jakiegokolwiek wyjaśnienia, nie potrafię sobie nawet przypomnieć,
jak to wszystko się zaczęło. W jednym momencie śmialiśmy się
głośno, podczas gdy ja trzymałem w rękach koszulkę, w następnej
moje plecy zderzyły się mocno ze ścianą, do której przycisnął
mnie Nick, całując mnie łapczywie, zdecydowanie zbyt gwałtownie. Nie potrafię
logicznie wyjaśnić, dlaczego go od siebie nie odsunąłem, dlaczego
pogłębiłem pocałunek, dlaczego sprawiało mi taką przyjemność,
gdy starszy mężczyzna gryzł mocno moją szczękę, doprowadzając
mnie tym samym do obłędu. I nie wiem, co działo się w mojej
głowie, kiedy zdjął ze mnie koszulkę, rzucając ją niedbale
gdzieś na podłogę, a potem chwycił mnie mocno, popychając mnie
na łóżko w mojej sypialni. Nie wiem, o czym myślałem, gdy
pieścił językiem i zębami całe moje ciało, chwilę później
pozbywając się też moich ciasnych spodni i czarnych bokserek,
będących, o ironio, prezentem od Louisa. Świat wirował mi przed
oczami, gdy drżącymi dłońmi odpinałem guziki jego koszuli i
klamrę jego paska. Nie potrafię powiedzieć, co poczułem, gdy
wszedł we mnie mocno, jęcząc głośno moje imię. Tak długo na
to czekałem, jesteś idealny mruczał mi do ucha, podczas gdy ja
sam nie byłem w stanie się nawet odezwać. Trzydzieści siedem
szybkich i bardzo nieregularnych pchnięć później, doszedł z
głośnym westchnięciem w moim wnętrzu, a ja uśmiechnąłem się
mimowolnie, zerkając na jego wyczerpaną, spełnioną twarz. To było
szalone i w tamtej chwili byłem zbyt pobudzony, by myśleć o
konsekwencjach.
- Nie myśl, że jestem
egoistą - mruknął cicho, nachylając się do mnie kilka minut
później. Kręciło mi się w głowie, gdy ułożył mnie wygodnie
na miękkich poduszkach, sprawnymi ustami i zręcznym językiem
sprawiając, że w końcu zapomniałem, dlaczego to wszystko tak
bardzo boli. Nie minęło wiele czasu, zanim skończyłem, wzdychając
jego imię, choć w moich myślach pojawił się widok jasnych,
niebieskich tęczówek. I właśnie to sprawiło, że miałem ochotę
uciec jak najdalej. Zwymiotować. Boże, co ja najlepszego zrobiłem?
*
Ja i Louis nie byliśmy
już razem.
Szatyn mnie zdradził i
miałem pełne prawo sypiać z kimkolwiek chciałem, kiedykolwiek i
gdziekolwiek tego zapragnąłem.
Dlaczego więc, gdy
obudziłem się rano w łóżku z brunetem, przytulającym ciasno
moje plecy, poczułem do siebie wyjątkowe obrzydzenie? Dlaczego
miałem tak ogromne wyrzuty sumienia? Jęknąłem głucho, wyplątując
się z ramion Nicka. Mężczyzna, w przeciwieństwie do szatyna,
który miał wyjątkowo głęboki sen, natychmiast się obudził,
zerkając na mnie ciepło. Uniósł się na łokciach, całując mnie
ostrożnie w policzek. Zadrżałem, szukając wzrokiem swoich ubrań.
Westchnąłem ciężko, podnosząc się. Starszy zrobił to samo,
obdarowując mnie łagodnym, uspokajającym uśmiechem. Trzęsły mi
się dłonie.
- Nick...
- Daj spokój, Harry,
jesteśmy dorośli, takie rzeczy się zdarzają. Nie musisz mi się
tłumaczyć, wiem, że kochasz jego, nie mnie. To tylko seks.
