piątek, 8 listopada 2013

Rozdział dziesiąty


Comparisons are easily done
Once you’ve had a taste of perfection


Zawsze bardzo podobał mi się wystrój domu Nicka, położony na przedmieściach Londynu. Całe mieszkanie utrzymane było w odcieniach ciepłego granatu, beżu i pomarańczy, nadając mu tym samym przytulny, domowy wystrój. W takich pomieszczeniach po prostu aż chciało się przebywać. Z głuchym jękiem opadłem wygodnie na ogromną, ciemnoniebieską kanapę, obracając w dłoniach szklankę z whiskey. Powietrze było gęste i ciężkie jak w saunie. Kręciło mi się w głowie. Wiedziałem, że mam mocną głowę, ale nawet ona miała swoje granice. Granice, które z całą pewnością już dawno przekroczyłem. Poczułem mrowienie w palcach. Brunet uśmiechnął się do mnie pobłażliwie i wzdychając cicho, pokręcił głową.
- Masz jakieś problemy, Styles? - zapytał, obserwując mnie uważnie, a ja, zaskoczony, uniosłem lewą brew - Nie upiłeś się tak szybko od czasu, kiedy przedstawiono ci Eleanor i plany z nią związane - dodał, a ja przekląłem w myślach to, jak dobrze mnie znał.
- Nie, wszystko w porządku. Ja i Louis... my... - plątałem się, próbując ułożyć sensownie brzmiące, wymijające zdanie, by odejść od tematu, o którym próbowałem za wszelką cenę zapomnieć. Wszelkie kłamstwa wydały mi się jednak nagle zupełnie niepotrzebne. Nick to przecież przyjaciel. Nie musiałem przed nim udawać, ukrywać się, mogłem mu zaufać. Gdy tylko ta myśl pojawiła się w głowie, poczułem, jak do oczu cisną mi się łzy. - Nie jest dobrze. Jest kurewsko źle, Nick. Louis, on... zdradził mnie - wyrzuciłem z siebie wreszcie, zagryzając wargę do krwi. Zamglonymi przez alkohol tęczówkami obserwowałem, jak na jego twarzy pojawia się zdziwienie, które już po chwili ustąpiło złości. Zacisnął dłoń w pięść, krzywiąc się.
- Co? - wykrztusił z siebie, a ja miałem ochotę zachichotać ironicznie. Wszyscy reagowali tak samo. Nikt nie mógł uwierzyć w to, że zaborczy, zazdrosny do przesady szatyn, jest zdolny zrobić coś takiego - Kurwa mać... Powiedział ci, kim on był? - zapytał przytomnie, chwytając mnie długimi palcami za nadgarstek. Roześmiałem się gorzko na dźwięk słowa "on".
- Z Eleanor. Pieprzył tę szmatę na tym samym łóżku, na którym straciłem z nim swoją cnotę - wyjęczałem, ukrywając twarz w dłoniach, próbując powstrzymać płacz. Od nadmiaru alkoholu kręciło mi się w głowie. Czułem nieprzyjemne sensacje w żołądku, więc oddychałem głęboko i spokojnie, bojąc się, że za moment zwymiotuję na podłogę.
- Nie mogę w to uwierzyć... Wybaczyłeś mu? - zapytał, tonem, którego nie potrafiłem rozpoznać, przeszywając mnie dziwnym spojrzeniem. Zerknąłem na niego, kręcąc mocno głową. Jego twarz rozluźniła się. Wszystko mnie bolało. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza. Czułem się jak w jakimś chorym śnie.
- Nie, Nick, nie wybaczyłem. Wydaje mi się, że to już koniec - mruknąłem, czując, jak wraz z wypowiedzianymi przeze mnie słowami, coś ciężkiego opadło na moje serce. Wszystko mi się rozmazało i dopiero po chwili zorientowałem się, że płaczę. Alkohol sprawiał, że nie potrafiłem logicznie myśleć. Poczułem na policzku dużą, ciepłą dłoń przyjaciela, który starł mi kciukiem łzę. Nie zauważyłem momentu, w którym znalazł się tak blisko mnie. Szlochałem głośno, nie potrafiąc się uspokoić i dopiero w momencie, w którym jego ręka uniosła łagodnie mój podbródek, a sekundę później poczułem jego ciepły, pachnący karmelem oddech na swoich ustach, zadrżałem.
- Co ty robisz? - zapytałem głupkowato, nie odsuwając się jednak ani na milimetr. Nie rozumiałem, co się wokół mnie działo. Wszystko stawało się takie trudne i niezrozumiałe. Chciałem tylko wrócić już do domu, do Gemmy.
- Ja tylko... - zaczął, jednak na dobrą sprawę żaden z nas nie oczekiwał dokończenia. Pełne wargi, tak różne od tych, do których przywykłem, zmiażdżyły moje własne i potrafiłem myśleć jedynie o tym, że Louis całuje zupełnie inaczej. Westchnąłem głośno do jego ust. Byłem taki zmęczony i tak bardzo pijany... Nick odebrał to jednak zupełnie inaczej, wplątując dłonie w moje włosy. Trzymał mocno moją twarz, przyciskając swoje usta do moich, a ja, zamroczony alkoholem, tęsknotą, smutkiem i chęcią czucia czegokolwiek, po prostu się mu poddałem, oddając pocałunek, który po chwili przerodził się w namiętną, pełną pasji walkę. Jego długi, ciepły język dotykał mojego podniebienia i boże, cudownie było chociaż przez chwilę nie zastanawiać się, czym spowodowany jest ból w dole mojej klatki piersiowej. Chłopak był wszędzie, wypełniał każdą komórkę mojego ciała, sprawiając, że wspomnienia o Louisie odchodziły. Nie mam pojęcia, jak długo trwaliśmy w czułym uścisku. Wiem, że gdy w reszcie się od siebie odsunęliśmy, zmęczenie uderzyło mi do głowy tak silnie, że niemalże natychmiast zasnąłem, osuwając się na tę samą kanapę. Ledwie zarejestrowałem, że brunet wziął mnie w ramiona, układając na łóżku w swojej sypialni.



