The nights were mainly made for saying things
That we can’t say tomorrow day
Osiem miesięcy później
Chociaż podpisując własny kontrakt obawiałem się, że bez czwórki
przyjaciół nie będę w stanie poradzić sobie w świecie mediów, mój strach był
bezpodstawny. Jeśli to w ogóle możliwe, stałem się jeszcze sławniejszy, niż
było to za czasów naszego zespołu, a na moje koncerty w dalszym ciągu
przychodziły tłumy dziewczyn, wylewających łzy szczęścia, gdy tylko pojawiałem
się na scenie. Za swoje piosenki i wizerunek otrzymywałem niezliczone
nagrody, które wysyłałem do domu rodzinnego albo wystawiałem na aukcjach
charytatywnych, i pierwszy raz w życiu czułem, że zapracowałem na nie sam. Kreśląc swoje imię i nazwisko przy dokumencie, jasno określiłem
swoje warunki, choć na dobrą sprawę chodziło mi o uzyskanie zaledwie trzech punktów: wolność w pisaniu i tworzeniu piosenek, możliwość przedterminowego
zakończenia kariery w zamian za oddanie praw autorskich do nowej płyty i
zaprzestanie wszelkich manipulacji moim życiem prywatnym, a więc koniec żałosnej farsy z
byciem kobieciarzem.
Nie miałem pojęcia, co dzieje się w życiu chłopaków i, jeśli
mam być szczery, nawet nie próbowałem się tym interesować, z obawy przed tym,
że będzie to dla mnie zbyt bolesne. Żyło mi się bez nich bardzo dobrze, a będąc wiecznie
na walizkach, w wirze ciągłych występów, nagrań w studio, pisania piosenek i
pokazów mody Nicka Grimshawa, na których regularnie się pojawiałem, nie miałem
czasu by zatęsknić za Louisem czy też resztą One Direction.
Pięć miesięcy temu po raz ostatni kontaktowałem się
z którymś z nich - rozmawiałem przez telefon z Zaynem, który jako jedyny pogratulował
mi tak ogromnego sukcesu mojej solowej płyty, ale w głosie chłopaka słyszałem żal,
który sprawił, że przestałem odpowiadać na jakiekolwiek jego wiadomości, by nie
zadręczać sobie głowy niepotrzebnymi wyrzutami sumienia.
Mój (nie do końca) debiutancki album był utrzymywany w
klimacie lat osiemdziesiątych, teksty piosenek, które pisałem, nie skupiały się
wyłącznie na miłości jak to było w One Direction i w końcu wszystko było
dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłem, gdy jako zagubiony i nieśmiały nastolatek, stanąłem przed
jury w X-factorze.
Po pierwszym skandalu, który wywołały moje zdjęcia, przedstawiające, jak pod wpływem alkoholu obściskiwałem się z jakimś przypadkowym modelem,
poznanym na pokazie Nicka, przyszły kolejne, gdy do internetu trafiły
fotografie, obrazujące jak całuję innego projektanta mody, sporadycznie i samego Girmshawa, aż w końcu nawet brukowce przestały zwracać na tego typu
wybryki uwagę, znudzone ich wysoką częstotliwością.
W końcu czułem się
prawdziwy, nawet jeśli seks był sztuczny i przyjemny tylko, gdy wyłączałem
myśli poprzez alkohol. Nie musiałem już przelewać swoich uczuć na tatuaże ze strachu przed despotycznym
zarządem. Mogłem być sobą w pełnym tego słowa znaczeniu, choć nie umiałem
zdecydować, ile w tym wszystkim tak naprawdę było mnie samego, a ile blokowałem gdzieś
w sobie, w obawie przed załamaniem psychicznym.
Mój świat wydawał się poukładany i wszystko było w nim na pozór idealne, aż do
momentu, w którym pewnego bardzo gorącego, lipcowego wieczora, siedząc
wstawiony na wysokim, obrotowym krześle w hotelowym barze, w towarzystwie
przystojnego kelnera z którym zamierzałem spędzić noc, odebrałem wiadomość
tekstową od Liama.
Sophie
zaczęła rodzić.