- Ja... Będzie lepiej, jeśli
teraz wyjdziesz, Nick. Za trzy godziny mam samolot, a n-nie zdążyłem
się wciąż spakować - mruknąłem, odwracając się do niego
plecami.
*
Trzydzieści minut
później, dosłownie wyłem Gemmie do słuchawki, ale ku mojej
rozpaczy, chyba pierwszy raz w życiu nie otrzymałem od niej
wsparcia. To bolało mnie jeszcze mocniej.
- Chcesz mi powiedzieć,
że gdy tylko zostawiłam cię samego w domu, martwiąc się o twoją
żałosną dupę w Australii, ty... poczekaj... pierdoliłeś się z
Grimshawem? - głośny krzyk mojej siostry przeszył moją skroń.
Skuliłem się, patrząc ze strachem w głąb pokoju, w którym się
znajdowałem. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz była na mnie tak
wściekła. - Jesteś taki żałosny, kurwa - warknęła, a ja,
oczyma wyobraźni widziałem, jak odrzuca swoje długie, zadbane
włosy na plecy, zagryzając mocno pełną, dolną wargę.
Wiedziałem, że nie ma sensu się z nią kłócić; musiałem
poczekać, aż wyrzuci z siebie wszystko, co doprowadziło ją do
takiego stanu, nie było innego sposobu. Dyskutując z nią, tylko
pogorszyłbym sprawę. - I w dodatku w ogóle nie myślisz. Cholera,
czy kiedy bóg rozdawał rozum, ty stałeś w kolejce po bycie
pieprzonym dupkiem? Louis cię zamorduje kiedy się dowie, a dowie
się na pewno, zdajesz sobie z tego sprawę? Nick ma, kurwa,
zdecydowanie za długi język. Nie zdziwię się, jeśli jutro w
audycji śniadaniowej opowie, jakie to uczucie...
- Wystarczy -
przerwałem jej, wzdrygając się. Najgorsze w tym wszystkim było
to, że wiedziałem, że szatynka ma rację.
- Wiesz, co ja myślę,
Harry? Sądzę, że już się poddałeś i zajebiście mi z tego
powodu przykro. Louis zrobił okropny błąd, ale nie znam nikogo,
kto mógłby pokochać cię tak bardzo, jak kocha cię on. Ale może
tobie ta zdrada była na rękę, co? - zapytała. Ironiczny ton,
którym się do mnie zwracała, był nie do zniesienia. - Może ty
tak naprawdę szukałeś pretekstu, żeby zakończyć ten związek i
być z Nickiem? Nieźle to sobie wymyśliłeś. Pewnie sam Modest
łatwiej zniesie wasz związek, skoro Grimshaw jest z zewnątrz, a
przy tym jest przystojny i sławny... Idealny, kurwa, kandydat.
Dziwię się, że nie dałeś mu się przelecieć wcześniej,
przecież tak długo się już przyjaźnicie...
- Gemm, kurwa, błagam,
przestań. To był tylko wypadek, nigdy więcej już tego nie zrobię,
i...
- Masz rację,
przestanę - przerwała mi, warcząc do słuchawki - Oszczędzę cię,
ale tylko dlatego, że aż za dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że
Louis cię zabije, kiedy się dowie. Jestem tego kurwa pewna. I chyba
pierwszy raz w życiu, stanę po jego stronie.
- Gemma...
- Nie, Harry. Rozmowa
zakończona. Jestem zmęczona po podróży i idę się wykąpać.
Miłego lotu. I... Nie dzwoń do mnie już, Styles. Po prostu tego nie rób.
*
Po raz pierwszy byłem
wdzięczny Modestowi za to, że ja i Louis musieliśmy latać
osobnymi samolotami. Nie wiem, jak zniósłbym tak długą podróż
przy jego boku, ze świadomością, co zrobiłem, co zrobił on.
Wykręcając się od rozmowy z Liamem złym samopoczuciem, założyłem
na uszy słuchawki, zamykając oczy. Wszystko mnie bolało, w mojej
głowie huczały myśli i słowa mojej siostry, ale spokojna muzyka
wyciszyła mnie na tyle, bym mógł zapaść w długi, nieprzyjemny
sen.