*



Kuchnia w kolorze burzowego nieba pachniała cudownym aromatem świeżo zaparzonej kawy, którą mężczyzna postawił przede mną, wraz z talerzem pełnym gorących tostów i tabletkami przeciwbólowymi. Uśmiechnąłem się ostrożnie, dziękując mu samym spojrzeniem. Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Odwzajemnił ciepły gest, przeczesując palcami moje włosy, a potem zniknął gdzieś na chwilę, by minutę później wrócić i położyć na blacie przede mną należący do mnie telefon. Słyszałem, jak głośno biło mi serce, gdy po niego sięgałem i zastanawiałem się, czy brunet także je słyszał. Zerknąłem na wyświetlacz, krzywiąc się nieznacznie.
Dziewiętnaście nieodebranych połączeń. Wszystkie od Gemmy.
Sześć smsów. Cztery z nich od mojej siostry. Jeden od Liama. Jeden od Louisa.
Mój żołądek zacisnął się w supeł.
- Nick - zacząłem poważnie, odnajdując nad stołem jego spojrzenie - Posłuchaj, ja... To nie powinno mieć nigdy miejsca, zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? - bardziej stwierdziłem, niżeli zapytałem, słysząc, jak drży mi głos. - Potraktujmy to jako jednorazowy incydent, dobrze? Nie chcę tym niszczyć naszej przyjaźni - dokończyłem. Mężczyzna pokiwał delikatnie głową, łapiąc moją dłoń. Pogładził jej wierzch kciukiem, unosząc kąciki swoich warg do góry.
- Spokojnie, Harry. Masz rację. Obaj po prostu zbyt dużo wypiliśmy. To nigdy więcej się nie powtórzy. Nie przejmuj się tym już i jedz, tosty ci stygną.
Mimo jego zapewnień, wiedziałem, że tak naprawdę nic już nie będzie takie samo. Nigdy.



*


23:56
Od: Gemma
O której będziesz w domu?

00:49
Od: Gemma
Co się z Tobą dzieje, Harold? Wszystko w porządku? Martwię się, cały dzień się nie odzywałeś. x

01:13
Od: Gemma
Dowiedziałam się od Cary, że wyszedłeś z Grimshawem dwie godziny temu. Nie mogę się dodzwonić do żadnego z was. Odbierz swój pierdolony telefon, Styles!

03:35
Od: Gemma
Jesteś chujem.