A zaraz potem przyszła kolejna, z dokładnym
adresem szpitala. Nie wiem, co dokładnie mną kierowało, gdy zdecydowałem się
tam pojechać, zostawiając tego biednego chłopaczka samego i w ekspresowym
tempie zamawiając sobie taksówkę. Czułem, że powinienem tam być, że to było miejsce, w którym powinienem się znaleźć.
*
Gdy, będąc jeszcze w taksówce, potwierdziłem
swoje przybycie krótkim smsem, otrzymałem kolejną wiadomość z dokładnym
położeniem sali, w której odbywał się poród i jak w amoku, szedłem wzdłuż korytarza,
nie do końca rozumiejąc, co się wokół mnie działo. Payne ojcem huczało mi w głowie, w której wciąż nieco się kręciło
od wypitych wcześniej słodkich drinków, jednak wiedziałem, że nie ma już
odwrotu i ucieczka nie miałaby najmniejszego sensu. Zdałem sobie sprawę, że jestem blisko,
gdy w zasięgu mojego wzroku pojawiła się zaskakująco duża i głośna grupka osób,
wyglądająca dość zabawnie w jasnozielonych, szpitalnych szlafrokach i nakładkach
na obuwie.
Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, była
moja siostra i jej radosny śmiech, niosący się echem po ścianach szpitala. Już
na pierwszy rzut oka mogłem powiedzieć, że zdecydowanie zrzuciła kilka kilogramów i cholera,
wyglądała przepięknie, nawet w tak idiotycznym stroju i nawet gdy swoje długie,
jasne włosy, spięła wysoko na głowie w niedbałą kitkę, z której pojedyncze
pasma wciąż wpadały w jej ciemne oczy. Poczułem dziwny skurcz w żołądku, gdy
dostrzegłem, jak poklepała pokrzepiająco Liama po łopatkach, a sekundę później
wróciła w objęcia blondwłosego chłopaka, który ucałował czule jej skroń,
szepcząc do ucha dziewczyny coś, czego nie mogłem i chyba nawet nie chciałem usłyszeć.
Cóż, najwyraźniej
ona i Niall poukładali swoje sprawy i zdecydowali się dać sobie szansę.
Poczułem wstyd rozlewający się po całym swoim ciele, gdy zdałem sobie sprawę,
że nie miałem o tym wszystkim pojęcia. Że straciłem zarówno jego, jak i ją.
Przesunąłem wzrokiem po zdenerwowanym Liamie,
przy boku którego stał teraz pulchniejszy niż go zapamiętałem Zayn, przyciągając go do niedźwiedziego uścisku.
Przez chwilę zdziwiłem się brakiem zrzędliwej Perrie, jednak bardzo szybko przypomniałem
sobie, że dziewczyna jest teraz w trasie koncertowej ze swoim zespołem.
Zatrzymałem się gwałtownie w połowie kroku, gdy zobaczyłem jego,
opartego wygodnie o ramię wysokiego, barczystego mężczyzny, prawie o głowę od niego
wyższego. Serce stanęło mi w miejscu.
Rysy twarzy Louisa odrobinę się wyostrzyły, a
on sam znacząco schudł i nawet teraz, gdy komentował głośno niesmaczną kawę z
automatu, dało się dostrzec jego zapadnięte policzki i poszarzałą skórę,
naciągniętą na wyraźnie zaznaczone kości. Spod zielonej, szpitalnej
płachty, wychodziły jego drobne ramiona i ze zdziwieniem odkryłem, że były
niemalże w całości pokryte tatuażami, o których istnieniu nie miałem pojęcia.
Najwyraźniej nie obcinał też włosów, ponieważ sięgały mu do obojczyków,
opadając na nie łagodnymi falami i automatycznie chciałem do niego podejść, by
ich dotknąć i sprawdzić, czy wciąż są tak samo miękkie i delikatnie, jakimi je zapamiętałem.
Wziąłem głęboki oddech i wtedy mnie zauważył.
Wziąłem głęboki oddech i wtedy mnie zauważył.
Niepewna zieleń spotkała zdezorientowany błękit,
a sekundę później Louis chwycił pewnie za nadgarstek stojącego przy swoim boku
mężczyzny, ciągnąc go w przeciwnym kierunku korytarza, szepcząc coś wprost do jego ucha.