*
Louis, Louis, Louis,
Louis.
Było już grubo po
drugiej w nocy, a ja wiłem się jak w gorączce, nie potrafiąc
poradzić sobie z moją własną, ludzką naturą.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
Nie chciałem tego
robić. Naprawdę, starałem się powstrzymać, ale bolesna twardość
upominała się o to, bym się nią zajął.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
Poddałem się, z
głośnym westchnięciem wsuwając dłoń pod cienki materiał moich
bokserek. Objąłem ciasno swoją męskość.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
Zamknąłem oczy,
myśląc o drobnych dłoniach, przesuwających się po całym moim
ciele.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
I delikatnych, wąskich
ustach, całujących moje własne. A potem schodzących niżej, na
moją szyję.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
I jeszcze niżej, na
mój tors. Prawie czułem jego ciepły język na swojej wrażliwej
brodawce. Jęknąłem głośno.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
Zaczerwienione od
pocałunków usta na moim brzuchu. I na kościach biodrowych, tak
bardzo wrażliwych na dotyk.
Louis, Louis, Louis,
Louis.
Jęczałem, wykonując
coraz szybsze ruchy, coraz bardziej wiercąc się na łóżku. Było
tak gorąco, moje ciało płonęło żywym ogniem i boże, byłem tak
blisko, kiedy poczułem dwie, chłodne, realne dłonie na swoich
plecach. Poderwałem się, wydając z siebie głośny okrzyk
zdumienia, jednak sekundę później poczułem jego zapach.
- Shhh, to tylko ja -
wymruczał mi do ucha, a ja natychmiast odwróciłem się w jego
stronę, jęcząc głośno. Natychmiast zmiażdżyłem jego usta
własnymi, pragnąc go jak nigdy wcześniej. Był tu, był, był,
był, delikatny i prawdziwy. Kręciło mi się w głowie, gdy Louis
oddał pocałunek, wplątując lewą dłoń w moje włosy, podczas
gdy prawa... O kurwa... - Przestraszyłeś mnie, Harry -
mruknął, przenosząc swoje idealne, zręczne wargi na moją szyję.
Z moich ust wydobyło się głośne westchnięcie. Dłoń Louisa
przesuwała się leniwie w górę i w dół, a ja miałem ochotę
skomleć, by chociaż trochę przyspieszył. - Kiedy przyszedłem i
usłyszałem jak głośny byłeś... - przerwał, przygryzając
delikatną skórę przy mojej tętnicy, na co przekląłem donośnie.
- Właśnie tak głośny... Przestraszyłem się, że jest tutaj ktoś
z tobą. Złamałbyś mi serce, wiesz? - mruknął, a mnie zrobiło
się niedobrze ze strachu. - A potem usłyszałem, jak wołasz moje
imię... - dokończył, przysysając się mocno w okolicach mojego
obojczyka. Uwielbiał mnie w ten sposób "znakować".
- Louis - wykrztusiłem
z siebie, patrząc na niego błagalnie. - Szybciej -
wyjęczałem, a on natychmiast spełnił moją prośbę, całując
mnie przelotnie w ramię. Moje biodra mimowolnie wychodziły na
przeciw jego delikatnej, wprawionej dłoni. Oddychałem ciężko,
wprost do jego ust, podczas gdy on poruszał się po mojej męskości
w coraz szybszym tempie, o ile to w ogóle było możliwe. W górę i
w dół, w górę i w dół, w górę... poczułem, jak moje oczy
zalewa ciemność. Przycisnąłem swoje wargi do jego spierzchniętych
ust, jęcząc głośno w spełnieniu. Wtuliłem się w jego gorące,
delikatne ramiona, uspokajając oddech. To, do jakiego stanu
doprowadzał mnie niebieskooki, nie dało się opisać słowami.
Próbowałem przypomnieć sobie, jak się oddycha, podczas gdy on
gładził spokojnie moje plecy, co jakiś czas składając łagodny
pocałunek na moim ramieniu.