03:36
Od: Liam
Hazz, przed chwilą dzwonił do mnie Louis. Był zajebiście pijany, ale po jakimś czasie udało mi się z nim porozumieć. Wiem już o jego zdradzie. Dlaczego niczego mi nie powiedziałeś? Posłuchaj, on strasznie żałuje. Nigdy wcześniej nie słyszałem, by płakał. Zadzwoń do mnie rano, dobrze?

4:12
Od: Louis
kurwsx tęskvnię za tbą hrry



*



Wydawało mi się, że czas przeciekał mi między palcami. Wolne dni minęły mi w zastraszająco szybkim tempie, sprawiając, że zacząłem cholernie bać się momentu, w którym znów zobaczę szatyna. Ze strachem przyjąłem do wiadomości, że dzisiejszy dzień jest ostatnim przed wyjazdem do Australii. Nasz ostatni kontakt opierał się na wysłaniu przeze mnie sms, w którym napisałem mu słowa otuchy, ponieważ wiedziałem, że ma do siebie żal z powodu kontuzji nogi, która uniemożliwiała mu zagranie w kolejnym meczu charytatywnym. Zamiast mi po prostu podziękować, napisał, że mnie kocha, a ja, kompletnie wytrącony tą wiadomością z równowagi, spędziłem cały wieczór na Skype z Edem Sheeranem, który, próbując odwrócić moją uwagę od myśli związanych z Louisem, śpiewał sprośne piosenki pełne przekleństw, rozśmieszając tym mnie i moją siostrę do łez. Uwielbialiśmy go.
Dziś jednak było inaczej. Nerwowy nastrój sprawiał, że powietrze było gęste jak budyń i w czasie śniadania nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Gemma wyglądała na wyjątkowo zmęczoną i smutną, gdy zaproponowała mi pomoc w pakowaniu się, którą bez wahania przyjąłem. Nie chciałem wyjeżdżać.

 


 

- Hazz, przepraszam, ale naprawdę muszę wychodzić. Moja taksówka już na mnie czeka - powiedziała cicho, zupełnie niepodobnym do siebie głosem, przypominając mi mamę. Najprawdopodobniej nieświadomie przejęła część moich negatywnych emocji. Zadrżałem delikatnie, gdy przytuliła mnie mocno sekundę później, całując mnie przelotnie we włosy.
- Pozdrów rodziców - powiedziałem, odsuwając się od niej ostrożnie i posyłając jej szczery, ciepły uśmiech. Taki, który obejmował też oczy. Odwzajemniła go, gładząc dłonią mój policzek.
- Jesteś dużym chłopcem, dasz sobie radę - oznajmiła stanowczo, otwierając drzwi frontowe, przy których stała. - Masz do mnie dzwonić. Chcę wiedzieć o wszystkim, co się będzie działo między tobą, a Louisem. Wyraziłam się jasno? - dodała poważnie, a ja skinąłem jedynie głową, uspokajając ją.
- Kocham cię, Gemms - mruknąłem, ściskając ją jeszcze raz, pożegnalnie.
- Ja ciebie też.