Nie potrafiłem być w stosunku do niego fair.
Nie miałem żadnego prawa odbierać mu szczęścia, wręcz przeciwnie, wmawiałem sobie, życzyłem mu
spełnienia w miłości, jednak inaczej było, gdy ten obraz pozostawał jedynie w
mojej imaginacji i daleko było mu do prawdziwości, a inaczej, gdy zobaczyłem go przede
mną, rzeczywistego, z krwi i kości, stojącego u boku przystojnego szatyna, o którym
wiedziałem jedynie, że jest moim następcą.
Zachwiałem się na nogach i już chciałem
zawrócić, wezwać taksówkę i upić sie do nieprzytomności, gdy drzwi porodówki otworzyły się gwałtownie, a uśmiechnięta od ucha
do ucha, pulchna pielęgniarka, pogratulowała Liamowi narodzin córki.
Olivia Payne przyszła na świat 14 lipca 2014 roku i była najpiękniejszym dzieckiem, jakie dane mi było zobaczyć.
Olivia Payne przyszła na świat 14 lipca 2014 roku i była najpiękniejszym dzieckiem, jakie dane mi było zobaczyć.
*
Nie potrafiłem cieszyć się z koncertów. Widząc,
jak bardzo są ze sobą zżyci ludzie, których kiedyś nazywałem swoimi
przyjaciółmi, zapragnąłem rzucić to wszystko w cholerę i błagać ich o przebaczenie,
by móc znów poczuć, jak to jest być prawdziwie kochanym. Znów mieć rodzinę. Najgorsza była jednak
świadomość, że nawet, jeśli jakimś cudem uda mi się odnowić kontakt z Niallem,
Liamem, moją siostrą czy Zaynem, nie miałem szans, by odzyskać Louisa. Chłopak był teraz w
nowym związku, wydawał się być szczęśliwy i ja nie miałem prawa wchodzić w jego
życie z butami i ponownie wszystkiego mu niszczyć.
Kiedy w połowie listopada, występy sceniczne
były dla mnie większym wyzwaniem i męczarnią, niżeli przyjemnością, wiedziałem,
że czas się pożegnać. Po dłuższej rozmowie z menagerami, zakończyłem solową karierę, oddając pełnie praw do swojego albumu zarządowi. Udzieliłem
jeszcze krótkiego wywiadu dla mediów i fanów, a potem ruszyłem do jedynego miejsca, które przyszło mi do głowy. Do domu, który opuściłem wraz z rozwiązaniem umowy z Modestem. Domu, w
którym miałem dzielić się szczęściem z Louisem.
*
Na zabłoconym podjeździe stało auto, którego
właściciela momentalnie rozpoznałem, jednak niczego z tego nie rozumiałem, bo
jego obecność w tym miejscu zdawała się być irracjonalna i niewłaściwa. Stanąłem
na werandzie, patrząc zamyślonym wzrokiem na frontowe drzwi. Pokręciłem głową, odnajdując w sobie odwagę, a potem,
biorąc głęboki, uspokajający oddech i mając w swojej świadomości zakodowane, że
rozmowa, którą miałem nadzieję z nim przeprowadzić, może być naszą ostatnią,
bezszelestnie nacisnąłem dużą, ciężką klamkę, wchodząc do środka.
W domu było ciepło, czego w ogóle się nie spodziewałem. Mieszkanie było niezamieszkane i nieogrzewane od grudnia zeszłego roku. Rozkosznie ciepłe, pachnące drewnem lasu powietrze zupełnie nie pasowało do moich wyobrażeń. Ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie dostrzegłem niewypakowanych wciąż kartonów z ubraniami, które spodziewałem się tam znaleźć.
W domu było ciepło, czego w ogóle się nie spodziewałem. Mieszkanie było niezamieszkane i nieogrzewane od grudnia zeszłego roku. Rozkosznie ciepłe, pachnące drewnem lasu powietrze zupełnie nie pasowało do moich wyobrażeń. Ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie dostrzegłem niewypakowanych wciąż kartonów z ubraniami, które spodziewałem się tam znaleźć.