- Harry, zrobię
wszystko, żebyś mi wybaczył, słyszysz? Jeśli każesz mi czekać,
będę czekał, odsunę się na bok... Chcę, żebyśmy spróbowali
jeszcze raz, od początku. Tak bardzo tęsknię za tym, jacy
byliśmy... - mówił, a moje serce wrzuciło piąty bieg. Boże,
byłem przerażony. Chciałem go, to oczywiste, że go chciałem. Tak
samo, jak on, marzyłem o tym, że zaczniemy od nowa. Ale Nick... -
Będę walczył o to, by Eleanor zniknęła z naszego życia.
Umówiłem się już na rozmowę w tej sprawie z zarządem... Harry,
pomyśl tylko, wszystko może być jeszcze idealne...
- Kocham cię -
szepnąłem, podejmując decyzję. Nie chciałem zarywać cienkiego
gruntu, po którym stąpaliśmy. Nie mogłem mu powiedzieć o
zdradzie, jeszcze nie teraz.
- A ja kocham ciebie -
odpowiedział, przyciągając mnie do kolejnego, delikatnego
pocałunku. - Dobranoc, Harry - oznajmił jeszcze, dając mi jasno do
zrozumienia, że nie oczekuje rewanżu. Przesunąłem wargami po jego
obojczyku, a potem wtuliłem się w jego ramię, zasypiając.
____________________________
Wiem, że pewnie chcecie mnie teraz zamordować,
ale wolałabym jednak pozostać przy życiu
i przeczytać wszystkie wasze emocje w komentarzach:)
Zastanawiam się, czy bardziej teraz Cię kocham, czy nienawidzę...
OdpowiedzUsuńNapiszę coś konstruktywnego później.
Cóż, ja nie czuję nic. Tylko niedosyt i niezrozumienie. Może to zmęczenie, ale chciałam Ci tylko powiedzieć, że napisalaś: stojącego z ogromnym pudełkiem, w której z całą pewnością znajdywała się nasza ukochana pizza.
OdpowiedzUsuńPiękne, przeczytam drugi raz jutro.
Lou musi mu wybaczyć, bo podejrzewam że już za niedługo się dowie...
OdpowiedzUsuńomg, nie zabiję Cię, ale pogódź ich na dobre <3
Przełknęłam z bólem serca ten rozdział i jest mi wyjątkowo dziwnie, widząc Harry'ego przy boku Nicka, to jest dla mnie totalnie nieporozumienie i nie umiem się do tego w żaden sposób ustosunkować. Chciałabym napisać Ci coś ambitnego, ale po prostu, gdy tylko zaczynam myśleć o tym, co napisałaś - wpadam w szał, bo nie mogę przeżyć Nicka, po prostu nie mogę. Eleanor w sumie też na mnie tak działa, ale jestem skłonna powiedzieć, że mimo wszystko on bardziej. Mogę obiektywnie powiedzieć, że końcówka najlepsza, ale to i tak tylko cisza przed nadchodzącą burzą, więc nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy też nie. Jeśli chodzi o moje najlepsze wspomnienie co do tego odcinka - niezawodna Gemma, którą szczerze uwielbiam, bo jest wyjątkowo obiektywna i potrafi opowiadać się także po innych stronach, nie tylko po stronie swojego młodszego brata. Jest genialna! Ode mnie to tyle, trenuje swoje nerwy przed kolejnym odcinkiem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ;))
Ja za to powiem Ci, że to chyba jeden z moich ulubionych rozdziałów. Jestem ogromnym Larry shipper, ale Nick ma w sobie to coś. Jest przeraźliwie przystojny, dojrzały, męski i w połączeniu z Harrym - mieszanka wybuchowa. Czekam aż Louis dowie się prawdy, ale rozdział przecudowny! *.*
OdpowiedzUsuńSprawdzam codziennie twój blog w nadziei na kolejny rozdział :c
OdpowiedzUsuń