*



Kiedy nastał wieczór, usłyszałem dzwonek do drzwi i chociaż nie spodziewałem się żadnych gości, widok Nicka, ubranego w swój ukochany, granatowy płaszcz, stojącego z ogromnym pudełkiem, w którym z całą pewnością znajdywała się nasza ukochana pizza, przyniósł mi niewyobrażalną ulgę. Z wesołym uśmiechem, który natychmiast zagościł na mojej twarzy, zaprowadziłem go do salonu, siadając wygodnie na kanapie. Brunet przysiadł tuż obok, prawie natychmiast częstując się kawałkiem.
- Zdenerwowany? - zapytał swoim przyjemnym, niskim głosem. Nic dziwnego, że pracował w radiu. Westchnąłem cicho, zaciskając usta.
- Nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo - mruknąłem, zerkając gdzieś w głąb pokoju. - Najchętniej rzuciłbym to wszystko w cholerę, powiedziałbym, że jestem chory i nie mogę przylecieć, ale ten kontrakt... ten pieprzony kontrakt... A poza tym...
- A poza tym nie chcesz zawieźć swoich fanów. Jak szlachetnie - zaśmiał się, czochrając pocieszająco moje włosy. Przy nim wszystko wydawało się być takie łatwe. Zachichotałem w odpowiedzi, nachylając się do pudełka i wyciągając z niego kolejny kawałek idealnie grubego ciasta, pokrytego sosem pomidorowym, pieczarkami i kurczakiem. W towarzystwie Nicka, bardzo łatwo zapominało się o wszelkich problemach.
- Boję się, wiesz? Nie wiem, jak mam go teraz traktować - mruknąłem. Mężczyzna spojrzał na mnie uważnie, przeszywającym wzrokiem, a potem pogładził mnie ostrożnie po wierzchu dłoni.
- Potraktuj to jak swoją pracę, ja też nie lubię przecież całej mojej ekipy. Na szczęście, poza Tomlinsonem, masz przy sobie trójkę naprawdę świetnych facetów, z którymi możesz rozmawiać i z którymi możesz się wygłupiać czy gdzieś wyjść. Po prostu zachowuj się tak, jakby go tam nie było - odpowiedział. Nie mogłem się powstrzymać od myśli, że mówienie o Louisie w taki sposób, sprawia mężczyźnie niewyobrażalną radość, jednak nie zamierzałem tego komentować. Mężczyzna od zawsze go nienawidził, podobnie z resztą jak szatyn, który na samo imię prezentera, krzywił się znacząco. Przekląłem w myślach, bo gdy tylko oczyma wyobraźni ujrzałem twarz chłopaka... To było dla mnie za dużo.
- Nick? Nie skończyłem się jeszcze pakować. Możesz mi pomóc?



*



Kiedy wracam do tego wszystkiego myślami, a robiłem to wielokrotnie, szukając jakiegokolwiek wyjaśnienia, nie potrafię sobie nawet przypomnieć, jak to wszystko się zaczęło. W jednym momencie śmialiśmy się głośno, podczas gdy ja trzymałem w rękach koszulkę, w następnej moje plecy zderzyły się mocno ze ścianą, do której przycisnął mnie Nick, całując mnie łapczywie, zdecydowanie zbyt gwałtownie. Nie potrafię logicznie wyjaśnić, dlaczego go od siebie nie odsunąłem, dlaczego pogłębiłem pocałunek, dlaczego sprawiało mi taką przyjemność, gdy starszy mężczyzna gryzł mocno moją szczękę, doprowadzając mnie tym samym do obłędu. I nie wiem, co działo się w mojej głowie, kiedy zdjął ze mnie koszulkę, rzucając ją niedbale gdzieś na podłogę, a potem chwycił mnie mocno, popychając mnie na łóżko w mojej sypialni. Nie wiem, o czym myślałem, gdy pieścił językiem i zębami całe moje ciało, chwilę później pozbywając się też moich ciasnych spodni i czarnych bokserek, będących, o ironio, prezentem od Louisa. Świat wirował mi przed oczami, gdy drżącymi dłońmi odpinałem guziki jego koszuli i klamrę jego paska. Nie potrafię powiedzieć, co poczułem, gdy wszedł we mnie mocno, jęcząc głośno moje imię. Tak długo na to czekałem, jesteś idealny mruczał mi do ucha, podczas gdy ja sam nie byłem w stanie się nawet odezwać. Trzydzieści siedem szybkich i bardzo nieregularnych pchnięć później, doszedł z głośnym westchnięciem w moim wnętrzu, a ja uśmiechnąłem się mimowolnie, zerkając na jego wyczerpaną, spełnioną twarz. To było szalone i w tamtej chwili byłem zbyt pobudzony, by myśleć o konsekwencjach.
- Nie myśl, że jestem egoistą - mruknął cicho, nachylając się do mnie kilka minut później. Kręciło mi się w głowie, gdy ułożył mnie wygodnie na miękkich poduszkach, sprawnymi ustami i zręcznym językiem sprawiając, że w końcu zapomniałem, dlaczego to wszystko tak bardzo boli. Nie minęło wiele czasu, zanim skończyłem, wzdychając jego imię, choć w moich myślach pojawił się widok jasnych, niebieskich tęczówek. I właśnie to sprawiło, że miałem ochotę uciec jak najdalej. Zwymiotować. Boże, co ja najlepszego zrobiłem?