Coraz bardziej zdziwiony, ruszyłem do salonu, obawiając się
najgorszego. W mojej głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka – Co, jeśli Louis i ten mężczyzna
zamieszkali w tym domu? – jednak starałem się odrzucić tę myśl ze
świadomości.
Rozejrzałem się po pokoju, nie dostrzegając jednak nigdzie
żadnego z nich. Zrezygnowany, zważając na dość późną godzinę, ruszyłem w
kierunku sypialni i wiedziałem, że podjąłem dobrą decyzję, gdy do moich uszu
dobiegł cichy szmer. Policzyłem do dziesięciu, a potem wszedłem do pokoju.
Chłopak podskoczył i krzyknął cicho, odruchowo chowając za swoimi
plecami beżowy, pleciony sweter, w którym rozpoznałem swój własny, a potem
wyprostował się, próbując odwrócić od niego moją uwagę.
- Co ty tutaj robisz? – zapytał zachrypniętym głosem, a ja
uniosłem brwi do góry.
- Wciąż mam klucze – mruknąłem, wyciągając je z kieszeni i
okręciłem je sobie wokół palca, uśmiechając się słabo, próbując tym samym wyjść
naprzeciw ogromnego napięciu, które niemalże można było wyczuć. – A ty?
- Ja też mam klucze - wydusił z siebie cicho. Rozejrzałem się uważnie po pokoju i gdy na parapecie dostrzegłem nasze wspólne zdjęcie, zorientowałem się, że wszelkie rzeczy, które zabrałem ze starego mieszkania zostały przez niego wypakowane.
- Czy twojemu nowemu facetowi nie przeszkadza to, że podkradasz i nosisz moje ubrania? – wyrwało mi się, nim zdążyłem ugryźć się w język. Obserwowałem, jak twarz Louisa przechodzi powoli z napiętej, do zaskoczonej.
- Ja też mam klucze - wydusił z siebie cicho. Rozejrzałem się uważnie po pokoju i gdy na parapecie dostrzegłem nasze wspólne zdjęcie, zorientowałem się, że wszelkie rzeczy, które zabrałem ze starego mieszkania zostały przez niego wypakowane.
- Czy twojemu nowemu facetowi nie przeszkadza to, że podkradasz i nosisz moje ubrania? – wyrwało mi się, nim zdążyłem ugryźć się w język. Obserwowałem, jak twarz Louisa przechodzi powoli z napiętej, do zaskoczonej.
- O czym ty mówisz, Harry? – zapytał, z rezygnacją wyciągając moją
własność przed siebie. Nie oddał mi jej jednak, zamiast tego przesuwając
drobnymi palcami po miękkim materiale swetra.
- Przytulaliście się w szpitalu i uciekliście na mój widok, a
teraz udajesz, że go nie znasz? – mruknąłem gorzko, lustrując go uważnym
spojrzeniem. Tym razem w jego błękitnych tęczówkach dostrzegłem zrozumienie.
Zaśmiał się głośno, zanim jeszcze udzielił mi odpowiedzi.
- To brat Sophie, ty debilu – oznajmił znacząco, a ja poczułem
rozlewającą się po całym ciele, niewyobrażalną ulgę i uśmiechnąłem się lekko.
Ciężar, który do tej pory spoczywał na moim żołądku, zniknął. Zauważyłem kątem oka,
że Louis skrzywił się nieznacznie, uciekając gdzieś w swoje myśli, zanim
ponownie się odezwał. – Poza tym, wybacz, Harry, ale nawet gdybym był z Nathanem,
to nie byłaby twoja sprawa, po tym wszystkim, co zrobiłeś.
- Chodziło mi raczej o wyjaśnienie kwestii noszenia moich ubrań, niżeli o twoje potencjalne związki – mruknąłem, ignorując niewypowiedziane oskarżenie w moim kierunku, a on zarumienił się delikatnie,
odrzucając sweter na łóżko.
- Tęskniłem za tobą – powiedział, wzdychając głośno, a potem
skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. – A to jedyny sposób, bym mógł mieć choć cząstkę ciebie, jakkolwiek to żałosne - wyszeptał, a potem nabrał głośno tlenu w płuca. - Ale sądząc po ilości twoich
partnerów, ty za mną nie, więc wydaje mi się, że ta rozmowa nie ma dalej większego
sensu.