*



Ja i Louis nie byliśmy już razem.
Szatyn mnie zdradził i miałem pełne prawo sypiać z kimkolwiek chciałem, kiedykolwiek i gdziekolwiek tego zapragnąłem.
Dlaczego więc, gdy obudziłem się rano w łóżku z brunetem, przytulającym ciasno moje plecy, poczułem do siebie wyjątkowe obrzydzenie? Dlaczego miałem tak ogromne wyrzuty sumienia? Jęknąłem głucho, wyplątując się z ramion Nicka. Mężczyzna, w przeciwieństwie do szatyna, który miał wyjątkowo głęboki sen, natychmiast się obudził, zerkając na mnie ciepło. Uniósł się na łokciach, całując mnie ostrożnie w policzek. Zadrżałem, szukając wzrokiem swoich ubrań. Westchnąłem ciężko, podnosząc się. Starszy zrobił to samo, obdarowując mnie łagodnym, uspokajającym uśmiechem. Trzęsły mi się dłonie.
- Nick...
- Daj spokój, Harry, jesteśmy dorośli, takie rzeczy się zdarzają. Nie musisz mi się tłumaczyć, wiem, że kochasz jego, nie mnie. To tylko seks.
- Ja... Będzie lepiej, jeśli teraz wyjdziesz, Nick. Za trzy godziny mam samolot, a n-nie zdążyłem się wciąż spakować - mruknąłem, odwracając się do niego plecami. 

 


 

Trzydzieści minut później, dosłownie wyłem Gemmie do słuchawki, ale ku mojej rozpaczy, chyba pierwszy raz w życiu nie otrzymałem od niej wsparcia. To bolało mnie jeszcze mocniej.
- Chcesz mi powiedzieć, że gdy tylko zostawiłam cię samego w domu, martwiąc się o twoją żałosną dupę w Australii, ty... poczekaj... pierdoliłeś się z Grimshawem? - głośny krzyk mojej siostry przeszył moją skroń. Skuliłem się, patrząc ze strachem w głąb pokoju, w którym się znajdowałem. Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz była na mnie tak wściekła. - Jesteś taki żałosny, kurwa - warknęła, a ja, oczyma wyobraźni widziałem, jak odrzuca swoje długie, zadbane włosy na plecy, zagryzając mocno pełną, dolną wargę. Wiedziałem, że nie ma sensu się z nią kłócić; musiałem poczekać, aż wyrzuci z siebie wszystko, co doprowadziło ją do takiego stanu, nie było innego sposobu. Dyskutując z nią, tylko pogorszyłbym sprawę. - I w dodatku w ogóle nie myślisz. Cholera, czy kiedy bóg rozdawał rozum, ty stałeś w kolejce po bycie pieprzonym dupkiem? Louis cię zamorduje kiedy się dowie, a dowie się na pewno, zdajesz sobie z tego sprawę? Nick ma, kurwa, zdecydowanie za długi język. Nie zdziwię się, jeśli jutro w audycji śniadaniowej opowie, jakie to uczucie...
- Wystarczy - przerwałem jej, wzdrygając się. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wiedziałem, że szatynka ma rację.
- Wiesz, co ja myślę, Harry? Sądzę, że już się poddałeś i zajebiście mi z tego powodu przykro. Louis zrobił okropny błąd, ale nie znam nikogo, kto mógłby pokochać cię tak bardzo, jak kocha cię on. Ale może tobie ta zdrada była na rękę, co? - zapytała. Ironiczny ton, którym się do mnie zwracała, był nie do zniesienia. - Może ty tak naprawdę szukałeś pretekstu, żeby zakończyć ten związek i być z Nickiem? Nieźle to sobie wymyśliłeś. Pewnie sam Modest łatwiej zniesie wasz związek, skoro Grimshaw jest z zewnątrz, a przy tym jest przystojny i sławny... Idealny, kurwa, kandydat. Dziwię się, że nie dałeś mu się przelecieć wcześniej, przecież tak długo się już przyjaźnicie...
- Gemm, kurwa, błagam, przestań. To był tylko wypadek, nigdy więcej już tego nie zrobię, i...
- Masz rację, przestanę - przerwała mi, warcząc do słuchawki - Oszczędzę cię, ale tylko dlatego, że aż za dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że Louis cię zabije, kiedy się dowie. Jestem tego kurwa pewna. I chyba pierwszy raz w życiu, stanę po jego stronie.
- Gemma...
- Nie, Harry. Rozmowa zakończona. Jestem zmęczona po podróży i idę się wykąpać. Miłego lotu. I... Nie dzwoń do mnie już, Styles. Po prostu tego nie rób.



*



Po raz pierwszy byłem wdzięczny Modestowi za to, że ja i Louis musieliśmy latać osobnymi samolotami. Nie wiem, jak zniósłbym tak długą podróż przy jego boku, ze świadomością, co zrobiłem, co zrobił on. Wykręcając się od rozmowy z Liamem złym samopoczuciem, założyłem na uszy słuchawki, zamykając oczy. Wszystko mnie bolało, w mojej głowie huczały myśli i słowa mojej siostry, ale spokojna muzyka wyciszyła mnie na tyle, bym mógł zapaść w długi, nieprzyjemny sen.



*



Louis, Louis, Louis, Louis.
Było już grubo po drugiej w nocy, a ja wiłem się jak w gorączce, nie potrafiąc poradzić sobie z moją własną, ludzką naturą.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Nie chciałem tego robić. Naprawdę, starałem się powstrzymać, ale bolesna twardość upominała się o to, bym się nią zajął.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Poddałem się, z głośnym westchnięciem wsuwając dłoń pod cienki materiał moich bokserek. Objąłem ciasno swoją męskość.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Zamknąłem oczy, myśląc o drobnych dłoniach, przesuwających się po całym moim ciele.
Louis, Louis, Louis, Louis.
I delikatnych, wąskich ustach, całujących moje własne. A potem schodzących niżej, na moją szyję.
Louis, Louis, Louis, Louis.
I jeszcze niżej, na mój tors. Prawie czułem jego ciepły język na swojej wrażliwej brodawce. Jęknąłem głośno.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Zaczerwienione od pocałunków usta na moim brzuchu. I na kościach biodrowych, tak bardzo wrażliwych na dotyk.
Louis, Louis, Louis, Louis.
Jęczałem, wykonując coraz szybsze ruchy, coraz bardziej wiercąc się na łóżku. Było tak gorąco, moje ciało płonęło żywym ogniem i boże, byłem tak blisko, kiedy poczułem dwie, chłodne, realne dłonie na swoich plecach. Poderwałem się, wydając z siebie głośny okrzyk zdumienia, jednak sekundę później poczułem jego zapach.
- Shhh, to tylko ja - wymruczał mi do ucha, a ja natychmiast odwróciłem się w jego stronę, jęcząc głośno. Natychmiast zmiażdżyłem jego usta własnymi, pragnąc go jak nigdy wcześniej. Był tu, był, był, był, delikatny i prawdziwy. Kręciło mi się w głowie, gdy Louis oddał pocałunek, wplątując lewą dłoń w moje włosy, podczas gdy prawa... O kurwa... - Przestraszyłeś mnie, Harry - mruknął, przenosząc swoje idealne, zręczne wargi na moją szyję. Z moich ust wydobyło się głośne westchnięcie. Dłoń Louisa przesuwała się leniwie w górę i w dół, a ja miałem ochotę skomleć, by chociaż trochę przyspieszył. - Kiedy przyszedłem i usłyszałem jak głośny byłeś... - przerwał, przygryzając delikatną skórę przy mojej tętnicy, na co przekląłem donośnie. - Właśnie tak głośny... Przestraszyłem się, że jest tutaj ktoś z tobą. Złamałbyś mi serce, wiesz? - mruknął, a mnie zrobiło się niedobrze ze strachu. - A potem usłyszałem, jak wołasz moje imię... - dokończył, przysysając się mocno w okolicach mojego obojczyka. Uwielbiał mnie w ten sposób "znakować".
- Louis - wykrztusiłem z siebie, patrząc na niego błagalnie. - Szybciej - wyjęczałem, a on natychmiast spełnił moją prośbę, całując mnie przelotnie w ramię. Moje biodra mimowolnie wychodziły na przeciw jego delikatnej, wprawionej dłoni. Oddychałem ciężko, wprost do jego ust, podczas gdy on poruszał się po mojej męskości w coraz szybszym tempie, o ile to w ogóle było możliwe. W górę i w dół, w górę i w dół, w górę... poczułem, jak moje oczy zalewa ciemność. Przycisnąłem swoje wargi do jego spierzchniętych ust, jęcząc głośno w spełnieniu. Wtuliłem się w jego gorące, delikatne ramiona, uspokajając oddech. To, do jakiego stanu doprowadzał mnie niebieskooki, nie dało się opisać słowami. Próbowałem przypomnieć sobie, jak się oddycha, podczas gdy on gładził spokojnie moje plecy, co jakiś czas składając łagodny pocałunek na moim ramieniu.
- Harry, zrobię wszystko, żebyś mi wybaczył, słyszysz? Jeśli każesz mi czekać, będę czekał, odsunę się na bok... Chcę, żebyśmy spróbowali jeszcze raz, od początku. Tak bardzo tęsknię za tym, jacy byliśmy... - mówił, a moje serce wrzuciło piąty bieg. Boże, byłem przerażony. Chciałem go, to oczywiste, że go chciałem. Tak samo, jak on, marzyłem o tym, że zaczniemy od nowa. Ale Nick... - Będę walczył o to, by Eleanor zniknęła z naszego życia. Umówiłem się już na rozmowę w tej sprawie z zarządem... Harry, pomyśl tylko, wszystko może być jeszcze idealne...
- Kocham cię - szepnąłem, podejmując decyzję. Nie chciałem zarywać cienkiego gruntu, po którym stąpaliśmy. Nie mogłem mu powiedzieć o zdradzie, jeszcze nie teraz.
- A ja kocham ciebie - odpowiedział, przyciągając mnie do kolejnego, delikatnego pocałunku. - Dobranoc, Harry - oznajmił jeszcze, dając mi jasno do zrozumienia, że nie oczekuje rewanżu. Przesunąłem wargami po jego obojczyku, a potem wtuliłem się w jego ramię, zasypiając.