- Louis, potrafiłbyś mi to kiedykolwiek wybaczyć? –
zapytałem, odgarniając nerwowo zbyt długie włosy ze spoconego czoła. – To, że
cię zostawiłem? To, że wybrałem karierę i przygodowych partnerów, zamiast
spokojnego życia z tobą? Umiałbyś mi to kiedykolwiek wybaczyć?
- Nie wiem – powiedział, wzdychając ciężko. Zebrałem się na odwagę, choć kosztowało mnie to więcej, niż mogłem przypuszczać. Głos mi drżał.
- Odpowiedz mi, Lou, powiedz mi prawdę. Jedyne, czego teraz
chcę, to wiedzieć, czy mam jeszcze o co walczyć. Powiedz tylko jedno zdanie, a
zniknę z tego domu i więcej mnie już nie zobaczysz – wyrzuciłem z siebie,
czując, jak żołądek zaciska mi się z nerwów w supeł, a z twarzy znikają kolory.
Chłopak prawie się uśmiechnął, kręcąc głową.
- Ciągle musieliśmy o nas walczyć. Przypomnij sobie, jak
długo i jak bardzo się o nas staraliśmy, potrafisz to zrobić? Ale ja już mam dość, Harry. Nie chce dłużej
walczyć, chcę po prostu z tobą być – wrzucił z siebie, zerkając na mnie
zmęczonymi oczami, a ja uśmiechnąłem się ostrożnie.
Rozłożył swoje ramiona, pozwalając mi się do siebie przytulić
i gdy tylko znów znalazłem się w jego objęciach, zrozumiałem, że nigdy nie
powinienem był ich opuszczać.
- Przepraszam, Louis. Kurwa, byłem taki głupi – wyszeptałem w jego
delikatnie pachnące cytrusami włosy, a potem poczułem, jak ten przyciąga mnie pewnie za brodę.
- Taki głupi – powtórzył jeszcze,
zanim nasze wargi ostatecznie się ze sobą zetknęły.
Cała miłość, cała tęsknota, wszystko, co budowaliśmy i burzyliśmy od pięciu lat. Zieleń i błękit, żar i chłód, ogień i woda, kłótnie i seks, Harry i Louis. Wszystko było tylko nasze i wszystko było tylko dla nas.
Cała miłość, cała tęsknota, wszystko, co budowaliśmy i burzyliśmy od pięciu lat. Zieleń i błękit, żar i chłód, ogień i woda, kłótnie i seks, Harry i Louis. Wszystko było tylko nasze i wszystko było tylko dla nas.
W końcu mogliśmy być wolni. Prawdziwie wolni. Razem.
____________________________________________
To już koniec tego opowiadania. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy poświęcali swój czas, motywując mnie do dalszego pisania - czy to komentarzami tutaj, czy to przez dopominanie się o rozdziały na asku. Dziękuję też tym, którzy nie dali znać, że czytają, a jednak to robili. Dziękuję za każdą opinię, zarówno negatywną, jak i pozytywną - jestem wdzięczna za wszystko.
Mnie i moją twórczość znajdziecie tutaj -> www.let-us-love-larry.tumblr.com gdzie na bieżąco możecie czytać moje nowe opowiadania i partówki Larry. Byliście i jesteście niezastąpieni.
Nie odchodzę, więc się nie żegnam. Trzymajcie się!
____________________________________________
To już koniec tego opowiadania. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy poświęcali swój czas, motywując mnie do dalszego pisania - czy to komentarzami tutaj, czy to przez dopominanie się o rozdziały na asku. Dziękuję też tym, którzy nie dali znać, że czytają, a jednak to robili. Dziękuję za każdą opinię, zarówno negatywną, jak i pozytywną - jestem wdzięczna za wszystko.
Mnie i moją twórczość znajdziecie tutaj -> www.let-us-love-larry.tumblr.com gdzie na bieżąco możecie czytać moje nowe opowiadania i partówki Larry. Byliście i jesteście niezastąpieni.
Nie odchodzę, więc się nie żegnam. Trzymajcie się!