____________________________
Wiem, że pewnie chcecie mnie teraz zamordować,
ale wolałabym jednak pozostać przy życiu
i przeczytać wszystkie wasze emocje w komentarzach:)

6 komentarzy:

  1. Zastanawiam się, czy bardziej teraz Cię kocham, czy nienawidzę...
    Napiszę coś konstruktywnego później.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, ja nie czuję nic. Tylko niedosyt i niezrozumienie. Może to zmęczenie, ale chciałam Ci tylko powiedzieć, że napisalaś: stojącego z ogromnym pudełkiem, w której z całą pewnością znajdywała się nasza ukochana pizza.
    Piękne, przeczytam drugi raz jutro.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lou musi mu wybaczyć, bo podejrzewam że już za niedługo się dowie...
    omg, nie zabiję Cię, ale pogódź ich na dobre <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Przełknęłam z bólem serca ten rozdział i jest mi wyjątkowo dziwnie, widząc Harry'ego przy boku Nicka, to jest dla mnie totalnie nieporozumienie i nie umiem się do tego w żaden sposób ustosunkować. Chciałabym napisać Ci coś ambitnego, ale po prostu, gdy tylko zaczynam myśleć o tym, co napisałaś - wpadam w szał, bo nie mogę przeżyć Nicka, po prostu nie mogę. Eleanor w sumie też na mnie tak działa, ale jestem skłonna powiedzieć, że mimo wszystko on bardziej. Mogę obiektywnie powiedzieć, że końcówka najlepsza, ale to i tak tylko cisza przed nadchodzącą burzą, więc nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy też nie. Jeśli chodzi o moje najlepsze wspomnienie co do tego odcinka - niezawodna Gemma, którą szczerze uwielbiam, bo jest wyjątkowo obiektywna i potrafi opowiadać się także po innych stronach, nie tylko po stronie swojego młodszego brata. Jest genialna! Ode mnie to tyle, trenuje swoje nerwy przed kolejnym odcinkiem.

    Pozdrawiam! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja za to powiem Ci, że to chyba jeden z moich ulubionych rozdziałów. Jestem ogromnym Larry shipper, ale Nick ma w sobie to coś. Jest przeraźliwie przystojny, dojrzały, męski i w połączeniu z Harrym - mieszanka wybuchowa. Czekam aż Louis dowie się prawdy, ale rozdział przecudowny! *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprawdzam codziennie twój blog w nadziei na kolejny rozdział :c

    OdpowiedzUsuń